• warning: date() [function.date]: It is not safe to rely on the system's timezone settings. You are *required* to use the date.timezone setting or the date_default_timezone_set() function. In case you used any of those methods and you are still getting this warning, you most likely misspelled the timezone identifier. We selected 'Europe/Berlin' for 'CET/1.0/no DST' instead in /home/admin/domains/kontrowersje.net/public_html/archiwum/modules/blog_addons/blog_addons.module on line 428.
  • warning: date() [function.date]: It is not safe to rely on the system's timezone settings. You are *required* to use the date.timezone setting or the date_default_timezone_set() function. In case you used any of those methods and you are still getting this warning, you most likely misspelled the timezone identifier. We selected 'Europe/Berlin' for 'CET/1.0/no DST' instead in /home/admin/domains/kontrowersje.net/public_html/archiwum/modules/blog_addons/blog_addons.module on line 522.
  • warning: date() [function.date]: It is not safe to rely on the system's timezone settings. You are *required* to use the date.timezone setting or the date_default_timezone_set() function. In case you used any of those methods and you are still getting this warning, you most likely misspelled the timezone identifier. We selected 'Europe/Berlin' for 'CET/1.0/no DST' instead in /home/admin/domains/kontrowersje.net/public_html/archiwum/modules/blog_addons/blog_addons.module on line 522.

Czuma niestety swojego ministerstwa nie kuma


Ostatnio pisałem o nowym ministrze sprawiedliwości - Andrzeju Czumie. Spróbowałem dokonać wnikliwej i solidnej analizy jego osoby pod kątem kwalifikacji do objęcia trudnego resortu, jaki został mu ofiarowany przez premiera Donalda Tuska. Zebrała się garść plusów, ale też szczypta minusów. Analizę zakończyłem prostym wnioskiem - Andrzej Czuma nie będzie miał łatwo w ministerstwie sprawiedliwości, ale jeżeli się postara, to ma szanse dać radę.

Po spłodzeniu tamtego wpisu myślałem, że temat Andrzeja Czumy będę mógł odpuścić na dłuższy czas. Sądziłem, że nowy minister schowa się gdzieś w przepastnych gabinetach ministerstwa i zacznie nadrabiać wszystkie swoje zaległości. Materiału do opanowania wszakże jest sporo. Legislacyjny dorobek projektów ustaw po Zbigniewie Ćwiąkalskim jest spory, jako że większości aktów normatywnych planowanych na rok 2008 nie udało się do tej pory uchwalić.

Jednak Andrzej Czuma zaskoczył mnie raz jeszcze (pierwszy raz zaskoczył mnie samą swoją osobą, tzn. nominacją). Nie tylko nie zaszył się w biurze i nie pogrążył się w lekturze, ale bojowo wychodził raz po raz przed kamery i deklamował najrozmaitsze oświadczenia. Niestety niezbyt przemyślane i de facto szkodliwe dla jego urzędu.

I.
Zaczęło się ostro już w chwili pojawienia się oficjalnej informacji o jego kandydaturze. Wtedy Andrzej Czuma rzucił w eter swoje przemyślenia na temat zakresu dostępności broni palnej dla przeciętnego obywatela. Myśl tę jednak szybko skorygował i lekko osłabił - w miejsce pistoletów weszły paralizatory i gaz pieprzowy. Działał tak zapewne z powodu dosyć negatywnej reakcji mediów i ogółu społeczeństwa na takie pomysły.

Prawdą jest bowiem stwierdzenie, iż przeciętny Polak zadowolony jest z obecnego status quo - broń jest trudno dostępna, ale jej zdobycie nie jest niemożliwe. Miażdząca większość społeczeństwa nie ma broni palnej i jest spokojna wiedząc, że na 99% nie ma jej też sąsiad-alkoholik. Natomiast jednostki, które pragną się uzbroić, mają taką możliwość, bo przecież absolutnego zakazu nie ma.

Wracając jednak do meritum, czyli Andrzeja Czumy - jego deklaracje o pragnieniu zwiększenia dostępności broni palnej zostały szybko przekute na hasło powiększenia zakresu obrony koniecznej, w szczególności gdy chodzi o obronę tzw. miru domowego. I choć tu słowa trafiły na o wiele bardziej podatny grunt (chyba każdy chce mieć prawo skutecznej obrony przed napaścią we własnym domu), to i tak nowy minister musiał szybko stonować i korygować swoje własne wypowiedzi.

Wniosek płynał z tego wyraźnie jeden - Andrzej Czuma czuł się bardziej prokuratorem (generalnym) niż ministrem sprawiedliwości. Zaczął kreować się na dzielnego Szeryfa, który pochyli się nad biednym, ciemiężonym ludem i obroni go własną piersią. Jest to wybieg pozwalający na zdobycie sporego poklasku, rozumując oczywiście w kategoriach niesławnego PRu, czyli public relations. Na szczęście słabość takiej postawy w sposób wyraźny obnażyła kadencja Zbigniewa Ziobry. Polska nie potrzebuje kolejnego szeryfa, mocnego w słowach i gestach. Tu trzeba solidnego reformatora, kreatywnego urzędnika, a nie bojownika uciśnionych.

