warning: date() [function.date]: It is not safe to rely on the system's timezone settings. You are *required* to use the date.timezone setting or the date_default_timezone_set() function. In case you used any of those methods and you are still getting this warning, you most likely misspelled the timezone identifier. We selected 'Europe/Berlin' for 'CET/1.0/no DST' instead in /home/admin/domains/kontrowersje.net/public_html/archiwum/themes/kontrowersje/node.tpl.php on line 86.


Mity protekcjonizmu.

 W dzisiejszym świecie funkcjonuje tyle różnych mitów, że pod względem ich ilości moglibyśmy śmiało konkurować ze starożytnymi Grekami, czy Rzymianami. Tę błyskotliwą myśl, jaką rzadko udaje mi się wyrazić na początku tekstu, można uzupełnić jeszcze smutnym stwierdzeniem, że w wiele spośród tych mitów naprawdę wierzymy. Co ciekawe wierzymy tym bardziej, im bardziej mit dotyczy naszego szeroko pojętego dobrobytu. Większość ludzi wierzy np. w to, że służba zdrowia jest, albo przynajmniej powinna być bezpłatna, nie zastanawiając się zupełnie nad tym, że lekarzom i pielęgniarkom płaci się przecież za ich pracę, że leków nie kupuje się, ani nie wytwarza za darmo, no i że sprzęt medyczny też nie spada z nieba, tylko jest produkowany nakładem całkiem sporych kosztów. A skoro są koszty, to trzeba płacić i nawet jeśli pacjenci nie płacą bezpośrednio, to ktoś musi zapłacić za nich - tym kimś jest państwo, które płaci pieniędzmi podatników i płatników składek, czyli m. in. pacjentów. Mimo to "darmowa opieka zdrowotna" jakoś tak się przyjęła w naszym języku, że uważamy ją za coś oczywistego. Ten tekst nie będzie jednak dotyczył medycyny, będzie on dotyczył czegoś, co zamiast leczyć szkodzi, choć przez wielu jest uznawane za lekarstwo. Będzie dotyczył protekcjonizmu.


  Ile razy słyszeliśmy, że państwo powinno chronić "rynki krajowe" przed "szkodliwą konkurencją" i "zalewem towarów" zza granicy? Pewnie tylko trochę rzadziej niż hasło o darmowej medycynie. Ostatnio wprawdzie protekcjonizm wyszedł z mody i zaczęto doceniać wolny handel, ale mimo to wielu ludziom wciąż tkwią w głowach formułki o "ochronie krajowej produkcji" i o "bilansie handlowym", który lepszy jest wtedy, gdy jest "dodatni", czyli wtedy, gdy import jest mniejszy od eksportu. I wielu ludzi w te formułki wierzy, zgodnie z zasadą, że wierzy się w mity tym bardziej, im bardziej dotyczą naszego bogactwa. No właśnie - wierzy się w mity. Mit o dobrym protekcjonizmie jest bardzo stary i pochodzi z czasów merkantylistów, którzy wierzyli, że kraj, który wysyła za granicę swoje towary i otrzymuje w zamian złoto i inne kruszce, staje się dzięki temu bogatszy. To oczywiście też mit, na co zwrócił uwagę Adam Smith, pisząc, że to nie pieniądze są bogactwem, tylko dobra, które możemy za nie kupić. Argumenty Smitha powtarzali kolejni klasycy ekonomii, tacy jak Jean-Baptiste Say, który zauważył, że wymiana handlowa jest zawsze wymianą towaru na towar. Pieniądz jest tylko środkiem wymiany, a nie jej celem i pracujemy nie po to, by dostać pieniądze ( gdyby zdobycie pieniędzy było celem naszej pracy, to byśmy się ich potem nie pozbywali ), ale po to, by kupić jedzenie, ubranie, zapłacić rachunki, etc. Krótko mówiąc pracujemy, by móc kupić coś, czego wartość jest równa wartości naszej pracy. Pieniądze służą tylko temu, by tę wartość było łatwiej oszacować, by można było rozplanować zakupy w czasie i część z nich odłożyć na przyszłość, no i żeby były one łatwiejsze. To wszystko, ale co to ma wspólnego z protekcjonizmem? Ma i to bardzo wiele, o czym mówił z kolei Frederic Bastiat, największy przeciwnik ceł i człowiek, który swoimi argumentami wykazał absurd restrykcji handlowych.  

