warning: date() [function.date]: It is not safe to rely on the system's timezone settings. You are *required* to use the date.timezone setting or the date_default_timezone_set() function. In case you used any of those methods and you are still getting this warning, you most likely misspelled the timezone identifier. We selected 'Europe/Berlin' for 'CET/1.0/no DST' instead in /home/admin/domains/kontrowersje.net/public_html/archiwum/themes/kontrowersje/node.tpl.php on line 86.


GS w Kozich Bobkach.

 U nas w Kozich Bobkach, to za komuny stał taki jeden GS. W tym geesie to robił Heniek i robił tam tyle lat, że w końcu został kierownikiem i był nim do czasu aż ekipa w Komitecie Gminnym się zmieniła i sekretarzem został szwagier Heńka, Jurek. Jurek zrobił wtedy Heńka skarbnikiem gminy, ale po pewnym czasie ekipa znów się zmieniła i Heniek wrócił do geesu, co specjalnie nikogo nie dziwiło. A bo to raz tylko się zdarzyło, że ktoś z gieesów przyszedł do gminy za szwagrem, a potem odszedł z nim tam skąd przyszedł? Nie raz i nie tylko w Kozich Bobkach, wszędzie się tak działo, a teraz to się dzieje nawet w Ameryce.


No mówię wam, u nas te wszystkie Tuski i Kaczyńskie chcą nam budować drugie Irlandie i czwarte Rzeczpospolite, a tymczasem w USA zbudowano drugie Kozie Bobki. Sytuacja prawie identyczna, też tam był taki jeden Heniek i też robił w geesie. I ten Heniek miał kumpla, Jurka, szwagrami to oni chyba nie byli, ale mniejsza z tym, w każdym razie byli Heniek i Jurek. Heniek robił w tym geesie z dwadzieścia lat, jeśli nie więcej i w końcu został tam kierownikiem. W tzw. międzyczasie zmieniła się jednak ekipa w KC i pierwszym sekretarzem został Jurek, który wziął Heńka na skarbnika i sekretarza od planowania. I Heniek planował, co nie podobało się elementom wstecznym i reakcyjnym, ale mniejsza o elementy, mówię o Heńku, który po kolejnej zmianie ekipy stracił robotę. Nie wiem, czy wrócił do GS, czy nie, z tego co wiem raczej nie, choć gdyby nawet wrócił to czy kogoś by to specjalnie dziwiło? A bo to tylko raz się zdarzyło, że ktoś z GS przeszedł do rządu, czy na odwrót? Nie raz się zdarzyło i pewnie się jeszcze zdarzy, ktoś nazwał nawet GS kuźnią kadr dla amerykańskiej administracji i nazwał go tak nie bez przyczyny. Zresztą w USA takich kuźni jest więcej, transfery między światem polityki a "rynkami finansowymi" są tam równie częste, jak transfery piłkarzy w klubach pierwszoligowych. I znowu "nie tylko w Kozich Bobkach" tak się dzieje, ale "wszędzie", powiązania między "rynkami finansowymi" a "władzą ludową" funkcjonują w dość wielu krajach. Co ciekawe powiązania te nie przeszkadają wielu osobom, często uchodzącym za autorytety, mówić, że błędy rynków finansowych powinno naprawiać państwo, które powinno też wzmocnić swoją kontrolę nad tymi rynkami. Przepraszam bardzo, jakie konkretnie państwo? Bo z tego co mi wiadomo państwo tworzą i państwem kierują ludzie, a skoro ludzie są ci sami, co na "rynkach finansowych", to czy są oni najlepszymi kandydatami do kontrolowania i naprawiania czegokolwiek? Tu można mówić najwyżej o naprawie własnych błędów, problem w tym, że mało który polityk się do tych błędów poczuwa, na razie tylko jeden Greenspan przyznał, że się pomylił, choć jeszcze "nie wie", biedaczek, w którym miejscu.


