warning: date() [function.date]: It is not safe to rely on the system's timezone settings. You are *required* to use the date.timezone setting or the date_default_timezone_set() function. In case you used any of those methods and you are still getting this warning, you most likely misspelled the timezone identifier. We selected 'Europe/Berlin' for 'CET/1.0/no DST' instead in /home/admin/domains/kontrowersje.net/public_html/archiwum/themes/kontrowersje/node.tpl.php on line 86.


Good bye Chrysler.

Chrysler i General Motors bankrutują. Bankrutują pomimo ogromnych dotacji od rządu USA, co oznacza, że pieniądze amerykańskich podatników zostały wyrzucone w błoto. Jeśli ktoś spodziewa się, że za chwilę nastąpi wybuch radości liberała, szukającego nawalanki ze zwolennikami etatyzmu i interwencjonizmu, to jest w błędzie. Tekst nie będzie zresztą o Chryslerze. Będzie o nawalance.


Nikt jak dotąd nie zauważył... Wróć, wszyscy zauważyli, ale nikt nie powiedział tego głośno. Nikt nie zwrócił całej swojej głośnej uwagi na fakt, że cały ten kryzys, a przynajmniej jego medialna odsłona sprowadza się dotychczas do nawalanki, w której biorą udział nie tylko politycy ( to widzą wszyscy ), ale również ekonomiści. Ci światli ludzie, te chodzące kopalnie gotowych recept, piorą się po pyskach,  biją się po łbach tymi receptami, których używają w zastępstwie maczug i angażują się w politykę. Dziś rano słyszałem wypowiedź jednego nie wiadomo czy polityka, czy eksperta, który dziennikarzowi, cytującemu opinie o "śmierci liberalizmu" rzucił "pogrobowcami Marksa". Cała dyskusja nie dotyczyła oczywiście ideologii, dotyczyła sposobów na walkę z kryzysem. I co? I nic, okazuje się, że sposobem na walkę z kryzysem jest ideologia, a właściwie dwie ideologie, liberalizm i socjalizm. Ja sam niedawno byłem oczarowany jedną z nich i skrytykowałem interwencję rządu na giełdzie. Jak się okazało interwencja przyniosła skutek, może nie skutek rewelacyjny, ale skutek skuteczny. Rację mieli ci, którzy mówili, że ta interwencja jest dobra i ci, którzy tak mówili w większości racji nie mają, bo większość z nich chce iść z interwencją dalej, choć wcale nie jest tak, że działanie dobre w jednym miejscu jest dobre w innym. Wiadomo, że w towarzystwie znajomych możemy czuć się swobodnie i jeść palcami, ale na oficjalnym, wystawnym przyjęciu musimy wiedzieć, które sztućce pasują do homara, a które do deserów. Z gospodarką jest tak samo jak z przyjęciami, są obszary gospodarcze, w których państwo może swobodnie interweniować, a nawet powinno tak robić ( np. w razie zbyt wielkich spekulacji na giełdzie, czy w momencie stosowania dumpingu przez jakąś firmę ), są też jednak takie, w które wtryniać się nie wolno, jeśli się nie chce czegoś spieprzyć. Niektórzy jednak tego nie rozumieją i lecą po bandzie ze swoimi złotymi receptami, razu pewnego poleciałem i ja.


