warning: date() [function.date]: It is not safe to rely on the system's timezone settings. You are *required* to use the date.timezone setting or the date_default_timezone_set() function. In case you used any of those methods and you are still getting this warning, you most likely misspelled the timezone identifier. We selected 'Europe/Berlin' for 'CET/1.0/no DST' instead in /home/admin/domains/kontrowersje.net/public_html/archiwum/themes/kontrowersje/node.tpl.php on line 86.


Neoliberałowie z antyneoliberalnej lewicy i kredyt nasz wszechmogący.

 Tydzień temu, kierując się panującą ostatnio modą, zebrałem do jednego, wspólnego wora wszystkie błędy i wypaczenia, jakie nam się nagromadziły w gospodarce i ometkowałem wór szyldem "neoliberalizmu". Dziś bym już takiego szyldu nie użył, z antyneoliberalizmu wyleczyła mnie bowiem również antyneoliberalna lewica. Nie, nie Napieralski z Olejniczakiem, mnie wyleczyła tzw. nowa, socjalna lewica, która zrywa z blairowską trzecią drogą i idzie własną, sprawdzoną już wiele lat temu, drogą do socjalizmu.


Wytłumaczę się może najpierw dlaczego neoliberalizm. Ano dlatego, że mainstreamowi politycy ostatnich lat, to jak okiem sięgnąć sami neoliberałowie i neokonserwatyści. Nie tylko politycy, bożyszcze światowej ekonomii i finansów, Grynszpan Alan, też realizował politykę neoliberalną. Realizował, albo mówił, że realizuje. Co za różnica? Bardzo istotna, nasi dzielni neolewicowcy pokazują nam bowiem, że do kryzysu doprowadziły działania neoliberalne. No bo - myśli sobie taki neolewicowiec i myślałem sobie tak ja - skoro oni wszyscy metkują się neoliberalnym szyldem i wprowadzili nas w guano, znaczy się neoliberalizm prowadzi do guana. Myślenie na pierwszy rzut oka rozsądne i logiczne, ale ponieważ mam manierę rzucania okiem dwa razy, gdy coś jest zbyt proste, to zrobiłem tak i w tym wypadku. Wniosek? Nasza nowa lewica, walcząca pod sztandarami OPZZ, czy "Krytyki Politycznej" z hydrą neoliberalizmu, jest do bólu neoliberalna. Do takiego wniosku musi dojść każdy, kto rozpakuje neoliberalny wór na czynniki pierwsze i zastanowi się które z tych czynników doprowadziły do kryzysu. Do kryzysu doprowadziła bańka spekulacyjna na rynku nieruchomości napędzana przez życie na kredyt. A co proponuje nam neolewica spod znaku "sojuszu na rzecz Polski socjalnej"? Otóż proponuje nam ona życie na kredyt i to nie tylko kredyt inwestycyjny, ale również kredyt konsumpcyjny, który według polskosocjalnych mędrców powinien być powszechniej dostępny.


Nie, moi drodzy mędrcy, powszechnie dostępny kredyt konsumpcyjny już przerabialiśmy i powszechne żarcie na kredyt skończyło się wtedy, gdy ktoś powiedział "sprawdzam". Nie wiem kto tak powiedział i kiedy, ale z tego sprawdzania wyszło tyle, że rynek nieruchomości jest przegrzany i nie opłaca się budować kolejnych biur, mieszkań, domów. To zachwiało bankami, które w ten rynek inwestowały. Nie chcąc ponieść zbyt wielkich strat, banki również powiedziały "sprawdzam" i postanowiły sprawdzić, czy biedacy, którym za przyzwoleniem Busha i Clintona udzieliły powszechnie dostępnych kredytów subprime, są wypłacalni. Okazało się, że niewiadomo czemu nie są. Bankierzy wpadli w panikę, kredytobiorcy wpadli w panikę, zamrożono nie tylko kredyt konsumpcyjny, ale także inwestycyjny i gospodarka zaczęła się sypać. Właśnie z powodu powszechnie dostępnego neoliberalnego kredytu. Zaraz, zaraz... Na pewno "neoliberalnego"? Przecież taki kredyt postuluje lewica i to ta skrajna, która walczy nie tylko z neoliberałami, ale nawet z umiarkowaną lewicą socjalliberalną. Tymczasem Balcerowicz, na 100% przebrzydły liberał, schładzał gospodarkę, nie pozwalając bankom na wpompowanie do niej taniego, kredytowego pieniądza. Takiego pieniądza, jaki pompował w nią np. Greenspan. O co więc chodzi? Czy Greenspan jest socjalistą, a neoliberalizm jest czysty, a zresztą tak naprawdę w ogóle go nie było? A może mieliśmy coś pomiędzy, jakąś trzecią drogę, słynny socjalliberalizm i to on jest winien? Nic z tych rzeczy. Winne są tylko głupota i chciwość.


