warning: date() [function.date]: It is not safe to rely on the system's timezone settings. You are *required* to use the date.timezone setting or the date_default_timezone_set() function. In case you used any of those methods and you are still getting this warning, you most likely misspelled the timezone identifier. We selected 'Europe/Berlin' for 'CET/1.0/no DST' instead in /home/admin/domains/kontrowersje.net/public_html/archiwum/themes/kontrowersje/node.tpl.php on line 86.


Generał Ścibor-Rylski nie widzi komuny, bo stał tam, gdzie stało ZOMO!

Najnowszy i szeroko komentowany numer, jaki odstawiła partia miłości i jednoczenia Polaków, jest czymś porównywalnym ze szczaniem na znicze, które miało wymóc poszanowanie demokratycznie wybranej władzy i nawet dekoracje w tym numerze z identycznej półki. Staram się zawsze i wszędzie wyśmiewać wszelkie zabiegi emocjonalne, że już o retorycznych nie wspomnę i dlatego do dziś nie mogę się otrzepać z własnej głupoty, że się na taki prostacki zabieg nabrałem. Metoda partii miłości i jednoczenia narodu jest do nudności eksploatowaną kalką. Nie wpuszczamy na salę sejmowa delegacji Solidarności, wcześniej nazywając szefa Solidarności pętakiem, potem zapraszamy TVN przed sejm, żeby pokazać jak „bydło” związkowe manifestuje i „łamie obyczaj demokratyczny”. Krzyczymy „zdzwoń do brata”, po czym pokazujemy jak prezes odleciał odpowiadając przedstawicielom „kultury” o jakiej marzył Hitler. W tym samym lub bardzo zbliżonym czasie Niesiołowski szarpie kobietę i krzyczy won, a Bratkowski pisze kolejny felieton o „denazyfikacji” PiS. Reakcje medialne oczywiście są tak symetryczne jak kalesony Dawida i Goliata. Jednak najbardziej banalne w swej parszywości numery, to tarcze z żywych ludzi: kobieta w ciąży, dziecko niepełnosprawne, staruszek, który w życiu przeszedł piekło. Takie metody stosują oszuści, terroryści i służby specjalne, a ja się jak debil dałem na to nabrać. Tym razem nie Tusk, ale Komorowski, któremu dziad kupił szlachectwo, zastosował manewr ze staruszkiem i trzeba przyznać, że ośmieszył jak dzieci, wszystkich frajerów wzruszonych pękającym sercem weterana Ścibora-Rylskiego.


Wstęp do spektaklu był następujący, oto blisko stuletni bohater, który walczył za wolną Polskę i wyszedł cało z piekła Powstania, stanął na czele obchodów kolejnej rocznicy bohaterskiej, choć straceńczej walki. Staruszek podpierając się laseczką, godnie prezentował się w generalskim mundurze i miał być tym wymarzonym, idealnym spoiwem, które połączy zwaśnione strony. On nie przyszedł na obchody z ramienia jakiejkolwiek partii, on w ogóle nie interesuje się polityką, on jest mistrzem ceremonii poświęconej bohaterom. W pełnym poczuciu obowiązku staruszek towarzyszy władzy, a władza jednoczy. Na mównicę wchodzi wnuk skradzionego szlachectwa i nikt nie gwiżdże, nikt nie buczy, część ma maślane oczy, część zaciska zęby. Mowa papierowego szlachcica jest jak zwykle drętwa, furmański zaśpiew niesie się po odbudowanej Warszawie, lud cierpliwie znosi ten widok i ten bełkot, aż przychodzi moment „narodowego pojednania”. Malowany szlachcic Komorowski chce, by z inicjatywy Powstańców (naszych) ulicami Warszawy 11 listopada przechodził wspólny pochód ogólnonarodowy, niezależny od poglądów politycznych. Na te szlachetne słowa w odpowiedzi dostaje pomruk i tak się rozegrała pierwsza scena teatru. Scena nie do obrony, bo cóż takiego powiedział papierowy szlachcic Komorowski? Sama „arcybolesna” szlachetność i jedność pod patronatem Powstańców, czego chcieć więcej? Piękna idea i stary numer! W poniedziałek Palikot albo Niesiołowski rzuca „komplement”, we wtorek Komorowski DLA DOBRA POLSKI zaprasza wszystkich liderów partyjnych, żeby pogadać o tym dlaczego prezydent musi podpisać ustawę emerytalną. 11 listopada 10 tysięcy demonstrujących ustami towarzysza Nałęcza nazywa się bandami, chuliganami, bydłem, a wszystko ma przykryć niemieckie zaciągi stacjonujące w Nowym Wspaniałym Świecie, 1 sierpnia zaprasza się na wspólne uroczystości.


