warning: date() [function.date]: It is not safe to rely on the system's timezone settings. You are *required* to use the date.timezone setting or the date_default_timezone_set() function. In case you used any of those methods and you are still getting this warning, you most likely misspelled the timezone identifier. We selected 'Europe/Berlin' for 'CET/1.0/no DST' instead in /home/admin/domains/kontrowersje.net/public_html/archiwum/modules/blog_addons/blog_addons.module on line 428.

"Matka, córka, alkohol i Oskar" - opowiadanie


- No powiedz mi Oskar, tylko szczerze, podoba ci się ta moja Klaudia?
Zachrypły głos siedzącej naprzeciwko młodego chłopaka przeszło czterdziestoletniej kobiety, z trudem przebijał się przez jednostajny łoskot dyskotekowej muzyki. Przekrwione oczy, po części przesłonione coraz to bardziej ciążącymi powiekami, świdrowały rozmówce w oczekiwaniu na odpowiedź. Mimo wszechogarniającego mroku, rozświetlanego na ułamki sekund kolorowymi błyskami stroboskopów, na jej twarzy można jeszcze było dostrzec ślady dogasającej urody, której resztki w najbliższych kilku latach miała na zawsze utracić dzięki taniej ukraińskiej wódce i jeszcze tańszym ukraińskim papierosom. Pajęczyna popękanych naczyń krwionośnych i fioletowo-zielonkawe smugi pod oczami, doraźnie kamuflowała gruba warstwa fluidu i pudru. Siedziała oplatając rękoma oparcie barowej ławki, z nogami założonymi jedna na drugą. Czubki jej palców, poruszane w rytm dobiegających zewsząd monotonnych dźwięków, wprawiały w wahadłowy ruch znacznie już przetarty obcas przyciasnych szpilek. Zirytowana brakiem odpowiedzi, chwyciła najbliżej stojący kufel z resztkami rozgazowanego piwa, i uderzając dnem szklanki o blat stołu, huknęła:
- Oskar, do cholery! Jesteś mężczyzną czy nie! Mów mi tu zaraz! Podoba ci się ta moja córcia?!
Słowa ochryple wybełkotane, zaakcentowane uderzeniem kufla, wyrwały chłopaka z zamyślenia. Punkt oddalony o kilka metrów, a w który od przeszło minuty wpatrywał się Oskar, został zastąpiony widokiem chwiejącej się we wszystkie strony głowy siedzącej naprzeciwko kobiety.
- Pewnie, że tak. – odpowiedział, po czym skierował wzrok na obserwowane wcześniej miejsce.
Kobieta ociężale podążyła za spojrzeniem Oskara.
- Sam widzisz jak ona działa na facetów. – powiedziała po odnalezieniu punktu, w który wpatrywał się chłopak. – Lepiej jej pilnuj, jeśli nie chcesz, aby ktoś ci ją sprzątnął sprzed nosa.
Oboje spoglądali na zgrabną blondynkę stojącą przy barze i oczekującą na zamówienie. Jej długie, sięgające prawie do pasa włosy falowały lekko, kołysane w rytm muzyki prawie niewidocznym ruchem bioder. Wokół niej kręciło się trzech młodych mężczyzn. Każdy z nich, siląc się na wymyślony naprędce marny żart lub żałosny komplement, próbował zwrócić na siebie uwagę. Ona zaś, na każdą taką zaczepkę, reagowała uroczym, aczkolwiek nic nie znaczącym uśmiechem.
- Patrz jak jej jedzą z ręki. – podsumowała kobieta. – Ta mała ździra specjalnie nie założyła stanika.
- Ładnie się pani wyraża o córce. – powiedział.
- Po pierwsze nie „pani”! – krzyknęła, i tak jak wcześniej uderzyła kuflem o blat stołu. – Ile razy mam ci powtarzać! Mam na imię Irena! Przecież my już prawie rodzina. A po drugie, to nie mów mi za co mam się wstydzić, a za co nie. Za młody na to jesteś.
Tu przerwała, by sięgnąć po leżącą pomiędzy pustymi butelkami paczkę papierosów, na której w miejscu gdzie zazwyczaj widniała przestroga ministra zdrowia o konsekwencjach palenia, ciągnął się szereg znaków pisanych cyrylicą.
