warning: date() [function.date]: It is not safe to rely on the system's timezone settings. You are *required* to use the date.timezone setting or the date_default_timezone_set() function. In case you used any of those methods and you are still getting this warning, you most likely misspelled the timezone identifier. We selected 'Europe/Berlin' for 'CEST/2.0/DST' instead in /home/admin/domains/kontrowersje.net/public_html/archiwum/themes/kontrowersje/node.tpl.php on line 86.


Autobiografia czwarta. Połącz Czytelniku cztery gwiazdki z sobą

Przyssana do języka ślamazarność opisu, a życie fiku-pyku-pyk-umyka! Śśsilllaaa-mmaaa-zzaaarrr-nnnooośśćć... Jak to słowo pięknie po polsku się w życiu ślimaczy... Mazi mazią... A tak normalnie to jestem kontestatorem krajobrazu za oknem (za każdym oknem, za oknem każdego. Nie ma to nic wspólnego z konkretnym obszarem obserwacji. Raczej wszystko z tym, co ukazuje się istocie myślącej - najczęściej jest nim człowiek, który kocha psy i ma kota - na całym świecie po rozwarciu ze snu powiek), ale dzisiaj dałem sobie spokój. Skupiłem się na wewnętrznym, bo działo się, oj się działo, jakby się nie siedziało, tylko stało (się coś). Co to być może? To coś nowego czy ciałkiem zleżane? Kto nakręcił tę sprężynkę (tu znowu: sprężynka jest takaż jędrna, jędrniejsza od spiralki - ''jędrna'' zresztą też, jak i ''też'' się też załapie - że wierzę jej na samo słowo...)?


Już niegdyś pogodziłem się z przypisanymi mi pracą i genami zdolnościami przeróbczymi w kwestiach świata oraz świecie kwestii, ale te niecierpliwe nazwania stany ukąsiły mnie z mocą wzruszenia, jakie ostatni raz było moim udziałem, gdy uzmysłowiłem sobie - uzmysłowiłem w sensie: machnąłem, złowiłem i nadałem swym słowom zmysł) ciężar przepowiedni ''Ogary poszły w las''. Nie mogę o tym mówić. Wzruszenie odebrało mi dary.


Może również w niedopowiedziany sposób pozostało to jakimś cudem nienazwane, ale rozgłaszam się wkoło raz po i raz drugi - mogę po raz trzeci za odpowiednią licytacją - jestem skandalicznie niewykorzystaną okazją. Braki warsztatowe przykrywam talentem, ale czym przykryć braki talentu? Może urodą wystawionego uzębienia? No, nie do końca, to tylko plombka była, za to biała. Biała jak byłaby biała rasa, gdyby nie przyprószono jej poporodowym różem. Człowiek pracuje i stać go na każdenny kolor zębów, nawet kolor Murzyna... Nie wszystko się jednak udaje. Pewne rzeczy są po myśli, pewne myśl wyprzedza i zostawia za peletonem tłumu. Miałem go dogonić i myśleć, ale przypomniałem sobie, że są też jeszcze trzecie rzeczy, których pewnie i nie ma, a poza tym tłum sprzyja rozmyśleniu, rozmyśliłem się więc i nawet nie zacząłem iść za czołem, tylko skończyłem za tyłem do góry z nogami, w ramach przewrotnego odbioru zwycięstwa już na mecie. Po dłuższej przerwie spowodowanej chwilową niedomogą, wciaż w ramach udanego startu we własnym zawodzie połączonym jednym wydarzeniem z zawodowym udawaniem mety postanowiłem ponownie skompresować się za siebie do wymiarów rzeczywistości, aby bliżej siebie jej się przyjrzeć. Cały czas zawzięcie i nie bacząc na ogłoszone wyniki trenowałem wyobraźnię, gdyż była ona jedynym sposobem, bym mógł się, a przy okazji odprężająco zbliżyć do piękna na ułomną chwilę. Wygrałem się jednak w końcu ostatecznie i padłem pod podium nad odium przed tłumem. Z kimś jednak wygrałem, a to'' kimś'' było zdecydowanie najliczniejsze, mimo że w istocie mamrawe i osobliwie tworzyło czynnie zebrany w bierną kupę głośny tłumik wiwatujących zwycięzcom idiotów. Jeszcze nigdy nie widziałem tylu głupków radujących się z własnej przegranej. Debilu! Przecież ty nawet nie wziąłeś udziału! Mimo żeś najliczniejszy, to i tak nie masz szans na żadne miejsce w najdrobniejszym choćby udziale, jesteś bowiem gorszy od ostatniego i samego siebie; w dodatku jesteś, i to jesteś znikomo najliczniejszy, z rozmytą twarzą i z rozcieńczonym uśmiechem. Odlep go sobie, do twarzy ci w obcym do dupy. Wiwatuj, ale sobie: chwała przegranym! Chwała przegranym, co nawet nie załapali się na udział we własnej klęsce i muszą przeżywać glorię mistrzów i czcić porażkę lepszych od siebie. Jesteś statystą cudzej klęski, statystą nawet nie ostatniego miejsca, o którym możesz sobie co najniżej gorliwie dumać za każdym machnięciem ręki, którą przeżywasz cudze uniesienie oraz niemożność wystawienia swojego udziału w najbardziej samotnej porażce. Machasz patałachu ręką, ale dupą o milimetr nie ruszysz, tłum cię z każdej strony ugniata i nie pozwoli. Taka jest twoja radość, sprowadzona do ręki nad głową, którą także nie ruszysz, gdyż dookoła blokuje cię fala zewsząd zbliżonych głów.


