warning: date() [function.date]: It is not safe to rely on the system's timezone settings. You are *required* to use the date.timezone setting or the date_default_timezone_set() function. In case you used any of those methods and you are still getting this warning, you most likely misspelled the timezone identifier. We selected 'Europe/Berlin' for 'CET/1.0/no DST' instead in /home/admin/domains/kontrowersje.net/public_html/archiwum/themes/kontrowersje/node.tpl.php on line 86.


On czyli ja cz.II

Rzuciłem okiem na aparat, szybko znalazłem odpowiedni przycisk, wybrałem funkcję „odtwórz” i...o w mordę. Na ekranie aparatu zobaczyłem Luksa i młodego. Coś mówili do kamery. To niemożliwe. Facet umarł na początku lat 90-tych, nie dożył więc ery cyfrówek. Więc co? Kolejny sobowtór? Photoshop albo jakiś inny program? Tylko kto i po co zadał by sobie tyle trudu? W dalszej części filmu Luks zaczął kręcić okolicę. Ani chybi to moje osiedle - koniec lat 70-tych albo jakoś tak 80-ty lub 81. Kurwa! To mój ojciec, gmera przy hamulcach Syreny. O nie, tego już za dużo... film leci dalej, ktoś idzie w stronę pracowni – ale jaja, toż to J. moja koleżanka z klasy. Ma też jakieś 15 może 16 lat.
Patrzyłem jak urzeczony do końca filmiku, rozpoznając co rusz sąsiadów, kumpli i koleżanki. Zaszkliły mi się oczy, łzy popłynęły po policzkach. Kurwa – rzuciłem jak zwykle w chwilach wzruszenia. Obtarłem rękawem oczy i poszedłem do lodówki po piwo.


– Oho – zaśmiał się młody – ktoś się rozczulił. No no staruszku, tylko mi się tu nie rozbecz. Chłopaki nie płaczą.
Podniosłem zdziwiony wzrok. – A ty skąd to znasz?
– Co?
– No, ten tekst: „chłopaki nie płaczą”.
– Znikąd, tak się mówi, u was nie?
– Jasne, tak się mówi. Masz – podałem mu z półki pod telewizorem płytkę cd T. Love i film dvd Lubaszenki juniora z Pazurą.
– Co to jest? – z zaciekawieniem oglądał opakowania i płytki w środku. – „Chłopaki nie płaczą” - przeczytał tytuł – O! i tu też.
– To przebojowy numer kapeli rockowej i tytuł filmu.
– To teraz nagrywa się przeboje i kręci filmy oparte na powiedzonkach?
– Spadaj – postanowiłem skrócić dyskusję.
– To są te...no – coś usiłował sobie przypomnieć – czytałem o tych nowych płytach. Chyba Philips je wymyślił i mają wyprzeć wkrótce płyty gramofonowe.
– Jesteś nieco opóźniony. Te płyty to już właściwie historia. Lata 80-te i 90-te. Teraz muzykę trzyma się tu – z dumą pokazałem pendrive’a.
– Co to? Opakowanie na prezerwatywy dla żołnierzy? Bubble Gum Music? Słuchasz Bay City Rollers? – młody był najwyraźniej w dobrej formie.
– Postanowiłem zignorować gnojka, podłączyłem pendrive’a do komputera, wybrałem AC/DC, oczywiście na pełny regulator. Dźwięki Highway to Hell wstrząsnęły ścianami. I co? – poruszyłem brwiami w górę. Młody wystawił kciuk w górę. No!
– Ciekawe, w takim gówienku tyle mocy. Niezła miniaturyzacja – podsumował małolat.
Tu cię mam. Teraz ci pokażę. Straciłem umiar i zacząłem młodemu pokazywać zdobycze techniki ostatnich 30 lat. Na początek komputer. Oprogramowaniem użytkowym szybko się znudził.
– Acha, to taka kombinacja maszyny do pisania i kalkulatora, czy tak? Fajny ten mały telewizorek.
– To monitor ciulu.
– Jak zwał tak zwał.
Ja pierdzielę, ale głupek! – Ty, nie rób mi wstydu, nie mogłem być aż tak głupi.
A teraz parę zdjęć z cyfrówki na monitorze.
– Kto to? – zapytał patrząc na zdjęcie mojej byłej.
– Moja-twoja żona, była – nie kryłem satysfakcji.
– Taka stara? – odciął się gówniarz – A tu?
– Twoja córka.
– Żartujesz.
– Nie, ma chwilowo 12 lat.
– Niezła.
– Co chcesz przez to powiedzieć szczylu? To twoje geny palancie.
– No, że niezły ze mnie reproduktor.
– Nie bądź taki hop-do przodu. Trzeba się postarać, a kto wie jaką ty sobie kobietkę znajdziesz.
– Dość zdjęć – podsumowałem – teraz sobie zagramy.
– A co masz – ping-ponga, tę grę telewizyjną, w którą graliśmy u Ciapy?
– Taaaa coś w tym rodzaju. – odparłem.