- O czym to ja… A no tak! Co do nienoszenia stanika – kontynuowała już z papierosem w dłoni – to ja chyba wiem lepiej. Kiedy byłam w jej wieku robiłam to samo, tylko cycki miałam lepsze.
Szukając potwierdzenia dla swoich słów, wetknęła papierosa w kącik ust, i chwyciwszy dłońmi za piersi kilkakrotnie nimi potrząsnęła.
- Wcale nie jest z nimi jeszcze tak źle! – zaśmiewając się wykrzyknęła. – Zresztą sam możesz sprawdzić…
Błyskawicznym ruchem złapała Oskara za nadgarstek, i przyciągnęła jego rękę do jednej z piersi zanim ten zdążył zareagować.
- No coś ty taki płochliwy! – zarechotała gdy chłopak wreszcie uwolnił dłoń. – Harcerzem jesteś czy jak? Co z ciebie za mężczyzna, jak ty kobiety boisz się dotknąć!
„Stara wariatka” pomyślał Oskar i ponownie skierował swoją uwagę na dziewczynę stojącą przy barze. Kiedy blondynka wróciła do stolika, Oskar dostrzegł, że za zmówione piwa płacił jeden z flirtujących z nią przed chwilą mężczyzn.
- A dla mnie gdzie? – z wyrzutem napomknęła kobieta, zorientowawszy się, że żaden z dwóch przyniesionych przez córkę kufli nie znalazł się w zasięgu jej ręki.
- Tobie już wystarczy. – odpowiedziała szorstko Klaudia.
- O tym to ja zadecyduję moja droga. Gdzie moje piwo!
Dziewczyna nie zareagowała.
- Gdzie moje piwo! – krzyknęła, tym raz nadając swojej chrypie jeszcze bardziej złowieszczej barwy.
- Nie musisz się drzeć! Nie jestem głucha! A piwa i tak nie dostaniesz!
Kobieta, niczym małe, obrażone na cały świat dziecko, złożyła ręce na piersiach i ostentacyjnie odwróciła się w kierunku ściany. Wytrzymała nic nie mówiąc ledwo minutę, po czym obróciwszy się na powrót w stronę córki, z udawaną skruchą spokojnie powiedziała:
- Masz rację, nie powinnam tak krzyczeć. Ale ty mnie do tego zmuszasz. Bo ty mnie masz za nic… słyszysz, za nic…
Oczy Ireny na zawołanie zaszły mgiełką wymuszonych łez.
- Kończ już te przedstawienie mamo… - westchnęła Klaudia i zaczęła nerwowo wodzić wzrokiem po sali.
- Tak, ponownie przyznaję ci rację. Możesz być na mnie zła, że robię ci sceny przy chłopaku. – szlochała, jednak co rusz ukradkiem zerkając na Klaudię i Oskara. – Ale piwo powinnaś matce kupić, bo matkę trzeba szanować…
- I tak już dużo wypiłaś, a ja nie mam zamiaru holować cię znowu do domu.
- Zawsze może pomóc ci twój chłopak. - parsknęła Irena, zapominając, że jeszcze chwilę temu łkała w mankiet wymiętoszonego żakietu. – To jak będzie z tym piwkiem dla mamusi?
- Nic nie będzie.
- Czyli nie kupisz mi piwa?
- Nie.
- Nie? W takim razie ja wychodzę.
Kobieta podpierając się niezgrabnie obiema rękami wstała od stolika. Zanim jednak zdążyła zarzucić na ramię torebkę, drogę zagrodziła jej córka.
- Nigdzie nie pójdziesz. – powiedziała stanowczo.
- A właśnie, że pójdę.
- Sama nie będziesz wracać do domu.
- Złaź mi z drogi gówniaro, bo ci zaraz tu wpieprzę przy wszystkich!
Pokrzykiwania kobiety, a szczególnie towarzysząca im chrypa, zwróciły powszechną uwagę grupki osób siedzących najbliżej. Patrzyli rozbawieni na chwiejącą się Irenę, która jedną ręką kurczowo ściskała oparcie ławki, a drugą kreśliła w powietrzu krótkie, zamaszyste linie, tuż przed nosem dziewczyny.
- To ty swojemu fagasowi przynosisz piwo, a własnej matce żałujesz! Taka z ciebie córka!
Słowom kobiety po raz kolejny towarzyszył brzęk pustego kufla uderzanego o blat stołu.
- Mamo, ja cię proszę, siądź wreszcie i się nie kompromituj. – cedziła przez zęby Klaudia. – I tak beze mnie nigdzie nie pójdziesz.
- Zostanę tylko wtedy, gdy ten kufel będzie pełny.
- A masz i się udław!
Dziewczyna chwyciła za stojącą przed matką szklankę i do połowy napełnił ją piwem przelanym ze swojego kufla.