Do tej chwili wszystkie akty przypominają narodowy teatr, ale ktoś złośliwy zaczął się przyglądać aktorom i zaglądać pod maski. Przyklejone brody i epolety, pudrowane twarze nagle zaczęły się z kimś i czymś kojarzyć. W apolitycznej scenerii pojawiają się polityczni aktorzy, w dodatku obstawieni w głównych rolach. Tarczę z żywego staruszka odgrywa Zbigniew Ścibor-Rylski, ten sam który po „apelu” Komorowskiego, z czystego serca i zanim cokolwiek się stało, wygłosił kilka słów, w których wyraził nadzieję, że wiadomo kto, nie będzie nam tu na uroczystości buczał. Wzruszający apel, wyprany z politycznych intencji i oczywiście zabezpieczający szacunek dla wszystkich uczestników obchodów. Nie pomogło, wezwane do porządku bydło jednak zabuczało, w dodatku: „precz z komuną” i wtedy serce generałowi Ściborowi-Rylskiemu pękło. Próbował jeszcze zorganizować młodzieży pogadankę, wezwał do przeprosin, obrażonych przedstawicieli władzy, bo na samego generała nikt nie gwizdał. Nie dał rady. Ostatnim dramatycznym gestem i słowem, rzucił: „gdzie wy widzicie komunę?” i poległ po odpowiedzi bydła: „raz sierpem raz młotem, czerwoną hołotę”. Niewiele odpadło pudru i dekoracji, ale wielu doznało deja vou i dopiero po powrocie do domu zaczęło kojarzyć fakty i ludzi. Zbigniew Ścibor-Ryski, 135 na liście honorowego komitetu poparcia Bronisława Komorowskiego. Ma prawo? Ależ oczywiście i daj mu boże, tylko, że mnie też przysługuje kilka praw. Mam prawo odczytać apel żywej tarczy jako zaangażowany politycznie, w dodatku pełen politycznej perfidii, innymi słowy staruszek mnie nie wzrusza, ale zalatuje starczym cynizmem i oportunizmem. Czy nie za ostro? Na tym etapie być może, ale przypominam: „gdzie wy widzicie komunę”. Cofnijmy się do roku 1984, przewodniczącym Rady Państwa jest Henryk Jabłoński, I sekretarzem Wojciech Jaruzelski, w MSW siedzi Czesław Kiszczak, minął ledwie rok odkąd ta grupa przestępcza o charakterze zbrojnym, strzelała do ludzi by ocalić przyjaźń polsko-radziecką.


1 sierpnia 1984 komunistyczne władze PRL organizują oficjalne obchody i powołują Obywatelski Komitet Obchodów 40 Rocznicy Powstania Warszawskiego. Wstępem do obchodów miało być odsłonięcie „Pomnika bohaterów”, które się odbyło 31 lipca 1984 roku. Bóg jedyny wie jakich bohaterów, bo ludowa władza na „Pomnik Powstańców” się nie zgodziła. Grupa Powstańców Warszawskich, protestuje przeciw komunistycznej błazenadzie, gwiżdże i krzyczy do przedstawicieli władzy, a przy „pomniku” inna grupa, miłych władzy powstańców, chroniona przez SB i ZOMO, przecina wstęgę „Pomnika bohaterów”. Gdzie byli prawdziwi Powstańcy? Tam gdzie zawsze. Gdzie stał wzruszający staruszek Ścibor-Rylski? Tam gdzie stało ZOMO. Będzie jakieś kilka tygodni, jak kolorowe pisemko rozliczyło pośmiertnie zdrajcę ideałów AK, Rajmunda Kaczyńskiego. Jestem kuty na tę okazję na cztery łapy, prawda była taka, że Rajmund Kaczyński najłagodniej mówiąc nie był wrogiem ustroju i miał na pieńku z towarzyszami broni. Jednak jednego Rajmund Kaczyński nigdy nie zrobił, nigdy nie robił za żywą polityczną tarczę, ani dla komunistów, ani nawet dla własnych synów. Rajmund Kaczyński miał na tyle przyzwoitości, że nie pchał się na afisz i trybuny, nie udawał niezłomnego bohatera, strażnika świętości, za które polegli jego koledzy. Zbigniew Ścibor-Rylski rozmienił swoją chlubną kartę na drobne, stał się dekoracją komunistów i drugiej zmiany z okrągłego stołu.


