warning: date() [function.date]: It is not safe to rely on the system's timezone settings. You are *required* to use the date.timezone setting or the date_default_timezone_set() function. In case you used any of those methods and you are still getting this warning, you most likely misspelled the timezone identifier. We selected 'Europe/Berlin' for 'CET/1.0/no DST' instead in /home/admin/domains/kontrowersje.net/public_html/archiwum/themes/kontrowersje/node.tpl.php on line 86.


Dzielnik Bastiata.

 Przedwczoraj, 30 czerwca, minęła kolejna rocznica urodzin utalentowanego publicysty i jednego z najwybitniejszych ekonomistów w historii. Słucham? Dziękuję, ale tym razem nie chodzi o mnie, lecz o Frederica Bastiata, który, gdyby jeszcze żył, osiągnąłby nieco podeszły wiek, 208 lat. Dzień wcześniej, 29 czerwca, w programie Moniki Olejnik, wystąpił pan profesor Grzegorz Kołodko. Co te dwa wydarzenia mają ze sobą wspólnego? Nic, poza ciekawym stwierdzeniem pana profesora, z którym Bastiat pewnie by się nie zgodził. Pan profesor twierdzi bowiem, że jeśli rząd zwiększyłby wydatki na infrastrukturę o jakieś parę miliardów złotych, to deficyt budżetowy byłby mniejszy. Czyli im więcej wydamy, tym mniej stracimy. Taka teza już na pierwszy rzut oka wydaje się nielogiczna, ale pan Kołodko nie wymyślił jej sam. Wymyślił ją na długo przed nim, baron John Maynard Keynes, tworząc teorię "mnożnika inwestycyjnego". Teorię, która została obalona właśnie przez Bastiata i to jeszcze na długo przed tym zanim Lord Keynes się urodził. Ale po kolei.


Teoria mnożnika inwestycyjnego zakłada, że jeśli rząd zwiększy deficyt o, powiedzmy, 10 miliardów złotych i wyda te 10 miliardów na inwestycje w np. infrastrukturę ( choć nie tylko, może je też wydać na kopanie dołów i ponowne ich zasypywanie ), to wytworzy w ten sposób popyt na dany towar ( w przypadku infrastruktury na asfalt i maszyny, w przypadku dołów na łopaty ) oraz na pracę, co dla Keynesa było najważniejsze. Robotnicy mieli bowiem zaraz po otrzymaniu nowych, deficytowych pieniędzy, rzucić się do sklepów i przez swój popyt napędzić podaż. Zajmujący się podażą "fabrykanci" zapłaciliby wtedy swoim robotnikom, a ci znów rzuciliby się do sklepów, by tworzyć popyt i tak w kółko. W rezultacie zysk z rządowej inwestycji byłby wielokrotnie większy niż wydane 10 miliardów, a ponieważ od zysku trzeba zapłacić podatek, to dziura w budżecie zostałaby załatana. W ten sposób według Keynesa ( i według jego zwolenników, takich jak Kołodko ) można wyciągnąć gospodarkę z kryzysu. Jak widać jest to bardzo piękna teoria, która ma jednak dwie wady: po pierwsze nie sprawdza się w praktyce, a po drugie nie może się sprawdzić w praktyce. Dlaczego? Na to pytanie odpowiedział Bastiat w swojej opowieści o zbitej szybie.


W pewnym miasteczku chuligani wybili szybę w piekarni. Gdy piekarz wyszedł na zewnątrz, by oszacować straty, ktoś z zebranych wokół gapiów zaczął go pocieszać, mówiąc, że dzięki wybitej szybie zarobi szklarz. Szklarz zarobione pieniądze wyda u kogoś innego, potem ten ktoś wyda je dalej i w ten sposób gospodarka w miasteczku rozkwitnie. Tłum, słuchający tych słów zaczął potakiwać i w końcu wszyscy doszli do wniosku, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i nawet dobrze się stało, że piekarz stracił szybę. Wniosek był jednak błędny, bo opierał się tylko na tym, co było widoczne, czyli na zarobku szklarza, pomijał natomiast fakt, że gdyby piekarz nie musiał płacić szklarzowi, to wydałby swoje pieniądze na coś innego, np. na buty, albo książki. Piekarz więc stracił, bo miał szybę i pieniądze, a teraz będzie miał już tylko szybę. Co ta opowieść ma wspólnego z mnożnikiem Keynesa? Wszystko. Jeśli rząd zwiększa deficyt, to musi go jakoś sfinansować, np. drukując obligacje i sprzedając je jakiemuś bankowi lub innemu rządowi ( czyli w praktyce Chinom lub jakiemuś państwu arabskiemu, bo nikogo innego nie stać na to, by nam pożyczyć ). Oczywiście nikt nie kupi tych obligacji z dobrego serca, rząd musi więc zaoferować potencjalnym nabywcom odpowiednio wysokie oprocentowanie. A skąd rząd weźmie pieniądze na odsetki? Zabierze je podatnikom, w tym prywatnym firmom, które będą miały w ten sposób mniej pieniędzy na własne inwestycje. Podatnicy są więc "piekarzem", a rząd "chuliganem", który "wybija szybę", by "napędzić" gospodarkę. W rzeczywistości jednak gospodarce szkodzi, bo przez to, że przedsiębiorcy i konsumenci będą musieli wydać swoje oszczędności na obsługę zaciągniętego długu, nie będą mogli wydać ich na coś innego, co byłoby im potrzebne. Już samo to wystarczy, by obalić teorię mnożnika, ale teoria ta kryje w sobie jeszcze jeden absurd.


