warning: date() [function.date]: It is not safe to rely on the system's timezone settings. You are *required* to use the date.timezone setting or the date_default_timezone_set() function. In case you used any of those methods and you are still getting this warning, you most likely misspelled the timezone identifier. We selected 'Europe/Berlin' for 'CEST/2.0/DST' instead in /home/admin/domains/kontrowersje.net/public_html/archiwum/themes/kontrowersje/node.tpl.php on line 86.


ANTYSEMICKI ŚWIAT ANTYWARTOŚCI Z LIKWIDACJĄ ŻYDOWSKIEGO INSTYTUTU HISTORYCZNEGO W TLE

ANTYSEMICKI ŚWIAT ANTYWARTOŚCI Z LIKWIDACJĄ ŻYDOWSKIEGO INSTYTUTU HISTORYCZNEGO W TLE


Publicystyka Antysocjalistycznego Mazowsza


Cała mowa nienawiści
(zlikwidujmy Żydowski Instytut Historyczny) - Tadeusz M. Płużański Wysłane sobota, 4, lipca 2009 przez Krzysztof Pawlak


Alina Cała nie spoczywa na laurach. Jej kolejny artykuł-paszkwil opublikowała "Rzeczpospolita" ("Antysemicki świat antywartości", 16 czerwca 2009). Znów padły oskarżenia, że Polacy są współwinni Holokaustowi. Te rewelacje mają być wynikiem badań pani doktor - pracownicy naukowego Żydowskiego Instytutu Historycznego. W związku z tym postawny pytanie: co zrobić z ŻIH?


Alina Cała prowadzi te badania z naszych podatków - w tabloidach napisalibyśmy "za nasze". Każdy rozsądny chciałby, aby jego pieniądze (skoro już musi oddawać je państwu) były właściwie lokowane. Jeśli wspierają badania naukowe, powinny służyć pogłębianiu naszej wiedzy. Jeśli są to badania historyczne, powinny służyć w pierwszym rzędzie rozwojowi wiedzy o Polsce i Polakach. Czyli - ogólnie rzecz ujmując - służyć Polsce i Polakom. To chyba oczywiste, gdyż nie żyjemy w Niemczech, Rosji, Francji czy Izraelu. Żyjemy w Polsce.


Milczenie i bierność


A co zrobić, jeśli taki nadrzędny cel nie jest realizowany? Jeśli zamiarem badań nie jest zrozumienie naszych - na ogół trudnych - dziejów? Jeśli zatem cel jest przeciwny? Jeśli badania prowadzone są pod z góry założoną tezę? Wiadomo przecież nie od dziś, że każdą - nawet najbardziej nikczemną teorię - można udowodnić, odpowiednio naginając fakty. Jeśli, konkludując, celem jest oskarżanie Polaków o Holokaust, to jest to nic innego jak próba rewizji historii. Powiedzmy wprost - opluwanie Polski i Polaków. Czy wówczas powinniśmy takie badania finansować? Czy musimy finansować badania dr Aliny Całej?
Pójdźmy dalej: badania pani doktor są aprobowane przez jej placówkę. Skąd taki wniosek? Nigdzie nie znalazłem choćby słowa krytyki ze strony innych pracowników ŻIH, czy - co najistotniejsze - przełożonych. Dziennikarze dzwonili do Żydowskiego Instytutu Historycznego z prośbą o jakikolwiek komentarz do wywodów Aliny Całej. Odpowiedź była zawsze podobna: nie teraz, nikogo nie ma, trwa sesja, pracownicy są w terenie. No dobrze, przyjmijmy, że po pierwszym artykule w "Rzeczpospolitej" zastanawiano się, co zrobić z niesubordynowaną pracownicą. Przesunąć na inny odcinek badań, urlopować, zakazać dalszych komentarzy, zwolnić? Tymczasem po miesiącu pojawił się artykuł drugi. Alina Cała była nadal była podpisana jako "pracownik naukowy Żydowskiego Instytutu Historycznego, specjalistka od dziejów antysemityzmu". Dyrekcja ŻIH po prostu nabrała wody w usta. Milczenie i bierność - taki zarzut stawia się Polakom wobec zbrodni Holokaustu. Dodajmy - wszystkim Polakom. Zakłada to ni mniej, ni więcej, tylko akceptację dla tej zbrodni. Wnioski idą ostatnio coraz dalej - milczenie i bierność równa się współudziałowi i współodpowiedzialności. Stosując tę samą argumentację - milczenie i bierność wobec artykułów dr Całej jest równoznaczne z poparciem dla nich.


Jeżeli mordowali Żydzi...