Mam szacunek dla przeszłości, dla bohaterskiego Powstańca, Ścibora-Rylskiego, ale żadnego, najmniejszego szacunku nie mam dla takich „bohaterów” współczesnych tandetnych spektakli. Wygwizdałbym i wybuczał bez najmniejszej litości i bez najmniejszych wyrzutów sumienia komediantów politycznych. Jestem w stanie zrozumieć wszystkich AK-owców, którzy po 5 latach piekła pękli i chcieli zacząć w miarę bezpiecznie żyć. Nie mnie siedzącemu wygodnie na dupie oceniać tych, którzy skorzystali z amnestii, którzy nie wytrzymali esbeckich piwnic, ale tych zasiedziałych prezesów peerelowskich organizacji, tych kwiatków do kożucha bolszewickich namiestników, rozumieć nie chcę. Staruszek Ścibor-Rylski komuny nie widzi, bo tkwi w jej samym środku. Broń Bóg, nie ma też najmniejszego znaczenia, póki co ewentualne zatrudnienie pasierba generała w słynnym Elewarr, nic z tego nie wynika, apolityczność i wzruszenie staruszkiem jest zachowane. Jedyne co podtrzymuję ze swojej niedawnej naiwności, to zachowanie szacunku dla miejsca, ale w każdym innym poza miejscami pamięci, bez względu na wiek i przeszłe zasługi staruszka, za tandetny spektakl i peerelowski puder, nic poza gwizdami się nie należy. Gdyby generał stanął nad grobami i nie urządzał wiecu, może sobie siedzieć w jakim chce komitecie, ale on wystąpił w roli jedynego sprawiedliwego i spadkobiercy myśli poległych Powstańców, a to jest szopka. Powstańcy i Akowcy, jak każda inna grupa, nie byli monolitem, część tych leżących w grobach ogoliłaby Ścibora-Rylskiego na łyso, cześć machnęłaby ręką, pozostali stanęliby na trybunie. On jako członek komitetu wszystkich poległych zapisał do jednej partii.


Dla wytrwałych i szukających konkretów, przygotowałem opracowanie, z ogólnodostępnych źródeł. Daleki jak to tylko możliwe od mojego postrzegania rzeczywistości, Marek Edelman, w 1983 roku udzielił Kiszczakowi i Jaruzelskiemu odpowiedzi, na zaproszenie jakie od nich otrzymał: „[...] Obchodzenie naszej rocznicy tutaj, gdzie nad całym życiem społecznym ciąży dziś poniżenie i zniewolenie, gdzie doszczętnie zafałszowano słowa i gesty, jest sprzeniewierzeniem się naszej walce, jest udziałem w czymś całkowicie jej przeciwnym, jest aktem cynizmu i pogardy. Nie będę w tym uczestniczył – i nie zaakceptuję uczestnictwa innych, skądkolwiek by przybywali i czymkolwiek by się chcieli legitymować.” („Tygodnik Mazowsze”, 3 marca 1983). Generał Zbigniew Ścibor-Rylski, nie odmówił komunie, zgodził się na odsłonięcie socrealistycznego pomnika, będącego kpiną i profanacją śmierci Powstańców. Patrzył jak jego koledzy, bezsilnie protestują przeciw sprzeniewierzeniu tego wszystkiego, czym Powstanie był, stał tam gdzie ZOMO i z jemu podobnymi „bohaterami”.


Aleksander Gieysztor – uczestnik Powstania Warszawskiego, pułk „Baszta”. We wrześniu 1945 został adiunktem w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego. W 1949 mianowany profesorem nadzwyczajnym historii Polski średniowiecznej i nauk pomocniczych historii na UW. Dyrektor Instytutu Historycznego UW w latach 1955-1975, kierownik powołanego w 1949 roku przy Ministerstwie Kultury i Sztuki Kierownictwa Badań nad Początkami Państwa Polskiego. Współredaktor referatu Żanny Kormanowej, wygłoszonego w czasie I Kongresu Nauki Polskiej w 1951 roku, która w imieniu całego środowiska naukowego deklarowała gotowość uczonych by nauka historyczna odegrała doniosłą rolę w ogólnym planie ideologicznej ofensywy socjalizmu w Polsce. W marcu 1964 podpisał słynny List 34 intelektualistów złożony prezesowi Rady Ministrów Józefowi Cyrankiewiczowi, w którym domagano się zmiany polskiej polityki kulturalnej zgodnie z prawami zagwarantowanymi w konstytucji państwa polskiego. Po późniejszych represjach ze strony władz, podpisał inny list do The Times, zawierający stwierdzenie, że w Polsce nie było represji, i dyskredytujący Radio Wolna Europa. Od 1986 był członkiem Rady Konsultacyjnej przy Przewodniczącym Rady Państwa Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej Wojciechu Jaruzelskim.