Skoro już jesteśmy przy Greenspanie, to warto wspomnieć o instytucji, która najmocniej łączy państwo z "rynkami finansowymi", czyli o banku centralnym. W Ameryce istnieje taki bank, do niedawna kierowany przez Greenspana. Nazywa się on Fed i został utworzony w 1913 roku. Warto zapamiętać tę datę. Po co? Bo dzięki niej można zaobserwować ciekawe zjawisko, zjawisko tzw. kryzysu. Jest to zjawisko stare jak świat, w takiej np. Ameryce pierwsze kryzysy są notowane już w XVIII wieku, czyli na samym początku istnienia kraju. Nie każdy jednak wie, że kiedyś kryzysy były inne niż teraz, a przełomem po którym teraz przestało być takie jak kiedyś jest właśnie rok 1913, rok utworzenia Fed. Przed tym rokiem kryzysy zdarzały się co parę lat i przebiegały według stałego schematu: nierentowne firmy padały, a na ich miejsce pojawiały się nowe, w międzyczasie ludzie zaciskali pasa i oszczędzali, co po zakończeniu kryzysu pozwalało im zwiększyć wydatki. Cały proces trwał kilka miesięcy, po czym rynek wracał do równowagi i tu uwaga: wracał do niej bez ingerencji państwa. Serio, nikomu wtedy nie przychodziło do głowy, by "ratować" gospodarkę, a kryzys nie był traktowany jak katastrofa, był po prostu okresem, w którym następowało "oczyszczenie" rynku. Oczyszczenie trwało krótko i następował po nim dalszy rozwój i byłoby pewnie tak do dzisiaj, ale nie jest. Po roku 1913 kryzysy zmieniły swoje oblicze. Nie trwały już kilka miesięcy, ale kilka lat i nie mogły się zakończyć bez interwencji rządu. Również ich skutki były inne, bardziej dotkliwe. Dlaczego? Widocznie dlatego, że przebieg kryzysu też był inny niż kiedyś. A dlaczego był inny? Odpowiedź może być tylko jedna: inne były przyczyny kryzysu.


W XIX wieku nikt nie mówił o globalnej recesji, recesja dotyczyła konkretnych przedsiębiorstw, konkretnych krajów i konkretnych obszarów gospodarki, a przyczyną recesji były błędne decyzje podejmowane przez banki i przedsiębiorstwa, ewentualnie wojny lub klęski żywiołowe. Dziś jest inaczej, teraz przy omawianiu przyczyn mówi się o rynkach finansowych i o polityce Fed. Tu mamy odpowiedź na pytanie dlaczego coś się zmieniło, odpowiedzią jest Fed, który już od momentu swojego powstania wziął się za naprawianie gospodarki za pomocą stóp procentowych. Stopy się cięło lub podwyższało, w zależności od potrzeby chwili. Zwiększało się podaż pieniądza, który w ten sposób tracił na wartości i robiono wiele innych sztuczek. To wszystko doprowadziło do kryzysu w 1929 roku. Kryzysu, który mógłby się szybko skończyć, gdyby tylko Fed wycofał się z gry, ale Fed się nie wycofał, Fed ratował gospodarkę dalej, nawet bardziej intensywnie niż dotychczas. Do banku centralnego dołączył rząd, który postanowił gospodarkę ratować protekcjonizmem i ograniczeniem importu. W tej sytuacji inne kraje słusznie poczuły się zagrożone i również ograniczyły import, dopłacając przy okazji do eksportu, co jednak nie dało żadnego skutku, bo przecież niczego się nie sprzeda, gdy nikt nie chce kupować. Handel międzynarodowy padł, co było tragedią, bo przed 1929 rokiem powiązania między różnymi krajami były bardzo silne, szczególnie mocno były związane ze sobą "rynki finansowe" i banki centralne, których prezesi przyjaźnili się i wymieniali między sobą ciepłe listy.