W czasach, kiedy żył Bastiat protekcjonizm był bardzo popularny we Francji. Politycy, zachęceni "lobbingiem" przedsiębiorców, chcieli wprowadzać cła na kolejne towary, argumentując, podobnie jak "lobbyści", że zbyt duży import niszczy bogactwo kraju, sprawia, że traci on pieniądze, a przedsiębiorcy muszą zmagać się z nieuczciwą ( bo tańszą ) konkurencją. Bastiat wykpił te argumenty w swojej "Petycji producentów świec", w której zwrócił uwagę na to, że francuski przemysł oświetleniowy zmaga się z nieuczciwą konkurencją ze strony Słońca. Bastiat "narzekał", że Słońce świeci za darmo, przez co Francuzi korzystają z jego "usług" i kupują mniej świec, lamp, itd., niż kupowaliby, gdyby nie ono. Słońce zatem "rujnuje" ten przemysł i odbiera mu dużą część zysków, w związku z czym należy nakazać obywatelom, by w ciągu dnia szczelnie zasłaniali okna, zamykali drzwi i zatykali każdą szparę, przez którą promień światła mógłby się dostać do wnętrz ich domów. To spowodowałoby wzrost popytu na oświetlenie sztuczne i w rezultacie większy zysk jego producentów i ogólnie rzecz biorąc większy dobrobyt. Cudowne, prawda? A jakie absurdalne. Absurd kryje się w tym, że choć producenci niewątpliwie zarobiliby na "embargu" na światło słoneczne, to straciliby konsumenci, którzy zamiast naturalnego i darmowego światła, musieliby zacząć płacić za światło sztuczne. I właśnie tutaj walą się argumenty protekcjonistów. Ich metoda sprowadza się do tego, by wyeliminować z rynku zagraniczną konkurencję, która mogłaby wymóc na krajowych firmach obniżkę cen, albo zwiększenie starań o dobrą jakość produktu. To co jest dobre dla "krajowego przemysłu", czy "krajowego rolnictwa" jest zatem w tym przypadku złe dla krajowych konsumentów, czyli dla nas wszystkich.


Wprowadzenie ceł na, dajmy na to, ziemniaki, jest na pewno korzystne dla producenta ziemniaków, który dostanie więcej pieniędzy w skupie, ale już nie dla konsumentów, którzy będą musieli za nie więcej zapłacić. Nie jest to także korzystne dla producenta frytek i tutaj dochodzimy do kolejnego "odkrycia" - większość producentów to także konsumenci. Konsumują "prywatnie", ale i "służbowo", bo ich firmy muszą często zakupić potrzebne surowce od innych firm. Oznacza to, że "ochrona krajowej produkcji" w jednym sektorze gospodarki, może skończyć się kłopotami producentów w innym. Jest to więc argument całkowicie chybiony, z czego zwolennicy protekcjonizmu zdają sobie chyba sprawę, bo wymyślili jeszcze jeden, bardziej dramatyczny i lepiej przemawiający do naszej "wrażliwości społecznej" i patriotycznej. Otóż protekcjonizm jest zdaniem protekcjonistów niezbędny, by chronić miejsca pracy w Ojczyźnie. Chińczyk składający T-shirta w pół sekundy za miskę ryżu zabiera miejsce pracy Polakowi składającemu T-shirt dłużej i drożej. Trzeba zatem chronić Polaka i jego miejsce pracy przed Chińczykiem, co pluje w twarz i trzeba chronić "krajowy rynek" przed zalewem "obcej produkcji". Na pozór to rozumowanie jest nawet logiczne, ale to tylko pozory. Jaki będzie efekt sprowadzenia tanich koszulek ze wschodu? Taki, że na rynku koszulek będzie więcej i będziemy mogli wybrać między tą "naszą", droższą, a tą "zagraniczną", tańszą. Droższa koszulka może w tej konkurencji przegrać, ale nie musi, jeśli jej jakość będzie lepsza. Tak więc konkurencja nie musi oznaczać dla "krajowego przemysłu" zagłady, jeśli "krajowy przemysł" lepiej zadba o krajowego klienta, oferując mu lepszą jakość, albo obniżając dotychczasową cenę. Tu mamy zatem kolejne "odkrycie" - na wolnym handlu przegrywają tylko najgorsi, czyli ci, którzy oferują marność za drożyznę.