Keynes sądzi, że jeśli rząd wpompuje w gospodarkę nowe pieniądze, to "wykreuje" popyt, który doprowadzi do wzrostu podaży. Zastanówmy się jednak, czy popyt naprawdę stwarza podaż? Otóż nie. Ja np. chciałbym mieć nowego Rolls-Royce'a, telewizor plazmowy, domek w Alpach i parę innych drobiazgów. Podejrzewam, że większość ludzi też by chciała. Popyt na te dobra jest więc ogromny, a mimo to podaż jakoś kuleje. Dlaczego? Dlatego, że ta większość, która chciałaby to wszystko mieć, nie ma pieniędzy, by móc to kupić. Załóżmy jednak, że każdy chętny dostaje nagle do ręki pieniądze, dzięki którym może zrealizować swoje marzenia i nakupić tyle telewizorów, limuzyn i alpejskich domków, ile dusza zapragnie. Czy wtedy podaż natychmiastowo wzrośnie? Oczywiście, że nie, wzrosną za to ceny. Z pieniądzem jest bowiem dokładnie tak samo, jak z każdym innym towarem: im więcej jest go w obiegu, tym mniej jest wart. Znacznie bardziej prawdopodobne jest więc to, że wzrost podaży pieniądza doprowadzi do spadku jego wartości, a nie do wzrostu podaży innych dóbr. Ten fakt obala kolejną po mnożniku tezę Keynesa, według której wystarczy, by był popyt, a będzie też podaż. Teza ta, dogmat keynesizmu, legła zresztą w gruzach na długo przed tym, zanim keynesizm powstał. Obalił ją francuski ekonomista, Jean Baptiste-Say, który stworzył prawo rynków, mówiące, że zdolność popytowa każdego człowieka zależy od wartości jego podaży. Mówiąc prościej, każdy może kupić tylko tyle, na ile sobie zapracuje. Drukowanie nowych pieniędzy w niczym tu nikomu nie pomoże, bo pieniądz nie jest bogactwem, jak inne towary i usługi, jest jedynie środkiem wymiany, o czym pisał m. in. Bastiat i o czym jeszcze przed Bastiatem mówił twórca ekonomii klasycznej, Adam Smith.


Dziś mało kto zajmuje się Bastiatem i innymi klasykami, głównie dlatego, że żyli wiele lat temu, więc są "przestarzali". Tymczasem to właśnie oni stworzyli podstawy ekonomii. Teorie, które sformułowali nigdy nie przestały być aktualne i nikt nigdy nie zdołał ich obalić, choć panu Keynesowi zdawało się, że to zrobił. Lord Keynes, na podstawie tego, co mu się zdawało, stworzył kilka błędnych tez, z których dwie stały się niemal dogmatami keynesizmu i nie tylko keynesizmu. Pierwsza z nich to teza, mówiąca o tym, że w gospodarce najważniejszy jest popyt, który stwarza podaż i to nawet nie konkretny popyt konkretnej osoby na konkretny towar, ale suma wszystkich popytów, czyli "popyt globalny". Druga natomiast mówi, że pieniądz jest bogactwem. O tym, że obie są błędne, możemy przekonać się nie tylko z książek Smitha, Saya, czy Bastiata, ale także z własnego doświadczenia, obserwując gospodarkę i używając zwyczajnej logiki. Ekonomiści klasyczni robili właśnie dokładnie to samo, obserwowali i myśleli. Stworzyli w ten sposób o wiele więcej, niż ich następcy, kochający tworzyć skomplikowane modele i wykresy, tłumaczące proste rzeczy w niezrozumiały dla normalnych ludzi i w dodatku często błędny sposób. Z tych błędów powstają potem takie teorie, jak "mnożnik Keynesa", który warto podzielić sobie przez "dzielnik Bastiata", zanim ogłosi się światu, że wydając dziś miliard, jutro zyskamy dziesięć.