Posypał się cały system, posypał się z winy państwa, a jako lekarstwo na interwencję państwa podano jeszcze więcej interwencji. Później nadeszła wojna, a po wojnie odbudowa. To uspokoiło trochę sytuację, ale nie na długo. W latach siedemdziesiątych system się załamał, opanowana przez państwo i związki zawodowe gospodarka ledwie dyszała. Nadzeszła kolejna recesja, której skutkiem było wyrzucenie dzieł Keynesa do kosza i zastąpienie ich programem Thatcher i Reagana. Wyglądało na to, że wszystko zmierza ku dobremu, wprawdzie po drodze giełda oszalała na punkcie akcji "dot-comów" i w 2001 roku pękła bańka internetowa, ale to nie problem. Padłoby parę źle zarządzanych przedsiębiorstw, paru giełdowych "inwestorów" poszłoby z torbami i po kilku miesiącach wróciłaby równowaga. Niestety pan Greenspan popełnił błąd ( tak, panie Alanie, właśnie w tym miejscu ) i wzorem swoich poprzedników postanowił ratować, tym razem nie gospodarkę a "rynki finansowe". W tym celu obniżył stopy procentowe do absurdalnie niskich poziomów i napompował rynek tanim pieniądzem, przyznawanym powszechnie w ramach "taniego" kredytu. Taki pieniądz znalazł dobrą lokatę w nieruchomościach, których ceny rosły i rosły, a gdy w końcu spadły do normalnego poziomu podniesiono krzyk o kryzysie na "rynkach finansowych". Na szczęście planista Heniek, wiecie, ten z geesu, sypnął forsą i uratował "rynki". Tylko finansowe, bo te normalne raczej ucierpią na jego planie, niż zyskają, ale ważne, że uratował. Jego następcy ratują dalej, nawet poszerzyli zakres ratunkowych "inwestycji" i z kieszeni obywatela inwestują we wszelkiego rodzaju gospodarcze trupy, rzucając raz miliardem, raz bilionem, co "rynki finansowe" zawsze przyjmują z zadowoleniem, a to jest przecież najważniejsze.


Jedno mnie tylko zastanawia. Kiedyś nie było ani rynków finansowych, ani banków centralnych, ani rządowych planów ratunkowych. Pomimo tego nie było tych wszystkich globalnych katastrof finansowych, tylu wstrząsów i kataklizmów. Upadek jakiegoś banku, czy przedsiębiorstwa nie powodował masowej histerii, że oto gospodarka nam się wali, oznaczał on tylko tyle, że wali się zła firma, na miejsce której przyjdzie zaraz lepsza. Taka naturalna wymiana zapewniała ciągły rozwój, kryzysy były krótkie i następowała po nich szybka poprawa. Gdy tylko świat został opanowany przez banki centralne i rynki finansowe, sytuacja uległa diametralnej zmianie. Może więc warto zastanowić się nad powrotem do starego systemu?


4.868574
Twoja ocena: Brak Średnia ocena: 4.9 (7 głosy/głosów)
Zostaw link w miejscach, które odwiedzasz lub/i skorzystaj z gotowych odnośników!

Ciekawostka z ostatniej chwili.

Wprawdzie nie na temat "rynków finansowych", ale rzecz dotyczy ich nowego głównego ratownika. Pan Obama postanowił walczyć z globalnym ociepleniem ( które niedawno zostało oficjalnie uznane przez poważnych naukowców za lipę i nieaktualny problem ) za pomocą "radykalnych" działań. Chce wydać pieniądze ( jak znam życie to pewnie publiczne, a nie swoje ) na wysyłanie w górne warstwy atmosfery jakichś cząsteczek, które odbiją promienie słoneczne i nie pozwolą im na dotarcie do Ziemi. Wszystko po to, by "schłodzić" naszą planetę. Widocznie ostatnia zima była zbyt łagodna, albo po prostu na Hawajach zim nie ma. Nie wiem jaki sens ma zmiana tego stanu rzeczy, w każdym razie pokazuje to, że politycy chcą kontrolować już nie tylko gospodarkę, ale nawet klimat i pracę Słońca.


banda złodziei

A pamiętasz słynną dziurę ozonową, już cichcem odwołaną? Dziura była tak długo ile czasu potrzebowało parę firm na zarobienie szmalu na zamiennikach freonów.
Jedna banda macza paluchy we wszystkich nieszczęściach, od walki z klimatem po kryzys finansowy czy tragicznie tanie domy. Niema nic gorszego dla tych złodziei niż sytuacja gdy człowieka stać na inwestowanie za własne oszczędności. Trochę mnie to wkurwia.