Te spostrzeżenia mogą wydawać się banalne, ale tu zaczynają się schody. Tutaj jest już miejsce, gdzie niektórym wydaje się, że właśnie wyzwolili się z dogmatów i co robią? No jasne, układają kolejny dogmat pod tytułem "skoro liberalizm się nie sprawdził i socjalizm nie wypalił, to znajdźmy złoty środek między nimi". Pudło, panowie i panie, nigdy w historii ludzkości nie było ani pełnego liberalizmu, ani całkowitego socjalizmu, to co mieliśmy dotychczas zawsze było pomiędzy. Cały czas mieliśmy "złoty środek", w którym było trochę mechanizmów rynkowych, trochę bankierskich krętactw i giełdowej głupoty i trochę rządowych prób sztucznego napędzania wzrostu. To stworzyło system, w jakim żyliśmy i jaki skończył się kryzysem, piszę "skończył się", bo nie może być już powrotu do tego co było. Był socjalliberalizm, trzecia droga, dziurawa jak przeciętna droga gminna w podrzędnym miasteczku. To właśnie złoty środek nie wypalił, a dziś mędrcy świata, monarchowie, chcą naprawiać błędy i wypaczenia poprzedniego systemu bądź skrajnym liberalizmem i wolną amerykanką, bądź przeciwnie, etatyzmem i interwencją rządu we wszystko co się da. Nie ma socjalizmu, taki ustrój istnieć nie może, próby tego systemu w PRL skończyły się rozleniwieniem i demoralizacją społeczeństwa, które pozbawione motywacji opierało się o łopatę za dwa tysiące, później za dwadzieścia, dwieście, dwa miliony i tak dalej, dopóki system nie upadł. Socjalizm jest wadliwy sam w sobie i wadliwy sam w sobie jest pełny liberalizm. Wyobraźmy sobie co się dzieje w cudownym, liberalnym kraju: początkowo konkurencja idzie jak należy, wolny rynek kwitnie, ale niektóre firmy zarabiają coraz więcej i więcej. Zaczyna się dumping, zaczyna się fałszywa reklama i wszelkie możliwe sposoby nieuczciwego niszczenia konkurencji. Rząd nie może interweniować. Co w ten sposób powstaje? Socjalizm.


Wielkie koncerny, potężne korporacje, takie jak upadający Chrysler, są socjalistyczne. Opierają się na centralnym planowaniu, tyle, że prywatnym. Dominacja takich molochów i powstanie monopolu w jakiejś dziedzinie gospodarki oznacza, że ta dziedzina jest centralnie planowana, tyle, że nie przez państwo, a przez prywatną firmę. Taki prywatny etatyzm, gdzie rynkiem w jakiejś branży steruje nie rząd, czy parlament, ale zarząd i rada nadzorcza wielkiego konsorcjum, ewentualnie kilku wielkich firm, które ustanowiły oligopol. Tutaj czas zerwać z kolejnym mitem, mit ten brzmi "jeśli prywatne, to lepsze niż państwowe". Reguła ta sprawdza się wszędzie, ale nie tutaj. Dlaczego nie? Bo nawet jeśli państwo steruje gospodarką, to obywatele mają na władze tego państwa jakiś wpływ. Gdy gospodarką steruje prywatny koncern ( albo koncern polityczny, jak PZPR ), to jest gorzej, bo zwykły Kowalski nie ma na władze konsorcjum żadnego wpływu. Taki monopolista może narzucić klientom dowolne ceny, może też wtrynić im sprzęt lub usługę złej jakości i nie musi się bać, że straci władzę w wyniku wyborów, bo nikt go nie wybierał. Taki monopol to monarchia absolutna, przed nikim nieodpowiedzialna i przez nikogo niekontrolowana. Pełen liberalizm w dążeniu do wolności doprowadziłby po latach do jej braku, socjalizm bez takiego dążenia zabrałby wolność na starcie, choć mniej dotkliwie, a obecny "złoty środek", będący mieszaniną monopolu wielkich koncernów z monopolem państwa daje wolność wszystkim, ale w różnych ilościach: ci na dole drabiny społecznej mają jej mniej, ci na górze więcej. Wszystkie trzy systemy są z definicji wadliwe, podnoszone do rangi recepty na całe zło stają się wadą samą w sobie. Jak wyjść z tego błędnego koła? Przestać myśleć systemowo.