Zapędziliśmy się bardzo obwiniając o kryzys gospodarczy ideologię. W tym zapędzie nie zwróciliśmy uwagi na pewne podstawowe rzeczy, np. na to, że w gospodarce decyzje podejmują nie idee, ale ludzie, a sama ekonomia nie jest ideologią, ale nauką. Ekonomia to nauka i to bez względu na to, co myśli o niej pan Sierakowski, narzekający na hegemonię neoliberalizmu i brak alternatywy w postaci ekonomii lewicowej. Nie może być żadnej alternatywy, bo ekonomia jest jedna i nie ma ekonomii lewicowej, ani prawicowej, tak samo jak nie ma prawicowej, czy lewicowej fizyki. Owszem, są pewne sprzeczne ze sobą teorie, które weryfikuje życie i jedną z takich teorii jest teoria o napędzaniu gospodarki kredytem, teoria skompromitowana do kwadratu i obalona przez ostatnie wydarzenia. Teoria, której nie głoszą neoliberałowie w stylu Balcerowicza, ale teoria, którą głoszą porozumienia polityków i związkowców na rzecz "Polski socjalnej" i którą głosi pańskie pismo, panie Sławomirze. Tak, tak, czy nie pisał pan przypadkiem o tym, że rząd w obliczu kryzysu powinien zwiększyć wydatki? A zastanawiał się pan nad tym, co to oznacza, poza tym, że rachunek mnożnikowy wszystko wyrówna i będzie git? Ja panu powiem co to znaczy, to znaczy, że rząd będzie musiał się zadłużyć. Ano tak, zadłużyć się, bo skąd inaczej weźmie pieniądze? Nie dodrukuje ich, bo to już przerabialiśmy i wiemy jak to się kończy. Będzie musiał wziąć kredyt, który trzeba będzie spłacić bez względu na rachunki mnożnikowe. Za ten kredyt będzie mógł budować drogi i szkoły, ale gdy przyjdzie pora zwrotu odsetek, będzie musiał albo zwiększyć podatki ( co sprawi, że w kieszeni przeciętnego Kowalskiego zostanie mniej kasy na benzynę, przez co nie pojeździ sobie po nowowybudowanych autostradach ), albo zmienić strukturę wydatków. I tak pieniądze wydawane na drogi i szkoły będą mniejsze, za to na obsługę zadłużenia będziemy wydawali jeszcze więcej niż teraz ( a 5 lat temu wydawaliśmy 13%, nie wiem ile wydajemy w tej chwili, ale podejrzewam, że nie mniej ).