Chlor


Przynajmniej wiemy o co

Przynajmniej wiemy o co zawsze w takich przypadkach chodzi - o pieniądze. Jeśli chodzi o tragicznie tanie domy, to zawsze gdy słyszę tezę o kryzysie wywołanym przez spadek cen nieruchomości, chce mi się śmiać. To nie spadek, to powrót do normalnej wartości rynkowej, zresztą nie wiem jakim cudem te wszystkie domy mogły z dnia na dzień drożeć, skoro ich wartość użytkowa w ogóle się nie zmieniała. Chyba nawet czołowi "eksperci" od "rynków finansowych" nie potrafiliby tego wyjaśnić.


Banki centralne rynki

Banki centralne rynki finansowe i rządowe plany ratunkowe to jest tylko jedna strona medalu. Drugą stroną są globalne molochy dlatego obecnie bez planu ratunkowego ani rusz. Pytanie jak to jest możliwe, że jedna instytuacja finansowa AIG rozkłada całą największą gospodarkę na łopatki, gdyby w miejsce AIG funkcjonowało 10 albo 15 instytucji o zasięgu krajowym a nie jednego stanu problem byłby mniejszy. To samo z motoryzacją są 3 koncerny zamiast 8 albo 10. To troche smieszne bedzie co teraz napisze ale po chwili zastanowienia nie jest to takie głupie. Wydaje mi sie że my przez lata uwazani przez jankesow za tych zacofanych co w lepiankach garnki z gliny lepią dochowaliśmy sie systemu finasowego, który 2 razy przewyższa ich. Bo na naszym podworku mamy nadzor, ktory trzyma kij nad bankami i gdy tylko brykna zaraz dostaja w leb. Poza tym nasz system sklada sie nie z 5 molochow jak w stanach ale z 20 bankow o podobnym udziale w rynku i nawet jakby 2 albo 3 z nich wywinely podobny numer jak te w stanach to rynek finansowy nie wywroci sie do gory nogami. Depozyty gwarantuje BFG a na miejsce 3 trupów wchodzi pozostale 16 i zgarnia udzaly w rynku. Slyszales w Polsce o kryzysie finasowym w bankach bo ja nie, żaden bank w Polsce z naciskiem na żaden nie ma tego typu klopotow.


Z molochami jest taki

Z molochami jest taki problem, że większość polityków myśli, że po upadku molocha branża, w której moloch działał przestanie istnieć. Przykład? Wypowiedź Obamy o tym, że trzeba sypnąć forsą dla GM, bo nie można dopuścić, by przemysł samochodowy znikł. Nie wiem jak on to sobie wyobraża, być może myśli, że jak pozwoli im zbankrutować, to linie produkcyjne, wszystkie technologie i cała wiedza dotycząca tego przemysłu przestanie istnieć, a na miejsce utracjuszy nie znajdzie się nikt nowy, kto mógłby wypełnić lukę na rynku. Dziwny to tok myślenia, ja się z nim nie zgadzam, zwłaszcza, że takie myślenie prowadzi tylko i wyłącznie do utrwalania obecnych monopoli, które dodatkowo stają się zależne od państwa i coraz bardziej nierentowne i nieefektywne, bo kto by się w końcu czymkolwiek przejmował, skoro wiadomo, że w razie czego państwo da.


Wlasnie i tu trafiles w

Wlasnie i tu trafiles w dyche. Bledem bylo dopuszczenie takiej sytuacji bo to co jest ich sila w trakcie boomu gospodarczego (zdolnosci produkcyjne, mozliwosc zaciagania kredytow, globalny zasieg) jest ich pieta achillesowa w czasie recesji. Jednak jeszcze wiekszym bledem jest utrwalanie tego stanu nie da sie wypelnic luki na rynku po upadku takiego giganta od razu czyli na miejsce bankruta nie wejda nowe ale skoro panstwo ma pomoc to nalezalo pociac na kawalki i sprzedac w czesciach.