Edwin Rozłubirski – uczestnik Powstania Warszawskiego, w latach 1961–1963 słuchacz Akademii Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych ZSRR w Moskwie. W 1965 awansowany na stopień generała brygady. Nominację wręczył w Belwederze przewodniczący Rady Państwa PRL Edward Ochab. Odwołany z zajmowanego stanowiska w wyniku zatargu z I sekretarzem KW PZPR w Krakowie oraz za odmowę użycia wojska przeciwko demonstrującym studentom.[3] W latach 1968–1971 był zastępcą szefa Inspektoratu Szkolenia MON ds. Wojsk Desantowych. Po zmianie ekipy rządzącej PRL w 1971, zwolniony do rezerwy w stopniu generała brygady. W tym samym roku zostaje wybrany Prezesem Zarządu Głównego Związku Kynologicznego w Polsce – funkcję tę pełni do 1990. Ponownie – po raz trzeci – powołany do zawodowej służby wojskowej w grudniu 1981. W stanie wojennym (1981–1983) pełnił obowiązki pełnomocnika Komitetu Obrony Kraju w Głównym Komitecie Sportu i Turystyki. Następnie skierowany do dyspozycji ministra spraw wewnętrznych, gdzie prowadził prace nad powołaniem polskich jednostek antyterrorystycznych. Awansowany do stopnia generała dywizji w 1988. Nominację wręczył w Belwederze przewodniczący Rady Państwa PRL gen. armii Wojciech Jaruzelski. W latach 1964–1974 oraz 1985–1990 był członkiem Rady Naczelnej ZBoWiD, w latach 1988–1990 zasiadał w Radzie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Był również wiceprzewodniczącym Komitetu Budowy Pomnika Bohaterów Powstania Warszawskiego, odsłoniętego w Warszawie 1 sierpnia 1989 roku. W sierpniu 1984 wszedł w skład Obywatelskiego Komitetu Obchodów 40 Rocznicy Powstania Warszawskiego. Od 1989 był prezesem Polskiego Związku Spadochroniarzy. W 1993 ubiegał się bezskutecznie o mandat senatora z ramienia SLD w Warszawie.


Lesław Marian Bartelski – w latach 1945 – 1972 redaktor czasopism: "Polska Zbrojna" (1946), "Nowiny Literackie" (1947 - 1948), "Wieś" (1952 – 1953), "Nowa Kultura" (1953 – 1963), „Kultura” (1963 – 1972), kierownik audycji poetyckich Polskiego Radia 1949 – 1951). Wieloletni działacz Związku Literatów Polskich. W latach 1972-1978 prezes oddziału warszawskiego, 1989 wiceprezes ZLP, od 2000 honorowy prezes ZLP. Wieloletni członek władz ZBoWiD (wiceprezes Rady Naczelnej) oraz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. W sierpniu 1984 wszedł w skład Obywatelskiego Komitetu Obchodów 40 Rocznicy Powstania Warszawskiego. Był wieloletnim radnym Rady Narodowej m.st. Warszawy (1969–1984) i jej wiceprzewodniczącym (1973–1980).


Kazimierz Żygulski – więziony w ZSRR, nie był uczestnikiem Powstania Warszawskiego. Od 1957 pracował w Polskiej Akademii Nauk, w Instytucie Filozofii i Socjologii (1959—1990). W 1973 został profesorem nadzwyczajnym, a w 1983 - zwyczajnym. W latach 1982—1986 był ministrem kultury i sztuki, zaś w okresie 1987—1989 przewodniczącym Polskiego Komitetu ds. UNESCO i członkiem Rady Wykonawczej UNESCO w Paryżu. W 1983 wybrany w skład Prezydium Krajowej Rady Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. W sierpniu 1984 wszedł w skład Obywatelskiego Komitetu Obchodów 40 Rocznicy Powstania Warszawskiego. W latach 1986-1989 był członkiem Ogólnopolskiego Komitetu Grunwaldzkiego. Był prezydentem i wykładowcą WSSE w Warszawie.


6
Twoja ocena: Brak Średnia ocena: 6 (4 głosy/głosów )
Zostaw link w miejscach, które odwiedzasz lub/i skorzystaj z gotowych odnośników!