Ciapa był osiedlowym popychadłem. Do czasu, gdy ojciec nie kupił mu gry telewizyjnej. Ping-pong. Straszny prymityw z dzisiejszego punktu widzenia, ale wtedy to był cud techniki. Dwie kreski jako rakietki, linia jako siatka i fruwająca kropka jako piłka. Joystickami poruszało się rakietkami w górę i w dół i już – cała gra. Ciapa przez chwilę awansował na pełnoprawnego kumpla. Niestety, po miesiącu jak już wszystkim się znudziło, powrócił do pozycji osiedlowej ofermy.


Zainstalowałem Medal of Honor. Jedyna gra jaką mam, ale za to z wykopem. To powinno go rozwalić. Już jest mój, w końcu znam siebie trochę, czyż nie?
– Patrz, tak się poruszasz, a tak rozwalasz szwabów. Tu zmieniasz broń. A tak wygląda zabawa – włączyłem jeden z nieukończonych poziomów, dając dźwięk przez wzmacniacz. Ku swemu zadowoleniu zauważyłem, że młody siedzi jak zauroczony. Przedzierając się po zakamarkach bunkra rozpieprzałem Niemców z MP-40. Dla jaj wrzuciłem granat do kibla rozmazując szwaba po ścianach. – O kur...., ale jatka. – Ty, to niemożliwe, jak to działa? – Młody wił się, zaglądał za monitor, patrzył na laptopa. – Taki film...do samodzielnego sterowania i wszystko w tym? – pokazał na laptopa.
– Tak chłopczyku, to się nazywa postęp techniczny. No dobra, tu masz wersję dla początkujących, a ja zrobię coś do żarcia.
Przy okazji przełączyłem mu grę na odbiornik tv. 37 cali. Po godzinie już walił do szkopów jak wytrawny komandos – w końcu moja krew. Po obiedzie i kolacji nie mogłem go oderwać od gry. W końcu poszedłem spać, uprzednio włączając mu słuchawki. Skończył nad ranem. Obudził się koło południa i wciąż będąc pod wrażeniem gry poprosił – pokaż mi co tu się zmieniło.
– Idź pooglądaj telewizję, ja muszę zadzwonić.
– A to co? Krótkofalówka? Ty, a może ty jesteś z milicji? – zaniepokoiło się 15-letnie pacholę.
– Telefon komórkowy głuptaku. Znaczy się bezprzewodowy. Mogę rozmawiać z dowolnego miejsca – nie ukrywałem dumy ze swoich czasów.
– To znaczy, że nie możesz się już wykręcić, że nie było z tobą kontaktu, bo telefonu nie było w pobliżu? – popatrzył na mnie złośliwie.
Postanowiłem zignorować uwagę szczyla i nie zaszczycać go odpowiedzią.
– Tu masz pilota, tu zmieniasz kanały. Nie licząc arabskiego badziewia, jest do oglądania jakieś 60 kanałów – zakończyłem wskazówki odchodząc zadzwonić.