Ja, to się nie wróci

Proponujesz powrót do dziewiętnastowiecznej rzeczywistości, która nijak się ma do otaczającego świata. Globalizacja, informatyzacja oraz informacja (media) to tak na szybko moje trzy główne argumenty.
PS
W XIX w cykle powtarzały się co 10 lat, a wychodzenie z nich zapewne wcale nie było takie bezbolesne. No może to kwestia układu odniesienia, bo wtedy większości społeczeństwa, generalnie, nie żyło się lekko - odsyłam do literatury z tamtego okresu.
Obecne okresy globalnej koniunktury to okresy kilkudziesięcioletnie z nietragicznymi kosztami jak do tej pory.
PS2
Sześć stawiam za GS'y, bo te umizgi nowej administracji USA do świata finansjery to chyba lekka przesada. Ja wiem, że chcą współpracy "prywaciarzy" przy wykupie toksycznych aktywów, ale takie postępowanie to jednak rodzaj demoralizującej amnestii.


Globalizacja na przełomie XIX

Globalizacja na przełomie XIX i XX wieku niewiele ustępowała tej dzisiejszej, a powiązania światowych rynków były wtedy silniejsze, niż przez połowę XX wieku. Informatyzacja zaś to argument dość dziwny, śmiem twierdzić, że bez banków centralnych i "rynków finansowych" udałoby się w końcu wynaleźć komputer i internet. Cykle owszem, powtarzały się często i nie było tak, że wszyscy wychodzili z kryzysu obronną ręką. Byli tacy, którzy sobie nie poradzili. Teraz też jest wielu takich, którzy sobie nie radzą, ale istnieją, dzięki np. dotacjom z publicznych pieniędzy. Oni też prędzej, czy później upadną, a pieniądze wpompowane w przedłużanie ich agonii okażą się prawdopodobnie pieniędzmi wyrzuconymi w błoto. Mimo wszystko paromiesięczny kryzys co 10 lat, po którym rynek się oczyszcza i wraca równowaga to chyba mniejsze zło, niż długotrwały okres koniunktury, napędzanej często sztucznie ( jak bańka na rynku nieruchomości, powstała głównie dzięki polityce Fed ) i kończącej się bagnem wylewającym na cały świat. A co do życia w XIX wieku to fakt, było ciężkie, nawet bardzo, choć z czasem stopniowo się poprawiało: rosła średnia długość życia, malała śmiertelność wśród dzieci, także dochody i siła nabywcza robotników powoli rosły. Fakt, były ręce urywane przy maszynach, choć zaryzykuję twierdzenie, że działo się tak z winy braku przepisów BHP, a nie z powodu braku Fed.


Idę dzisiaj wcześniej spać,

więc argumentów nie poznasz, ale kryzysy w dziewiętnastym wieku nie trwały kilku miesięcy. Co do informatyzacji natomiast to dziwię się, że nie zrozumiałeś, bo sam często pisałeś o pieniądzu jedynie w komputerze. M3 to taki właśnie informatyczny pieniądz.


Większość trwała właśnie

Większość trwała właśnie kilka miesięcy. A co do wirtualnego pieniądza to pełna zgoda, choć nie wiem, czy można nazwać pieniądzem coś, czego wartość nominalna przekracza wielokrotnie realną wartość wszystkich wyprodukowanych towarów i usług. Gdyby zebrać do kupy wszystkie papiery wartościowe, to ogromna część z nich okazałaby się bezwartościowa.


Prawidlowo funcjonujący

Prawidlowo funcjonujący nadzor i bank centralny wydaje mi sie ze nie sa wcale pomyslem zlym i prawidlowo zarzadzane spelniaja role do ktorej zostaly powolane. W zalozeniu bank centralny i nadzor przez swoje dzialanie ma nie jako wymuszac na kliencie zachowanie racjonalne. Wygladac to powinno mniej wiecej tak kupiles telewizor, pralke, lodowke na kredyt szlaban zmywarki juz nie kupisz podniesiemy ci stopy procentowe tak ze po pierwsze nie bedzie ci sie to oplacalo po drugie nie bedziesz mial zdolnosci kredytowej i tego kredytu nie dostaniesz po prostu dopoki nie spalcisz poprzednich. Zalozenia zalozeniami a jak kto je realizuje to juz inna bajka. Obecnie nie ma szans na samooczyszczenie się gospodarki bo kto ma wypelnic luke po upadlym globalnym monopoliscie ?


