warning: date() [function.date]: It is not safe to rely on the system's timezone settings. You are *required* to use the date.timezone setting or the date_default_timezone_set() function. In case you used any of those methods and you are still getting this warning, you most likely misspelled the timezone identifier. We selected 'Europe/Berlin' for 'CET/1.0/no DST' instead in /home/admin/domains/kontrowersje.net/public_html/archiwum/themes/kontrowersje/node.tpl.php on line 86.


Autobiografia. Szczęść kobiecie piąta, nie ę ą ta.

Zleżałem blisko rozpaczy i gdyby nie rozciągnięto mnie wygodnie na podbródku, bez zawahania zaciąłbym się o potencjalne konsekwencje. Gdzie by domyślnie nie rzucić po oczekiwaniach okiem, tam wokół mnie zgromadzono korpulentną czynność klęski. Z państwem mi nie wyszło, bo nie zjawili się oddani; z kolei (która to już) koncepcja Boga nieodwracalnie padła, zawieszając się na stałym poziomie podniebienia za ch...murami wkrótce po tym, jak w zwolnionym tempie ukazało się, iż wcześniej jakiś Żyd opublikował i z góry ostrzegł patentem. W dodatku zbyłem ślepakiem; gdybym chociaż miał sprawne obie nogi, cały czas bym się o nie potykał. Żyć nie uwierać... Zza znikających w oparze bezradności ostatnich pomroków składających cienie na szanse rozchwytywanej autobiografii, przy której co zacniejsi ludzie znacząco wymienialiby się na odległość spojrzeniami - i - nie zaprzepaściłem ledwie dwóch ostatnich, jednej ostatniej na pewno: kobiety w pełnym jej rozkwicie i nadwymiarze odgrywanych ról do kotleta oraz intelektualnej kariery na dobry początek. Zawziąłem się, rozpoczynając od najłatwiejszego, od kobiet, przy czym natychmiast z zadowoleniem podrapałem dostępną okolicę czupryną: mógłbym przy okazji wykorzystać i jednocześnie sprawdzić wiodące prospekty na drugą, tę na niwie z myślenia; tę, o której nikt ni wie, że wszystkie my z lenia.


Kiedyś, na obrzeżach jeszcze troskliwego obrzezania, przepytałem kobietę, badawczo nie udając głupiego, rozpasany do granic rozwalonego w przestrzeni ciała, określając granice strzegącym je ''na wszelki wypadek: wypierdalać!'', co by się najbardziej spodobało.'' Musisz być wysoki i odpowiednio do wzrostu bogaty – powiedziała''. ''Dalej – pocieszyłem się''. ''Dobrze by też było, gdybyś miał prawdę w sercu i ustach...'' ''Ściągaj majtory – przerwałem zachęcony''. ''… i potrafił ją głosić jak czuły poeta – dokończyła klęskę''. ''To wszystko? - nie zastanowiłem się rozczarowany i dałem jej w pysk. Ktoś w tym domu musi dbać o wizerunek''.


Prawda i poezja... w jednym stały domku... przecież to niemożliwe, sprzeczne, niemożliwość potwierdzona pragnieniami kobiety. Na mnie niemożliwe działa jak byk na płachtę, wystawiam się na arenie cudzą ręką, czekając na zwalający cios rogów. Nie żebym się chwalił, ale miałem już wcześniej opracowaną całą siatkę z wszelkimi możliwymi zagajeniami kobiety w kozi róg mojego sukcesu, ale jak zwykle - głupkowate, dostawszy dokładnie to, czego sobie najbardziej życzyły - nie potrafiły tego docenić ani rozpoznać za swoje. Skoro o tym mowa, jestem także autorem konkursu na najbardziej wydajny podryw słowny, który niespodziewanie, również w moich oczach, słownie ustami wygrałem: ''Frrrt! Srrt! Prrrt!''. Każdy mężczyzna zapewne w tym miejscu doceni kompatybilność wyrazu z męskim niedoczekaniem, pochylenie się nad bolesnym podczas okazji zniecierpliwieniem, zachwyci łatwością wyartykułowania bez względu na stan i trzeźwość ciała, ucieszy wkrótce potrzebnym rozwibrowaniem języka; znawca do opisu zwycięzcy doda zauważoną poetycką inwencję, zachętę i męską stanowczość opakowaną w zgrabną onomatopeję. A kobiety? Tak w idealnym świecie wyrywałoby się bez strzępienia języka! Faktem jest, że tworząc, wzorowalem się troszeczkę na poleceniach wydawanych ujeżdżanemu wozem koniowi, ale czymże innym jest kobieta, jak nie przyciętym na ludzką miarę zaprzęgiem mężczyzny? Prawdziwy mężczyzna dosiada konia pewnie jak kobietę i jedzie, ale – historycznie rzecz ujmując – to kobieta i koń go wiodą, przeważnie na manowce i - robiąc z niego wariata - robią z niego barana, który to jego winni na nim nosić.