Młody wziął pilota i po chwili usłyszałem jak raz za razem zmienia programy. – Aaaaa! Ty chodź tu szybko, no pędem, zobacz – wrzeszczał wgapiony w telewizor.
– Czego, toż to tylko Wałęsa, jak zwykle gada jak nadęty bufon, normalka.
– Ale ty, on waży chyba z tonę i jest cały siwy!
– Co chcesz, były prezydent ma już chyba ponad 65 lat.
– Prezy... – popatrzył się na mnie jak na idiotę – ten...był prezydentem? Jezu, a kto go wybrał?
– No...my, to znaczy ja nie,...naród.
– Ładnie, elektryk po zawodówce prezydentem. Fajna ta demokracja. Co jeszcze... – nie dokończył, bo na ekranie w lokalnej tv pojawił się radny J., też mieszkaniec naszego osiedla.
– To przecież J., ten stary ormowiec, który bzykał urzędniczki po godzinach – zdziwił się młody. – Co on robi w TV?
– Jest radnym miejskim z ramienia partii głoszącej wartości chrześcijańskie.
Na potwierdzenie moich słów radny z oburzeniem komentował jakiś protest mieszkańców, którzy nie chcieli zmiany ulicy Krasnoludków na księdza jakiegośtam, o którym nawet nie słyszeli. Radny perorował, robił się czerwony jak burak, podniecał się i nakręcał.
Młody po wysłuchaniu tyrady radiomaryjnej przystawki zmienił kanał. Akurat trafił na tv-shop. Po chwili spojrzał się na mnie z wyrzutem. Zamiast komentarza wzruszyłem ramionami.
– Zabierz to – oddał mi pilota – lepiej pokaż mi co się zmieniło w mieście.


Zeszliśmy do samochodu.
– Twój?
– Mój, podoba ci się?
– Jakiś taki...nadmuchany. Ale ogólnie to podoba mi się, taaaak... niezłe mam auto.
– Masz?
– No tak. Popatrz sobie w dowód rejestracyjny – ze śmiechem odparł smarkacz – przecież jest tam moje imię i nazwisko.
Spojrzałem na niego zaniepokojony. Przez chwilę przeszło mi przez myśl, że mnie gnojek w nocy ukatrupi i przejmie mój majątek. Niewiele tego, ale jednak. Szybko odpędziłem podejrzliwą myśl – przecież ma tylko legitymację szkolną, w dodatku wydaną za czasów komuny.
– Ty a może pojedziemy do rodziców – zaproponował.
– Zgupłeś? Jak cię matka zobaczy to dostanie zawału.
– Jak oni się trzymają?
– Nieźle, radzą sobie i mają psa.
– Starzy mają psa? Ciekawe te twoje czasy.


Przez całą drogę nie odzywał się. Cóż, tyle się zmieniło w okolicy. Nowe przeszkolone budynki, fury na drodze takie o jakich mi się w wieku 16 lat nie śniło, nowa moda – dla niego pewnie kosmiczna, pełno reklam. Nic dziwnego, że szczyl chłonął to wszystko w milczeniu. Mnie też by zatkało – jak zresztą było widać.
– Wiesz co, jest teraz fajniej, tak kolorowo – zdawał się potwierdzać moje przypuszczenia. – Ale to taka estetyka wozów cyrkowych. Te reklamy wyłażące zza każdego budynku, wszystko pozalepiane. Te panienki w złotych kurteczkach do pępka jak kurwy. I dlaczego do cholery co druga ma pofarbowane włosy na czarno?
– Młody – próbowałem bronić nieśmiało XXI wieku – to tylko moda. Ty jesteś punkiem, a wcześniej byłeś hippisem, a teraz to wszystko się miesza. Trochę takich, trochę takich. O zobacz dwa punki – jak za starych czasów.
– Gówno, popatrz na moje spodnie. Sam sobie z nich zrobiłem rurki, bo dawanie matce do przeróbki na maszynie to obciach. A katana, przerobiona nocą z marynarki skórzanej starego. No co, nie pamiętasz? A włosy stawiane na cukier, którymi w nocy zajęły mrówki faraona zwabione słodkością? To jest punk! A te dwa tutaj wyglądają jakby wyszli z butiku. Pewnie są sklepy dla punków, hippów i gitowców, co?
– Posłuchajmy może radia – postanowiłem zmienić temat – „Trójka” wciąż gra.
– Nie masz czegoś ze starych czasów? - po chwili zapytał młody – może być Stranglers.
– Zgodnie z życzeniem – odparłem i z głośników w samochodzie wystrzelił początkowy riff do No More Heroes.