Gdy staniemy z boku i popatrzymy na ideologie liberalizmu i socjalizmu widzimy, że są one mniej lub bardziej głupie. Każde rozwiązanie budowane w odniesieniu do nich też musi być w takim razie głupie, mówiąc krótko trzeba pozbyć się tych ideologii i tworzyć nowe rozwiązania bez ich udziału. Na początek warto zastanowić się co najbardziej zagraża gospodarce. Najbardziej zagrażają jej monopole, czy to państwowe, czy to prywatne, zawsze są dla niej zagrożeniem. Trzeba więc z monopolami, półmonopolami i oligopolami walczyć, ale nie może walczyć z nimi państwo, bo państwo również jest swego rodzaju monopolem. Jeśli państwo wypiera prywatny koncern z jakiegoś obszaru gospodarki, to zajmuje automatycznie jego miejsce i tak, czy siak, wszystko kończy się kartelizacją. Żeby uniknąć monopolu trzeba zdecentralizować państwo, pozbawić je większości funkcji i przerzucić je na samorządy, organizacje pozarządowe, wreszcie na samych obywateli. Obywatel ma wpływ na władzę tylko wtedy, gdy ta władza jest blisko niego, gdy ją zna. Taką władzą nie są partie typu PO, czy PIS, które niczym się od siebie nie różnią ( różnią się wszystkim, ale wszystko jest dla nich bez znaczenia, to co dla nich najważniejsze - PR i dążenie do władzy - jest dla nich wspólne ), taką władzą są samorządy. Samorządy powinny mieć więcej władzy i więcej kasy, powinny też być odpartyjnione, tylko to daje gwarancje skupienia się na realnych problemach, nie na pijarze. Kolejnym elementem układanki, która pozwoli bronić się ludziom przed monopolami jest prawo antymonopolowe. Nie chodzi tu o zwykłe kary finansowe, chodzi tu także o wspieranie drobnych i średnich przedsiebiorców, zwłaszcza początkujących, o usuwanie im biurokratycznej kłody spod nóg i o stworzenie systemu podatkowego, który będzie dla nich uciążliwy w mniejszym stopniu, niż dla olbrzymich koncernów.


Każda centralizacja jest zła, centralizacja oznacza, że gdzieś jakiś człowiek skupia w swoim ręku za dużo władzy, co w epoce globalnej wsi jest szczególnie niebezpieczne. Jeśli chcemy wolności to nie możemy polegać ani na rozwiązaniach liberalnych, które prędzej czy później i tak skończą się wolnością dla wybranych, ani na socjaliźmie, rozdającym niewolę każdemu według potrzeb, ani tym bardziej na głupiej "trzeciej drodze", łączącej wady obu tych systemów. Trzeba od systemu się uwolnić, zniszczyć system i stworzyć w jego miejsce systemy mniejsze, bardziej zależne od nas i mniej nam zagrażające. Trzeba postawić na indywidualizm, zwłaszcza na indywidualizm w myśleniu, tę nazwę podaję tym, którzy kochają ideologię i czuliby się bez niej nieswojo. Idea jest prosta, myślisz samodzielnie i kształtujesz w ten sposób swój mały świat wokół siebie. Te małe światy łączą się w wielki świat, ale ten wielki świat jest cały czas zbiorem małych światów, a nie potężnym, zglajszachtowanym molochem, w którym ktoś, nie wiadomo kto, pociąga za sznurki. Świat ludzi myślących i działających jest możliwy, jego powstanie zależy wyłącznie od nas. A stary, "wielki" świat? Dziś pada Chrysler, jutro reszta.


5.34
Twoja ocena: Brak Średnia ocena: 5.3 (9 głosy/głosów)
Zostaw link w miejscach, które odwiedzasz lub/i skorzystaj z gotowych odnośników!

No wreszcie, nareszcie i w

No wreszcie, nareszcie i w końcu jakiś krok do przodu. Warto przeczytać ten tekst z uwagą. Naprawdę warto.


Chwała sponsorom: opony i felgi


Dziękuję.

To co warto dodać ( a czego dodać zapomniałem ) to fakt, że nie tylko każdy liberalizm prowadzi do socjalizmu, ale też każdy socjalizm do liberalizmu. Z systemu liberalnopodobnego poprzez coraz większą monopolizację przechodzimy do systemu socjalistycznopodobnego z narzucaną odgórnie odrealnioną ceną i zamordyzmem ( każda władza chce się wyszumieć, ta finansowa również ), co w końcu budzi opór. Socjalizm pada ( pod naciskiem społecznym lub pod ciężarem własnej nieefektywności ) i zostaje zastąpiony liberalizmem, który znów prowadzi do coraz większej monopolizacji ( ewentualnie do coraz większych nierówności, wtedy następstwem liberalizmu jest socjalizm państwowy ). Koło się zamyka, dwa systemy przeplatają się, oddzielane kolejnymi kryzysami. Koło można przeciąć wychodząc na zewnątrz, wchodząc do środka tylko miotamy się między dwoma systemami, tworzącymi w sumie jeden system. Z systemu trzeba wyjść, opuścić Matrix, dopiero wtedy można coś zmienić.


