warning: date() [function.date]: It is not safe to rely on the system's timezone settings. You are *required* to use the date.timezone setting or the date_default_timezone_set() function. In case you used any of those methods and you are still getting this warning, you most likely misspelled the timezone identifier. We selected 'Europe/Berlin' for 'CET/1.0/no DST' instead in /home/admin/domains/kontrowersje.net/public_html/archiwum/themes/kontrowersje/node.tpl.php on line 86.


Jak za Gierka komunizm się obalił.

 Kiedy skończył się w Polsce komunizm? To proste pytanie, pani Szczepkowska poinformowała nas, że 4 czerwca 1989 roku. Zapytam więc inaczej: kiedy w Polsce zaczął kończyć się komunizm? To już pytanie trudniejsze, bo wymaga wyznaczenia jakiegoś przełomu, jakiegoś wydarzenia, które było "zmianą". Wymaga też powiedzenia z kim się ten przełom wiąże i w konsekwencji kto komunę obalił, a tu jak wiadomo zaczynają się kontrowersje. Jedni uważają, że wielkim przełomem był wybór papieża-Polaka, inni, że przemówienie tego papieża, w którym prosił on Ducha o odnowienie tej ziemi. Ktoś może powiedzieć, że to nie przemówienie JP II, ale skok Wałęsy przez płot Stoczni dwa lata później zmienił Polskę, ktoś może połączyć sobie te wydarzenia, a ktoś jeszcze inny powie, że tak naprawdę to my ciągle mamy komunę i że rządzą nami "Bolki" i "Wybiórcze". Tyle jeśli chodzi o powtarzane co jakiś czas opinie, a ja wyrażę opinię jak na portal przystało, kontrowersyjną i powiem, że przełom nastąpił w 1970 roku, gdy I sekretarzem Przewodniej Siły Narodu został towarzysz Edward Gierek.


Co w tym było przełomowego? Jedna, drobna rzecz: Gierek, który dużą część życia spędził na zachodzie, postanowił przybliżyć Polakom choć odrobinę zachodni dobrobyt. Oczywiście było to zadanie trudne, w końcu od dobrych chęci do dobrych efektów jest długa droga, pełna ciężkiej pracy, a w socjalistycznym, centralnie planowanym państwie organizacja tej pracy szwankowała. Poza tym w całym kraju, poza grupą rolników i garstką rzemieślników, był tylko jeden przedsiębiorca - PRL. Istniał więc monopol w praktycznie wszystkich dziedzinach gospodarki, a jak wiadomo monopol zabija konkurencję, której brak prowadzi do szarości, bylejakości i braku motywacji. Mówiąc krótko w centralnie planowanej gospodarce nie dało się stworzyć w szybkim tempie dobrobytu, w dłuższej perspektywie też zresztą nie. A zmienić tej gospodarki nie było można, bo Wielki Brat czuwał, a poza tym Partia zmian wtedy nie chciała. Co więc zrobił Gierek w celu budowy dobrobytu? Zaciągnął kredyt. A po nim kolejny, następny i jeszcze jeden. Zobowiązania rosły, a wraz z nimi rósł dobrobyt: pojawiły się kolorowe telewizory, maluchy, domy z wielkiej płyty i inne "luksusy", drogi pobudowano, górnicy podwyżki dostali, pełen wypas, prawie jak w USA. Cały ten dobrobyt trwał przez sześć lat, po czym okazało się, że dobrobytu na kredyt chyba jednak zbudować się nie da, bo przyszedł kryzys. Pojawiły się kartki, za pomocą których reglamentowano wszystko, choć i tak niczego nie było, a jeśli nawet było, to coraz droższe. To spowodowało niechęć i bunt robotników, w interesie których podobno działała "Władza Ludowa". Na ich czele stanął m. in. Wałęsa oraz grupa intelektualistów, która mu doradzała. Powstało 21 postulatów, w których oprócz "wzrostu płac równolegle do wzrostu cen" domagano się także wolności słowa, zakończenia represji wobec opozycjonistów i zalegalizowania "Solidarności". Władza ugięła się, podpisano porozumienia, a 16 miesięcy później wprowadzono stan wojenny.