5.926152
Twoja ocena: Brak Średnia ocena: 5.9 (13 głosy/głosów)
Zostaw link w miejscach, które odwiedzasz lub/i skorzystaj z gotowych odnośników!

Dzień dobry, Ja.

6

Świetny tekst. A Bastiatem zajmą się we wrześniu:
http://www.pafere.org/index.php?option=c...
Pozdrawiam.


Za różne takie...


Dzięki Tobie można polubić a nawet pokochać ekonomię.

6

Bardzo świetnie i przystępnie podany tekst. Teoria "mnożnika inwestycyjnego" bardziej mi pasuje ze wzgędu na niezgodność z praktyką, do barona Munchausena niż barona Keynesa. A teraz mój dowód na to, że pieniądz nie jest bogactwem. Wyląduj na bezludnej wyspie z milionem dolarów w walizce a przekonasz się szybko, że jest nim praca. Pozdrawiam.


e_krakowski


Gdy się Ciebie

6

czyta to zal mi, że nie chciało mi się uczyć ekonomi, moim usprawiedliwieniem jest nazwa tego przedmiotu"Podstawy ekonomi w gospodarce socjalistycznej" za cholerę nie chciało mi się tego uczyć i teraz mam jestem niedouczona. W twoim wykonaniu ekonomia jest łatwa. Nawet ja to rozumiem!


emalia


A gdyby tak uruchomić kredyty pod hipoteke narządów?

Są coś warte, ukryć nie ma jak, więc i spłata kredytu pewna. Z odsetkami gorzej.
Albo kredyt lombardowy. Rynek by wreszcie zweryfikował ceny narządów. Chodzi taki po bajpasach i wtdaje mu się, że jest duzo warty. A tymczasem jeszcze będzie musiał coś dorzucić by się załapać na kredyt.
Żyranci też by mogli odpowiadać za dłuznika narządami.
Dobra, bo stworze teorie i stanę się sławny


Myślę, że w przyszłości rynek narządów

portret użytkownika panmodry

może się wykształcić. I np, zacznie funkcjonować hipoteka odwrócona na nereczki, albo renta dożywotnia za stawy biodrowe.
Już jesteś sławnym ...futurologiem.


Uff...

6

Zdołowana wczoraj przez Niebieskiego tekstem w języku polskim, którego kompletnie nie zrozumiałam, odzyskuję dzięki Tobie wiarę w siebie. Jednak wcale nie żałuję, że ekonomię wykreśliłam z priorytetów swojej edukacji. Bo jeszcze by mnie o tym Keynesie nauczyli i byłabym błądziła. Dzięki :)


...Ginger Rogers w tańcu robiła dokładnie to samo, co Fred Astaire, tyle że tyłem i na wysokich obcasach. (A. Earhart)


Jest taka piosenka Moniuszki

"Błądż się błądż wrzeciono"


:)

O Kołodce ta pieśń czy ogólnie o profesorach od ekonomii?


...Ginger Rogers w tańcu robiła dokładnie to samo, co Fred Astaire, tyle że tyłem i na wysokich obcasach. (A. Earhart)


Kołodko powiedział kiedyś:

Kołodko powiedział kiedyś: "Teraz należy inaczej zdefiniować cele aktywności gospodarczej. Przesuwać trzeba akcenty od "mieć" do "być", co wymaga przewartościowania myślenia." Nie chodzi o to, żeby szklarz miał pieniądze, tylko, żeby BYŁ, nie rozumiesz tej głębi ?


Dobrze, że się z Tobą zgadzam w całości Ja,

6

bo pogoda mnie osłabia i nic mi się robić nie chce
PS
Co do Kołodki to pewnie bym go zignorował, ale facet jest niebezpieczny, dlatego chyba poświęcę mu trochę swojego cennego czasu.