@JA

Przyciągnęła mnie zachęta Kurki i przyznaję że
znalazłeś ciekawą perspektywę .


Dodam jednak że z tym Chryslerem to nie jest
taka prosta sprawa. Być może niedługo będzie można
powiedzieć o tym więcej ale np. niejaki Donald Trump
również ogłosił problemy w kilku swoich firmach. Co ciekawe ma ich około stu i w kilku pozostałych zanotowano wzrosty o których już tak głośno nie było:)


pozdrawiam


Cóż, wspominając o sukcesach

Cóż, wspominając o sukcesach miałby mniejsze szanse na wyłudzenie pieniędzy podatników. Pardon, chciałem powiedzieć "na otrzymanie pomocy rządowej". Dla mnie korporacja państwowa wspierająca korporację prywatną to zwyczajny nierząd i nikt mi nie wmówi, że to uczciwe i normalne. Sytuacja, jaka powstała na samym początku kryzysu ( informacja, że od upadku paru największych amerykańskich banków runie cały system gospodarczy świata, więc trzeba je dofinansować ) pokazuje do jakich patologii prowadzi monopolizacja gospodarki. Monopole trzeba zwalczać i pozwolić wybić się małym i średnim firmom, tylko to jest gwarancją normalnego rozwoju i tu widzę rolę państwa i przede wszystkim samorządu. Samorządy są bliżej nas, mamy na nie większy wpływ i powinny być one bardziej niezależne finansowo. Powinny też być wyposażone w instrumenty do wspierania konkurencji na poziomie lokalnym. To jest jakieś rozwiązanie, regionalizacja zamiast dotychczasowej globalizacji. Nie mówię, że globalizacja jest złem, że mamy zamknąć granice i nie wyściubiać nosa ze swojej ulicy, przeciwnie, świat powinien być otwarty i pozbawiony granic. Chodzi tylko o to, by o sprawach tego świata decydowano oddolnie, na poziomie lokalnym, regionalnym, a nie na poziomie karteli politycznych i gospodarczych.


@JA

Czyli socjalistyczna droga do kapitalizmu ?
Zazwyczaj układ o którym wspominasz udawało się
zmienić jedynie za pomocą krwawych rewolucji.
Władcy tego świata niechętnie oddadzą to co słusznie
czy nie słusznie zyskali. Dysponują władzą która czyni
ich bezkarnymi i bezpiecznymi.


W Polsce mamy naszą rodzimą odmianę tych największych , pokręconą i nawet komiczną choć
to czarny humor właściwie.


Zastanawiam się nad jeszcze inną opcją.
Jak sprawić aby wilk był syty i owca cała ?
Chyba to niemożliwe bo największe kapitały
wzrosły właśnie na tym że pracownicy byli
sprowadzani z Bangladeszu ( 1$ / doba)
zaś klienci pochodzili z najbogatszych krajów.
Istnieje więc grupa której zależy na tym aby
pracownik z Bangladeszu nie założył firmy
która co wątpliwe ale może stać się konkurencyjną.
Pisałem już tutaj o tym że musimy najpierw
powalczyć o polskie banki inwestycyjne (polskie udziały). To może tylko zapewnić rozwój
drobnej i średniej przedsiębiorczości.
Udział władzy politycznej jest tutaj konieczny a
wiec trochę wbrew twoim założeniom, chyba że
coś źle odczytałem.