Coraz szybciej myślisz. Nie

Coraz szybciej myślisz. Nie ukrywasz swoich błędów i uczysz się na nich :)
Po Twoich ostatnich biadoleniach o szarganiu cmentarnych świętości miałem zamiar Ci nawrzucać ale z lenistwa odpuściłem. A tu proszę - sam prawie zrozumiałeś kto szczuje i co jest grane. Prawie, bo wroga - zwłaszcza silniejszego - bije się tam gdzie jest słaby i bezbronny bez oglądania się na rozmaite tabu. Prawdziwi Powstańcy'44 gdyby spotkali rozmodlonych SS-manów na cmentarzu nie mieliby skrupułów bo wróg jest wrogiem zawsze i wszędzie. Jednym z powodów naszej obecnej klęski jest to, że klechom udało się nam wmówić rozmaite tabu, które czynią nas bezbronnymi.


Zostawię tę ideową

Zostawię tę ideową deklarację, chociaż mnie ideowość połączona z lenistwem i dydaktyką z miejsca zalatuje wyznaniem. Nie ma jak to sobie człowiek pomyśli, bywa, że w procesie się pogubi, a taki co spojrzy i wie, to zaraz by strzelał, choć często nie nabije. Całe wariactwo jak zwykle polega na tym, że widać krawężniki, a nie widać szerokiej drogi możliwości. AK-owcy też ludzie, część to mohery, część lemingi, część ma już wszystko w dupie. Mnie interesuje tylko mechanizm tworzenia ułudy, dziś to każdy, wróć, część mądra, ale 1 sierpnie nawet stare wygi się pogubiły w teatrze. Oczywiście, wierni wiedzieli od razu, tylko, że to schemat religijny, nie myślenie innymi słowy totolotek.


Chwała sponsorom: opony i felgi


To nie fideizm ani totolotek

To nie fideizm ani totolotek - to odruch warunkowy. Pierwsza myśl po usłyszeniu dziadka na cmentarzu - gdzie symetria? Nie ma "komunistów"? OK, jego prawo do oceny. Ale czemu dziadek równie dobitnie nie twierdzi, że nie ma również "faszystów"...?


3 grosze

pozwolę sobie się wtrącić. nie ma żadnego prawa do oceny!!! facet, który żyje na świecie prawie sto lat wie gdzie leżą konfitury. ten wie od bardzo dawna. władza zapewnia maskę i nimb nieskazitelnego Powstańca, on władzy od czasu do czasu "gdzie wy widzicie komunę". przekaz poszedł w świat - bohater broni bezbronnej władzy przed nienewistnym tłumem moherów i pisowców. komu z lemingów będzie chciało się sprawdzić czym parał się ścibor-rylski. tu żądzą tylko motywacje, a nie prawo do oceny!!!


p.s. a co z tym wspólnego ma kościół, to jakoś pojąć nie mogę...


kelso


Generał Rylski nie widzi komuny

Bo był Ścibor Rylski - ale ścipioł.


ogrodnik


w rządowym ciepełku kombatanci rozkwitaja

Masz rację.
Generałowi zrobiło się przykro gdy warchoły obraziły naszą władze, która tak wiele robi dobrego dla właściwie myślących kombatantów.
Władza buduje pomniki, egzekwuje szacunek dla bohaterów, sadza na trybunie.
Czy można żądać od niej czegoś więcej?


Chlor


ok

ok


oxygen49


Zbigniew Ścibor-Rylski

ot zwyczajna proteza ,
chyba zwieracza


oxygen49


Następne buczenie na Furmana

portret użytkownika Cyceron

15 sierpień, polecam..


Cyceron


Z ciekawostek

wojnę zakończył w stopniu majora.


stopień pułkownika uzyskał juz w stanie spoczynku "po wojnie". Kiedy i za co brak informacji.


nominację generalską uzyskał również w stanie spoczynku w 2005(!) roku na podstawie decyzji prezydenta Kwaśniewskiego i premiera Belki. Też nie bardzo wiadomo za co.


http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?i...


to jakieś jaja są. Jak można awansować kogoś kto nie odbywa służby. To jak doktorat honoris causa?


To państwo, od fundamentów aż po dach jest zbudowane

przez mafię. Struktury, staranna selekcja materiału, nie ma co naprawiać. To państwo musi upaść aby powstało państwo Polaków.


Nie widzę powodu, aby po wyborach Prezydent USA dokonał ataku na Iran. Dlatego myślę że izraelscy nacjonaliści będą próbowali sprowokować wojnę przed elekcją, wtedy rządowi stanów będzie zależało żeby jak najszybciej zakończyć konflikt i dobić Iran.


Jestem dumny z tego, że mieszkam w Polsce i jestem Polakiem.


Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.