Dobrych firm wolny handel nie zabije, za to protekcjonizm może to zrobić, co pokazała ustawa Smootha-Hawleya i wywołana przez nią światowa wojna celna, która doprowadziła do pogłębienia, przedłużenia i rozlania się na cały świat Wielkiego Kryzysu z lat 30. Wolny handel jest lepszy także dla konsumentów i w tym miejscu warto wspomnieć jeszcze raz o wnioskach Saya, o których w innym swoim eseju ( "Cokolwiek, czyli Robinson chroni swoje miejsce pracy" ) pisał Bastiat: handel jest wymianą towaru na towar. Handel międzynarodowy również. Nasza praca jest zapłatą za naszą konsumpcję, a nasz eksport jest zapłatą za nasz import. Prawie każdy stwierdzi, że dobrze jest "zarobić i się nie narobić" i móc kupić jak najwięcej, samemu pracując jak najmniej. Tymczasem w przypadku "gospodarki narodowej" postępujemy dokładnie na odwrót i kiedy import przewyższa nasz eksport, krzyczymy o "zalewie obcej produkcji", choć sami lubimy być produkcją innych ludzi "zalewani" i nie mielibyśmy nic przeciwko temu, by dostać coś nawet za darmo. Schizofrenia? Nie, po prostu mitologia.


5.79
Twoja ocena: Brak Średnia ocena: 5.8 (14 głosy/głosów)
Zostaw link w miejscach, które odwiedzasz lub/i skorzystaj z gotowych odnośników!

Że niby się napracowałeś?

5.04

Zrelacjonować twórczo każdy by potrafił, teraz weź i coś sam w końcu wymyśl, jakąś doktrynę porządną bądź chociaż na wyjście z kryzysu.


No co Pani, to Pani nie

No co Pani, to Pani nie słyszała? Kryzys się skończył, w piątek bodaj, w każdym razie wtedy w Internecie o tym napisali. Muszę zatem poczekać z ogłoszeniem genialnej doktryny do następnego razu. W międzyczasie mogę zająć się czymś pożyteczniejszym, choćby twórczym relacjonowaniem Bastiata, który zresztą zasłużył sobie, by go twórczo zrelacjonować.


Czyli pogodził się już Pan dotkliwie, że pakiety stymulacyjne

imienia najwybitniejszego ekonomisty, i to w dłuższym OKRESIE CZASU, podziałały, spełniły swój obowiązek i nie warto było twierdzić, że ''zostawić jak leci, a kto naprawdę przeżyje chorobę, ten wolności nadanej był godzien i niech siła mu służy, skoro mądry więc bogaty''?


Proszę nawet nie próbować wchodzić w jałową polemikę, Pana ogranicza wiedza i zdrowy rozsądek, ja mam po swojej stronie do dyspozycji pobudzoną wyobraźnię, wynik jest łatwy do przewidzenia - nawet, gdy oprze się Pan wyłącznie na swoich faktach, a doprawdy Panu powiadam, iż nie ma nic bardziej przereklamowanego niż fakty.


