warning: date() [function.date]: It is not safe to rely on the system's timezone settings. You are *required* to use the date.timezone setting or the date_default_timezone_set() function. In case you used any of those methods and you are still getting this warning, you most likely misspelled the timezone identifier. We selected 'Europe/Berlin' for 'CET/1.0/no DST' instead in /home/admin/domains/kontrowersje.net/public_html/archiwum/themes/kontrowersje/node.tpl.php on line 86.


Autobiografia, napisy końcowe

Jak dobrze, że nie ma wszystkiego. Gdyby wszystko było, nie byłoby czego wymyślać. Twórczość bierze się z niedostatku, ale nie bierze się z niczego, wymyślone coś pochodzi z wewnątrz kogoś, kto istnieje i komu brakuje na zewnątrz tego, co środkiem swym wymyślił. Człowiek jest granicą, powłoką między zewnętrznym stworzonym i wewnętrznym wymyślonym, człowiek jako granica jest zatarty, to zatarcie jest bolesne. Każdy najmniejszy ruch i granica człowiekiem przenosi się, można ją przenieść, nigdy się pozbyć. Człowiek jest miękki jak ta granica i ciężkawy, nie jest natomiast giętki, rzadko świadomy, że jest ona w ruchu, stałe łącze z granicą w formie powłoki ciała i zaniedbań umysłu stawia człowiekowi nieprzerwany opór poznania. To nie wszystko, bo wszystkiego nie ma: zatarcie się granic powoduje, że nie wszystko w środku jest wymyślone, tak jak nie wszystko na zewnątrz istnieje samo z siebie, część bowiem wymyślił środek. Im więcej na zewnątrz rzeczy wymyślonych, tym, paradoksie, dalej człowiekowi OD Boga, nie tylko w sensie czasu; czas w wymiarze składa przestrzeń. Równowagi między jednym a drugim pilnuje przypadek. Stąd też bierze się bogactwo łez i uśmiechów, mówiąc ściślej – oczekiwań wobec nadziei. Niech jej dusza lekką będzie.


Tak to już jest, tyle razy dałem dupy, żeby stanąć na nogi, a gdy już stawałem, okazywało się, że traciłem przy tym twarz. Bez twarzy i dupy idzie przeżyć tylko dlatego, że nie jestem kobietą. Chwalmy Pana! W górę ręce, łapmy się za głowę. Innymi słowy, żeby przeżyć, wystarczają podłączone do nóg jaja, a do jajek mój mózg. Mam i ja. Zyskałem za to doświadczenie. Niebagatelne, przeprowadzone na mnie jako na żywym organizmie.


Teraz tak. Szukam swego miejsca, co jest jałowym zadęciem, ponieważ miejsce jest zawsze przy mnie, otacza tak ściśle, że ściśle rzecz biorąc co nie jest mną, jest miejscem bądź na miejscu. Szukać po świecie, co ma się pod nosem. Przykrzące. Nie da się uciec od wąsa. Zetrzeć mleko to już sztuka. A wyprodukować? Trzeba być głupim jak krowa, dojonym. Jak się krowy nie wydoi, ryczy. Sama się wymionami prosi. Mam dalej wymieniać, czym jeszcze? Prosi się dzięki bykowi, to niewątpliwy jest błąd natury, wręcz z natury jest to wybryk. Bycze życie – głupia krowa, trawa i rogi.


Spłyciłem. Jest jeszcze diabelski ogon na końskie muchy, krowa się własnych nie dorobiła. Albo ją ktoś z nich wydoił. Wydoić krowę z much, szczyt rozrzutności ambicji. Szczyt nierozpoznania swych celów. Opis ludzkiego losu. Moje ambicje sięgają wyżej, tam nie doleci mucha, ani krowa się nie wzniesie, jaka by święta nie była i lekka z wydojenia.


