warning: date() [function.date]: It is not safe to rely on the system's timezone settings. You are *required* to use the date.timezone setting or the date_default_timezone_set() function. In case you used any of those methods and you are still getting this warning, you most likely misspelled the timezone identifier. We selected 'Europe/Berlin' for 'CET/1.0/no DST' instead in /home/admin/domains/kontrowersje.net/public_html/archiwum/themes/kontrowersje/node.tpl.php on line 86.


Autobiografia trzecia. Cześć

Wiłem się, wiłem, w końcu się wywinąłem i postanowiłem zeskalować rzeczywistość do rzeczywistych wymiarów, a siebie do możliwego wymiaru ogarnięcia mnie przez rzeczywistość. Złożyłem też siebie w jednoznaczną pro-pozycję i ulegle (w poziom złożywszy; co żywszy by stał) zażartowałem i swoim dałem ciałem rzeczywistości fory: ''Jeśli pozwoli się pani o tu dać się dotknąć, to ja to wszystko z dokładnością opiszę...''


Do-sta-łem-więc-w-twarz(...)lecz-nie-tym-czym-żem-chciał [to zdanie koniecznie umuzykalniłem w swojej czaszce rytmem: wystukałem je tri-jo-lą na trzy, zaczynając od ''stał''. ''Do'' jest z dżazowego doskoku]. I tak bezzasadny, wypłacony z całą siłą zaskoczenia policzek z rąk rzeczywistości zrobił ze mnie nieprzejednanego kontestatora. I tak i nie. I choć jestem w stu procentach (no tak, pewnie nie) pewien, co do tego tak, to nie tak do końca rozumiem, o co mi chodzi z tym nie. Zgodnie z silną wolą genetycznych uwarunkowań i intelektualnym oszacowaniem własnych możliwości postanowiłem iść dalej, co w tym wyjątkowym wypadku oznaczało przeczołgiwanie się po nizinnych obszarach rzeczywistości w tempie rzeczywistym, jakiego nie powstydziłaby się ziemska regularność czwartego wymiaru, który łaskawie mi sprzyjał, roztaczając nade mną swoją opiekę i strofując z dokładnością zegarka pozostałe trzy wymiary, które wyraźnie nie szły mi na rękę, mimo że to wyjątkowo ja rękoma próbowałem rozgarnąć je na trzy boki. Żeby nogi mogły wlec się po śladach za nimi. Siły więc były nierówne. Przeciwnik dysponował trzema wymiarami - i czwartym domyślnym - na dwie moje ledwo już ręce. Ewentualna moja przewaga została doszczętnie zaprzepaszczona przez bezwład nóg. Dziwne, jak bardzo policzek od rzeczywistości osłabił mi zdolność arefleksyjnego używania dłuższych kończyn. Zazwyczaj to nogi miewałem silniejsze. I dłuższe. O wiele łatwiej by było, gdyby zmartwiały mi ręce. Wtedy, posuwając się pionowo nogami do przodu, ręce by sobie wzdłuż tułowia wisiały i być może nikt by nawet tego nie zauważył. Czołganiu takiej wartości przypisać niestety nie można. Człowiek się wlecze i od spojrzeń nie uciecze, ku uciesze zarówno poruszających się (zauważyłem z nieukrywaną radością, że swoboda poruszania się przez pionowych też pozostawia wiele do życzenia i cechuje ją ogromna różnorodność pośródosobnicza), jaki i pozostających ze mną w poziomie niedoli; tutaj poziom i jakość przemieszczania się były bardziej zbliżone: i do ziemi, i do siebie NAWZAJEM; nie życz drugiemu, co tobie niemiłe.