Dzięki takim ludziom jak Ty

Dzięki takim ludziom jak Ty wszystko okazuje się proste.Jesteś jak prof. Miodek mówiący o jerach.Łatwizna się robi.:)Umysł mam humanistyczny=rozlazły,w odróżnieniu od ścisłego a wszystko rozumiem.:)Dziękuję.:)


Będąc na "gościnnych występach" czyli u siostry i mając dostęp do w miarę normalnego netu korzystam z okazji i dziękuję Wam wszystkim za to,że mogę poczytać,choć nie mogę brać udziału w dyskusji,brak możliwości technicznych (szlag mnie trafia) ,kłócę się i potakuję Wam w myślach.:)Myślę,że takich czytaczy jest o wiele więcej.Sama od dawna ma w stopce ten adres gdziekolwiek bywam.


Szczególne podziękowania dla MK,bo to On z onetu mnie tu przywiódł.:)


Trochę to trudne dla mnie, ale nie przkonuje mnie zarówno

strona Bastiata, jak i Keynesa. Modele są uproszczone. Bastiat zapomina, że podatki zapłaci zarówno podatnik z historyjki o szklarzu, jak i beneficjent od keynesa. Dlaczego ubozeć maja tylko ci podatnicy, którzy płacą w wyniku straty? Zysk u Keynesa wynika przecież głównie z podatków, nie ze wzrostu popytu.


Dalej, pieniądz jako wartosc sama w sobie. W idealnych warunkach, gdzie właśnie wprowadzono pieniądz, nie ma on wartosci sam w sobie. Jednak w świecie zapchanym pieniądzem bez pokrycia, gdzie owszem skazano na dniach człowieka, który prowadził podwójną księgowość, jednak w przyblizeniu właśnie standardem jest spłacanie starych długów nowymi, a dyskusje dotyczą wielkosci symbolicznego zabezpieczenia, pojedynczy kraj uparcie odmiawiający wsparcia własnym kolejno upadającym przedsiębiorstwom, wstrzymujący wykorzystanie środków unijnych (bo tylko część inwestycji przecież będzie refundowanych przez EU i to po zakończeniu inwestycji), wstrzymujący własne restrukturyzacje odkładając je na póżniejszy, nieznany termin, m oze przekroczyć bezpieczne granice rozwagi i wtedy nawet porównania z Keynesem nie odwrócą lawinowego spadku PKB. Podwyżki są naturalnym zjawiskiem przy wzroście podaży, ale i bez jej wzrostu przecież następują, choćby "dzięki" podatkom - akcyzie na paliwa np. rosnącej i podnoszącej koszty transportu.


Teorie teoriami, modele też, a sytuacja konkretna wymusza określone działania, programy bardziej skomplikowane, niż ekstrema w stronę albo oszczędzania/ opodatkowywania aż do załamania się rynku i kryzysu albo niekontrolowanego zapożyczania się i dodruków waluty.


Kołodko nie mówił zbyt głupio, choć słuchałam go fragmentarycznie. Mówił, skąd jego zdaniem ewentualnie moznaby czerpać fundusze.


Uważam, że nie można w ograniczaniu wydatków i oszczędnościach przekroczyć granicy wydolności, poza którą lawinowe bankructwa. Na razie jeszcze jakoś ciągniemy, ale perspektywy nie są zbyt optymistyczne. Kryzys może nas dopaść z opóżnieniem, przez nierealizowanie ustalonych wcześniej inwestycji, które w końcu będzie trzeba zrealizować. Zamrożenie nie oznacza, że niebawem spłynie znaczna gotówka i wszystko odłożone na potem da radę za nią wykonać. Gotowkę trzeba zarobić, a jak, jeśli upadnie zbyt wiele firm?


http://firma.onet.pl/2001283,wiadomosci....
http://biznes.onet.pl/0,2001240,wiadomos...


Oczywiście tu jest też pole do działania dla urzędników unijnych i świeżo wybranych europosłów. Jesli jeszcze EU będzie ograniczać nam produkcję i blokować na różne sposoby, wypracowanie PKB moze być tym bardziej utrudnione.


Przepraszam, nie chce mi się, więc będzie krótko

Kołodko mówił głupio, gdyż chciał inwestycjami strategicznymi zastąpić eksport (niemal cytat). Niby proste, ale pozostaje odpowiedzieć na pytanie - jak pracownika z taśmy produkcyjnej warszawskiego Chevrolet'a efektywnie wykorzystać przy budowie autostrad? Dowozić kruszywo samochodami Aveo?
PS
Rząd nie obciął ani złotówki z inwestycji


Obciął. Nie piszę o zatwierdzonych unijnych. Eksport może

jest nieco słabszy wobec spadku produkcji i oczekiwań EU. Skoro słabsza produkcja, lepiej inwestycje strategiczne, niż bezrobotny na zasiłku - nagłe wypłaty zasiłków wielu osobomj też mogą okazać się kosztowne, choć zasiłek niezbyt duży. Nie słuchałam go dokładnie, może gdzieś w necie znajdę.