Przyznaję też, że wybór zwycięzcy bynajmniej nie był łatwy, wcale i nie w przedbiegach odpadły z konkursu moje pozostałe bez nagród propozycje, na każdą zresztą okazję, a świadom zapotrzebowania i wychodząc naprzeciw powinnościom przemagam nieśmiałość i podaję je w komplecie, skończmy z tą przesadną skromnością:
'' Beze mnie jesteś pusta, którą pustkę wpierw wypełniamy?'', '' Bo znowu będę musiał kota dręczyć!'', ''Kto stawia? Płaczę przelewem'', ''Spokojnie, nigdzie nie wychodzę'', ''Narośl duża, a powieka nie opada!'', ''Jestem przyzwyczajony do oporu'', ''Czy po wyjściu mam trzasnąć trzewiami?'', '' Po sekundzie mnie nie będzie'', '' Mówi się o mnie: On trze via trzewia!'' , ''Bez obaw, nie przesiąkniesz'', ''Decyduj się, bo ci nie popuszczę'', ''Widziałaś kiedy taką tulejkę?'', ''Mówią, że małe wredne, ale ja płacę gotówką. Pożyczysz sobie dychę?'', ''Jeszcze trochę i własny ojciec cię nie pyknie!'', ''Opraw się w końcu, bo tylko przerębel ci widać'', ''Jesteś dosłownie ostatnią deską - ratunku!'', ''Skubnąłbym w pypcia, leć po flaszkę''... i takie tam i takie tam i takie tam i inne.


Nie mam nic naprzeciwko, aby chętni panowie wykorzystali trudy mojej pracy, żeby mi tylko nikt tego nie sfajdał na etapie realizacji! Wykonanie bowiem – to wszystko. To mój jedyny ewentualnie powód do zmartwień.


Tak... Wszystko co się rusza i pochodzi świeżo z drzewa. A potem liścia wypłacić na pożegnanie jej sieni i przejrzeć się w nieletnim zdziwieniu... Proszę panią... jestem poetą, na zamówienie, dla mnie tęcza... to owocnym dżdżem obsmarowany promień... obsmarowany do kwadratu promień światełkającego w tunelu... Więcej, to więcej światełka niż dżdżu; można się zżymać, lecz faktów poezji trzeba się trzymać... Kobieto, bądźże nagościnna. Powszechna nagościnność kobiety to sgarb prawdziwego mężczyzny. Kobieta jest z garbem mężczyzny! Ja również mam w sobie pierwiastki kobiety, pierwszy sukces, jak i one, odniosłem ujrzawszy swoje odbicie w bardzo eleganckiej witrynie sklepowej, jakby szytej na miarę okazji. ''Ludzie! To ja! To ja się tam odbijam w czasie rzeczywistym, widzicie? Ruszam oczami a wystawa natychmiast to ujawnia. Czy jak zamknę oczy też mnie będzie widać? Można to jakoś udowodnić? Bo nic wtedy nie widać... Ludzie, ja łzawię! Co to dalej będzie! W tej chwili niech ktoś ściągnie moje powieki, ja jestem zbyt wzruszony... Kurwa, jestem sławny! O Boże, a może nie daj Boże jestem kobietą? Ledwie przejrzałem na wystawie i od razu mi dobiło! Jestem kobietą... mam ptasi móżdżek, nic więc dziwnego, że myślę ptaszkiem. A może dobiło mi na całego i stałem się pedałem? Mialem przecież epizodzik gejowski, ale wynikł on wyłącznie z nieporozumienia na moją korzyść, gdy na komisji lekarskiej pan podpułkownik powiedział ''Twój penis jest do dupy'', a ja oszołomiony przyznaną kategorią przez złączony jednym ciałem autorytet wiedzy i siły, wziąłem diagnozę za zalecenie. Ale to było dawno. Myślę jak ch... więc muszę być babą... ''Tak jest – zasalutowałem''. ''Cieszę się, że się zgadzamy – odprowadził mnie po ojcowsku pułkownik.