W założeniu PIS miał zbudować

W założeniu PIS miał zbudować tanie państwo, a PO miała je dodatkowo uczynić przyjaznym obywatelowi. Założenia zwykle są piękne, problem w tym, że często rozmijają się one z praktyką. Praktyka jak dotąd wyglądała tak, że to nieodpowiedzialna polityka banków centralnych była pierwotną przyczyną kryzysu. Gdyby nie obniżanie stóp procentowych do absurdalnie niskich poziomów i pompowanie na rynek pustego pieniądza w celu "stymulacji gospodarki" i "stabilizowania rynków finansowych" nie mielibyśmy dzisiejszego kryzysu. A jeśli chodzi o to "kto ma wypełnić lukę", to jest to druga przyczyna kryzysu. Natworzyło się kilka wielkich molochów, które ogłosiły światu, że mogą robić co chcą, bo są wielcy, a jak upadną to świat zapłaci. Więc świat płaci z góry, by nie upadły, problem w tym, że wpompowanie w "rynki finansowe", czy w jakiekolwiek inne rynki paru miliardów nie rozwiąże podstawowych problemów. Gdyby było inaczej, to sprawa kryzysu zostałaby rozwiązana po tygodniu, wystarczyłoby dodrukować forsy i rozdać ją komu popadnie.


Tylko że rynek nie wyborca i

Tylko że rynek nie wyborca i on nie ma litosci i za glupote sie placi. Teraz wszyscy jakby sie obudzili i kazdy chce powolywac instytucje nadzorujace one nie beda antidotum na kryzys ale beda istotnym zabezpieczeniem akurat u nas funkcjonuje to dosc dobrze. Bank przekroczy ustalony z gory stosunek kapitalu wlasnego do udzielonego kredytu wchodzi nadzor i koniec zarcia na kredyt. Mozna oddzialywac stopami procentowymi na gospodarke jak Łotwa albo USA a mozna tak jak robił to Balcerowicz a Lepper darl morde wtedy że schladza gospodarke i musi odejsc efekty tego sa rozne. Dla jednych dlugopis sluzy do pisania inny sobie zrobi nim krzywde ale to nie wina dlugopisu.


@Ja

Nie jest łatwo zlokalizować granicę której przekroczenie przyniesie negatywne skutki.
Bank centralny powstał właśnie po to aby chronić społeczeństwo. Gdzie leżał błąd ?
Niegdyś żadne przedsiębiorstwo nie zatrudniało 60 tys pracowników, błędy zarządu
nie stawały się tak odczuwalne. Moim zdaniem rynek zapełnia się, coraz mniej
epokowych wynalazków, coraz niższe ceny (kto myślał 10 lat temu o tym że będzie
możliwe złożenie pe-ceta za 700zł ?). Przeniesiono bazy produkcyjne do krajów
trzeciego świata lub tych w których siła robocza jest niemal darmowa. Nie produkujemy
tyle ile konsumujemy. Banki zagrały na własną niekorzyść licząc na możliwość
utrzymania się z procentów od kredytów rozdawanych na oślep. Gdzieś rozrastała
się luka i nagle czar prysł.


Właściwie to odpowiedziałeś

Właściwie to odpowiedziałeś na swoje pytanie:
"Nie produkujemy tyle ile konsumujemy"
Właśnie. Tacy Amerykanie wydawali dwa razy więcej niż byli w stanie zarobić. W Europie było zresztą niewiele lepiej, tu również konsumpcja na kredyt kwitła. To jest właśnie problem, ludzie nauczyli się życia na kredyt. Banki centralne tnąc stopy ułatwiają przyznawanie kredytu, reklamy zachęcają do kupowania coraz więcej i więcej, politycy straszą, że jak popyt osłabnie to gospodarka nam się zawali, a na co k*rwa ma być ten popyt? Na towary "made in China", które sprowadzamy do siebie i kupujemy za dług? Mamy w nieskończoność się zadłużać i w nieskończoność wydawać forsę z kredytu na pierdoły, nieprzynoszące żadnego zysku? To paranoja, monopole powstają właśnie dlatego, że ludzie coraz częściej rezygnują z oszczędzania i inwestowania, wybierając zamiast tego żarcie na kredyt. Niestety kredyt się skończył i mamy kryzys, który jest po prostu reakcją obronną organizmu, który wiele przeszedł i ma dość. To nie jedyna przyczyna powstawania monopoli, kolejną są bariery w zakładaniu nowych przedsiębiorstw. Gdy ktoś ma do wyboru pracę na etacie w korporacji, bądź pracę na własny rachunek, to wiedząc, że praca na własny rachunek oznacza ciągłe użeranie się z biurokracją, wysokie podatki, składki, sratki, a do tego brak gwarancji sukcesu, wybierze wygodną posadę u monopolisty. Mamy chory system, który zabija wszelką przedsiębiorczość, zniechęca ludzi do oszczędzania i inwestowania, a zachęca ich do ciągłego żarcia za cudze pieniądze.