Źle odczytałeś, żadne

Źle odczytałeś, żadne socjalistyczne drogi, chodzi o to, by do ideologii się nie odnosić. Nie jestem przeciwko udziałowi władzy, choć wolę, by władza polityczna udzielała się jak najmniej. Niech władza polityczna ograniczy się na rzecz władzy lokalnej i niech władza lokalna podlega jak największej kontroli społeczeństwa. Kontroli powinny podlegać też duże firmy. Jakiej kontroli? Po pierwsze każda praktyka monopolistyczna ( dumping, nieuczciwa reklama, przenoszenie miejsc pracy do Indii, czy innego Bangladeszu ) powinna ciągnąć za sobą konsekwencje finansowe ( stosujesz dumping i nieuczciwą reklamę - płacisz wysoką grzywnę; uciekasz z miejscami pracy do trzeciego świata - płacisz większe podatki ). Tu kończy się rola państwa i zaczyna się rola drobnej i średniej przedsiębiorczości, której różnorodność zapewnia konkurencję na rynku. Aby małe firmy mogły konkurować z dużymi muszą mieć warunki do prawidłowego rozwoju i tu wiele zależy od samorządów, które powinny wspierać tę drobnicę, a właściwie nie tyle wspierać, co jej nie przeszkadzać. Przedsiębiorca nie potrzebuje niańki, przedsiębiorca potrzebuje wolności, szczególnie wolności od biurokracji. Samorządy powinny usuwać biurokratyczne przeszkody w rozwoju biznesu, likwidując zbędne koncesje i pozwolenia oraz zbędne procedury, a niezbędne skracając do minimum, obniżając małym i średnim firmom lokalne podatki, itd. Tak to sobie wyobrażam jeśli chodzi o gospodarkę: walka z monopolami, ograniczanie wpływów karteli, ułatwienia dla małej przedsiębiorczości i przesuwanie władzy od państwa w dół - do samorządów.


@JA

Toć mówię że "socjalistycznie" :)
Pochylanie się nad głosem ludu jest postrzegane jako
lewicowe, gdy władza i siła państwa to cele i przymioty prawicy.


Jednak masz rację "ideologia socjalistyczna" polega na czymś innym. Nie dziw się ale Twoje postulaty wywołują
uśmieszek mimo swojej szlachetnej i uczciwej poprawności.


Zadałbym pytanie jak to zrobić i jak zburzyć opór ?


Zburzyć opór tych, którym

Zburzyć opór tych, którym zależy na utrzymaniu obecnego systemu ( naparzanka dwóch ideologii, które nie mogą żyć bez siebie i "złote środki", będące ich pochodnymi ) będzie trudno. Nie wiem jak to zrobić tu i teraz, najlepiej jednak zacząć od myślenia, samodzielnego, wolnego od dogmatów, myślenia. Myśleć codziennie, po każdym posiłku ( choć na czczo też można ) i namawiać do myślenia innych. I przede wszystkim przestać powtarzać sobie, że coś jest niemożliwe. Kiedyś niemożliwe było zejście z drzewa, aż w końcu ktoś, kto nie wiedział, że się nie da, zszedł. Gdyby wiedział, że człowiek nie może chodzić po ziemi siedzielibyśmy na drzewie po dziś dzień.


aż w końcu ktoś, kto nie wiedział, że się nie da, zszedł.

portret użytkownika cmss

Nie zszedł tylko spadł. Na główkę. I tak zostało.


Platonicznie...


Bardzo cię lubię "Ja", ale

Bardzo cię lubię "Ja", ale czy ty mieszkasz w Polsce???? :))))
Jaki ty masz wpływ na samorządy?????
Żaden - nawet nie wiesz, co oni uchwalają, bo prasa i media takimi pierdołami się nie zakmują, wolą opowieści, kto komu z polityków podstawił dziś nogę, wywalił jęzor.
A skarżyć to się możesz do us...j śmierci.
Odpiszą ci jak za komuny - "kierownictwo naszego sklepu dziękuje za cenne uwagi, prosimy o ...." Pooglądaj jeszcze raz: http://kabarety.tworzymyhistorie.pl/367_... - to jest ponadczasowe.