PS. Piszę nie o tej konkretnej propozycji, a o całokształcie, wydżwięku. Można rozważać, czy akurat inwestycje strategiczne, czy może dywidenda z PKO BP blokująca inwestycje banku, rzecz w tym, czy przyznać się do konieczności zaopatrzenia w kasę, czy utrzymywać, że same oszczędności starczą nie zwracając uwagi na nic.


a co obciął?

Operator centrum obróbczego z dawnego FSO nie siądzie na ładowarkę, koparkę czy walec drogowy. Szpadel i szufla to narzędzia raczej rzadko obecnie używane przy budowie autostrad, dlatego ciężko jest powtórzyć sukces robót publicznych z czasów po Wielkim Kryzysie
PS
Akcja kredytowa to raczej brak zaufania do potencjalnych kredytodawców, a nie brak kapitału.


Piszę o całokształcie. Obciął m.in na wojsko, w tym zbrojeniówkę

na inwestycje przystosowawcze w ochronę zdrowia, na badania naukowe.


PS. Słucham właśnie tego programu ze strony TVN24. Mówił, że nieco powinien był MF zwiększyć deficyt w niektórych dziedzinach, np. budownictwo, że akcyzy podniesienie może poprawić na 1-2 kwartały, potem będą straty, VAT nie, podatki bezpośrednie podnieść. Twierdzi, że ważniejszy jest pomysł, niż realizatorzy: skłóceni lub nie premier i prezydent. Wspomina, że podatków bezpośrednich nie można podwyzszyć w ciągu roku.
Twierdzi, że zmniejszenie deficytu strukturalnego wymaga długofalowych działań. Mówi, że jego rząd miał najlepsze wyniki, lepsze od Gilowskiej. Twierdzi, ze nie należało obnizać składki rentowej. Nie jest zwolennikiem podwyzszania podatków przedsiębiorcom. Krytykuje rząd Tuska, że zaprzeczał kryzysowi. Należało jego zdaniem zwiększyć nakłady na budownictwo strukturalne: drogi, komunikacja, ochrona srodowiska. Nikt na świecie nie rozumie, dlaczego polski rząd nie włożył w to, twierdzi. Trzeba było zwiększyć dług publiczny wcześniej, nie teraz, tłumaczy. Teraz rząd ma większy dług, niż miałby wydając wcześniej. Kilkanaście miliardów złotych powinien teraz wyłożyć rząd. Mówi, że nie należy brać z MFW. Nic nie mówił o przekwalifikowywaniu pracowników w tym wywiadzie.


Na zbrojeniówkę ... to chyba zgoda,

ale to budżetowi wielkich pieniędzy nie przysporzy, natomist co do ochrony zdrowia i badań naukowych to nie wiem, gdyż nie znam przykładów.
PS
Co do wywiadu to nie ma co komentować - jeżeli Kołodko uważa, że wydane w styczniu 7 mld dałoby dodatkowe dochody budżetu na poziomie 9 mld przez 12 miesięcy to co tu komentować? Dziwne, że w 2002 r, gdy sam był ministrem finansów, proponował w celu ograniczenia deficytu ograniczenie wzrostu wydatków sztywnych poprzez wstrzymanie indeksacji i waloryzacji emerytur, rent, wynagrodzeń budżetowych. Ciekawe, czy proponował to na ostatnim spotkaniu u Prezydenta?


Czarne ząbki Kołodki

Już od dawna mam wrażenie, że były Kołodko jest w poważnej niedyspozycji. Jego poza wizjonera, zarozumiałość, wszechwiedza nie znosząca dyskusji, a jednocześnie dziwny wygląd, niechlujstwo, cudaczny garnitur, popsute zęby, osobliwa fryzura, kabotyńska gestykulacja i w ogóle całe zachowanie zdają się coś sugerować. Coś z półki, na której znajdziemy morbus Bleuleri et caetera.
Krzywdzimy tego pana zaproszeniami do rozmowy, bo zamiast go leczyć, pozwalamy na farsę, więc cios będzie dla niego boleśniejszy.