*

- Sylwia, błagam cię, zmień mnie, chociaż na godzinę. Dłonie mi spuchły od szorowania tych garów.
- Setki razy mówiłam szefowi, żeby kupił nam gumowe rękawiczki, ale do niego jak do ściany.
Dziewczyny wyminęły się w przejściu łączącym bar z zapleczem i kuchnią.
- Bo my dwie na tak dużą knajpę to zdecydowanie za mało.
- Coś słyszałam, że szef ma wziąć niedługo kogoś z zatrudniaka do pomocy.
- I tak pewnie pod byle pretekstem wyleje ją, jak tylko staż się skończy. Potem weźmie następną zieloną gówniarę po technikum mięsnym, i następną, i tak w nieskończoność, bo on za to nie płaci, tylko urząd pracy. Żyd jebany! Ale jakoś nigdy nie wpadł na to, by nam odpalić coś ekstra za przyuczanie tych głupich cip.
- Mi to wszystko jedno, i tak na jesieni wyjeżdżam do Włoch. Moja siostra już tam dwa lata siedzi, to pomoże. Wolę podcierać tyłek starej babce niż czekać w nieskończoność na podwyżkę. Zresztą za takie pieniądze jakie tu dostaje, to musiałabym być ostatnią idiotką żeby tu zostać.
- Tobie to dobrze. Ja na razie nie mogę się stąd ruszyć. Chcemy się z Olafem pobrać.
- Maju, nie wiedziałam. Gratuluje. Wiecie już kiedy?
- Mam nadzieję, że jak najszybciej. Jak tylko Olaf znajdzie coś na stałe.
- Prosta sprawa. Tutaj to może o tym zapomnieć. A tak przy okazji, to czy on już nie powinien być w pracy?
- No tak… Nie mam pojęcia, co go mogło zatrzymać.
- Jeżeli to, co ostatnio, to lepiej nich schodzi z oczu szefowi, bo ten nie da mu już drugiej szansy.
- Wiem Sylwia, ale co ja mogę…

*

- Jeśli się panie nie uspokoją, to będę kazała paniom wyjść.
- Nie przypominam sobie byśmy wzywali kelnerkę. Zmykaj więc kochana na zmywak i nie wtrącaj się w nie swoje sprawy.
Kelnerka, nie dając się sprowokować Irenie, beznamiętnie mówiła dalej:
- To nie jest jakaś mordownia, gdzie wolno krzyczeć na cały głos i tłuc kuflem o stół. Takich rzeczy nie będziemy tu tolerować. Więc albo…
- Już dobrze – wtrąciła zirytowana przemówieniem kelnerki Klaudia – nie będzie już więcej problemów.
- Mam nadzieję. Drugi raz prosić nie będę.
- Przecież powiedziałam, że nie będzie problemów. A ty już mamo lepiej nic nie mów. – warknęła dziewczyna, widząc, że Irena sposobi się na kolejną uwagę.
Kelnerka wzruszyła lekceważąco ramionami i już miała odchodzić, kiedy zza jej pleców odezwał się gruby, męski głos:
- Jakiś problem?
- Nie Olaf, już wszystko sobie wyjaśniliśmy. – odpowiedziała kelnerka.
Rosły mężczyzna zmierzył wzrokiem siedzące przy stoliku osoby; dłużej przyglądał się tylko Oskarowi. W ułamku sekundy oszacował wagę , wzrost i zasięg ramion chłopaka.
- Ja myślę. – mruknął, i obejmując poufale kelnerkę, odchodząc dodał – To było pierwsze i ostatnie ostrzeżenie.