My, czołgacze, jesteśmy więc w większym stopniu wspólnotą niż ci, którzy sobie maszerują i nawet o tym nie wiedzą; i nie wiedzą, że są sami ze swoimi żałosnymi nogami. Jaki sens ma beztroskie, nieświadome, nieuświadomione i bez oznak żadnej wdzięczności wobec sprawności (bardzo często obu) nóg błądzenie nimi, jakby nie można było na chwilę się zadumać, odsapnąć i nie drażnić chorego? Tu nie chodzi o współczucie, tylko o odrobinę przyzwoitości. Naprawdę można by było poczynić pewne kroki, by przytłumić dokuczliwą nonszalancję obnoszenia się ze swoimi nogami. Co złego w tym, żeby sobie zdrowe nogi bezwładnie przez chwilę nad ziemią podyndały? Doskonale wiemy, że gdybym to ja teraz mógł poruszać (świadomie czy nieświadomie, choć teraz już tylko świadomie) nogami - samymi nogami same nogi, nie mówię nawet poruszać siebie całego pięknem ich siły - popłakałbym ze szczęścia w objawionej mądrości. Tymczasem cała reszta głupków wyciąga, prostuje, zgina, unosi, opuszcza, jednym słowem – popierdala sobie w siną dal bezmyślnie nogami jak stado czworonożnych antylop. A gdzie tu pokora wobec... nie mówię już nawet wobec biologicznych nóg, których nikt sobie sam nie zaprojektował ani nie wykonał. Ale gdzie tu pokora wobec abstrakcji pojęcia chodu? Chód nas niesie gdzie popadnie - przy założeniu, że odrzucimy niekompatybilność nóg ze skrzydłami, które niedopatrznością bożą posiada nawet głupia mucha - chyba że popadniemy nimi w bezwład. NIKOMU NIE ŻYCZĘ! Wtedy będzie nam chodziło już tylko o jedno. Boże, może to być nawet tylko jedna. Jedną można całkiem sprawnie długo kuleć. Dopiero gdy dwie wysiądą trzeba polegać, polegiwać wręcz, na całej reszcie sprawnego ciała. Gdybym prawem natury miał przemieszczać się zwijaniem i wyciąganiem rączek w stronę tułowia, urodziłbym się kaleką albo duchownym. A ja jestem człowiekiem! Kalectwo to nie mój los. Ja na loterii życia wyciągnąłem los z napisem ''Opisz, co widzisz. No widzisz, tym razem nie trafiłeś''. Mnie nikt w kadłubka nie wrobi! Ja tu jeszcze przy sobie dysponuję rękoma i w razie czego mam zamiar wykorzystać dostępną mi paletę swobody i machać nimi swobodnie w każdym kierunku i proteście. Ja stanowczo protestuję! Co więcej – domagam się. A jeżeli zajdzie konieczność, powstanę do boju. Chociażby na chwilę. Na rękach, a dojdę. Niejeden raz doszedłem w życiu ręką i sobie do dziś chwalę, nic zdrożnego. W jakimś dostępnym mi na wyciągnięcie ręki wymiarze mogę nieskromnie też powiedzieć, iż jestem powinowatym rzeczywistości, a ośmielony jej zachętą złożyłem siebie w intencji dosłowną propozycją, po której nastąpił krótki kontakt cielesny, po którym zapewne i ona nie może do końca się pozbierać i stanąć na nogi. Tak jej szeroko rozpostarłem, że wymierzając mi policzek zahaczyła o kostki... Stąd ten bezwład... A to z niej pospolita i domowa! Pomyśleć, że zniżyłem się do jej rozmiaru, nawet nie rozmiarów, bo skoro mnie nie chciała musi być płytka, i chciałem uczynić ją brzemienniejszą w skutki... Jeszcze zobaczymy, kto tu kogo nie wydymał! Ja to wszystko opiszę z dokładnością inwentarza. Idź i rozchyl wrota przed pierwszym lepszym i nie czekaj więcej na spóźnionych, oni ze swoim słowem pójdą do lepszej – pójdą do wyobraźni! Kim ty jesteś, o rzeczywistości pospolita? Ty możesz być tylko sobą i niczym więcej; kiedy wyobraźnia może być kim tylko chce. Może się nawet przebrać za ciebie, by cię lepiej wyrazić, może przynieść pocieszenie, gdy ty żałośnie zawodzisz na całej linii, ale tylko na linii rzeczywistej i przez to ułomnej, podczas gdy wyobraźnia ma wszystkie twoje linie w jednym palcu i jeszcze ze sto wymyślonych przez wybitny umysł, a przez to lepszy od niedoskonałości, która jest tylko i wyłącznie twoim udziałem, taki już twój realny los. He he. I zapomnij, że chciałem cię skubnąć znienacka, musiało mi braknąć na chwilę wyobraźni. Natomiast teraz!


I co ty na to? Więcej nie potrzebuję twojej podpory, by stanąć przed oblicze na nogi; wystarczyło tylko zamknąć oczy – i stoję! Co ja mówię – ja chodzę! Chodzę z zamkniętymi oczami, kiedy na twoich warunkach musiałem mieć je zawsze otwarte, bo inaczej skończyłbym jak ty teraz: z podciętym siniakiem na skrzydłach. Których zresztą nie masz. Musiałabyś je sobie wymyślić, ale na to cię nie stać. Ty się nie zniżysz do wyżyn, które zaczynają się dokładnie tam, gdzie ty się kończysz. Kończysz się! Wyobraźnia za to nigdy się nie kończy, nigdy się! Trele morele, jestem panem świata! Niech ktoś mnie wniesie na moje miejsce, bo stąd nic nie widać, a oczu nie otworzę, nie dam satysfakcji. Ostatnio i tak nie odczuwam specjalnie różnicy w dostępie do światła, z jedną może przewagą przykrytego po wieki oczka: nie wpada mi do niego upojona skrzydłami muszka, nie mam więc poczucia winy i wyrzutów sumienia, iż mogłem je wyrwać jej szybciej; po co bowiem męczyć kogoś, kto podobnie jak kiedyś rzeczywistość wpadł mi w oko i zaraz potem odmownie podupadł?