Podjechałem pod KFC – zjemy coś?
– Może być, zrobiłem się głodny.
Stanęliśmy w krótkiej kolejce.
– Wybierz sobie coś. Proponuję dwa pikantne i dwa zwykłe, do tego frytki i cola – podpowiedziałem.
– Ty sam wybierz – zdawał się być trochę zagubiony.
Wziąłem kubełek na dwóch i dwie cole.
– Co to jest? – zapytał podejrzliwie oglądając kurczaka w panierce.
– Kurczak R20, nie pamiętasz? – zapytałem licząc, że to właśnie wtedy, za jego czasów wyświetlano w TVP film „Oto Ameryka”, pokazujący fermę przemysłowego chowu kurcząt, które były skarmiane recyclingowanym własnym gównem. Po chwili sobie jednak przypomniałem, że to było parę lat później.
– No i jak smakuje?
– Kwulwa – zamemłał mięsem w ustach – to nie ma smaku! Stojący w kolejce ludzie jak na komendę spojrzeli na nasz stolik. – A skórka? Gdzie w dupę jest chrupiąca skórka? – wrzasnął jakby chciał na siebie specjalnie zwrócić uwagę.
– Ciszej głupku – warknąłem kopiąc go w nogę.
– Dlaczego niby mam być cicho? To dalej jest cenzura? To na czerwonych można już pluć, a na kurczaki o smaku papieru toaletowego nie? Co tu się do cholery dzieje, reglamentowana demokracja? – wrzeszczał młody z błyskiem w oku, błyskiem, który znałem bardzo dobrze.
– Ładnie Pan syna wychował – syknęła stara prukwa z kolejki. – Taki dopiero co pobił mojego syna i nakręcił to wszystko telefonem. Ten pewnie też wszystko nagrywa, a potem pokaże to w internecie!
– Ty – szepnął młody – o co chodzi tej starej, o jakim internacie ona mówi?
– Nieważne, potem ci wyjaśnię – a teraz zamknij się.
Dokończyliśmy w pośpiechu jedzenie i wyszliśmy z knajpy odprowadzani wzrokiem klientów i obsługi.
– Zgłupiałeś? – natarłem na szczyla – co ci odbiło? Wchodzisz do knajpy i wywrzaskujesz ludziom w twarz, że jedzą gówno! Co cię opętało?
– Prawda! Przecież to ma smak...nie, to w ogóle nie ma smaku. Czemu dajecie się robić w wała. Pamiętasz jeszcze jak smakował kurczak z rożna z mięsnego na osiedlu?
– Z mięsnego pamiętam tylko haki – skłamałem – bo dobrze pamiętałem z czasów wczesnego Gierka, świetnie przyprawionego kurczaka opiekanego przez sprzedawczynie w elektrycznym rożnie.