"Modele są uproszczone" Są.

"Modele są uproszczone"
Są. Dlatego Bastiat nie stworzył żadnego modelu. Wyjaśnił jedynie za pomocą prostego, "życiowego" przykładu, dlaczego interwencjonizm państwa jest nieskuteczny. A jest nieskuteczny dlatego, że państwo zwiększając deficyt, by przeznaczyć potem pieniądze na inwestycje, zwiększa go na koszt podatników. Przez to zmniejsza się liczba inwestycji prywatnych. Tak więc im więcej wyda państwo, tym mniej wydadzą podatnicy, a to źle. Źle dlatego, że prywatny przedsiębiorca, czy konsument wydają swoje pieniądze celowo, na coś, co jest im potrzebne. Tymczasem państwo wydaje cudze pieniądze na coś, co może chwilowo zmniejszyć bezrobocie ( teoretycznie, bo wysokie podatki sprawiają, że choć w sektorze państwowym powstanie więcej miejsc pracy, to powstanie ich mniej w sektorze prywatnym ). Celowość i sens są w tym przypadku mniejsze.


"Bastiat zapomina, że podatki zapłaci zarówno podatnik z historyjki o szklarzu, jak i beneficjent od keynesa"
Nie bardzo rozumiem co masz na myśli. Możesz jaśniej?


"Zysk u Keynesa wynika przecież głównie z podatków, nie ze wzrostu popytu"
Zysk budżetu państwa. Zresztą nie tylko u Keynesa, budżet w ogóle zasilają podatki. Ale żeby były podatki, to podatnicy muszą najpierw zarobić. Keynes uważa, że w tym celu państwo powinno pompować w gospodarkę pieniądze i kreować popyt, który stworzy podaż. I to jest właśnie błąd Keynesa, podstawowy błąd. To podaż stwarza popyt, nie na odwrót. Musisz sobie zapracować, by móc coś kupić. Jeśli jesteś na zasiłku, to jest tak samo, z tym, że wtedy pracuje na ciebie ktoś inny. Ale podaż musi być, bez niej popyt nie nie znaczy. A jeśli rząd cudownie rozmnoży pieniądze, to wzrosną ceny i będzie to jedyny efekt tego mnożenia.


"W idealnych warunkach, gdzie właśnie wprowadzono pieniądz, nie ma on wartosci sam w sobie. Jednak w świecie zapchanym pieniądzem bez pokrycia"
W świecie zapchanym pieniądzem bez pokrycia też nie ma on wartości sam w sobie. Jeśli byłoby inaczej, to ludzie nie wymienialiby swoich pieniędzy na towary i usługi. Ale wymieniają, więc pieniądz bogactwem nie jest i to naprawdę nie jest żadna teoria ekonomiczna, to po prostu suche fakty.


"kraj uparcie odmiawiający wsparcia własnym kolejno upadającym przedsiębiorstwom"
Żeby przedsiębiorstwa nie upadały i żeby bezrobocie nie rosło, trzeba zmniejszyć opodatkowanie pracy i to natychmiast. Wtedy zdrowe firmy przetrwają. Natomiast pompowanie publicznych pieniędzy w bankrutów prowadzi tylko do tego, że nieudolnie zarządzane przedsiębiorstwa przetrwają kosztem wielu małych i średnich firm, które mogłyby funkcjonować, gdyby nie zbyt duże obciążenia podatkowe.


"Teorie teoriami, modele też, a sytuacja konkretna wymusza określone działania, programy bardziej skomplikowane, niż ekstrema w stronę albo oszczędzania/ opodatkowywania aż do załamania się rynku i kryzysu albo niekontrolowanego zapożyczania się i dodruków waluty"
To wytłumacz mi jeszcze jak ty chcesz tych wszystkich biednych bankrutów ratować bez ekstremy w postaci nadmiernego opodatkowania/zadłużenia/dodruku pieniądza? Bardzo jestem ciekaw, jeśli znajdziesz sposób, to masz szansę na Nobla.


"Kołodko nie mówił zbyt głupio"
Zbyt mądrze też nie. Duralex wyjaśnił ci dlaczego.


"Uważam, że nie można w ograniczaniu wydatków i oszczędnościach przekroczyć granicy wydolności, poza którą lawinowe bankructwa"
Zapewniam cię, że jeśli rząd nie będzie wydawał pieniędzy, których nie ma, to nie dojdzie z tego powodu do lawiny bankructw.