Yo lka, przecież wiesz, że

Yo lka, przecież wiesz, że się z Tobą nie zgodzę. Mało tego, ja Yo lę ochrzanię za to, że Yo la nie czytała uważnie moich światłych tekstów. A pisałem w nich o tym, jak Greenspan ratował gospodarkę w 2001 roku - wpompował w nią pieniądze. Wtedy skutek był cudowny, kryzys przeszedł jak ręką odjął i zaczął się boom. Sztuczny boom, który skończył się jeszcze większym kryzysem niż ten poprzedni, właśnie z powodu gwałtownych zmian podaży pieniądza. A co zrobiono teraz? Teraz zrobiono to samo, wpompowano pieniądze, tyle tylko, że więcej niż "poprzednią razą".


Dobry, prosty wykład dla

portret użytkownika panmodry

Dobry, prosty wykład dla średniokumatego czytelnika. Brawo, Panie Profesorze. Już nie śmię Pana inaczej nazywać. Szacun. :)


Oj tam, Panie Modry, co Pan.

Oj tam, Panie Modry, co Pan. Nie przesadzaj, ja tylko opisuję w pigułce Bastiata, Smitha i Saya. No i fakty.


Super :) Uwielbiam takie "gotowce"- sorry, jeśli to nie brzmi

6

zbyt elegancko. Teraz wreszcie rozumiem, dlaczego hasła typu "Teraz Polska" lub "Dobre bo polskie" miały jakoś krótki żywot; entuzjastyczny patriotyzm na wolnym rynku niespecjalnie przekłada się na jakość oferowanych towarów.


"Dobre bo polskie" to zupełnie inny temat

Co innego to protekcjonizm - czyli sztuczna regulacja rynku by chiński ziemniak nie wygrał z ziemniakiem polskim, a polski ryż wygrał z ryżem chińskim (żart zamierzony).
"Teraz Polska" to akcja promocyjna. O ile dyskusyjne jest, czy państwo powinno promować produkty (w sumie na logikę, powinni zajmować się tym sami zainteresowani), to sama promocja nie ma w sobie nic złego. Zwłaszcza gdy nie polega ona tylko na logu, ale i konkretnych działaniach marketingowych, opłacanych z budżetu, a więc i podatków tego przedsiębiorcy. Przy czym zamiast promować polskie produkty w Polsze, gdzie sam zainteresowany powinien sobie poradzić, powinno się (co z resztą wbrew pozorom jest robione) promować "nasze" za granicą.


Jestem zdecydowanie za tą akcją

portret użytkownika quackie


_________
Zarzucił staruszek sieć w morze. Odczekał, próbuje wyciągnąć.
Ciągnie ją i ciągnie i wyciągnąć nie może.
Aż w końcu odezwał się głos z nieba.
Powiedział "SIEĆ JEST OBECNIE NIEDOSTĘPNA".


Na końcu pogubiłam się.

6

Ale już się odnalazłam. Jak chcę skonsumować, to muszę zapracować.
No trudno. Ważne, żeby się nie narobić.
Piękna puenta, psorze ;)


...Ginger Rogers w tańcu robiła dokładnie to samo, co Fred Astaire, tyle że tyłem i na wysokich obcasach. (A. Earhart)


bilans ekport-import

6

Generalnie zgadzam się z tym co piszesz, ale widzę pewien problem. Otóż jeśli jakiś kraj wyeksportuje jedynie za 20 milionów, a sprowadzi towarów za 100, to skąd biorą się te brakujące 80? Inaczej mówiąc, skąd importerzy wytrzasnęli ten dodatkowy szmal?
W czystym kapitalizmie sprawa byłaby jasna - importuje nie "kraj", tylko konkretny przedsiębiorca, jeśli kupił za 100, to widocznie miał czym zapłacić - jego sprawa.
Natomiast w tej odmianie socjalizmu w której my żyjemy powstaje problem skombinowania pieniędzy na pokrycie ujemnego bilansu.
Obawiam się, że uzupełnia się to jakimś szachrajstwem finansowym.
Czy słusznie kombinuję?