W ekonomii nie ma złotych recept, nie będzie tak, że zamienimy zły neoliberalizm na dobry model szwedzki i problem zniknie. Model szwedzki też zresztą zawiera elementy neoliberalne, takie jak wolny handel, czy pewne udogodnienia dla przedsiębiorców ( którzy mają w Szwecji lepiej niż w Polsce ). Swoją drogą wymienić neoliberalizmu na coś innego się nie da, bo tak naprawdę ( i tu po namyśle przyznaję rację Cennobicie ) neoliberalizmu w Polsce nigdy nie mieliśmy. W USA było trochę inaczej, tam recepty neoliberalne były przez lata praktykowane, ale jedna z tych recept doprowadziła w konsekwencji do gierkowskiego życia na kredyt. Tą receptą była deregulacja, która sama w sobie nie jest zła, ale trzeba wiedzieć co deregulować. Wiadomo, że znoszenie biurokratycznych procedur ograniczających swobodę przedsiębiorczości jest bardzo korzystne dla gospodarki, ale już np. demontaż nadzoru bankowego korzystny nie jest. W Ameryce taki demontaż przeprowadzono i państwo pozwoliło bankom na wprowadzenie instytucji kredytu subprime, kopiowanej później przez Polaków w mniejszej skali jako "kredyt na dowód". To był błąd neoliberalizmu, który doprowadził w konsekwencji do powstania sytuacji podobnej do tej, jaka panowała w PRL, w socjalistycznych latach siedemdziesiątych. Dziś skrajna lewica, która sama siebie określa "lewicą bez kompleksów" piętnuje neoliberalizm, a zamiast niego proponuje jeden, wybrany fragment neoliberalizmu, fragment, który doprowadził do kryzysu. Co ciekawe całą rozsądną resztę odrzuca, dopatrując się w niej przyczyn recesji i pokazując na przykład neoliberalnej Irlandii, w której szaleje przecież poważny kryzys. Oczywiście z powodu liberalizmu. Czy napewno? A nie jest przypadkiem tak, że kryzys w Irlandii jest spowodowany przegrzaniem w sektorze budownictwa, z którego uczyniono "koło zamachowe gospodarki"? Właśnie tak jest, a z tego co sobie przypominam doktryna liberalna, ani w bliższej mi wersji "socjal", ani w dalszej mi wersji "neo", nie nakazuje budowania nowych domów w nieskończoność i bez sensu. Mało tego, w Polsce pomysły na zrobienie z budownictwa przemysłu narodowego miał Kaczyński i z tego co pamiętam chyba nawet Lepper ( choć w jego przypadku głowy nie dam ), którym bliżej ideowo do socjalizmu, niż do liberalizmu.


Wszelkie "lewice bez kompleksów" i "Polski socjalne" nie mają żadnej alternatywy dla tego, co było i co nazywają neoliberalizmem. One chcą jedynie kontynuacji, tyle, że poszerzonej o bonus w postaci pomostówek, trzynastek i silnych związków zawodowych. To nie jest żadna alternatywa, to powielanie starych błędów i pokazywanie ich jako jakiegoś novum. Co zatem robić? Zdecydować się na kontynuowanie neoliberalizmu i zaszczepienie go w Polsce? Nie, neoliberalizm miał poważną lukę w postaci rozregulowania nadzoru bankowego i prawa antymonopolowego. Mimo to nie jest on złem wcielonym, większość jego założeń jest dobra i nie warto się od nich odwracać. Wolny handel, mała biurokracja, swoboda przedsiębiorczości, własność prywatna i wolna konkurencja, to nie tylko puste i modne hasła, to konkretne rozwiązania, dla których nie ma alternatywy, nie dlatego, że nie wytworzyła jej jakaś ideologia, ale dlatego, że nie wytworzyło jej życie. Te zasady sprawdziły się w ekonomii i przez lata gwarantowały jej prawidłowe działanie. Jeśli uzupełnimy je o to, czego brakowało, czyli o nadzór bankowy i o ochronę przed monopolami ( która jest zresztą elementem wolnej konkurencji ), a także o wędkę dla wykluczonych ( ale dla prawdziwych wykluczonych, dla zdolnych-ubogich i niepełnosprawnych, nie dla nierobów i roszczeniowców, którym zwyczajnie nie chce się pracować i obwiniają o swą biedę "system" ), to otrzymamy system akuratny, który pozwoli nam przywrócić po jakimś czasie utraconą równowagę i zapewni nam dalszy rozwój. Do tego potrzebna jest jednak chwila zastanowienia i zastosowanie naukowych, ekonomicznych kryteriów, nie ideologiczne obrzucanie się błotem i metkami.


5.434284
Twoja ocena: Brak Średnia ocena: 5.4 (7 głosy/głosów)
Zostaw link w miejscach, które odwiedzasz lub/i skorzystaj z gotowych odnośników!

dobrze gada

Pięknie i jasno napisany kawałek.
Nie dyskutuję, bo po 2 czytaniach nadal zgadzam się z autorem.
Dałbym 6, ale ciągle nie wiem co i jak się nadusza w tym celu.
Obawiam się że nie będzie tu zażartej polemiki, taki los posiadaczy słusznej racji.