Jestem spokojny i opanowany, opanowany przez niepokoje, ale... zacząłem się trząść i się z nich otrząsnąłem. Co też mi przyszło do głowy? Jaka ciota, jaka baba... Z wyjątkiem kilku ledwie niestabilnych otworów stanowię zamkniętą w sobie zwartą przed obcym ciałość większej części, tymczasem kobiety... Niekiedy, czyli wtedy, gdy nie kiedy, lecz wtedy, kiedy gdy (ale wtedy akurat nie) chciało mi się strasznie łkać, ale że nie umiem łgać, nic a nic niech ciało... Jestem mężczyzną, zdemaskowałem, zdemolowałem rzeczywistość jako nijak przystającą do moich poglądów.
''Mam cię! - powiedziałem, chwytając się mocno za głowę i odmawiając modlitwie. – Mam taki łeb, że zmieści się w nim cały Chełm... I okoliczna rzeczywistość... bezbrzeżna. Ja wcale nie krzyczę, ja przeżywam życie.''Chłop jak się patrzy, a gdy się nie patrzy''... Nie jestem żadnym rozpustelnikiem, zostałem zmuszony, wszystko odbyło się wbrew po woli. Słowo mocniejsze jest od ciała, kto daje słowo, ten słowo daję, nie chce dać ciała, kto daje ciała, daję wam słowo, bez słowa zostaje... Kim zostaje? Pedałem? ''Takie miał ego, lepsze od lepszego''... Konieczność, na tyle konieczna, na ile to było konieczne, pochłaniała samą siebie, wypluwajac kawałkami jako doświadczone rozczarowanie. ''Tak jak z podpułkownikiem, tak właśnie było, rozoczarowanie. Ech, rozpogodzić się z wyobraźnią, zapomnieć. A czymże innym są marzenia, jak nie pobożną rzeczywistością, tyle że w bardzo dobrym wykonaniu i skrojoną z nas na miarę najlepszych?


W chwilach niepokoju... Rzeczywistość ma dziwny kształt, kształt bez krzty autu. Wszystko w sobie mieści się w ramach zamazanego rękami niewidocznego obrazu, w ramach którego nikt objąć nie zdoła, póki ich na wyciągnięcie rąk nie ujrzy... Wybrnąłem z rzeczywistości osłupiony, poobijany przez kanty. Powoli zacząłem fikuśtykać, fikuśtykałem ogołocony jak krawiec ogołaca z nagości. I podpułkownik. Lekarzem był, po pierwsze nie szkodzić, nie szkodzi. ''A gdy wydobrzałem, dałem ducha ciałem''... Zesłano tyłek na schyłek, to zsyłka na plecach tyłka, to garb. Wije i wywija, merda to mordą, to merdem, chwile radości przeplatane życiem. Wysiedlić się z rzeczywistości na zawsze, otrzymać stopień celujący w przeciętność, pierwszorzędna nijakość.


''Gleba zaliczona – skonstatowałem z typową dla siebie przewrotnością. - Muszę się z tego wylizać, lepiej lizać niż gryźć ziemię, czy po to się traci na starość zęby? Mruganie oczami, ułamki wytchnienia od wdzierającej się rzeczywistości. Gdyby nie mruganie uschlibyśmy na zabój albo załzawili się na śmierć''. Robocza hipoteza jest taka: ujarzmiłem oszałamiający koloryt złudzeń ot tak i po prostu, nieprzytomnie uderzając się w łeb o kark, właściwie kark uderzył mnie pierwszy (''Jak się dowiedziano ze źródeł zbliżonych do prawdy, to nieprawda'') Zbliżajcie się dalej... Zbliżajcie się dalej, tylko daleko ode mnie. Źródła zbliżone do dali twierdzą, że zwariowałem. Zbliżajcie się dalej. Twierdzcie tak dalej.


Nękany rzeczywistością, opadły z wyobraźni, nie miałem ani gdzie się schować, ani dokąd wyjść. Leżałem tym wspomnieniem obok komisariatu i na komendę we śnie krzyknąłem: z ospałą, na mnie za mało... Chciałem się pokazać, zrobić orła albo gwiazdę chociaż, wyszło mi idealne skulenie. Zelżałem, a kto mi nie leżał, został zelżony, jak moja żona (''Nie jestem pedałem!''), niezrównana, niezrównowa.. żona. Fascynuje mnie mój spokój. Obok deszcz mżył swoim mżyciem, słońce zbiegło się na łońce, tęcza... tę trza by było również odnaleźć z początku, jak skrzydlana podmuchami z wiadrem ad rem, a nie do rzeczy. Wtem czy potem, jaka to różnica dla poety? A dla Boga... Jaka jest wyobraźnia? Wyobraź sobie. Wyobraź sobie, że. Wyobraź sobie, że sobie wyobrażasz, wyobrażasz sobie? Sam zacząłem ludziom niedorzeczyć, miałem Ich ja przecież dochść.