Chlor


Dług, proszę pana

portret użytkownika Zoe

wtedy rośnie. Który spłacimy albo i nie.


Niespodzianka, kliknij w poniższy link:
http://google.zienkowicz.pl/?g=kontrower...


Skąd wytrzasnęli ten szmal?

Skąd wytrzasnęli ten szmal? Na początku pewnie z własnych oszczędności, albo z kredytu - jak otwiera się handel, to trzeba zainwestować w towar. Potem, jeśli zyski z interesu są wystarczająco duże, to można nimi pokryć kolejne partie towaru - działa to tak samo jak w zwyczajnym sklepie, czy hurtowni. Generalnie importować możemy tak długo, jak długo możemy zaoferować coś w zamian. Tym czymś są nasze towary, albo pieniądze, czyli w praktyce wszystko sprowadza się do tego, że za importowaną konsumpcję płacimy naszą pracą. Jeśli wartość tej konsumpcji jest wyższa niż wartość naszej pracy, to dzieje się tak dlatego, że koszty produkcji w innym kraju są mniejsze niż u nas, albo dlatego, że jakiś kraj robi nam prezent i dopłaca ( bezpośrednio lub w sposób pośredni, np. zaniżając wartość swojej waluty ) do swojego eksportu, a tym samym do naszego importu. Możemy też kupować na kredyt, ale długi trzeba kiedyś spłacić ( czyli wziąć się do roboty ), tak więc w ten sposób nie utrzymamy na dłuższą metę "ujemnego bilansu".


Lubie czytac komentarze wacpana

choc najczesciej mam do nich zastrzezenia. Tak bedzie i tym razem. Nie moge sie oczywiscie przyczepic do walenia w protekcjonizm gdyz jest on w sposob oczywisty szkodliwy z tych wlasnie wzgledow ktore to Wacpan wymienic raczyles. Ale! Warto sie zastanowic dlaczego mit protekcjonizmu mimo wielokrotnej kompromitacji w przeszlosci nadal ma sie niezle. Od kilku lat obserwujemy zjawisko zamykania fabryk w krajach rozwinietych i otwierania ich w tzw mniej rozwinietych. Z punktu widzenia logiki ekonomicznej wszystko jest jasne. Koszty pracy w Chinach, Indiach czy np na Fililpinach sa kilkukrotnie ( lub nawet kilkunastokrotnie) nizsze niz w USA, Kanadzie, Niemczech czy tez w Polsce. Oznacza to dla producentow znacznie wyzsze profity, dla konsumentow nizsze ceny wiec wydaje sie ze wszyscy powinni byc szczesliwi. Zapomina sie jednak ze konsumenci w krajach w ktorych zamyka sie fabryki i przenosi produkcje do krajow tanszych to takze platnicy podatkow i PRACOBIORCY. Nizsze ceny wyrobow chinskich , indyjskich czy filipinskich nie zrownowaza skutkow kilkunastoprocentowego bezrobocia co widac i slychac prawie wszedzie. Oczywiscie mozna powiedziec ze jest to jakas forma pomocy dla krajow biedniejszych a w koncu standard zycia w krajach bogatych ma z czego spadac i dziury w niebie nie bedzie. Pewnie nie bedzie ale tak sie sklada ze zawirowania w krajach najbogatszych najmocniej przekladaja sie na zawirowania globalne. Konkluzja moja jest nastepujaca. Wolny przeplyw towarow i uslug, wolny przeplyw kapitalu czyli globalny wolny rynek ZAWSZE bedzie ulomny dopoty, dopoki nie bedzie mu towarzyszyc WOLNY przeplyw sily roboczej. O czyms takim wiekszosc krajow nawet nie chce slyszec. I tu, moim zdaniem, jest pies pogrzebany. Ta forma protekcjonizmu ( bo przeciez JEST to protekcjonizm) ma sie swietnie i dlugo jescze bedzie sie tak miala. Apele i tlumaczenia nic tu nie pomoga. Nie pomoze nic tak dlugo jak w globalnej ekonomii wielcy tego swiata nie zaczna naprawde myslec globalnie a nie wycinkowo jak dotychczas.
Pozdrawiam