– Mam pomysł – rzuciłem – pójdziesz wieczorem na imprezę. Ja stawiam, a ty rwiesz laski. Tylko młody – ostrzegłem – żadnego alkoholu i nic nie przyjmuj od kolesi i panienek jak będą cię częstować.
– Panienki? - ożywił się małolat. Moja krew, a co!
– Masz tu telefon. Tu jest numer mojego drugiego telefonu. Najpóźniej o 23 dzwonisz, a ja przyjeżdżam. Gra?
– Gra.
– Ale, ale. Musimy cię ubrać, laski w twoim wieku mają trochę inny gust.
– Ale ja się sobie podobam – odrzekł młody.
Przypatrzyłem mu się. – Okej, może być, wyglądasz – jak to mówią – oldskulowo.
Odstawiłem go do klubu z małolatami w Sopocie i pojechałem do uniwersyteckiej czytelni. Tam poprosiłem o roczniki gazet z 1996 i 2006 r. Wynotowałem to czego szukałem i postanowiłem resztę dnia spędzić na plaży.
Około 21 zadzwonił telefon – To ja, przyjeżdżaj.
– Stało się coś? – zaniepokoiłem się.
– Nic – ale przyjeżdżaj.
Z duszą na ramieniu podjechałem pod klub. Młody czekał na mnie na zewnętrz. Wsiadł i przypierdolił drzwiami aż otworzyła się skrytka.
Co jest? – zapytałem
– Nic. Jedziemy do domu. To znaczy twojego domu.
Przez całą drogę milczeliśmy. Kombinowałem co się mogło stać. Pewnie jakaś lala narobiła mu obciachu i obśmiała jako czereśniaka.
W domu zrobiłem dla obu z nas herbatę.
– Dzisiaj wracam – przerwał milczenie młody – o 23:30. Miałem zostać jeszcze miesiąc, ale mam dość.
– Powiesz co się stało?
– Pamiętasz R? Tę z VIII C?
R. - moja miłość z podstawówki. Coś się miedzy nami nawiązało, ale po skończeniu szkoły kontakt się urwał. Na Naszej Klasie widziałem jej zdjęcie z rodziną. Mąż i dwie córki.
– W klubie spotkałem córkę R. – kontynuował małolat. – Podobna do matki jak cholera. Zagadałem, a ona od razu wszystko mi o sobie powiedziała. Głos też ma jak R., więc miałem wrażenie, że rozmawiam z R. Śmiała się ze mnie, że gadam jak jej matka. Kurwa, czułem się jak stara małpa, ale nawijałem dalej. Zaczynała mi się podobać i wtedy spytała czy już wziąłem. Nie wiedziałem o co jej chodzi, więc spytałem w czym rzecz. A ona mi nawija o jakimś spidzie. Domyśliłem się, że to jakaś odmiana makiwary, więc rzuciłem, że brałem wcześniej. To chodź – złapała mnie za rękę i gdzieś pociągnęła, na jakieś zaplecze czy coś takiego. Tam bez żadnego gadania złapała mnie za fiuta, ściąga mi spodnie i gada do mnie: „no wyjmij komórę i kręć, bo chcę pokazać ziomalkom jaki kolo mi się trafił”. Stałem chwilę jak dupa, po czym wciągnąłem spodnie i kazałem jej spadać, najlepiej do domu, żeby się trochę zastanowiła. A ta mi na to: „ty p...ny pedale.” I tyle było tej miłości XXI wieku.
– Ty - popatrzył na mnie jak na gówno – teraz wszystkie tak?
– A skąd mam wiedzieć. Mój przedział to 35-45 lat.
Milczeliśmy dobre 10 min, po czym zapytałem go: – a może jednak zostaniesz, tyle tu jest jeszcze do zobaczenia...
– Dziękuję – odparł – już wystarczająco zobaczyłem. Fajnie tu jest i kolorowo. Nowocześnie jak cholera. Te komputery, grające oprawy na prezerwatywy, płaskie telewizory, samochody, choppery, które kocham, pełne sklepy – chce się żyć! Tylko nie ma z kim! Co się z wami porobiło? Kurwa mać – co się z TOBĄ stało? Żyjesz z dnia na dzień, tu coś przeczytasz, tam czegoś posłuchasz, pobrzdąkasz na gitarze i co dalej? A gdzie sens tego wszystkiego, jakaś pasja? Gdzie osoby na których ci zależy? No gdzie? Szybki numerek. Jak najszybciej i jak najwięcej. Ja nie chcę tak. Może i moje czasy są do dupy, bez błyskotek, które macie tu dzisiaj. Ale ludzie są prawdziwi, a nie plastikowi. Pamiętasz jeszcze, że potrafię cały dzień przeżyć z pieniędzmi starczającymi raptem na jednego pączka? I coś się zawsze dzieje. Pojadę sobie do Sopotu, kogoś spotkam, wyląduję na chacie u kogoś kogo poznam, pogramy na gitarze, pogadamy, pomarzymy... – tu zwiesił głos. – Właśnie, pomarzymy – powtórzył.
– Wracam, chcę to wszystko ułożyć po swojemu, bo to co tu widzę...to nie dla mnie, nie chcę taki być.
Ubrał się, popatrzył na mnie smutno. – Mam nadzieję, że mnie rozumiesz.
– No jasne – próbowałem się słabo uśmiechnąć – w końcu jestem tobą.
– To zrób coś ze sobą. Póki żyjesz masz jaszcze czas. Cześć.
– Czekaj – rzuciłem za odchodzącym. – Masz tu...na urodziny...te 30-te i 40-te – podałem mu zaklejone dwie koperty. Ale obiecaj, że otworzysz dokładnie na tydzień przed naszymi urodzinami.
– Obiecuję – odwrócił się i znikł w ciemności.


No to mi powiedział, gówniarz jeden. Też byłem taki mądry w jego wieku – tu wyszczerzyłem zęby zadowolony ze swojego dowcipu. No, pora wrócić do słodkiego lenistwa. Idę się położyć.
W kopertach były wyniki losowania Lotto z 1996 i 2006 r., kumulacja bez głównej wygranej. Każda przewidywana wygrana I stopnia po 2 mln zł. To na wypadek gdyby zmienił zdanie.


Koniec


6
Twoja ocena: Brak Średnia ocena: 6 (5 głosy/głosów)
Zostaw link w miejscach, które odwiedzasz lub/i skorzystaj z gotowych odnośników!

"A gdzie sens tego

portret użytkownika Jasmine
6

"A gdzie sens tego wszystkiego, jakaś pasja? Gdzie osoby ma których ci zależy? No gdzie?"