*

- Do dupy z taką imprezą. – pierwsza odezwała się matka Klaudii, po tym jak kelnerka i ochroniarz zniknęli z pola widzenia. – Ale mam na to radę.
Kobieta sięgnęła po leżącą obok czarną torebkę. Uporawszy się z zacinającym się zamkiem, chichocząc pod nosem, dyskretnie wysunęła szyjkę półlitrowej butelki wódki.
- Po tym na pewno wszystkim poprawi się humor. – dodała tryumfalnie.
- Skąd to masz mamo?
- To akurat jest teraz najmniej ważne. No Oskar, może byś tak porozlewał wódeczkę póki jeszcze mamy coś w kuflach.
- Tutaj? – zapytał milczący dotąd chłopak rozglądając się niepewnie po sali.
- No ja nie mogę z tym chłopakiem. – westchnęła kobieta. – Jesteś prawdziwym mężczyzną czy nie? Może pękasz przed tym osiłkiem? Łap się za flaszkę i rób swoje.
Zanim Oskar zdążył zaprotestować odezwała się Klaudia:
- Oddaj mi to mamo.
Tym razem kobieta nie protestowała i posłusznie przesunęła torebkę w kierunku córki.
- My z Oskarem chętnie się napijemy, prawda? – uśmiechnęła się do chłopaka.
Dziewczyna sprawnymi ruchami zmieszała wódkę z piwem. Upewniwszy się, że nikt z obsługi niczego nie zauważył, zakręciła do połowy opróżnioną butelkę, i mocując się - tak jak przed chwilą jej matka - z zacinającym się zamkiem, odstawiła torebkę wraz z ukrytą w niej wódką jak najdalej od Ireny.

*

- Zatańczymy?
- Teraz? Tutaj? Przecież nikt nie tańczy.
- No i co z tego. Mam ochotę zatańczyć.
- Wiesz, że nie lubię.
- Wiem, ale proszę, zrób to dla mnie. Najlepiej teraz, póki leci wolny kawałek.
Wstali, i wtuleni w siebie zaczęli tańczyć pomiędzy stolikami.
- Widzisz, wcale nie idzie ci tak źle.
- Nogi mi się plączą.
- Nieprawda, jest całkiem dobrze.
Dziewczyna zamknęła oczy i oparła głowę o ramię chłopaka.
- Kiedy odejdziesz od niej i się do mnie wprowadzisz?
- To nie takie proste.
- Dlaczego? Nie masz dość tego wszystkiego?
- Nie mogę jej teraz zostawić samą. Dobrze wiesz jakby się to skończyło.
- Przecież to dorosła kobieta, da sobie radę.
- Nie da. Ty tego nie rozumiesz, ale ona jest jak dziecko. Zresztą to moja matka…
- Matka..?
- Wiem, co myślisz. Ale tak będzie lepiej. Przepraszam…

*

„Pięknie wyglądają razem… po prostu pięknie. Udała mi się córcia… Żeby jej się tylko w życiu ułożyło, nic więcej nie chcę… żeby tylko… Gdzie te papierosy! A tu są… Co za siano! Tym kacapom się w dupach z dobrobytu poprzewracało, za takie gówno drzeć z uczciwego Polaka cztery zeta..? Chuj nie interes… Jacy oni piękni… żeby im się tylko ułożyło jakoś… nic więcej… żeby tylko… Kurwa, jakie te piwo jest ciepłe… pić się tego nie da… Moja głowa… pęknie mi zaraz… Dobra, tylko łyczek… póki nie widzą… bo nie wyrobię… zaraz zakręcę i schowam… nie będę denerwować córci… to dobre dziecko… Pierdolony zamek..! Póki nikt nie widzi… J e z u... Jak oni pięknie wyglądają razem…”

*

- Olaf, nie tutaj. Ona może w każdej chwili wrócić.
- No i co z tego. Mam to gdzieś.
Mówiąc to, nie wypuszczał z żelaznego uścisku szamotającej się pomiędzy jego ramionami dziewczyny.
- Tak? A ja słyszałam, że podobno chcesz się żenić.
- Podobno… - wymruczał chwytając Sylwię za pośladki i przyciągając ją jeszcze bliżej do siebie, tak aby bez przeszkód móc dobrać się do jej szyi i ust.
- Najwierniejszym mężem to ty raczej nie będziesz.
- Raczej nie…
- Olaf, do cholery, całą mnie obśliniłeś. Puść mnie już, Maja zaraz tu będzie.
- Ale spotkamy się jutro?
- Olaf, proszę… śmierdzi od ciebie wódą…
- Tam gdzie ostatnio?
- Dobrze, tam gdzie ostatnio, tylko mnie puść.
Kiedy na zaplecze weszła Maja pobrzękując tacą pełną szklanek i talerzy Sylwia właśnie kończyła zmywanie, a Olaf znudzony kiwał się na krześle.
- Ja nie mogę z tą babą. – jęknęła zrezygnowana podsuwając Sylwii nowy zestaw brudnych naczyń. – Jest tak najebana, że ledwo siedzi. Mało tego, kłuci się na cały głos z jakąś siksą, tak że ludzie się skarżą. Zwracałam jej już dziś uwagę i nic. Mam tego dość! Olaf, idź coś zrób, bo szef może wpaść w każdej chwili i nam się za nią oberwie.
- Trzeba ją i jej te całe towarzystwo wyjebać za drzwi i po sprawie. Zresztą to, nie pierwszy raz jak ta stara rura robi tu chryje po pijaku. Menelica pierdolona! Załatwię to raz na zawsze.
- Nie tknąłeś kanapek, które ci przygotowałam. – powiedziała Maja do mijającego ją Olafa. – Nie jesteś głodny?
- Kurwa, jasne, że jestem głodny. Ale co mi po nich. Kiedy ty się wreszcie nauczysz, że ja nienawidzę majonezu.

