warning: date() [function.date]: It is not safe to rely on the system's timezone settings. You are *required* to use the date.timezone setting or the date_default_timezone_set() function. In case you used any of those methods and you are still getting this warning, you most likely misspelled the timezone identifier. We selected 'Europe/Berlin' for 'CET/1.0/no DST' instead in /home/admin/domains/kontrowersje.net/public_html/archiwum/modules/blog_addons/blog_addons.module on line 428.

Klich i inni...


Tekst powstał, a właściwie wykroił się z komentarza do tekstu szanownego Gospodarza, za Gospodarza radą zresztą…

Pretekstem, czy jak kto woli, powodem jego powstania są wydarzenia związane z komentarzem gen, Skrzypczaka co do stanu zaopatrzenia polskiego kontyngentu w Afganistanie, oraz pewnego rodzaju złość na powstałą w poniedziałek rano luźną koncepcję rządzących, aby Skrzypczaka przerobić szybciutko na „obiad drawski”. Skoro gość nie chciał sobie doczekać do emeryturki, a potem zostać gdzieś attache wojskowym albo ambasadorem, tylko się tak wziął i zawziął, to może coś w tym jego zawzięciu jest…
Wiedza i informacje wzięły się z długotrwałego, hobbystycznego czytania mądrzejszych i bardziej doświadczonych od siebie, więc są w pewnym sensie właśnie światłem odbitym cudzego wysiłku.

Na początek, skąd się biorą zakupy w wojsku? Biorą się z Założeń Taktyczno-Technicznych.
Założenia Taktyczno-Techniczne do przetargów przygotowują wojskowi urzędnicy z MON, wspierani przez instytucje takie, jak WITU, czyli Wojskowy Instytut Techniki Uzbrojenia.
W wielu, nawet zbyt wielu przypadkach robią to pod kuratelą wszelkich pomagierów polityków z różnych gabinetów politycznych, asystentów posłów co zostali ministrami albo wiceministrami. Wojsko czujnie wsłuchuje się oczywiście w opinie praktyków, czyli żołnierzy, po czym równie często ma je w dupie. W grze są też po prostu zaprzyjaźnieni „biznesmeni”, wtedy zwykle dochodzi to sytuacji zabawnych ale i strasznych, jak to było przy przetargu na pistolet, kiedy to w ZTT swobodnie wpisano, po raz pierwszy na świecie warunek, że broni nie będzie można rozebrać z nabojem w komorze nabojowej ( powszechnie wiadomo, że polski żołnierz jest dużo mniej bystry od każdego swojego zagranicznego kolegi ). Wyeliminowało to sprawnym ruchem wszystkie znane i sprawdzone światowe konstrukcje, za to przez przypadek promowało konstrukcję pewnej łódzkiej spółki związanej później z WITU…
Do legendy przeszedł przetarg na niezbędnik, gdzie kłopoty rozwiązano warunkiem, iż zdaje się łyżka musi być scalona z widelcem, w ten sposób odpadli wszyscy z wyjątkiem gościa, który takie właśnie miał. Najwspanialsze interesy robi się więc na rzeczach małych i średnich.
Przy wielkich przetargach siła zaangażowanych w nie frakcji w pewnym sensie się znosi,
ponieważ każdy z zainteresowanych angażuje podobne miliony dolarów w lobbystów, polityków, wszawych dziennikarzy, niekoniecznie zresztą wyłącznie przy pomocy „wziątek” ale też przyjęć, konferencji, wyjazdów na oglądanie sprzętu, materiałów „reklamowych”, wreszcie kwitów na konkurencję podsuwanych osobnikom, którym wystarczy powiedzieć „Pan napisze, tu jest wszystko, Pan zaistnieje”.
Potem całe to towarzystwo, kiedy już jest po ptakach zamyka aktówki z gotówką i jedzie na drugi koniec świata, u nas natomiast zostaje smrodek pomówień, kilometry bzdur wypisanych
w prasowych i internetowych archiwach i grono pryszczatych nastoletnich speców wypisujących z uporem godnym lepszej sprawy na wszelkich możliwych forach, który sprzęt jest kompletnie syfiasty, a jakie to skarby przeszły nam koło nosa.