Co do oka wpadnie, a mieć tego nie można, uleczyć należy łzami. Wypłakane z czasem oczy stworzą morze łez, w którym wypada przejrzeć się na oczy i pozostawić w nim ciężar swojego dotychczasowego odbicia. Reszta, gdy ochłonie, sama przejdzie z wilgoci do sucha; z suchego łatwiej się otrzepać. Warto natomiast zjeść potem rybę z lubością lub z ością, sam już nie wiem, bo stanęła mi w gardle i nie chciała stamtąd wypłynąć, mimo że była w towarzystwie galarety. Rety, co to będzie za gala, prawie jak od święta. Dobrze, że to była tylko ryba jako symbol chrześcijaństwa i utknęła mi w gardle w całości przenośnie, w osobie samego księdza dobrodzieja, na tę okazję również wymyślonego, bo nie cierpię tych pedałów jak im sam Pan Bóg przykazał za swoje. Jesteś tym, co jesz, co wkładasz w usta. Nie dziw się zatem, że śmierdzi ci z ust sobą. Szczególnie na święta. Czym popijasz galaretkę? Najlepiej winą bądź od razu wezwać karetkę. To można leczyć, na to jest ratunek. Wykręć numer, pierwszy raz nie wykręcaj go innym lub sobie. Lub sobie co lubisz, tylko więcej nie lub tego sobie, może wreszcie nauczysz się r wyraźnie wymawiać. R jak lula w Kydhyńskim.


Popadłem w taki uskrzydlający moralitet, że aż w pewnym momencie w krzyżach przestało mnie strzykać. Strzyknęło mnie za to z przodu... I przeszło. Z powrotem do krzyża. Wszystko znów na swoim miejscu, a na twoim miejscu wszystko bym zmienił, póki nie jest za późno. Najważniejsze, jedno z wielu, by nie popaść w turbulencję, a gdy to się przytrafi, jak najszybciej znaleźć kanał łączny z naszym kanałem. Nasze kanały są jak annały, zapisano w nich całą naszą histerię z pozostawionym na zgięciach marginesem błędu do nadspodziewanej poprawy. W tej materii również nie miałem najmniejszych wątpliwości: jedyne, co bym raptownie w sobie zmienił, to przyszłość. Powinienem był mieć ją znacznie za lepszą. Przychodziło mi na myśl jedno tylko słowo obrzydzenia. Adekwatność. Nic mnie tak nie denerwuje, jak ludzkie lenistwo, najdokładniej wyrażone nieświadomie niedokończoną myślą ''Niech będzie''. Co ma to niby znaczyć? Jeśli już ma być, że niech będzie, to niech chociaż będzie lepiej, a najlepiej niech będzie innym, a nam bardzo dobrze. To takie proste, że aż dziw się dziwi, że nic nie widzi.


Z plandeką (według roztropnego projektu natury) na oczach (projekt zawiódł; mnie na manowce; po omacku), z jej gatunkowym cieżarem wyruszyłem o lasce i chlebie dla wysuszonego konia, jaki mi przypadł w zbiorowym udziale. Chciałem umoczyć go w oku, ale zmężniałem od ostatniego apetytu na tyle, iż oczy były suche jak wikt i spragnione wilgoci niemal jak opierunek. Nie traciłem jednak wiary i byłem silny. Na odchodne wszystkim, co wysforowali się przede mną w kolejce po konia pokazałem palcami, gdzie o nich rozmyślam. Im bardziej rozmyślałem, tym dalej udawało mi się zajść. Odrzuciłem więc laskę i być może zaraz potem upadłem, ale przynajmniej upadłem o własnych siłach. Nikt mnie nie zdołał potknąć. Teraz ja znowu leżę, spokojnie i niewidoczny. Może ktoś się o mnie zaplącze, a wtedy jeszcze zobaczymy, kto tu ma większe doświadczenie.