Nie wiem jak to się stało, tym bardziej, że już nie od dawna, ale myślenie zaczęło się wyślizgiwać w niepokojącym kierunku. Szybko się pnący w moją stronę prostokątny sufit do przeraźliwego kwadratu dodawał powagi i natychmiast uzmysławiał arcyskomplikowane położenie; najwyraźniej musiałem spadać z markotnej podłogi na cztery swoje strony. Podwinięte jeszcze przed strachem nogi rozproszyly się bezwładnie i przyłożyły do bolesnego oberwania głowy literami, na których nigdy nie umiałem cierpliwie usiedzieć, bo wierciły mną jak przewrotny bąk w towarzystwie niezakręconych, bez szczelnych tyłów typków , którymi nawet pary by nie potrafili popuścić, jeśli nie miałoby od razów być z wieńcem po ich myśli. Amen.


Z PT Państwem pt. państwo też mi wtem nie wyszło. Cała koncepcja stworzenia państwowości zgodnie legła chwałą na wysokości tuż obok zmartwiałych odwagą nóg (tu wytłumaczę: bohaterskie nogi leżą, nie mają przed kim uciekać. To nogi strachliwe cały czas gdzieś umykają w ruch przed zrodzoną z odwagi stabilnością mądrości). Nic to. Żadna klęska. Dystansik w mokasynkach z pełną kontrolnie parą w luzik - skompensowałem sobie wałem. Przerzuciłem się na drugi bok, lecz okazało się, iż było zajęte przez potrzebę wymyślenia z Panem Bogiem. Szybko przypomniałem sobie w skrócie wszystko, co o Bogu wiedziałem. Nie było czego skracać. Większość już na samym początku odrzuciłem z braku czasu, ale udało mi się zasnąć. Gdy przenośnie wstałem, przetarłem oczy z powiek. Przestałem, gdy poczułem na nich gołe pięści. Ciekawe, czy są duże, zapragnąłem nie wiedzieć czemu nagle się dowiedzieć, bo zapomniałem. Godnie pisnąłem i wymiarem objawiło mnie po staremu, w skali jeden do zera dla rzeczywistości. To nie był koniec, na koniec trzeba sobie zasłużyć albo mieć wyjątkowego pecha. Mój pech był ech... chujowy. To za mało. Z świeżo gorejącym brakiem krzaka**, by się docucić, pomyślałem o Bogu ducha winnym. Jaki ma być ''mój Boże'', aby się różnił z innymi i oddał stwórcy, co boskie?


Na pewno Bóg ma być NICZYM z niebios, COŚ jak chmurka ulotny.
Bóg jak chmurka ulotny. Z babci także się ulotniło, ulatniało się jeszcze za życia w całym domu, wielkie mi rzeczy. Ja umieram od urodzenia i jakoś żyję, co więcej, muszę z tym żyć aż do śmierci. Kij babci w oko, gdzie dziadkowe nie sięgało, są ważniejsze sprawy do pogodzenia. Podobieństwo Boga do chmurki stawało się i działo wprost na moich oczach oraz coraz i bardziej uderzające było a atrakcyjne; może potencjalni wierni też przyjmą je jako oczekiwany grom z nieba? Zrobimy tak. Albo nie, inaczej - robimy tak: chmura się ukaże, w każdym razie ukaże się wszystkim, którzy raczą czasem spoglądać w górę i po przyjęciu modłów o deszcz zejdzie oddanym na ziemię w postaci płynnego potomstwa, które zaliczy podatną glebę i użyźni ją. Z małej chmury duży dreszcz!