Zapewniam cię, że o

Zapewniam cię, że o większości działań samorządów można dowiedzieć się z gazet lokalnych i kablówki, a jeśli te działania są ważne ( np. remont drogi, obniżka lub podwyżka podatków ), to i bez gazet z kablówką zauważę ich skutki. Wtedy wiem na kogo głosować ( na tego, kto rozsądnie gospodaruje finansami samorządu, ogranicza biurokrację, buduje drogi, utrzymuje podatki lokalne na niewygórowanym poziomie ), a na kogo nie ( na tego, kto dróg nie buduje, mnoży za to etaty i durne procedury w urzędzie, winduje podatki w górę, itd. ). Poza tym większość wyborców zna swojego radnego, jeśli nie osobiście, to przynajmniej z widzenia lub ze słyszenia W ten sposób każdy wie na kogo głosować ( jeśli jestem drobnym przedsiębiorcą i kandydat też, to głosuję na tego kandydata, bo wiem, że będzie on sprzyjał drobnej przedsiębiorczości, choćby dlatego, że ma w tym interes ). Nie jest to wprawdzie wpływ wyjątkowo wielki, ale zawsze masz większy wpływ na to, co dzieje się w twoim mieście, niż na to co dzieje się w kraju. Taki poseł może wcisnąć "ciemnemu ludowi" każdy kit, może uzasadnić konieczność budowy amerykańskiego złomu antyrakietowego i naopowiadać ile to funduszy unijnych zostało wykorzystane. Władze gminy, powiatu, czy województwa takiego kitu ci nie wcisną, bo w gminie, powiecie i województwie sama widzisz, czy fundusze są wykorzystywane, czy nie.


To ja zrobiłam oczy jak

To ja zrobiłam oczy jak śliwki i nie wiem zazdrościć ci, czy ......
Każde zapytanie, zgłoszenie nieprawidłowości rozbija się o dziesiątki pism, z których nic nie wynika, poza zużyciem czasu i papieru.
Radnych znam i to aż za wielu, bo dobrze przez to wiem, że nie ma różnic - dbają tylko o swoje. Przed następnymi wyborami jak zawsze sięzgłoszą, że na mój głos liczą :(


Super, w takim razie zgłoś

Super, w takim razie zgłoś nieprawidłowość instytucji "centralnej", np. ZUSowi. Jeden facet tak zrobił, bo nie dostał emerytury. Został postawiony przed sądem, bo panie z ZUS oskarżyły go o stosowanie groźby wysadzenia ZUS w powietrze ( on twierdzi, że chciał je "rozsadzić", a nie "wysadzić", bo było ich tłoczno i zajmowały się plotkami zamiast obsługiwaniem go i jakoś mu wierzę ) i o posiadanie piwnicy pełnej materiałów wybuchowych ( policja zrobiła najazd na dom "złoczyńcy", by to sprawdzić ). To ja już wolę urzędowe druczki. Jeśli mnie zmęczą sam mogę ubiegać się o fotel radnego ( albo namówić do tego kogoś, komu ufam ) i walczyć o ograniczenie biurokracji.


:))) Bomber "rozsadzający"

Dla mnie to żadna różnica. Skoro w jednym i drugim przypadku nic z tego nie wynika.
Stwierdzam (na podstawie swoich długich doświadczeń i kontaktów z radnymi i posłami), że radny różni się od posła o wiele niższym IQ (w niektórych przypadkach tak niski, że nie gwarantuje zrozumienia nawet najprostszego zdania) lub o wiele większym parciem na kombinowanie (bo posłów jest o wiele mniej niż radnych i wśród takiej mnogości łatwiej o kombinowanie).


Różnica jest ogromna.