"Gotowkę trzeba zarobić, a jak, jeśli upadnie zbyt wiele firm?"
Jeśli jakaś firma upada, to znaczy, że nie zarabia gotówki. Gdyby zarabiała, to by nie upadła. A jeśli traci, to dlaczego wszystkie pozostałe firmy mają tracić "solidarnie" razem z nią, by ją "ratować"?


Dobranoc.


Obniżenie podatków jest wywalaniem pieniędzy na bankrutów.

To przecież ta sama kasa. Przecież nie napisałam, że powinien wpompować bezpośrednio pożyczone nie wiadomo, gdzie pieniądze w jakies blizej nieokreślone przedsiębiorstwa, szczególnie że w spółki Skarbu Państwa pompuje i tak, a inne wielkie firmy są w większości zagraniczne. Dalej nie widzę prostoty, bo dlaczego te nasze przedsiębiorstwa bankrutują? Z powodu zapożyczenia i niewypłacalnosci narastających latami, zwyżki podatków pośrednich, załamania rynku i braku kupców? Ileś z powodu opcji, to wiemy, jak skończyła się tamta afera? Czy w ogóle ktokolwiek u nas zarabia gotówkę i jak mu sie to udaje w takim razie?


Upadki firm oznaczają bezrobotnych, co z nimi? Nic nie kupią, nikt ich nie zatrudni, podatnicy będą ich utrzymywać?


Pewnie nieudolnie, jednak próbuję napisać, że skoro mimo wszystkich zastosowanych zabiegów deficyt pogłębił się dość znacznie, warto zastanowić się nad postepowaniem, aby uniknąć lawiny. Czy to możliwe, nie wiem. W końcu od lat balansujemy na krawędzi, jednak warto przypomnieć, że mamy jedne z najniższych nakładów na opiekę społeczną i najniższe na ochronę zdrowia w EU. a mimo to jest jak jest. My nie mozemy sobie pozwolić na cięcia w m.in. tych dziedzinach dostępne innym, bogatszym krajom. Nie mamy z czego.


Dobrej nocki:)


Zgadzam się z tym co napisał

Zgadzam się z tym co napisał "Ja" we wszystkich punktach. To o czym Ty piszesz może się sprawdzić tylko na krótką metę. W dłuższej perspektywie potrzebne są solidne fundamenty, które mogą zapewnić tylko małe i średnie firmy. A żeby one istniały potrzebne są niskie podatki i ot cała filozofia. Zgadzam się również z tym co napisał "Ja", że musi być ileś osób biednych, żeby jedna mogła być bogata i zamiast pomagać biednym, lepiej, żeby stwarzać warunki, aby ci biedni mieli możliwość dołączania do bogatych.
Czy wiesz ile miesięcznie płacimy średnio za same odsetki długu naszego państwa. Czy ktoś to policzył kiedyś ?
Ponadto zdaje sobie sprawę, że moja wiedza z ekonomi jest zbyt uboga, abym miał pewność, który model ekonomiczny jest właściwy. Ludzie, którzy z niczego doszli do ogromnych fortun, nie przez produkcję jak np. Gates, ale przez rozmnażanie pieniędzy twierdzą, że pierwszą i najważniejszą rzeczą jaką należy zrobić, aby wyjść z biedy jest spłata swoich wszystkich długów, bez tego nie ma żadnej przyszłości. Sądzę, że ci ludzie, którzy skończyli tylko podstawówkę i nie mają zapchanej głowy różnymi bzdurami, wiedzą co mówią i że można to odnieść do całego państwa.


Mylisz się pisząc, że

Mylisz się pisząc, że obniżanie podatków to kasa wywalona na bankrutów. Na obniżkach korzystają zdrowe firmy, które nie są całkowicie niewypłacalne i które potrafią utrzymać się na rynku. Takich firm nie trzeba dotować, wystarczy nie zabierać im zbyt dużo pieniędzy. Co z bezrobotnymi? Ano nic, bezrobocie istnieje zawsze, czasem jest większe, czasem mniejsze. Niestety w naszym kraju może być większe, bo opodatkowanie pracy jest gigantyczne. To opodatkowanie sprawia, że zatrudnienie pracownika jest dla przedsiębiorcy największym wydatkiem. W tej sytuacji wiele firm, zwłaszcza w czasie kryzysu, nie chce, albo nie może zatrudnić nikogo nowego, za to dotychczasowych pracowników zwalnia - bo to najprostszy sposób, by zaoszczędzić i przetrwać kryzys. Jeśli rząd zwiększy podatki, to bezrobocie wzrośnie. Tak samo stanie się jeśli zwiększy płacę minimalną - wtedy wzrośnie dodatkowo podstawa opodatkowania i pracę straci wiele osób o najniższych kwalifikacjach, którym trudno będzie znaleźć nowe zajęcie. Tak więc rząd nie rozwiązuje problemu bezrobocia, rząd go tworzy.