Ale to nie koniec. Potomstwo chmury w jej osobie z chwilą zejścia na ziemię spisało się na zejście prawdziwe i tragiczne w skomplikowanym wymiarze, unurzanym w potencjale ewentualnego odkupienia, które zresztą trzeba będzie porządniej doszlifować. Upadek chmurki na ziemię zdecydowanie na miejscu ją zabił, przed śmiercią zdążyła się jeszcze tylko rozgłosić i zasiać w otwartych sercach ziarnem prawdy. I teraz najważniejsze. Po paru dniach (będę musiał wybrać jakąś cyfrę między 1 a 4, żeby wierni umieli na palcach jednej ręki policzyć) opadła z życia - i roznosząca swą życiodojną śmiercią życie wieczne w każdym miejscu, które dostąpiło daru łaski bytu podatnego gruntu - na podatny grunt chmurka siłą boskiego przebaczenia i tęsknoty miłości zostaje ponownie wprowadzona do ciągłego cyklu przemiany plewy w ziarno i wniebowzięta przez rozchmurzone potomstwem niebiosa. Cykl ów jest wieczny, nigdy się nie kończy, chociaż jego powtarzalność może być wyłącznie oczekiwana, nigdy pewna i wymaga wiary. Do cyklu należy podchodzić z wymaganą pokorą. To wtedy, gdy chmurka spadnie wyjątkowo na użyźnioną glebę. Natomiast gdy chmurka spadnie na dominujące na Ziemi połacie wody (nie jest to nieustająca przewrotność LOSU, że na ZIEMI dominuje WODA?) zamiast pochowania swojego życia w ziemi w formie bezpośrednieego ziarna prawdy życia przynosi ze soba bogactwo rozpryskujących wyobraźnię miraży, a paru wybranym szczęśliwcom, których przeznaczenie rzuciło w błogosłowieństwo naocznego obcowania z cudem, opłacone nakazem ROZNIESIENIA cudownej nowiny i przypieczętowania jej bytu prowadzeniem swojego losu obok narosłych manowców, pozwala na oniemiałe podglądanie przechadzki przepostaciowionej chmurki żywym krokiem z kropelek po wodzie i stąpa przy tym wyraźnie, nie wykraczając zbyt głeboko pod powierzchnię wszystko odbijającej tafli; zbyt głębokie stąpanie pod odbijającą wszystko taflą zamieniłoby cud w dramat utonięcia w zwyczajności. Do tego dopuścić nie można. Zwyczajność jest tak obfita, że nigdy nie będziem z nią kwita.


Ale gdzie jest w tym całym cudzie stworzenia miejsce dla mnie, miejsce dla stworzenia stwórcy? Jestem jedyny w swoim rodzaju, tak jak każdy człowiek. Czyli jestem jak każdy. Jestem zatem podobny do wszystkich, wręcz taki sam, a że nikt nie jest, jestem wyjątkowy. Uspokoiłem się tym pociesznym wywodem i natychmiast spuściłem se wpierdol za podżeganie adekwatnego mniemania do wewnętrznego buntu. Religijna wojna domowa, gdzie miałbym być jednocześnie atakującym, broniącym, wygranym, przegranym, poletkiem, pobojowiskiem, miejscem pokojowych rozmów i ogłoszenia rozejmu; miejscem zwycięstwa, przegranej, miejscem czci, milczenia i defilad - wykracza poza moją ugodowość, przekracza pozę życzliwego usposobienia. Faktycznie, taka wieloistość i wspieranie każdej strony dobrym słowem i uczynkiem zgadzałyby się z koncyliacyjnym moim duchem i ekumeniczną bazą pomysłu, ale defiladować pogodzonym skurwysynom po sobie nie dam. Nie mam zamiaru wysłuchiwać kto komu i ile, bo to ja ponoszę – na leżąco! - wszelkie koszty, najbardziej koszty zwycięstwa. Przecież okrągłym uroczystościom i parzystym rocznicom nigdy nie będzie końca!


Z tym podobieństwem to chyba też jakaś przesada. Z drugiej strony, dokładniej od tyłu, na poziomie dziury w dupie jestem podobny jak dwie krople do samego (siebie oraz) Brada Pitta, pod warunkiem, że mu również szczeciną na zdrowie obrosło. Na tym podobieństwo się wszakże kończy, bo ja sobie regularnie na święta wygalam do czerwonego** i puentuję kszest słowyma: ''Przekaźmy sobie źnaki kaźni''.


6
Twoja ocena: Brak Średnia ocena: 6 (5 głosy/głosów)
Zostaw link w miejscach, które odwiedzasz lub/i skorzystaj z gotowych odnośników!