Czytać codziennie takie teksty i myśleć. Coś za coś. Opłaca się? Chciałoby się powiedzieć młodemu, nie daj się, nie zagub siebie w tym natłoku wrażeń i wypełniaczy, w ciągłej pogoni za szybciej, więcej, zabijających czas i przy okazji nas samych.


Ale mi się zebrało na przemyślenia na ciemną noc...Zdołowałam się przy okazji.;)


PS: A tam, pilot w dłoń, a może by w coś zagrać? Byle do jutra, po co zawracać sobie głowę jakimś durnym myśleniem. A człowiek? Zawsze przecież można skorzystać z komórki i jest GG.;)


Wszyscy jesteśmy Aniołami z jednym skrzydłem. Musimy się mocno objąć żeby polecieć.


Lubimy ludzi, którzy bez wahania mówią to, co myślą, pod warunkiem, że myślą to samo co my.
Mark Twain


Nie dołuj się

a skoro wywołuje to jakąś refleksję to jest mi miło.
Zresztą Pani sama kazała zamieścić cz. II, to się spiąłem i dopisałem końcówkę już dzisiaj.


P.S. Ten cyrk na korcie to autentyczna historia. Ale tego nie da się dobrze opisać, to trzeba było zobaczyć.


Jeszcze nigdy tak niewielu nie zrobiło wała z tak wielu


Po pierwsze to nie kazała,

portret użytkownika Jasmine

Po pierwsze to nie kazała, tylko prosiła.:) I bardzo Panu dziękuje.:)


Wywołuje refleksję, to prawda, na pewnym etapie życia może czas już się zatrzymać i zapytać siebie, co straciłem z własnej woli a co przeciw sobie? Może uda się nie utracić do końca tego co najważniejsze?


Co do P.S. to nie wiem jak inni, ale ja widziałam oczyma wyobraźni, zatem moim zdaniem Ci się udało:)


Tak mi się jakoś skojarzyło...Oby.


Wszyscy jesteśmy Aniołami z jednym skrzydłem. Musimy się mocno objąć żeby polecieć.


Lubimy ludzi, którzy bez wahania mówią to, co myślą, pod warunkiem, że myślą to samo co my.
Mark Twain


Jak wygra, to się z tobą podzieli?

portret użytkownika Lukrecja

Mnie chyba też czasem młody nawiedza...

portret użytkownika tetryk56
6

Nigdy wprawdzie tak jawnie i ostentacyjnie, ale podobne wątpliwości do ucha sączy, Chyba zawsze tak musi być, że poprawiając jedno psuje się drugie. Życie możemy uznać za pozytywne, jeżeli bilans jest nieujemny...


Pada śnieg z deszczem

portret użytkownika quackie

Nici z nart dzisiaj. Paradoks nadal nierozwiazany, ale widać, ze nie to tutaj ważne. Jako czlek upierdliwy powiem, ze na nic te wyniki Lotto. Jezeli dorosły CH nie pamięta podróży w czasie, to młody CH musi pochodzić ze swiata rownoleglego, bardzo bliskiego, ale jednak nie tego samego, wiec nawet zakładając ze wróci do "swojej" rzeczywistości, wyniki losowania na nic mu się nie zdadza :)


_________
Zarzucił staruszek sieć w morze. Odczekał, próbuje wyciągnąć.
Ciągnie ją i ciągnie i wyciągnąć nie może.
Aż w końcu odezwał się głos z nieba.
Powiedział "SIEĆ JEST OBECNIE NIEDOSTĘPNA".


Mój drogi

Gdybym podążył tym tropem, to wleciałbym nie tyle w pętlę czasową, ile w VII cz. Dzienników Gwiazdowych Lema.


Jeszcze nigdy tak niewielu nie zrobiło wała z tak wielu


Spoko

portret użytkownika quackie

Rozrozniam miedzy hard SF, a literatura, dla której rozwiązania rodem z SF są tylko pretekstem. Co wiecej, generalnie zgadzam się z przesłaniem : )


_________
Zarzucił staruszek sieć w morze. Odczekał, próbuje wyciągnąć.
Ciągnie ją i ciągnie i wyciągnąć nie może.
Aż w końcu odezwał się głos z nieba.
Powiedział "SIEĆ JEST OBECNIE NIEDOSTĘPNA".


Dobry wieczór

6

Bardzo przyjemna opowiastka.


Pozdrawiam


Gryzona już nie ma na Kontrowersje.net


Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.