Chodzi mi o to, że być moze bankruci nie bankrutowaliby, gdyby

nie wysokie podatki, jakie muszą płacić. Dlaczego bankrut ma być potępiany, a niebankrutujący gloryfikowany? To, że ktoś bankrutuje, nie musi wynikać w czasach obecnej recesji czy powszechności nepotyzmu choćby szeroko rozumianego z niskiej jakości jego działalności. Mało co opłaca się, zbankrutować łatwo, owszem, również z powodu wysokich podatków. Ale kasa ta sama, czy zostanie w kieszeni przy niższych podatkach, czy zostanie dana płatnikowi wysokich podatków.
Jasne, ze wygodniej płacić mniejszy podatek, mozna sobie rozplanować inwestycje, ale w sumie kasa ta sama.


Obawiam się, że się w ogóle

Obawiam się, że się w ogóle nie rozumiemy, choć piszemy mniej więcej o tym samym.


Bankructwo ma miejsce wtedy, gdy ktoś nie jest w stanie regulować swoich zobowiązań. Jeśli jesteś zadłużona, a Twoje dochody okazują się zbyt małe, byś mogła spłacać kolejne raty kredytu, to jesteś bankrutem. Firmy są zazwyczaj likwidowane właśnie z powodu bankructwa, ale nie tylko - mogą też zakończyć, albo zawiesić swoją działalność z innych przyczyn, np. z powodu nieopłacalności produkcji. Opłacalność mogłaby być większa właśnie dzięki zmniejszeniu podatków. A czy mniejsze podatki pomogłyby firmom znajdującym się na skraju bankructwa? Niektórym pewnie tak. Dlatego warto podatki obniżyć, zwłaszcza opodatkowanie pracy, bo prawie dwudziestoprocentowe bezrobocie, jakie mieliśmy i jakie mielibyśmy pewnie nadal, gdyby nie otwarte granice, było w dużej mierze właśnie winą tego nadmiernego opodatkowania. Wracając do bankrutów, to nie piszę, że ktoś ma ich potępiać. Mówię tylko, że nie należy na siłę pompować w nich pieniędzy, bo to może zaszkodzić wielu innym firmom. W gospodarce tak już jest, że każda złotówka, jaką wyda rząd, to złotówka odebrana podatnikowi i każda rządowa inwestycja, to brak jakiejś inwestycji prywatnej. Rząd nie ma władzy cudownego rozmnażania "dobrobytu", może go jedynie "przesuwać" z miejsca na miejsce. Gdyby było inaczej, to życie byłoby cudowne i kryzysy zwyczajnie by nie istniały.


...i Salomon z pustego nie naleje.

Chyba nie słyszał o keynsistach...
Ta teoria to wiara w istnienie ekonomicznego perpetuum mobile.
Maszyny drukarskie to nie ekonomia, to poligrafia.


przymus tłuczenia szyb

W czasach współczesnych to właśnie państwo jest chuliganem tłukącym szyby celem "ożywienia gospodarki".
Wystarczy np wydać przepis zmuszający do wytłuczenia starych szyb, bo są niebezpieczne i zmusić do kupienia nowych, zrobionych z piasku zdrowego dla przyrody.
Marnotrawstwo jest wyraźnie premiowane, wystarczy sprawdzić rozwój przepisów związanych z przemysłem samochodowym czy niezwykłą gorliwość rządów w wybijaniu stad zwierząt "na wszelki wypadek".
Produkty idealne powinny obecnie służyć góra dwa lata, potem na złom i kupować następne, za pieniądze wyczarowane przez państwo i banki.
Ten świat schodzi na psy niskiej rasy.


Chlor


Tłuczenie szyb też może być opłacalne

portret użytkownika Soosell

Kiedyś w hucie szkła tłuczono szyby i wstawiano nowe. Na pytanie o sens odpowiedź brzmiała: To dla nas tańsze niz mycie... Ale nie polecałbym takiego podejścia w firmie spoza branży.
A Kołodko to po prostu kabotyn, nie ekonomista...


Soosell KO02LG


Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.