Dzień dobry Panu

portret użytkownika quackie
6

Tak mi się nasunęło: kiedyś to się nazywało teogonia, pełna teofanii, a teraz - autobiografia. Pan bogactwo wewnętrzne ma najwyraźniej większe niż na zewnątrz, ale nic nie wystaje - jaka to jest skubana geometria? Proszę jednak nie tworzyć w tym jakże bogatym wnętrzu nowego świata, przynajmniej dopóki my (Czytelnicy) jesteśmy w tym. Chyba Pan w to wierzy, że jesteśmy? Chociaż na Pana miejscu też bym powątpiewał.


_________
Zarzucił staruszek sieć w morze. Odczekał, próbuje wyciągnąć.
Ciągnie ją i ciągnie i wyciągnąć nie może.
Aż w końcu odezwał się głos z nieba.
Powiedział "SIEĆ JEST OBECNIE NIEDOSTĘPNA".


Dzień dobry za chałwę

Pan znowu za Bogiem ze słownikiem chodzi? Pan coś sieje, tylko nie wiem co, muszę sprawdzić. I niech się Panu abolutnie nie nasuwa, bo Pan nie dojrzy, zobaczy Pan. To sobie pogadaliśmy jak teolog z Panem Bogiem za piecem.


A teraz do rzeczy. Czy zagranica moze na Pana głosować z zachodnich ( a jakże!) komórek pod zachodnią banderą, czy trzeba przez zzzz z kropką?


Klaniam i proszę się mnie spodziewać na mecie przed Panem, będę Panu wiwatował ze stosownej loży tłumu, oczywiście będę z przodu. A ta Grochola to jakaś mądra czy po trwałej? Pytanie raczej nie do Pana, tylko kogoś na bakier z feministyczną dyplomacją; widziałem np., że Dorola się pojawiła, może odda głos w sprawie.


A, bo Pan tak tworzy i tworzy,

portret użytkownika quackie

to nie dziwota, że do Stwórcy się dogadaliśmy : )


Obawiam się, że głosowanie jest tylko z numerów polskich operatorów : (


Co do pani Grocholi, to IMHO dziwną decyzją była ta o udziale w "Tańcu z Gwiazdami", ale nie moje gwiazdy, nie mój parkiet. Czekam na głos Doroli albo innej Pani.


_________
Zarzucił staruszek sieć w morze. Odczekał, próbuje wyciągnąć.
Ciągnie ją i ciągnie i wyciągnąć nie może.
Aż w końcu odezwał się głos z nieba.
Powiedział "SIEĆ JEST OBECNIE NIEDOSTĘPNA".


A kuku

6

Do czego to podobne, żeby Pan był podobny do kogokolwiek z jakiejkolwiek strony? Pan jest na obraz z certyfikatem. Rozumiem Pańskie pragnienie zbliżenia się do piękna, też takie miałam. Przy pierwszym podejściu została mi chała, jak to wszystkim przegranym, za drugim się udało. Zbliżyłam się na półtorej godziny z antraktem, dobre i to. Chwila trwała, wyobraźnia zawisła w upojeniu, w oczach pojawiła się woda (znowu?! znowu! cóż poradzić). Ingolf Wunder jest bar!


Pozdrówka w dur


PS. Dorola gdzieś się zadziała, to może ja w sprawie jurorki Grocholi. Jurorka chwilowo nie ma partnera, a Pan Lajkonik ma zalet wiele. Do tego Autor - perła rzadkiej urody, co tam perła, brylant po prostu, człowiek skromny i pracowity. Moim zdaniem doskonała kombinacja. Rzecz w tym, żebyśmy WESPÓŁ W ZESPÓŁ pokazali nasz brylant jurorce. Szanse mamy ogromne.
LUDZIE!
DRODZY KONTROWERSJANIE!
OGŁASZAM PEŁNĄ MOBILIZACJĘ!


DWIE PERŁY, NASZE PERŁY, RZUCIŁY SIĘ PRZED ONET! DOCEŃMY ICH TALENT I ODWAGĘ, GŁOSUJĄC NA IZIS I QUACKIEGO SMS-ami! SMS-y wysyłamy od 11 stycznia (wtorek) godz. 15.00. DO ROBOTY DZIEWCZYNY I CHŁOPAKI! Numery nam podadzą we wtorek.


Za różne takie...


Do Sz.P. PT. Yo la

portret użytkownika solano
6

Szanowny Panie Yo la,


Zgłaszam się po wyjaśnięcia mojego niepojęcia.


Spisuj Pan, Szanowny oraz PT, swoje teksty, w książkę.
Ale kto ją przetłumaczy?


To po ile dziś powietrze?


A moje zdanie - o ile mozna

.


Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.