Chlor


Dziękuję.

 Na polemikę mam nadzieję. Nie ma na "Kontrowersjach" żadnych socjalistów?


Do tego nie trzeba socjalisty

A mało to kto tu pieprzył/pieprzyła, że trzeba napędzać konsumpcję, bo ta napędza produkcję i idziemy drogą pod prąd? Tylko teraz najchętniej własny ozor by zżarli więc szans na wychylenie z okopów nie widzę ;)


 Wspieranie konsumpcji to nic

 Wspieranie konsumpcji to nic złego, podobnie jak twierdzenie, że napędza ona produkcję. Do tego wsparcia trzeba jednak zabierać się z głową, np. obniżając VAT, czy akcyzę, a nie zadłużając się. Konsumpcję na kredyt już mieliśmy, raz za Gierka w PRL, drugi raz za Greenspana w USA, za każdym razem doprowadziło to do kryzysu. Jeśli chodzi o mniejsze podatki, to jestem za, trzeba tylko zastanowić się, czy jest to teraz możliwe.


Mniejsze podatki oznaczałyby

Mniejsze podatki oznaczałyby rewolucję w układzie wydatków budżetowych. Nie widzę szans na takki konsensus w obecnym układzie parlamentarnym i prezydenckim. Wymagałoby to rezygnecji z szeregu zbędnych wydatków, a to zmiany ustaw, które na pewno nie mają obecnie szans.
Bardzo potrzebne jedno i drugie, ale szkoda, że przez demagogie niemożliwe.


Jeśli chodzi o konsumpcję, to nie dodałam, że głosy te przecież padały wraz z pomysłem zwiększania deficytu i pokrywania tego w takim razie ze zwiększenia zadłużenia. :(


Chciałeś czy nie - pojechałeś Keynesem...

Niektórzy twierdzą, że konsumpcja wcale nie napędza gospodarki.


"To nie konsumpcja jest głównym składnikiem PKB, lecz oszczędności i inwestycje. Pozorna dominacja konsumpcji bierze się ze sposobu liczenia PKB, który - w części dotyczącej udziału konsumpcji - uwzględnia wyłącznie finalne dobra i usługi konsumpcyjne, ignorując to, co gospodarka wytworzyła w stadiach pośrednich."


Warto przeczytać
http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1...


 Zgadzam się, oszczędności i

 Zgadzam się, oszczędności i inwestycje są ważne, ale konsumpcja jest potrzebna, by podaż mogła znaleźć popyt. To zresztą oczywista oczywistość.


trza więcej jeść

Z zachęcaniem do konsumpcji nie ma w Polsce problemu, typowa pensja starcza tylko do następnej wypłaty, czyli większość konsumuje wszystko co tylko może.
Mogła by więcej, gdyby obniżyć podatki, ale niestety tak się nie da. Są koszty stałe: ZUS, KRUS, Kościół, emerytury, państwowe "zakłady pracy".
Rząd chyba pójdzie w kierunku lekkiej obniżki podatków przedsiębiorcom, a ubytek w budżecie ściągnie z akcyzy, czyli oprze finansowanie o wątłe płuca palaczy. Niestety bractwa palaczy i pijusów ograniczą wtedy swe inne zakupy by móc kontynuować hobby. Czyli znów jakieś błędne koło.
Sposób całkiem bezkonfliktowy, czyli generalne ułatwienie życia prywaciarzom raczej nie będzie zastosowany. Kompletnie nic na to nie wskazuje.


Chlor


Akcyzą już nie powojują, bo

Akcyzą już nie powojują, bo wzrosła opłacalność szarej strefy, że o "1-4-10" nie wspomnę. ;)


:)

6

Tylko jedna, mała mielizna:


"np. demontaż nadzoru bankowego korzystny nie jest. W Ameryce taki demontaż przeprowadzono i państwo pozwoliło bankom na wprowadzenie instytucji kredytu subprime, kopiowanej później przez Polaków w mniejszej skali jako "kredyt na dowód". To był błąd neoliberalizmu,"