II.
Pierwszym zdecydowanym działaniem Andrzeja Czumy jako ministra sprawiedliwości (ależ mnie kusi, żeby pisać zamiast tego: "prokuratora generalnego") było spotkanie 26 I 2009 r. z rodziną Krzysztofa Olewnika oraz synami Elżbiety i Wiesława Drzewińskich. Obie rodziny mogą mieć słuszne pretensje do polskiego wymiaru sprawiedliwości. Obie sprawy tragiczne. Jednak spójrzmy prawdzie w oczy - cóż takiego może teraz zrobić minister sprawiedliwości? Jako prokurator generalny może oczywiście naciskać na podległą mu prokuraturę. Ale chyba nie o to chodzi, bo przecież PO reprezentuje oficjalnie pogląd potępiający podobne praktyki. Jakby nie było, nawet w Sejmie działa komisja śledcza, która ma badać tego typu nadużycia.

Bez wątpienia efekt tego spotkania obliczony był na zbicie politycznego kapitału. Raz jeszcze podkreślenie roli Szeryfa, który jest bardzo blisko tych najbardziej dotkniętych przez los, albo jak kto woli: nieudolność i skorumpowanie organów ścigania.

III.
Solidną wpadkę Andrzej Czuma zaliczył jednak dopiero cztery dni później. 30 I 2009 r. odbyła się głośna konferencja prasowa nowego ministra sprawiedliwości, który wypowiedział się między innymi o zarzutach postawionych prezydentowi Sopotu - Jackowi Karnowskiemu.

Mimo że przeczytałem wszystkie osiem zarzutów, wiem, że bywa taka sytuacja, iż organy ścigania, działając w dobrej wierze, trafiają w próżnię. Nie mówię, że tak jest w tym przypadku, zakładam jednak taką sytuację.

Powiem szczerze, że gdy pierwszy raz usłyszałem w telewizji te słowa, to uznałem, że coś źle zarejestrowałem. Szybko więc przejrzałem w Internecie tekstowe relacje z konferencji. Niestety okazało się, że o żadnej pomyłce mowy być nie może. Andrzej Czuma powiedział to, co powiedział.

Nawet nie wiem gdzie zacząć krytykę tego oświadczenia. Może dla uzyskania efektu spajającego ten punkt z powyższym należałoby się skupić na po raz kolejny wyeksponowaniu roli prokuratora generalnego-szeryfa? Ale to na tym etapie już truizm. W sposób wysoce nonszalancki i bezrefleksyjny Andrzej Czuma wszedł w buty Zbigniewa Ziobry. Zrobił to o tyle skutecznie, że prześcignął wręcz swojego protoplastę. W jednej wypowiedzi nie tylko dokonał gigantycznego nacisku na prowadzących sprawę prokuratorów (dając im znać, że w jego mniemaniu zachodzi wysokie prawdopodobieństwo trafienia przez nich "w próżnię") ale także utożsamił się niemal z niezawisłym sądem, przesądzając publicznie sprawę winy/niewinności podejrzanego Jacka Karnowskiego.

Oczywiście, słowa Andrzeja Czumy mają w sobie ziarno prawdy. Ja sam, pracując jako adwokat, już wiele razy spotkałem się z sytuacją, w której zarzuty prokuratura przedstawiała osobom niewinnym, albo winnym w zdecydowanie mniejszym stopniu. Jednak to rola prokuratury prowadzącej postępowanie przygotowawcze aby określić czy ktoś mógł popełnić przestępstwo, czy nie mógł. O winie natomiast decyduje niezawisły sąd. Dopiero, tylko i wyłącznie sąd. Jest to fundamentalna podstawa naszego porządku prawnego. Na żadnym etapie takiego postępowania nie ma najmniejszego miejsca dla ministra sprawiedliwości. Każda jego wypowiedź - czy to wskazująca w stronę niewinności czy winy - jest z gruntu wysoce szkodliwa i może z wysokim prawdopodobieństwem "zepsuć" doszczętnie cały proces. Tak to jest gdy polityka ze swoimi brudnymi buciorami wchodzi w tryby - słabo, bo słabo, ale jednak - działającego wymiaru sprawiedliwości.

Nie jest więc niczym dziwnym, iż ogół wypowiedzi Andrzeja Czumy skrytykowali nie tylko bezpartyjni eksperci jak prof. Hołda, czy przedstawiciele opozycji, ale także koledzy ministra sprawiedliwości z jego własnej partii (m.in. Antoni Mężydło).