Stan wojenny nie uratował władzy komunistów, mało tego, nie rozwiązał żadnego z problemów PRL. A problemów było multum, głównie gospodarczych. Teraz oprócz niedoborów i reglamentacji doszło do bankructw państwowych przedsiębiorstw. Oczywiście socjalizm to ustrój, który nie dopuszcza do bankructw źle zarządzanych molochów, więc zaczęto "dostarczać płynności" zadłużonym firmom. Robiono to dość topornie, drukując masy papierowego pieniądza, który stawał się coraz bardziej bezwartościowy. Rosła inflacja, ludzie zaczęli stawać się z dnia na dzień milionerami, a socjalistyczne przedsiębiorstwa wpadały w coraz to nowe kłopoty, co wymagało dalszego "dostarczania płynności", błędne koło się zamknęło. Można je było w każdej chwili przerwać, wprowadzając wolnorynkowe reformy i faktycznie, zaczęto o nich myśleć, choć realizowano je w bardzo ograniczonym stopniu i do tego dość późno, gdy inflacja osiągnęła kilkadziesiąt, a potem kilkaset procent. W rezultacie system zbankrutował i to jest cała prawda o upadku komunizmu - to nie tyle skok przez płot i epokowe przemówienie, co rosnące zadłużenie i rekordowa inflacja doprowadziły do śmierci systemu. Mówi się, że komunizm obaliły masy kierowane przez opozycyjnych działaczy i to prawda, ale gdyby nie problemy gospodarcze i bankructwo kraju, to masy prawdopodobnie nigdy nie wyszłyby na ulice i nigdy by garstki opozycjonistów nie posłuchały. Socjalizm upadł pod własnym ciężarem, doprowadził do tego, że Lud Pracujący, w którego interesie podobno istniał, wybrał nie partię, ale opozycję, która miała jakiś pomysł na zmiany i dawała jakąś nadzieję. W tej sytuacji system mogła uratować już tylko interwencja ZSRR, ale ZSRR też bankrutował, zresztą niemal każde wielkie imperium upada z powodu bankructwa - tak było z Imperium Rzymskim, z Imperium Osmańskim i tak też było z ZSRR.


Czy to umniejsza zasługi Wałęsy, Mazowieckiego, Borusewicza, Frasyniuka, Popiełuszki stoczniowców z Gdańska, górników z "Wujka" i wielu innych? Nie, oczywiście, że nie. Ich zasługi są wielkie, a główną z nich jest to, że chcieli żyć w normalnym, wolnym kraju i robili co tylko mogli, by nasz kraj stał się krajem choć trochę bardziej normalnym i wolnym, niż był. Ja to wszystko piszę nie po to, by coś komuś dodać, czy umniejszyć, ale po to, by zwrócić uwagę na pewne podobieństwo. Mam na myśli podobieństwo sytuacji w PRL za czasów Gierka do sytuacji wielu krajów obecnie. Jakie podobieństwo? Ano takie, że tak samo jak Gierek zaciągał kredyty, by budować "dobrobyt", tak i teraz wielu ludzi zadużyło się, w tym samym celu. Wtedy boom kręcił się wokół budownictwa i teraz też się kręci, z tą różnicą, że wtedy był duży popyt na nowe mieszkania, teraz doszło do "przegrzania koniunktury" i do pęknięcia bańki kredytowej. Pęknięcia, które doprowadziło do kryzysu, tak samo jak doprowadził do niego wzrost zadłużenia 30 lat temu. Podobieństwa między tymi dwoma kryzysami są ogromne, a jeszcze bardziej rzucają się w oczy podobne rozwiązania: w PRL pompowano w upadające molochy miliardy, dziś pompuje się w nie biliony. Wtedy masowo drukowano nowe pieniądze, dziś obniża się stopy procentowe, co oznacza zresztą to samo. Tak jak wtedy, tak i teraz zapomniano o tym, że więcej pieniędzy nie oznacza więcej bogactwa i że na kredyt nie da się zbudować prawdziwego i długotrwałego dobrobytu, bo zarówno bogactwo, jak i dobrobyt biorą się z pracy, a nie z decyzji rządu, czy banku centralnego, które co jakiś czas postanawiają "ratować" gospodarkę. Teraz też "ratują" i jeśli nie przyjmą jakiegoś rozsądnego, wolnorynkowego programu, to za kilka-kilkanaście lat może dojść do kolejnej hiperinflacji i recesji. Tymczasem od rozsądku się odchodzi, mówi się, że to "zawodność rynku" ponosi winę za kryzys, chociaż to nieprawda.