Sugerujesz

portret użytkownika Lukrecja

migrację za pracą do Chin, Wietnamu czy Indii? A te nasze gapy jadą do USA, czy krajów Unii. Ciekawe dlaczego? Miseczka ryżu im nie odpowiada?


Pytanko

Naprawde tak zrozumialas moj komentarz???


A jak należało rozumieć

portret użytkownika Lukrecja

"Wolny przeplyw towarow i uslug, wolny przeplyw kapitalu czyli globalny wolny rynek ZAWSZE bedzie ulomny dopoty, dopoki nie bedzie mu towarzyszyc WOLNY przeplyw sily roboczej."
Już zaczęłam się uczyć składać koszulki. Nie mów, że niepotrzebnie


OK wyloze lopatologicznie

Pelen wolny rynek bedzie wtedy gdy za wolnym przeplywem towarow, uslug i kapitaly bedzie towarzyszyl wolny przeplyw sily roboczej. Oznacza to ze jak masz chec jechac do Chin i tam pracowac to mozesz to zrobic bez zadnych ograniczen ze strony wladz chinskich. Oznacza to rowniez ze kazdy Chinczyk chcacy pracowac np w USA moze to zrobic bez zadnych ograniczen ze strony wladz USA. Czy to jest wreszcie jasne???


Ależ jasne od początku

portret użytkownika Lukrecja

Wolny przepływ siły roboczej spowoduje to samo, co każdy inny wolny przepływ, czyli spadek ceny pracy. Kuszące dla pracodawców, mniej dla pracowników.
Rzeczpospolita z 06-11-09 podaje
http://www.praca.wnp.pl/125-miliardow-eu...
„Według raportu Polak pracujący za granicą zarabia miesięcznie średnio 1,3 tys. euro. I właśnie stosunkowo niskie oczekiwania płacowe są ich największym atutem na zagranicznych rynkach pracy. Jednak często po kilku latach pracy doganiają w zarobkach miejscowych, gdyż jakością pracy im nie ustępują.”
To samo, co Polacy w Unii i Stanach robią Chińczycy u nas. Teoretycznie można wyjechać do Chin, tylko mało kto się garnie, a w drugą stronę to i owszem. Zaryzykują jazdę w zamkniętym szczelnie kontenerze przez tysiące kilometrów, aby dojechać. Chiny, dla przykładu, dlatego zalewają świat tanimi towarami, że mają tanią siłę roboczą. Jak sam pisałeś kilku lub nawet kilkunastokrotnie. Chińczycy jadą do krajów, które zalewają tanimi towarami, żeby tam pracować taniej niż miejscowi, ale i tak o niebo lepiej niż w swojej ojczyźnie. Zahacza to już chyba o dumping.
Władzom Chin raczej nie zależy na wolnym przepływie siły roboczej. Może mniej na wpuszczaniu do siebie obcych, co wypuszczaniu swoich obywateli, Trudno się dziwić, bo wyjazd choćby stu milionów Chińczyków do, dajmy na to, Stanów, mógłby poważnie zachwiać chińską gospodarką. Nowych tak tanich pracowników sprowadzić nie ma skąd. Są wprawdzie jeszcze biedne kraje Afryki czy Azji, ale oni tam mają nieco inny ethos pracy.
Dziwię się natomiast Amerykanom. Wpuszczenie ćwierci miliarda Chińczyków, nadanie im wszystkich uprawnień, łącznie z czynnym prawem wyborczym pozwoliłoby takim władzom trwać przy władzy długo i szczęśliwie :-)