6
Twoja ocena: Brak Średnia ocena: 6 (4 głosy/głosów )
Zostaw link w miejscach, które odwiedzasz lub/i skorzystaj z gotowych odnośników!

Mało brakowało a zakrzykłabym

portret użytkownika Jasmine
6

Mało brakowało a zakrzykłabym HURRA!!! Nareszcie Yola się odezwał!!! Na szczęście wyhamowałam w porę żeby nie rozbić głowy o własne niezrozumienie i złość na piszącego. Jak Ty nic nie wiesz Yo lu, pomyślałam. A może to ja nie wiem? Nie wiem. Nie ważne. przeczytam jeszcze raz jutro, które podobno nadejdzie, chociaż...któż to wie? Ja nie.


Gwiazdki dla mnie. Za doczytanie do końca, choć bez zrozumienia.


Wszyscy jesteśmy Aniołami z jednym skrzydłem. Musimy się mocno objąć żeby polecieć.


Lubimy ludzi, którzy bez wahania mówią to, co myślą, pod warunkiem, że myślą to samo co my.
Mark Twain


To już Kobieta mnie nie rozumie?

Ta'' złość na piszącego'' to dla mnie wyraz odczytania, wyraz zrozumienia, w moich ustach byłby to przyzwoity komplement. Spora część ulubionych płyt, książek, filmów drażni mnie, zniechęca, złości (normalnie jak relacja pacjent-psychoterapeuta) najprawdopodobniej ze świadomego autorskiego założenia. Wielka, widzi Pani, sztuka, proszę Panią.
Autobiografia, do której podlepiłem prawdopodobnie wszystkie swoje największe słabości, drażni i mnie - co więcej, wkurwia - staram się traktować to jako leczniczy autokopmlement, ale wychodzi już znacznie trudniej i chodzę (ledwo, inna sprawa) jakbym należał.


Powiem Pani, że nie lubię tego cyklu, bardziej wypluwam go niż spisuję, ale czy nie na tym polega prawdziwa autobiografia w najznakomitszym prawda wydaniu?


Ma Pani ode mnie gwiazdki za szczerość, cnota, której na Kontrowersjach się uczę.


Bóg Pani zapłać na zdrowie


Szczerze? Jak zawsze. To

portret użytkownika Jasmine

Szczerze? Jak zawsze. To złość bardziej wewnątrz z tym tylko, że na zewnątrz przekierowana, żeby w siebie za mocno nie uderzyć gdy znajduje się coś, co jest w nas niezrozumiałe a szczypie i kopie, tylko czasem puści oczko pytając stwierdzając. Ciekawe ile jeszcze wytrzymasz.
Też, ale mniej niż Pan nie lubię tego cyklu. W końcu to Pańska Autobiografia i to Pan przede wszystkim się z nią musi zmagać. Trudno się potem podnieść z tego zwinięcia dośrodkowego. Tyle ja a Pan?
Tym bardziej czekam na część kolejną, oby nie ostatnią. Wykonanie arcymistrzowskie, się znam to mówię.


Mi się skojarzyło tak jakoś....



Wszyscy jesteśmy Aniołami z jednym skrzydłem. Musimy się mocno objąć żeby polecieć.


Lubimy ludzi, którzy bez wahania mówią to, co myślą, pod warunkiem, że myślą to samo co my.
Mark Twain


Mam nadzieję, że Pani chciała uwznioślić Myslovitz mną,

a nie mnie pogrążyć Myslovitz. Spodziewam się, w normalnych warunkach, cytatów muzycznych od dżaazu wzwyż, ewentualnie austriackiego folkloru, proszę sobie zapamiętać na przyszłość, bo jest ona niepewna.


Proszę się też nie obawiać, cykl jest jak dekalog, z pewnością ponad dziesięć będzie, a nie muszę chyba Pani uświadamiać, że póki człowiek żyje, póty życie autobiografie (l. mn.) mu pisze, nawet po śmierci, nie wybieram się, jeśli Pani Bóg i Pani pozwoli.