Swoją droga powrót do

Swoją droga powrót do średniowiecznych metod finansowania wydaje się jedynym rozwiązaniem
służącym oczyszczeniu sceny, tyle że byłby to złoty okres dla najsilniejszych fizycznie i pozbawionych skrupułów. Nie wiem czy kiedyś nadejdą dobre czasy dla zwykłych ludzi.
Praktycznie udaje się mi żyć "za swoje" ale czy istnieje taki który nie chce więcej ? Monopoliści
nie spoczywają na laurach, są gotowi zaoferować usługi czy towary które chcesz wystawić
w cenie "gratis" przez rok co wykończy cię jeżeli wziąłeś na działalność kredyt.
Czyżby inwestycja w socjalizm mogłaby nieco wyrównać poziomy ?:)
Wzdragam się na samą myśl ...


Nie do średniowiecznych.

Nie do średniowiecznych. Finansowanie długiem wiecznego żarcia ma całkiem świeże "tradycje". Pochwałę oszczędzania, czy inwestowania zaoszczędzonych pieniędzy porzucono niedawno, głównie pod wpływem keynesistów.


Ja

Mówi się o Polakach (choć to nie tylko nasz problem) że większość
budżetów domowych jest przeznaczona jedynie na wydatki. Chwalić
oszczędność można gdy jest co oszczędzać a już inwestowanie w większości
domów kończy się na trzydziesto-kilku-calowym TV czy weselu.


Zgoda co do banków centralnych, ale praktycznie w ogóle istnienie banków
jest problemem. Zwróć uwagę na to iż bank jest instytucją która nie
jest producentem - żyje z marży, jest jak sejm nasz kochany. Tam gdzie są
banki zawsze wystąpi problem "niewiadomego upływu pieniądza" - a więc
i częściowo element inflacji. Jedyną sensowną opcją wydają się fundusze
emerytalne które inwestują ale z drugiej strony wiemy jak to z tym jest.


Jeśli masz na myśli OFE, to

Jeśli masz na myśli OFE, to lepiej już trzymać się banków i składować swoje oszczędności na lokacie. Pierwsza emerytura wypłacona z OFE wyniosła aż 23,65 zł. Ponieważ jednak oszczędzanie w II filarze jest obowiązkowe, w III można sobie najwyżej odłożyć coś dodatkowego.


Ja

Miałem na myśli inwestowanie przez polskie fundusze na zagranicznych rynkach.
Teoretycznie umożliwia to wpompowywanie kapitału z zewnątrz do "polskiego
skarbca".


Drogi autorze

 zapomniałeś wspomnieć o fakcie który powoduje że część Twojego pisania traci na wartości.
W 1929 FED podjął działania - rzecz w tym że FED popełnił wtedy duży błąd - zamiast obnizyć stopy procentowe on je podnosił. W efekcie gasił pożar benzyną. 
Od tego czasu jest trochę inna świadomość i postępowanie.


USA ma problem. U nich się urodził i oni go mają. Nie od dziś wiadomo że finansowo sprawy szły w złym kierunku. Doszły...


Masz rację, wtedy stopy były

Masz rację, wtedy stopy były podnoszone. Przy dzisiejszym kryzysie postępowano natomiast na odwrót i stopy obniżano. W jednym i w drugim wypadku wynikało to z chęci Fed, by coś uratować i w jednym i w drugim wypadku skończyło się to źle. Gdyby nie ta zabawa ze stopami procentowymi i z podażą pieniądza problem byłby mniejszy. Gdyby...


Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.