Bez przesady, wiele koncernów

Bez przesady, wiele koncernów przeniosło część produkcji do Chin, Wietnamu, czy Indii i dotychczas nie spowodowało to nigdzie bezrobocia na poziomie kilkunastu procent. Nie wydaje mi się, żeby w przyszłości miało być inaczej. Po pierwsze dlatego, że w krajach zachodnich większość miejsc pracy stwarzają na ogół małe i średnie firmy, które nie przeniosą się na wschód. Po drugie wielkie koncerny też nie wyniosą się w całości z Ameryki, czy z Europy i nie zwolnią wszystkich pracowników z dnia na dzień, zwłaszcza tych wykwalifikowanych.
Pozdrawiam.


Przykro mi ,ale nie masz racji

Przenoszenie produkcji do krajow o taniej sile roboczej najbardziej uderza w malych i srednich producentow - kooperantow i poddostawcow duzych firm. Wielkie koncerny rzadko przenosza swoje linie montazowe do tych krajow gdyz kultura techniczna tamtejszych spoleczenstw jest zbyt niska by sprostac rezimom technologicznym. Zobacz ile stracil VW na montowniach w Meksyku i Brazylii. Male i srednie firmy oczywiscie nie przeniosa sie na wschod natomiast ich produkcja jak najbardziej sie przenosi. Sam pracowalem w dwoch takich firmach ( typowe tzw machine shops) ktore musialy zwolnic prawie 3/4 zalogi po stracie produkcji na rzecz chinskich poddostawcow. Wracam do mojej konkluzji. Jezeli nie ma wolnego przeplywu sily roboczej nie ma rowniez wolnego rynku.


Mimo to nie doszło jak dotąd

Mimo to nie doszło jak dotąd do klęski masowego bezrobocia z powodu przeniesienia części produkcji z zachodu do tańszych krajów. A jeśli chodzi o wolny przepływ ludzi, to zgadzam się.


Chodzi nie tyle o dobrobyt

portret użytkownika Lukrecja
6

ile o to, żeby było łatwo. Ludzie tak bardzo lubią, żeby było łatwo, że nawet zrezygnują z dobrobytu, o ile oczywiście nikt nie będzie miał więcej.
Jest to nie tyle cecha ludzka co ogólne prawo przyrodnicze. Walka, albowiem, jest fatygująca i może się skończyć przegraną. Myślenie też jest fatygujące, lepiej słuchać demagogów klepiących te mity, o których jest tekst i wiele innych mitów (w naszych stronach nie mówi się „mity” tylko „bujda na resorach”). Co z tego, że też się to kończy przegraną, skoro przegrywają wszyscy.


Byłem trochę zajęty,

6

ale lepiej późno niż wcale - ZGADZAM SIĘ W CAŁOŚCI


Cieszę się, ale podejrzewam,

Cieszę się, ale podejrzewam, że z następnym tekstem możesz się częściowo nie zgodzić. Choć kto wie.
Pozdrawiam.


nie do końca

6

a nawet nie do połowy mnie zwabiłeś.
Odrzuciło mnie po "protekcjonizmu".
Jaka?: " Większość ludzi wierzy np. w to, że służba zdrowia jest, albo przynajmniej powinna być bezpłatna..."
a co tu wymyśliłeś?:"...trzeba płacić i nawet jeśli pacjenci nie płacą bezpośrednio, to ktoś musi zapłacić za nich - tym kimś jest państwo, które płaci pieniędzmi podatników i płatników składek..."
Cła trzeba płacić,alimenta nie koniecznie,a abonament RiTV chyba awansem Ciebie wykluczył z "Tworzących Dobro".


To w końcu o czym jest ten blog?,i kim Ty jesteś?-większością czy znikomością? i w jakiej dyscyplinie?


od-niechcenia klikam jednym palcem -bo spożywam posiłek ,więc nie trwonię sił ,a sześć Ci kliknę bo mnie bez różnicy tylko jeden klik.


Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.