Ty dostałaś nudne pismo do poczytania, "bomber" dzięki ZUSowi, sądowi i policji z pewnością nie będzie się nudził ( choć pewnie by wolał ). Jeśli chodzi o samorządowców to wrzucasz ich wszystkich do jednego wora, choć samorządowcy są różni: są wśród nich lenie i kombinatorzy, ale są też fachowcy, jakich w wielkiej polityce można ze świecą szukać, a i tak się nie znajdzie. Teza "radny jest głupszy od posła" jest... głupia. To zależy od tego jakiego radnego ( a jak sama zauważyłaś jest ich mnogo ) porównasz z jakim posłem ( ich też jest niemało ). No i na koniec narzekasz na biurokrację w urzędach samorządowych, choć po primo, ta w urzędach państwowych jest nie mniejsza, a po drugie primo, nawet biurokracja nie jest wieczna. Tylko proszę cię, nie mów, że nie da się ograniczyć biurokracji, ja się tego "nie da się" nasłuchałem przy różnych okazjach tyle, że rzygać mi się chce, gdy to słyszę. "Nie da się", to wymówka tych, którym się nie chce, albo tych, którzy po prostu nie potrafią sobie czegoś wyobrazić.


To ja ci jednak

To ja ci jednak zazdroszczę.
Gdyby transmitowano obrady Rady m.st. Warszawy np. w lokalnej TV, (ale tak z ukrycia ;) ), to by warszawiacy całkiem zbojkotowali wybory.
A biurokrację oczywiście, że nie tylko da się, ale koniecznie trzeba ograniczyć. Trzeba tylko chcieć.
Tylko popatrz, czemu nikt nie chce?


Niektórzy chcą.

W Gdańsku, z tego co mi wiadomo, "jedno okienko" przy zakładaniu firmy wprowadzono już rok temu, nie czekając na prikaz z "centrali". Zrobili to właśnie samorządowcy. A jeśli chodzi o to, kogo wybieracie w Warszawie, to na całe szczęście nie mój problem.
Dobranoc.


Ciekawe, jaki wpływ mają obywatele na władzę?

"Bo nawet jeśli państwo steruje gospodarką, to obywatele mają na władze tego państwa jakiś wpływ. Gdy gospodarką steruje prywatny koncern ( albo koncern polityczny, jak PZPR ), to jest gorzej"
Chyba im się tylko wydaje...


No Panie Ja

6

zgadzam się z Panem w 100%. Tylko jak dojść do tej Szwajcarii (nie jestem pewny czy Szwajciaria)?


Fajny tekst - mam podobne przemyślenia

Pisałem sporo teksów na ten temat i w wielu punktach mam podobne przemyslenia.


http://moherykontrauklad.salon24.pl/1072...


http://moherykontrauklad.salon24.pl/9438...


Zgadzam się że wielkie koncerny coraz bardziej przypominają państwowe molochy.


Zwrócił bym uwagę na jeszcze jeden ważny fakt - kryzys własności.


Na początku kapitalizmu był najczęściej właściciel który kontrolował firmę i "trzymał krótko" pracowników. Interesował go najczęściej długookresowy zysk, wiedział że ryzykuje własnymi pieniedzmi.


Teraz firmy się rozrosły, akcjonariat jest rozdrobniony, rożne fundusze i inne bezosobowe organizacje są właścicielami innych bezosobowych organizacji.
I to wszystko powoduje że właściciele nie mają kontroli nad pracownikami.
I Prezesi, Menedżerowie czy zwykli przedstawiciele handlowi grają w "swoje gierki" maksymalizujac tylko swoje premie i ryzykując nieodpowiedzialnie pieniedzmi włascicieli.
Skonczyły się czasy gdy awansowało sie za fachowość. Teraz praca w firmie i awans coraz bardziej przypominają politykę.
Bajerowanie akcjonariuszy, wirtualne działania, wirtualne zyski, dobry wizerunek Prezesa. To klucz do sukcesu osobistego a nie realne osiągnięcia i realne, długookresowe zyski firmy.


I zgadzam się liberalna gospodarka w długim okresie jakby samoistnie dąży do socjalizmu...


Ze złotym masz rację,

nie wiadomo co dalej. Sztuczne podtrzymywanie miejsc pracy w zakładach, które produkują towary nie dające się sprzedać nic dobrego nie wróży. Tworzenie nowych miejsc pracy przez rząd jest naogół nonsensem. Obecnie w Polsce można rozwijać handel na granicach z państwami operującymi walutą euro, ale lepiej zrobią to osoby przedsiębiorcze.


Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.