Przypomnijmy list Marii Fieldorf, córki gen. Augusta Emila Fieldorfa "Nila", opublikowany po pierwszym artykule dr Całej, zakończony apelem: "Zorganizujmy wspólnie - Polacy oraz Żydowski Instytut Historyczny - akcję upamiętniania Żydów, którzy z narażeniem życia ratowali Polaków z rąk NKWD-UB i KGB-SB w latach 1939 - 1989, szczególnie w okresie okrutnej sowieckiej okupacji Kresów oraz w pierwszym dziesięcioleciu po wojnie. (...) Szlachetność i odwaga ludzka winny być zauważone i nagrodzone nie tylko przez Izrael, ale i przez Polskę. Pani, jako Żydówka z polskim obywatelstwem, na pewno to rozumie".
Dr Cała nie odpowiedziała na apel. W drugim tekście napisała tylko: "Rozumiem niedający się ukoić ból pani Marii Fieldorf, ale jeżeli Żydami byli wszyscy, którzy wzięli udział w sądowym mordzie na jej ojcu, to zamordowali go nie dlatego, że byli Żydami - lecz dlatego, że byli przedstawicielami państwa, które akowców zwalczało".
Otóż, dziwnym jest, że historyczka "od Żydów" nie wie, kto zamordował generała "Nila". Akurat sprawa zbrodni sądowej na polskim bohaterze jest bardzo dobrze udokumentowana i opisana. Po co w takim razie używać zastrzeżenia "jeżeli"? Druga sprawa. Jeśli Polskie Państwo Podziemne i Armia Krajowa nie pomagały Żydom (a wręcz ich mordowały - jak tego by chcieli np. Adam Michnik i Michał Cichy), to oczywistym jest, że nie Żydzi jako przedstawiciele komunistycznego państwa, ale Żydzi jako Żydzi nienawidzili AK-owców.


Mit "żydokomuny"


Odnośnie całego artykułu Całej "Antysemicki świat antywartości" powiedzieć trzeba, że przez cały tekst autorka stara się udowodnić tezę, że Żydzi właściwie "od zawsze" byli prześladowani. Poczesne miejsce wśród prześladowców zajął Kościół katolicki ("chrześcijański antyjudaizm"), Kościół w Polsce, ruch narodowy, a szczególnie Polacy in gremio. Ale były też krótkotrwałe, jasne momenty. To Oświecenie, a szerzej cały XIX wiek, kiedy "w poszczególnych krajach Żydzi zdobywali równe prawa i zaczęli uczestniczyć w życiu społeczeństw chrześcijańskich". Ani słowa o tym, że sami często tego nie chcieli, o ich odrębności religijnej, obyczajowej, kulturowej, która utrudniała asymilację.
Polacy największymi antysemitami byli w najpiękniejszym pokoleniu wolności, głównie pod koniec rządów sanacji: "Przytłaczająca większość przedwojennych elit wykluczała Żydów z polskiej wspólnoty obywatelskiej. A podczas okupacji żadna z głoszących wcześniej antysemityzm partii się nie wycofała ze swoich założeń". Mieliśmy mordować Żydów pod przykrywką "żydokomuny": "Wciąż żywy stereotyp rzekomo powszechnej kolaboracji Żydów z sowieckim okupantem służył w czasie okupacji usprawiedliwianiu denuncjacji, mordowania lub rabunku mienia". Cała obala ten mit, podpierając się trzema autorami: Krzysztofem Jasiewiczem ("Pierwsi po diable. Elity sowieckie w okupowanej Polsce 1939 - 1941"), Janem Tomaszem Grossem ("Upiorna dekada") i Andrzejem Żbikowskim ("U genezy Jedwabnego").
Jasiewicz to historyk z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk, Żbikowski z Żydowskiego Instytutu Historycznego. Paszkwilanta Grossa lepiej byłoby w ogóle nie przypominać. No właśnie, ale czy mamy tylko tych trzech naukowców? Obszernie problem stosunków polsko-żydowskich badał np. śp. prof. Tomasz Strzembosz. W tekście Całej pojawia się co prawda polsko-amerykański historyk Marek Jan Chodkiewicz, ale tylko po to, aby opluć go stwierdzeniem, że stara się usprawiedliwiać antysemityzm.


Nie liczba, lecz wpływy


Cała pisze, że ci trzej - Jasiewicz, Gross i Żbikowski "zadali sobie trud, by sprawdzić prawdziwość tego stwierdzenia [powszechnej kolaboracji Żydów z Sowietami - TMP]. Mozolnie wyliczyli, ilu polskich i radzieckich Żydów pracowało w sowieckiej administracji, aparacie przemocy, ochotniczych milicjach itp. na terenach okupowanych przez ZSRR, zaprzeczając stereotypowi. Przekonanie o witaniu Armii Czerwonej, o powszechnej kolaboracji właśnie Żydów wynikało z zakorzenionego antysemickiego schematu »żydokomuny« eksploatowanego już przed wojną (np. w tygodniku "Rycerz Niepokalanej"), a wzmocnionego zmasowaną propagandą hitlerowską, która właśnie w wątku utożsamienia Żydów z Sowietami okazała się najskuteczniejsza, podczas gdy inne eksploatowane przez okupantów wątki propagandowe były mniej nośne". Podobnie po wojnie - do dziś ma pokutować "schemat żydokomuny".
Wszystko pięknie, tylko nie o liczbę tu chodzi, ale o wpływy, pastowanie wysokich, decyzyjnych stanowisk. Wróćmy do sprawy gen. Fieldorfa. Przecież zamordowali go właśnie ci wysoko postawieni - sędziowie, prokuratorzy, kierownictwo bezpieki z jej szefem Józefem Goldbergiem-Różańskim. Przeczytamy o tym w każdym, rzetelnym opracowaniu naukowym.