Gdyby Amerykanie nie przespali całej pierwszej fazy lobowania za Stryker’em ( ichnim kandydatem na nasz Kołowy Transporter Opancerzony produkowanym przez General Electric), chyba z powodu przekonania, że wygra tak czy siak, to on byłby naszym KTO.
Zresztą akurat Rosomaka ciężko jest teraz krytykować, bo został „bohaterem” Afganistanu, a jego słabości wynikają tak naprawdę z kabotyńskich warunków przetargu, nie jego własnych niedociągnięć ( warunek pływalności i transportowalności Herkulesami, których nawet nie mieliśmy i nie mamy, bo te obiecane musiały przejść baaaaardzo kapitalny remont ze względu na kesony w nienajlepszym stanie…).
W komentarzu do wpisu MK wspomniano drogie, bo kosztujące 60 zł mocowanie do hełmu. To się nazywa fasunek, to coś na czym hełm trzyma się na głowie. Jak się go ma używać do parady po przysiędze, to jest to trochę sznurka i skóry. Jeśli ma się w nim przechodzić codziennie wiele godzin w trzydziestu paru stopniach i jeszcze zachować wygodę i uratować kręgi szyjne, okazuje się, że to nie jest takie proste zrobić ten fasunek. Na marginesie polski hełm wz. 2005 w zgodnych opiniach użytkowników i fachowców, które czytałem, jest gorszy od swojego poprzednika, czym nikt z zamawiających ten cud techniki początku wieku się oczywiście nie przejął, dla przykładu gdy leżący żołnierz próbuje podnieść głowę i się rozejrzeć, tył jego polskiego hełmu opiera o się o kołnierz jego polskiej, przydziałowej kamizelki OLV a wtedy przód jego hełmu opada mu na oczy, właśnie dlatego, że fasunek wymaga i oczekuje dalszego udoskonalenia. Ot, komuś nie wyszło. Na szczęście można drogą handlu wejść w posiadanie hełmu swojego amerykańskiego kolegi. Można również uhandlować od tego kolegi działającą kamizelkę. Smutne, ale przynajmniej ratuje życie.

Inną, a ważną sprawą jest to, że po wszystkich zadymach wokół zaopatrzenia wojska z epoki AWS i millerowskiego SLD, antykorupcyjna metoda Lecha Kaczyńskiego z czasów jego „dynamicznej” warszawskiej prezydentury polegająca na tym, że jak się nic nie wybuduje, nie kupi, nie sprzeda, to się korupcji nie da żadnej szansy, doskonale przyjęła się w MON. Warszawski radny PiS, Pan Wnuk, wielki przyjaciel i admirator amerykańskiego przemysłu obronnego, taki pisowski odpowiednik Pani Julki „wiem wszystko na każdy temat byle była kamera”, został pełnomocnikiem ds. korupcji w MON i z praktycznego punktu widzenia sparaliżował działanie resortu, mając władzę porównywalną wyłącznie z ministrem, a może i większą, no bo kto podskoczy gościowi walczącemu z hydrą przekupstwa? Skończył zresztą lepiej niż Pani Julia, bo walczy teraz z korupcją w Kwaterze Głównej NATO z amerykańskiej rekomendacji. Ale atmosfera niechęci do podjęcia jakiejkolwiek decyzji nadal po nim pozostała, a ostrożna bierność okazała się świetną metodą na dotrwanie do wczesnej emerytury.

Będziemy więc drodzy Państwo świadkami śmiesznych ale i strasznych wydarzeń, jeśli minister zażąda dymisji generała, to prezydent go oszczędzi, jako przyjemne i przyszłościowe zarzewie konfliktów, min. Klich złoży głowę na pieńku, bo putinowska metoda dobrego cara i złych urzędników świetnie się u nas przyjmuje. Kupimy interwencyjnie Mi-24 jeszcze niedawno ( i niesłusznie ) nazywane zabytkami, nie zdziwię się jak na Ukrainie, bo ostatnie parę lat to było za mało żeby bez ryzyka zdecydować chociaż co kupić. Znajdzie się 100 mln USD na Predatory, ale do obsługi wynajmiemy sobie pewnie ekipę z Blackwather albo DynaCorp ( ci międzynarodowi ochroniarze bardzo się rozwinęli asortymentowo w czasach Iraku ), krajowe prawie-przeciwminowe pojazdy TUR, do niedawna ignorowane przez armię okażą się nagle kolejnym cudem polskiej techniki. I w sumie będzie chociaż z tej hecy jakiś pożytek, inny niż wyprężanie swojego oburzenia przed kamerami…
Zupełnie już na marginesie, na całym świecie takie ekstra wydatki, jak nasze afgańskie przygody, opłacane są z centralnego budżetu, nie z miejscowych MON’ów…

m-kow - pozostałe wpisy