Czy zwiększanie podaży pieniądza w celu "stymulowania gospodarki", co robił od kilku lat Fed, to wolny rynek? Czy istnienie Fannie Mae i Freddie Mac, sponsorowanych przez rząd firm, zajmujących się masowym rozdawaniem ryzykownych kredytów mieszkaniowych, to wolny rynek? Czy Community Reinvestment Act, ustawa, która nakazywała bankom komercyjnym wręczanie takich kredytów, to wolny rynek? Czy zwiększanie deficytu budżetowego i zadłużanie w ten sposób obywateli przez państwo w celu finansowania najpierw wojen, a potem "planów ratunkowych" to wolny rynek? No i wreszcie, czy pomoc dla banków choćby w postaci gwarancji dla depozytów, udzielanych przecież za pieniądze podatników, będących również klientami banków, to wolny rynek? Nie, to interwencjonizm i to na masową skalę, a mówienie o "dzikim kapitalizmie" i domaganie się "większej roli państwa" to w tej sytuacji bzdura. To przede wszystkim działania państwa doprowadziły do powstania tylu kredytów, jak się później okazało kredytów w dużej części niespłacalnych. I na koniec drobna uwaga, bo niektórzy myślą, że jestem przeciwnikiem kredytów: nie jestem. Kredyt to dobra rzecz, podobnie jak dobrą rzeczą jest alkohol. Do czasu, bo jeśli się od alkoholu uzależnimy, to zrujnujemy sobie zdrowie, a być może i życie. Z kredytami jest podobnie - są dobre, jeśli znamy umiar. Teraz, podobnie jak za czasów Gierka, nie było umiaru. I podobnie jak w tamtym przypadku może się to źle skończyć.


5.680002
Twoja ocena: Brak Średnia ocena: 5.7 (6 głosy/głosów)
Zostaw link w miejscach, które odwiedzasz lub/i skorzystaj z gotowych odnośników!

Obalanie zaczęło się w '68. Potem był Gierek i przerwa

do '76, a pózniej już ciągłość: KOR itd. Trwało ok 20 lat obalanie. A teraz jesteśmy 20 lat po i też trwa:)


68 rok to był protest

68 rok to był protest studentów w obronie wolności słowa, praw człowieka i innych rzeczy, które mało kto wtedy rozumiał i o które mało kto walczył. O obaleniu systemu chyba nawet nie marzono, co najwyżej o zreformowaniu. 76 rok to co innego, wtedy zaczęły się masowe strajki spowodowane rozpoczynającym się właśnie kryzysem. Wtedy "Władza Ludowa" rozprawiła się z demonstrantami i w ich obronie powstał KOR, tworzony w dużej części przez studentów z 68 roku, z którymi władza też postąpiła ostro. No a potem faktycznie nastąpiła ciągłość - pogłębiał się kryzys, a w międzyczasie wybrano papieża-Polaka. Ludzie poczuli siłę, zaczęły się kolejne strajki, na czele których stanął Wałęsa i których nie dało się już tak łatwo stłumić, jak tych wcześniejszych. Potem stan wojenny, coraz głębsza recesja, w końcu hiperinflacja, kolejne strajki, powrót Solidarności i Okrągły Stół, gdy władza zdała już sobie sprawę z katastrofy systemu.