(Brak tytułu)

portret użytkownika Jasmine


Wszyscy jesteśmy Aniołami z jednym skrzydłem. Musimy się mocno objąć żeby polecieć.


Lubimy ludzi, którzy bez wahania mówią to, co myślą, pod warunkiem, że myślą to samo co my.
Mark Twain


Czy Pani chce mnie powiesić?

Jeszcze proszę dołożyć ''Tę naszą młodość'' po krakowsku i trza będzie zacząć się ciąć.


Nie ma Pani w repertuarze czegoś z Czech?


(Brak tytułu)

portret użytkownika Jasmine


Wszyscy jesteśmy Aniołami z jednym skrzydłem. Musimy się mocno objąć żeby polecieć.


Lubimy ludzi, którzy bez wahania mówią to, co myślą, pod warunkiem, że myślą to samo co my.
Mark Twain


A wie Pani, że, no Pani nie wie,

ale nigdy wcześniej tego nie słyszałem, mimo że kojarzyłem nazwę i popularność? To już znacznie bliżej, to znacznie lżej, widać płaszczyznę, na której moglibyśmy się wspólnie odnaleźć po otrząśnięciu się z ''tej naszej mlodości'' pod sukiennickim rynkiem.


Zawsze mówię, czasem intuicyjnie - Czesi.


Już wiem, także dla siebie

portret użytkownika Jasmine

Już wiem, także dla siebie zapamiętam. Czesi. Wspólnie łatwiej w obie strony. Dobrze jak jedna ze wspólnie nie ulega, mimo, iż też dziś tak ma i od razu Czesi.
Jeśli Pan pozwoli to podzielę się z Panią zdrowiem, nigdy go tak mało żeby nie. Siły użyczy Quackie, może też się załapię?
Przypomniało mi się dawno temu. To nie jest smutne! Uśmiech przywołuje na twarz i do środka. Mój śp. powiedział zanim: Pamiętaj, jesteś silniejsza niż Ci się wydaje. Czego i Panu przypominać będę.


Wszyscy jesteśmy Aniołami z jednym skrzydłem. Musimy się mocno objąć żeby polecieć.


Lubimy ludzi, którzy bez wahania mówią to, co myślą, pod warunkiem, że myślą to samo co my.
Mark Twain


Dobry wieczór!

portret użytkownika quackie
6

Żonie Pańskiej zazdroszczę zaś ale cierpliwości. Ale skoro się już pojawiła w autobiografii, to mam nadzieję, że zagości na stałe?


_________
Zarzucił staruszek sieć w morze. Odczekał, próbuje wyciągnąć.
Ciągnie ją i ciągnie i wyciągnąć nie może.
Aż w końcu odezwał się głos z nieba.
Powiedział "SIEĆ JEST OBECNIE NIEDOSTĘPNA".


Panie Kłaczku, co też Pan mi baby buntuje

Widzi Pan przecież, co się dzieje, gdy kruchość do głosu dopuścić, Dorola abo i jeszcze gorzej. Nie będziemy chyba wspierać apologetów tego, czego bronić się nie da, a na co najwyżej popatrzeć se można. I trzeba, oby jak najdłużej, tego również Panu życzę. A nade wszystko:


Panie Macieju, ściskam Pana jak nie mogę, popatrzyłbym Panu głęboko w oczy, ale najprawdopodobniej wzruszylbym się, przejdę zatem od razu do serdecznego misia. Niech się świat kręci wokół Pańskiego!


Bardzo dziękuję,

portret użytkownika quackie

aczkolwiek z tym światem to nie mam aż takich ambicji. Wystarczy, jak w tym naszym dość słonecznym układzie będziemy w jednej ekliptyce, na współśrodkowych orbitach, na tyle zsynchronizowanych, żeby się często spotykać, nawet jeżeli z pewnej odległości.


Odmisiowuję delikatnie, w pewnym wieku zawsze miałem kłopoty z nadmiernym użyciem siły i od tamtej pory muszę uważać ; )


_________
Zarzucił staruszek sieć w morze. Odczekał, próbuje wyciągnąć.
Ciągnie ją i ciągnie i wyciągnąć nie może.
Aż w końcu odezwał się głos z nieba.
Powiedział "SIEĆ JEST OBECNIE NIEDOSTĘPNA".


Mieć za dużo siły

to jest problem, z którym bardzo chętnie bym sobie poradził; niech tylko takie problemy się koło Pana kręcą, może być po elipsie, byle nie po psie Eli. Wszystkiego, Panie Quackie, szczodrze.


Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.