Jestem osobą o wzmożonym poczuciu rzeczywistości, ale obawiam się, że to za mało na poznanie. Potrzeba czegoś więcej. Tego jeszcze nie ma - tego by jeszcze brakowało! - ergo więc zatem wymyślę to sam. Zacznę od środka, zacznę od siebie. Żeby wymyślić siebie musiałbym być swoim ojcem, nie przyszło mi to do głowy. Żeby być swoim ojcem musiałbym na głowę wpierw upaść. Raz mi się zdarzyło, zaraz potem usłyszałem :''Dzień widniał na niebie'' – noc bezczelnie mnie ściemniała. Ciemno wszędzie, co to będzie? - Głowa. Do góry. Noc poraża swoim kłamstwem. Stan domyślny świata, chłód i ciemność w plamki gwiazd. I co z tego, skoro marznę. Za to dosięgam. Sięgam siłą SI. Fajna powłoczka, z wyjątkiem obciętej części z puloczka. Gdybym mógł sobie zrekompensować żydostwem, ale gdzie, stary był za mało bystry, żeby przyciąć mnie do wzorca. Inteligentny głupek to mordercze połączenie, głupota doprowadza cię w miejsca, w których inteligencja będzie straszliwie cierpieć. Szczęśliwie nieśmiałość jest okolicznością łagodzącą w głupocie i jakże miłym urokiem piękna. Mniej mnie więc więcej wie: Wiej ...ską. Głowa za mała do butów, myślała, że dalej zajdzie. Policzki ocierają się o łzy. Smutne to. Do głowy by mi nie przyszło pójść po rozum do głowy, choć głowy nie dałbym sobie uciąć: jestem spokrewniony z moją matką poprzez mojego ojca. Jego wina, jego wina, jego bardzo wielka wina. Wymyślony człon ze stuprocentową osteoporozą. Flak bez kośca. I to ma być ojciec? A matka? Jest tylko jedna. To czemu taka miękka? Gdzie nie spojrzeć, tam nic dojrzeć, a noc ludzkości kłamliwa i tylko z kosmosem żyje w zgodzie. Do czasu. Do przestrzeni. Zrodziła niepokój rozmnażając ponure zakamarki, kryjówki dla wszechoniecnych czyhaczy. Pozostaje wiara, że dzień złagodzi, dzień wybieli, dzień ozłoci łzę. Dali mi czas, dali mi przestrzeń, czego więcej? Tak lekko sobie myślę, przychodzi trzask i – wiem. Wiem, cóż to za wspaniały początek. Potem była już tylko przerwa, na usprawiedliwienie powiem, że trwała tylko do śmierci.


Jako ludzie mamy wystarczająco dużo siły, aby krzyczeć, że słabo nam albo że umieramy. Od czasu do czasu, ale nie pomiędzy.


Też tak mam: dramatyczne pragnienie zrozumienia u większości ludzi kończy się zazwyczaj na potrzebie bycia zrozumianym, pragnienie to poddane odpowiedniej refleksji okazuje się jednak zupełnie niezrozumiałe. Co też tym cyklem, wszystko się kiedyś kończy, udowadnia się iod a do zet głosi. AAA!!! Aaa! Aaa... a... … Aa! A gdzie.. jest... z? Moje z?! Zzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz... … .


Po śmierci (Zzz) życia (a) mucha bzzz wzleciała. Zaczął się nowy cykl, tropem zapachu... Zzz ...ciał – a. Be ce i tak dalej. Ale przeżyłem organizm! Teraz trudniejsze, przeżyć autobiografię. W takim razie nie kończę, ludzie, ja dopiero się zaczynam. Ziemio, rozkręć mnie, na początek może być wokół Słońca, marznę za ludzkość.


6
Twoja ocena: Brak Średnia ocena: 6 (4 głosy/głosów )
Zostaw link w miejscach, które odwiedzasz lub/i skorzystaj z gotowych odnośników!

trudność bycia

6

No weź nie strasz!
Nie masz letko, ale kto teraz ma? Przy takiej akcyzie, i w ogóle.