jedna uwaga

nie do końca się zgadzam że przyczyną upadków imperiów były bankructwa. Imperium Aleksandra, wschodnie (bizantyjskie), Azteków, Majów, Napoleona, Święte Cesarstwo Rzymskie, Austro-Węgry padły z innych powodów. Boję się że Osmańskie też padło z powodów zapóźnienia technologiczno militarnego.


pozdrowienia


Nie napisałem, że wszystkie

Nie napisałem, że wszystkie imperia upadały z tego powodu. Tylko "niemal każde", a przynajmniej duża część. Imperium Osmańskie padło z powodu zadłużenia, już w latach 70 XIX wieku sułtan ogłosił bankructwo państwa. To, że przetrwało jeszcze jakiś czas było spowodowane wyłącznie konfliktem interesów mocarstw europejskich. Imperium Aleksandra było efemerydą, istniało tylko dzięki wodzowi, Święte Cesarstwo Rzymskie było z kolei mniej więcej od XVI wieku fikcją i luźną konfederacją różnych małych księstewek, które Napoleon zdmuchnął, a nie imperium. Bizancjum można podciągnąć pod bankructwo, bo upadło pod ciężarem własnej biurokracji i niewydolnego systemu, jaki tam panował. Imperia Ameryki to inna bajka, bo dla nich najazd Europejczyków był czymś w rodzaju inwazji kosmitów, którzy przywieźli ze sobą potwory ( konie ) i straszliwą broń ( strzelby ). No a Napoleon się po prostu zagalopował i chciał przełknąć więcej niż mógł ugryźć. Jego porażka była zresztą spowodowana w dużej mierze załamaniem się państwa pod ciężarem kolejnych wojen. Do bankrutów można jeszcze dorzucić Imperium Brytyjskie, bo Anglicy stracili swoje posiadłości kolonialne po dwóch wojnach, które sprawiły, że nie było ich dłużej stać na imperium, a także Imperium Hiszpańskie i pewnie jeszcze parę innych systemów.
Pozdrawiam.


Kłopot w tym, że jako Całość chyba jesteśmy

portret użytkownika cmss

bankrutami. Dokładniej, nie wiadomo czy.


Platonicznie...


Co dobre a co złe?

"Teraz, podobnie jak za czasów Gierka, nie było umiaru. I podobnie jak w tamtym przypadku może się to źle skończyć."


Hmmm... Tak sobie myślę, że może nie tak źle się jednak za Gierka skończyło, skoro nielubiany system upadł i dziś możemy spełniać toasty za waszą czyli naszą wolność przy pełnych półkach sklepowych.
Idąc dalej tym tropem, dzisiejszy brak umiaru raczej nie spowoduje podobnych zmian, bo i nie ma zainteresowanych do zmiany a nawet przeciwnie: dziś wszyscy tak samo jak wtedy uznają obecny system za najlepszy z możliwych. W którym więc kierunku miałyby pójść zmiany? Gdzie jest ten Wałęsa, który przeskoczy przez płot, żeby obalać kapitalizm? Nawet jeżeli uznać, że by się ktoś taki znalazł, to pamiętać trzeba, że historia - jeżeli już się powtarza - powtarza się jako farsa.


Spoko więc, Ja. Choć faktycznie to i owo może się dziś kojarzyć z poczynaniami słusznie minionego realnego socjalizmu, to przecież nikt realnie jego powrotu nie pragnie. Nawet jeżeli trochę pocierpimy z powodu aktualnego kryzysu to kapitalizmu obalać nie pójdziemy :-)


Owszem, koniec końców

Owszem, koniec końców skończyło się to dobrze, ale po drodze była hiperinflacja, zastój gospodarczy i liczne bankructwa, które wyszły na jaw po przemianach, gdy państwo odcięło dotacje. To nie było przyjemne i przez wiele lat odbijało się czkawką. A poza tym nie rozumiem dlaczego ktoś miałby według ciebie obalać kapitalizm. Jaki "kapitalizm"? Masz na myśli dziki, państwowy, przesycony interwencjonizmem "kapitalizm", który doprowadził do tego kryzysu? Bo chyba nie prawdziwy kapitalizm wolnorynkowy, w którym nie ma miejsca na przedsiębiorstwa w całości dotowane przez rząd, na manipulowanie podażą pieniądza w celu "stymulowania" gospodarki, ani na rozpaczliwe powstrzymywanie bankrutów przed upadkiem, co ostatni raz miało miejsce właśnie w PRL.