Uświadomiłem sobie także jeszcze jedno. Leżę całym ciałem, a dzięki państwowotwórczej dogodności owego położenia kontroluję znacznie większą powierzchnię niż gdybym tylko stał, nawet biorąc pod uwagę swojego platfusa, który jest terytorialnie bardziej zaborczy niż prawidłowo wysklepiona stopa. Boże, ja zarządzam. Zarządzam faktycznie i namacalnie większym terytorium niż większość ludzi! Nawet leżąc jestem Panem świata. A skoro to ja tutaj panuję, muszę przybrać odpowiedniej wagi grymasy.


Na szczęście wszystkie przyleżne członki tak mnie uwierały, że w ogóle nie musiałem się wysilać. Polska dla Polaków, chciałem głośno krzyknąć, ale uzmysłowiłem sobie, że od tego powinienem mieć ludzi. Czas zatem na podbój masy ludzkiej, niech zasiedli moje terytoria, a ja im przyznam obywatelstwo, a najgorliwszym odpowiednie godności. Tej mi nigdy nie brakowało. Myślę, że starczy dla wszystkich. Odwróciłem się na bok, ale gwałtownie zmniejszyło to zarządzaną przeze mnie powierzchnię. Rządzenie wcale nie jest takie łatwe, jak myślałem w czasach opozycji. Wróciłem do pozycji wyjściowej i poszedłem za tropem myślenia. Nadszedł chyba już czas, by obmyślić drogę stopniowego podboju. Ogarnęły mnie natychmiast dwa lęki. Czy muszę się roztyć, żeby zwiększyć swoją i tym samym zagarnianą powierzchnię, czy raczej rozpłaszczyć do cienkiego jak warstewka? Co bardziej władzy posłuży? A może roztyć się, tak że pod własnym ciężarem rozleję się i rozpłaszczę plackiem jak babka naleśnik?


Pomimo trudnej sytuacji i niepewności co do mojego przyszłego położenia nie traciłem poczucia humoru. Zażartowałem nawet z siebie, aczkolwiek zrobiło mi się niezmiernie przykro i obróciłem ten żart w niepamięć. I ta wisząca jak drwa nad przeręblem konieczność wybrania odpowiedniego ustroju dla mojego państwa; nie bójmy się tego słowa. Każde imperium było kiedyś na etapie zamysłu. Nie od razu Kraków zbudowano, ja bym go zburzył. To może być mój pierwszy całkiem niezły dekret: zburzyć Kraków, bo sobie nie wiadomo co rości! Tak na wszelki wypadek... Miałem rozmyślać o ustroju... Ta plugawa ich mnogość! Nie tyle mnogość, co moja ich nieznajomość. Czemu nic o tym nie wiem, skoro postanowiłem zbudować państwo? Rozwiązaniem byłoby odłożenie ustroju na jutro. Ale co, jeśli ktoś mnie uprzedzi i obwieści się królem? Mam! Jeżeli ma być król, niechaj moje będzie królestwem. Tak mi dopomóż Bóg, bo chyba na ześwieczczenie monarchii przyjdzie jeszcze pora... Etap zamysłu uważam w takim razie oficjalnie za niniejszym zamknięty, czas na odwleczony odpoczynek. W sumie śmieszne, że odpoczywam, zupełnie nie zmienając swego położenia, ani nie tracąc o kwadratowy centymetr całego terytorium z pola widzenia wraz z dostojnym mu impetem, jaki się powoli roztacza, tworzy i zaczyna być udziałem w skromnej osoby mojego majestatu. Odpoczywam, a zachowuję się tak, jakbym rządził. Nic się w państwie nie zmienia, stałość jest zapewniona autorytetem monarchy; to cecha silnego imperium. Coraz bardziej mi się to podoba... może by tak odpocząć od odpoczynku i wziąć nogi za pas? Tylko gdzie uciekać, skoro wraz z przemieszczeniem zabieram ze soba całe terytorium, jakim z poświęceniem dla dobra przyszłego ogółu przyszło mi zarządzać?


W ten sposób odkryłem jeszcze jedną cechę mojej państwowości: terytorium jest płynne i bezwzględnie zależne od miejsca mojej siedziby. Siedziba to ja, a ja to państwo. Państwa jeszcze nie ma, ale to przejściowy brak. Sami państwo rozumicie, że lepiej być nie mogło, choć chyba nie po to zakłada się państwo, iżby potem państwa przy tym było nie było. Na razie jednak byłem ja – i wystarczy. Byłem jednocześnie królem (nie słyszałem głosów sprzeciwu i uznałem swój wybór za aklamację. Po odejściu od kasy nie uwzględnia się), zarządcą (pozostawiłem sobie ów stary tytuł z szacunku dla tradycji) i wzorcowym poddanym. Poddanym - z nieskrywaną potęgą dosłowności - byłem na terenie całego wprost terytorium, które mi się należało, jakbym na nim leżał. A w końcu leżałem, jak zostało mi leżeć wiernie jak z psem. Czy przy zapewnieniu obrony terytorium na obszarze wszystkich jego granic powinienem wykorzystać swój patentowany wymysł obrończy? ...Mam jednak nad czym się głowić podczas tego skróconego gwałtownością ostatnich wydarzeń odpoczynku. Na wszelki wypadek udałem, że badawczo się rozglądam i ostrzegawczo syknąłem z bólu, po czym zacząłem przeraźliwie strzelać oczami, jak gdybym co najmniej znowu zobaczył.