*

Nie reagował jak go wołała i prosiła żeby wrócił. Biegł przed siebie, co raz potykając się o odstające płyty chodnikowe. Nie widziała dokładnie, ale zdawało jej się, że rękoma uciskał nos, który obficie krwawił.
- Nie zatrzymuj go. Niech idzie w cholerę!
Słysząc zachrypnięty głos odwróciła się i spojrzała na zataczającą się matkę.
- Zamknij się! Słyszysz?! Zamknij się i nic więcej nie mów! – krzyknęła i skierowała się w kierunku Ireny, która w dalszym ciągu trzymała szyjkę od stłuczonej butelki.
- Wiedziałam, że to nie jest prawdziwy mężczyzna.
- Zamknij się mamo!
Przy każdym jej kroku pod butami chrzęściły płatki pokruszonego szkła.
- Po co ci taki facet, co nie umie obronić kobiety.
- Zamknij się! Zamknij się! Zamknij się!
Stanęła naprzeciwko matki, na tyle blisko by swąd tytoniowego dymu i odór alkoholu wymusił grymas obrzydzenia na jej twarzy.
- Taki pajac z dobrego domu nie potrafiłby o ciebie zadbać córciu. On nie pasuje do ciebie, a tym bardziej ty do niego. Jeszcze mi za to podziękujesz.
- Proszę cię, milcz. – wykrztusiła czując jak łzy nachodzą jej do oczu.
- To zwykły frajer i nic więcej. Znajdę ci prawdziwego mężczyznę, nie to chuchro. Takiego, który nie boi się dać w mordę kiedy trzeba.
Ciosy skierowane w twarz Ireny wymierzyła precyzyjnie, przykładając wszelkich starań by każde uderzenie sprawiało jak największy ból. Bijąc nie omijała przekrwionych policzków, okolic jej wiecznie podkrążonych oczu, nie szczędząc głowy, gdzie kleiste od lakieru i zniszczone zbyt częstym farbowaniem włosy straszyły swą kruchością. Przestała dopiero, gdy poczuła pod palcami lepkość nieprzyzwoicie czerwonej szminki i ciepło krwi sączącej się leniwie z pękniętej wargi Ireny.
- Ty jak zwykle musiałaś się upić, zrobić awanturę i wszystko popsuć. – mówiła patrząc na osuwającą się wprost pod jej nogi kobietę. - Choć mi na nim zależało, nawet nie wiesz jak bardzo…

*

- Olaf, skarbie, nic ci się nie stało?
Dziewczyna nachyliła się nad leżącym ochroniarzem, gdy ten z niedowierzaniem wpatrywał się w zakrwawioną dłoń, którą przed chwilą dotknął czoło.
- Ta stara kurwa miała coś w torebce… nie wiedziałem… zaskoczyła mnie… nie daruję… - bełkotał, próbując dźwignąć z chodnika swoje ogromne ciało.
- Proszę cię, wstań. Trzeba to przemyć. Potem musisz iść do domu. Ktoś na pewno wezwał policję.
- Nie daruje… żeby dać się tak podejść… tej starej pijaczce…
- Jak szef zobaczy co się stało i wyczuje jeszcze, że piłeś, to wyleje ciebie na zbity pysk. – z całych sił chwyciła Olafa i przełożyła jego ramie za swoją szyję pomagając mu się podnieść. – I już na pewno nigdzie nie znajdziesz pracy. I co wtedy będzie z nami?
- Może nic nie będzie! – ryknął wyrywając się z objęcia dziewczyny. – Puść mnie kurwa, sam pójdę!
- Olaf, jak możesz… - wyszeptała, i wytarłszy zakrwawione palce o śnieżnobiały fartuch udała się na zaplecze, w kierunku szafki, gdzie jeszcze niedawno widziała zwitek bandaży i butelkę wody utlenionej.


Arturo - pozostałe wpisy