Realny, Ja, realny... :-)

Pytasz: "jaki kapitalizm"? Realny, taki jaki jest, a który najwyraźniej Ci się nie podoba, stąd moje rozważania o obalaniu. Bo "prawdziwy kapitalizm wolnorynkowy" to jest utopia. Zawsze będą jakieś naciski na ratowanie w kryzysie tego czy innego bankruta a rządy, zależne przecież i od wyborców i od kapitału, zawsze którymś z tych nacisków ulegną.
Dziś łatwo mówić "ale", że przemiany OK, ale "hiperinflacja, zastój gospodarczy i liczne bankructwa". Tylko co z tego? Była inna droga, inne możliwości? Nawet dzisiaj nie ma na to dopowiedzi jednoznacznej. Moim zdaniem - nie było.


Piszesz tylko o czynniku

Piszesz tylko o czynniku ekonomicznym i nic o duchu. Degrengolada gospodarki to jedno, a rozbieżność między głoszonymi hasłami i ich realizacją to drugie. PEWEXy, sklepy za żółtymi firankami, mozliwość robienia kariery tylko w powiazaniu z przynaleznością do PZPR tęż przyczyniły się do powstania 10 milionowej Solidarności. W końcu brak szeroko rozumianej wolności. Dla mnie ten ostatni czynnik ma największe znaczenie. Naprawdę jest co świętować.


Dzielenie ludzi na równych i

Dzielenie ludzi na równych i równiejszych też miało oczywiście swoje znaczenie, podobnie jak rozminięcie się socjalistycznej teorii z socjalistyczną praktyką. Ale główną rolę odegrała gospodarka i jej kryzys, spowodowany m. in. tym, że zarządzało nią państwo, a nie rynek. A w państwie, jak zauważyłeś, karierę robiło się ze względu na zasługi w budowie socjalizmu, a niekoniecznie ze względu na kompetencje. Wszystkie te czynniki były więc ze sobą powiązane i doprowadziły w rezultacie do powstania i zwycięstwa "Solidarności". Zwycięstwa, które oczywiście warto świętować, bo nie ma chyba dużo osób, które chciałyby żyć w PRL.
Pozdrawiam.


Trochę za mało cukru w cukrze, czyli ...

kontrowersji w tych zapowiadanych kontrowersjach ;)  Przynajmniej jeśli chodzi o przesłanie, że bankructwo wiąże się z upadkiem. Co do cezury, daty można się też zgodzić. Wato by jednak może zdawać sobie sprawę z szerszego kontekstu, bo że Gierek i pożyczki to oczywiście prawda. Sęk w tym, że gdyby PRL był wyspą nieszczęść gospodarczo-ekonomiczno-społecznych na mapie szczęśliwszych demoludów, to 'bratnia pomoc' szybko by załatwiła sprawę (łącznie z wybijaniem z głów jakichś tam zapędów niepodległościowych). Los jednak sprawił (czytaj 'ekonomia'), że cały system zaczął się chwiać i nikt z bratnią pomocą jakoś szczęśliwie się nie palił. Tym bardziej, że lokomotywa tego całego przedsięwzięcia miała dosyć własnych problemów wewnętrznych jak i całą masę zgryzot w Afganistanie. Na dodatek wyłoniono wygranego w konkursie o wdzięcznej nazwie 'zimna wojna' i nie był to ZSRR. I gdy było już wiadomo, że sowiety będą zwijać swoje imperium, to co miała robić partia? Czekać na bieg wydarzeń? Tym bardziej, że coraz ciężej szło sprawowanie władzy a i sama nie stanowiła monolitu.


To chyba była tylko kwestia czasu aż się zawali, bo ten system miał to wpisane od urodzenia. 'Zasługą' Gierka było to, że troszkę ten proces przyśpieszył.


Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.