Sam niestety długo w ten sposób nie pociągnę, ileż można. Ktoś musi przejąć przynajmniej część moich obowiązków, a najlepiej też pociągnąć za sobą mnie samego, jeśli poważnie podchodzimy do podboju nowych terytoriów. Na jutrzejszym posiedzeniu uroczystego plenum (tylko że - i jest to sprawa zupełnie chwilowa, jutro orędziem przedstawię ostateczny raport o stanie swojego zdrowia, w którym już dzisiaj zapewnię, iż jestem zdrowy jak koń i w sposób dobitny i władczy leżę wyłącznie dlatego, że jako prawodawca mam prawo do drobnego kaprysu - ja usiedzieć nie umiem... Zrobię z posiedzenia prezydium, prezydium nie kojarzy się z koniecznością siedzenia).


Zanim jutro nie usiądę, pójdę się dzisiaj wpierw wyspać. Może we śnie wyśnię swoją historię. Na którą wkrótce zapraszam poddanych, a wcześniej – swoje państwo.


'); //-->'); //-->
6
Twoja ocena: Brak Średnia ocena: 6 (6 głosy/głosów)
Zostaw link w miejscach, które odwiedzasz lub/i skorzystaj z gotowych odnośników!

Cześć

6

Strasznie plastycznie Pan pisze o sprawach abstrakcyjnych, wszystko widzę. A może mam zwidy? Wszystko jedno, fajnie.


Koncepcja państwa wyśmienita, nikt się do tej pory nie zgłosił, wobec tego zostaję wczesnym naśladowcą. Mikrutkie ono będzie, to moje państwo, chyba że się podtuczę w święta, bo urosnąć już się nie da.


Cieplutko, jak zwykle


Za różne takie...


Oglądam właśnie Jarocin z 1983 roku i widzę sporo

portret użytkownika ojciec_milicjant
6

takich właśnie ,,państw". Chyba tylko wg takiej definicji ,,państwa" - przetrwaliśmy.
No i muzyce.
Bo dzisiaj - ani tamtej muzyki, ani tamtych ludzi, ani tamtej....wódki:-(


Każdy , kto chce robić rewolucję musi zdawać sobie sprawę,że własne życie nie jest najważniejsze. Che Guevara


Tym razem nieco zakamuflowane

portret użytkownika Jasmine
6

Tym razem nieco zakamuflowane to Cześć. Niemniej jako trzecia odpowiadam. Cześć.


PS: Dzięki temu, że Pan napisał zobaczyłam jakiej bielizny damskiej nie kupię. Nie dlatego, że za droga. To by mnie zdołowało. Łatwiej przełknę, że mi się nie podoba, chociaż podoba, ale po co mi to wiedzieć?


PS2: Pozdrawiam serdecznie bardzo. Pisz Pan. Czytać będę.


Wszyscy jesteśmy Aniołami z jednym skrzydłem. Musimy się mocno objąć żeby polecieć.


Lubimy ludzi, którzy bez wahania mówią to, co myślą, pod warunkiem, że myślą to samo co my.
Mark Twain


Proszę Cię

Yo_la
najwyższe podziwy i przekazać małżonkowie żeby Ciebie trzymał w ramach tego.
Do Pani od Yo_li:
Nie bijcie tego Swego systematycznie z zasady-to by wszyscy zrozozumieli i byłoby gupo i trywialnie.Ino spontanicznie za każdy wpis/wers.Chlaśnijcie bez pysk raz ciach kiej zrozumiecie ,niech ma pysk czerwony bo zasłużył,event:
chlaśnijcie jemu co inszego to nie będzie za co chlastać.


Pani od Yo_li:
nie martwcie się -onym -to mija jak sie pojawi siwy włos na skroni i sztywny nie straszy w uchu.
Wystarczy poręczny depilator małżowiny i nozdrzy na bateryjkę R6.


A Tobie i Wam alles Gruesse zum Weinachten.
Wesołego....................................................


Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.