Pomagała lewica


Cała pisze dalej: "Ostracyzm społeczny otaczał Sprawiedliwych [wśród narodów świata - TMP] długo po wojnie, toteż obawiali się ujawnić swoje bohaterskie czyny. Nie może to jednak przesłonić faktu, że stosunkowo więcej pomocy udzielały środowiska lewicowe (do których należała Irena Sendlerowa), odrzucające przedwojenny antysemityzm. To w lewicowej partyzantce mogli dalej walczyć ci przywódcy ŻOB, którzy przeżyli powstanie w getcie. (...)".
I znów - Cała nie wyjaśnia już (bo kłóciłoby się to ze z góry przyjętą tezą), czym były owe "lewicowe środowiska" i "lewicowa partyzantka", że była to po prostu agentura Moskwy. Poza tym, co to znaczy - "stosunkowo więcej pomocy" (w stosunku do czego - wpływów w społeczeństwie, możliwości; jaka była realna pomoc w żywności, lekach, broni, w końcu ukrywaniu Żydów?) Gdy idzie np. o powstanie w getcie warszawskim - dużo większą, realną pomoc żydowscy bojowcy otrzymali od AK, z tą różnicą, że dostawał ją przede wszystkim propolski Żydowski Związek Wojskowy - znienawidzony (zresztą do dziś) przez lewicowy ŻOB. Na koniec, przepraszam, czy Irena Sendlerowa nie była działaczką Żegoty - referatu Polskiego Państwa Podziemnego?


Od mowy nienawiści
do zbrodniczych czynów


Główna, tytułowa teza dr Całej brzmi: "Hitlerowcy zbudowali rzeczywistość antywartości, w którym zachowania przyzwoite były karane, zaś okrucieństwo i podłość - nagradzane. Już dawniej jednak, od zarania antysemickiej agitacji można się doszukać zaczątków przewartościowania systemu wartości, np. gdy usprawiedliwiano przemoc lub drwiono z jej ofiar. (...) Ten proces internalizacji byłby zapewne wolniejszy, gdyby nie byli przed wojną bombardowani antysemityzmem przez narodowców i Kościół. Co więcej, nachalna agitacja nazistowska nie była skutecznie zwalczana, lecz jeszcze wzmocniona mową nienawiści, która nie znikła całkiem z ambon ani łamów niektórych gazetek podziemnych". Jako przykłady owej mowy nienawiści autorka zasypuje nas cytatami z przedwojennej i okupacyjnej prasy - ale właśnie nie z poważnych gazet, tylko gazetek. Tak samo podrzędni, prowincjonalni księża mają świadczyć o całym polskim klerze.
Owa mowa nienawiści - wyłączny atrybut polskich antysemitów (no bo przecież środowiska postępowe zawsze były za miłością, pokojem, tolerancją - oczywiście nie mówi się, że tylko dla swoich, a teksty Aliny Całej nie są nienawistne wobec Polaków), przeniosła się w dzisiejsze czasy: "Niektórzy politycy i niektórzy hierarchowie zdają się nie dostrzegać zagrożeń płynących z jątrzącej mowy, niebezpieczeństwa powtórnego odwrócenia wartości". Autorka wyciąga finalny wniosek, że Polacy znów mogą mordować Żydów. Chodzi głównie o czytelników "Naszego Dziennika" i słuchaczy Radia Maryja ("Ich stan emocjonalny może świadczyć o gotowości do przemocy"). A zatem, ten nurt może się rozprzestrzenić, znów ogarnąć całą Polskę! Znów będziemy budować obozy, zabijać w komorach gazowych i palić w krematoriach. Na razie wysyłamy tylko listy do publikatorów ojca Rydzyka, ale co może być dalej... Teraz technologia zbrodni jest dużo bardziej nowoczesna.


LITERATURA
„Publicystyka Antysocjalistycznego Mazowsza”
Tadeusz M. Płużański


6
Twoja ocena: Brak Średnia ocena: 6 (1 vote)
Zostaw link w miejscach, które odwiedzasz lub/i skorzystaj z gotowych odnośników!