Chlor


Wszystko jest w jak najlepszym porządku:

wojny peloponeskie odłożone, Obama wciąż żywy, wybory jednodniowe, czwarty lipca, a wkrótce czternasty. Powodów do świętowania tyle, ile dusza zapragnie. I najważniejsze: Tour de France za oknem. Może nie do końca u mnie, ale kto powiedział, że świat ma być zawsze idealny.


Jak mało w życiu czego

portret użytkownika Jasmine
6

Jak mało w życiu czego brakuje mi Twoich tekstów Yolu.
Pozwolę sobie za Twoim przyzwoleniem zacytować Ciebie.
"Szukam swego miejsca, co jest jałowym zadęciem, ponieważ miejsce jest zawsze przy mnie..."


Wszyscy jesteśmy Aniołami z jednym skrzydłem. Musimy się mocno objąć żeby polecieć.


Lubimy ludzi, którzy bez wahania mówią to, co myślą, pod warunkiem, że myślą to samo co my.
Mark Twain


Zapewniam Panią, że mi brakuje jeszcze bardziej.

Najważniejsze, żeby Pani smutno nie było, podstawowym bowiem celem tego bloga (blogu?) jest wywołanie uśmiechu, najlepiej na twarzy, może być półgębkiem w uścisku wykąpanego gibisu (gibisa?). Jeśli zatem chodzi sobie Pani smutna albo leży, to się nie do końca udało. Proszę o tym zawsze pamiętać albo natychmiast o mnie zapomnieć.


Pozdrowienia od ucha do ucha,
jolka


Cześć Dżola

portret użytkownika Zoe

Ty o niebie a ja konkretnie:
Zalęgły mi się zające w ogrodzie (jedni mają krasnale, inni grila a ja zające). Zalęgły się i wpieprzają agrest i borówki - chytrze dają dyla jak chcę ich podejść przy tym agreście i borówkach - nie mam dowodu na karcie pamięci. Co mam robić?
a) strzelać do zajęcy
b) strzelić sobie w łeb
c) sprzedawać bilety na tarasie widokowym?
zrozpaczony wiesiek...



Pozdr od szaraków..


Ps. Zły to rok czy to zły urok - uschła tegoroczna choinka świąteczna. 


Niespodzianka, kliknij w poniższy link:
http://google.zienkowicz.pl/?g=kontrower...


Pierwsze, co się rzuca w angielskie oczy

to że macie w tej Polsce ogród, na którym zmieściłaby się cała moja ulica ze wszystkimi domami, ogródkami, sąsiadami i co szczuplejszymi sąsiadkami. Drugie, co się rzuca, że ładne. Trzecie, co się rzuca to ja - na króliczka, żeby go złapać, a jeśli to zając, to mu jeszcze pokazać. Oczywiście żadnych zachodnich świństw, pokazać co najwyżej po rosyjsku: o, takiego wała!


W żadnym broń Boże razie nie strzelać sobie w łeb ani nie strzelać w zajączka; zdecydowanie najlepszą opcją nieszczęsne bilety, pewnie by się zaraz w mig rozeszły, jeżeli wykazanoby się stosowną fantazją z tym króliczkiem i podczas, np. tak, aby później można było poplotkować, wskazać palcem i moralnie się śliniąc, obruszyć. No i a fe.


Choinka natomiast uschła dla utrzymania boskiej równowagi i żeby zrobiło się nam świątecznie i w ludzkim odruchu choć trochę lżej na sercu. (Ale królik mu nie zdechł, i jeszcze się być może, panie, okoci!)


Niech się Wam mnoży i przed oczami.


Jest

portret użytkownika Zoe

jeszcze opcja pasztet.


Niespodzianka, kliknij w poniższy link:
http://google.zienkowicz.pl/?g=kontrower...


Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.