IV.
Dzisiejszy dzień jednak przyniósł oświadczenie Andrzeja Czumy, które przelało czarę goryczy. Dosyć niespodziewanie (to już chyba standard, albo ja jestem wiecznie naiwny) minister sprawiedliwości, chociaż znów bardziej jako prokurator generalny, włączył się aktywnie w nurt arcytragicznych wydarzeń ostatnich dni związanych z morderstwem polskiego geodety przez pakistańskich talibów.

Znów mamy do czynienia z dziwnym, nieprzemyślanym oświadczeniem (za TVN24.pl):
To jest banda talibańska. Nazwisk nie mogę ujawniać, dopóki prokurator ich nie odtajni. Ale oczywiście znajdą się w liście gończym.

Według ministra sprawiedliwości, dane dowództwa grupy "zdumiewająco szczegółowo" znał i opisał polski wywiad. Łącznie z nazwiskami ich krewnych, także tych Sikorski: postaramy się dopaść tych bandytów

To przyczyna bezwładu w działaniach Pakistanu: bardzo wielu ludzi sprzyja talibom - uważa minister. Czuma przekonywał też, że polskie MSZ działało w tej sprawie bez zarzutu

Minister sprawiedliwości chwali się wiedzą wywiadu swojego państwa. Bardziej krótkowzroczną deklarację trudno sobie wyobrazić. Niestety tego typu oświadczenia są na pewno monitorowane przez tę "bandę talibańską", która jest żywotnie zainteresowana efektem swoich działań na kraj, który stał się ich celem. Nie tylko dalsze działanie polskiego wywiadu w Pakistanie zostało utrudnione, ale nasi agenci chyba mogą zacząć obawiać się o swój los.

Nie to jest jednak najgorsze. Najdziwniejszym i najmniej zrozumiałym elementem wypowiedzi Andrzeja Czumy jest ta o Pakistanie. Nie dość, że całkowicie wyszedł poza swoje kompetencje i wszedł w buty MSZu, to na dodatek w bezmyślny sposób prowokuję stronę Pakistańską. Całkowity brak dyplomacji. Od dziś chyba możemy być pewni, że już absolutnie żadnej pomocy od Pakistanu nie otrzymamy, gdy jej będziemy potrzebowali. Poza tym to odrobinę nierozsądne - drażnić niezbyt stabilne państwo posiadające arsenał nuklearny.

I ostatecznie trzeba też ze smutkiem spojrzeć na ton i charakter wypowiedzi ministra sprawiedliwości, które przyjęły postać zdecydowanej groźby. Czy grożenie komukolwiek i w jakikolwiek sposób należy do zakresu kompetencji ministra sprawiedliwości - proszę odpowiedzieć na to pytanie sobie samemu. A ponadto zastanowić się jaki to może mieć wpływ na dalszą pracę i postrzeganie tego resortu.

V.
Jak zwykle rozpisałem się niemiłosiernie. Pora więc szybko przejść do konkluzji całego tekstu. Jest ona bardzo prosta i nieskomplikowana - Andrzej Czuma podążył od samego początku złą ścieżką. Niestety dosyć szybko pozbawił nas złudzeń, że będzie dobrym i skutecznym ministrem sprawiedliwości. Na razie w sposób zdecydowany przypomina mi Zbigniewa Ziobrę - podobna gra nieprzemyślanych, ostrych słów i dziwnych gestów.

Co przeraża mnie najbardziej, to fakt, iż Andrzej Czuma działa niemal wyłącznie w ramach kompetencji prokuratora generalnego. Wydaje się, iż zdecydowanie ważniejszą część swojego urzędu - właściwe ministerstwo sprawiedliwości - rzucił gdzieś w kąt i nie za bardzo się nim przejmuje.

Nie tylko nie widać z jego strony zainteresowania tematyką reformy wymiaru sprawiedliwości, ale także nie próbuje on zakreślić chociażby generalnego kierunku rozwoju swojego resortu. Jedyne działania Andrzeja Czumy to głośne i niezbyt mądre wypowiedzi dla mediów. Oraz oczywiście szeryfowanie. Ale przecież zdecydowanie nie tego teraz potrzebujemy...

Irnerius - pozostałe wpisy




  • Andrzej Czuma - plusy, minusy i co dalej?

    Powiedziałem ?A?, znaczy skomentowałem dymisję ministra Zbigniewa Ćwiąkalskiego oraz oceniłem pobieżnie teoretycznych kandydatów na to stanowisko, to muszę koniecznie powiedzieć też ?B?, czyli opowied->>


  • Ćwiąkalski out, ale kto in... i co dalej?

    Kłaniam się nisko mym pierwszym wpisem na Kontrowersjach.net. Zauważyłem ten ciekawy portal dzięki konkursowi na Blog Roku i postanowiłem spróbować zagościć tu na dłużej.->>