Tak jak napisałeś wcześniej, to nie doktryny i ideologie rządzą tylko ludzie i to oni popełniają błędy.
Często mają też ukryte i zaskakujące motywy i ich działanie może być całkiem świadome...
Demontaż systemu nadzoru i inne decyzje umożliwiające niekontrolowany wypływ taniego pieniądza na rynek to nie błędy doktrynalne ośmieszające jakiś pogląd ekonomiczny.
To szeroko pojęte błędy polityczne.
To potrzeby gospodarki, która z rozmachem miała dźwigać wieloletnie działania wojenne w co najmniej dwóch punktach globu.
"Jakoś" trzeba to było finansować...
Wojna, Panie...
Jakoś wszyscy o tym zapomnieli.
Po prostu - przyszedł rachunek ;)


Wojna, ale też zwyczajna chciwość.

 Bankierzy chcieli zarobić, więc dawali kredyty jak popadnie, licząc na wysokie odsetki. Kredyty były przeważnie na kupno domów, a że banki inwestowały na rynku nieruchomości, to zysk byłby dwukrotny. Bańka jednak pękła. Odsetek nie było, bo nie było ich z czego zapłacić. Zapłacili podatnicy, ale to już raczej nie liberalizm, ani "neo", ani "socjal", ani "demo", ani żaden inny.


Ale tu juz opisujesz skutki.

Praprzyczyną był politycznie tani pieniądz.
"Grynszpan" rżnie głupa.


 Pieniądz był tani, bo łatwo

 Pieniądz był tani, bo łatwo dostępny. Przez Grynszpana, który do dzisiaj nie wie gdzie popełnił błąd ( ciekawe, czy z powodu megalomanii i zapatrzenia we własne recepty, czy po prostu ze strachu przed przyznaniem się do robienia głupot ) i przez Busha z Clintonem, którzy pozwolili Grynszpanowi z bankierami robić to, co robili. Nawet zachęcali ich do tego nowym prawem, liczyli, że dzięki kredytom będą mieli szybki wzrost. I mieli. Do czasu, gdy okazało się, że wzrost był napędzany sztucznie.


Nikt mi nie wmówi, ze te stare wygi nie wiedziały

co robią.
Takie rzeczy to ja, a nie mnie... ;)


No to jeszcze malutki kroczek dalej...

portret użytkownika cmss

Q: Jak ( i kto) rozegrano to politycznie?
Podpowiedź: Żądło.


Platonicznie...


CMSSie !

portret użytkownika tetryk56

Wczoraj przeszedłaś mi tuż przed samochodem ! Na szczęście nie jechałem zbyt prędko ! Poznałem cię od razu, nawet pomachałem, ale skąd mogłeś się domyślić, że kierowca z kontrowersyjnych - zadarłeś tylko ogon i z właściwą sobie godnością poszedłwś na stronę .
Pozdrawiam - Tetryk


To nie był cmss            

To nie był cmss


           


Tetryk.

Musisz kupić szybszy samochód a CMSS będzie Twój


e_krakowski


Dziękuję w imieniu kuzyna-hazardzisty.

portret użytkownika cmss

Grał na giełdzie ciut ryzykownie. :)


Platonicznie...


O suwerennej polityce pieniężnej państwa

"Ano tak, zadłużyć się, bo skąd inaczej weźmie pieniądze? Nie dodrukuje ich, bo to już przerabialiśmy".
I to jest właśnie mit.
Powiedzmy, że chcesz kupić rower. Czy nie lepiej jest iść do mamy i poprosić, by na rower dała - to jej odpracujemy czy też z zarobków najbliższych oddamy - czy też iść do Żyda i na lichwiarski procent na rower pożyczyć? Nie wiem dlaczego, ale panuje jakaś pomroczność w kwestii konieczności lichwiarskiego kredytowania się - a za to inflacja stała się wrogiem, z jakim należy walczyć wybijając połowę narodu przy tym.


Co to jest wartość złotówki? Odkąd pieniądz został oderwany od złota, srebra i innych trwałych nośników wartości, jego wartość jest umowna. Nowak płaci Kowalskiemu 100 zł, ten płaci prostytutce 100 zł, prostytutka płaci fryzjerce 100 zł. A czemu nie mogą sobie płacić po 500zł?
Mogą!
Konfrontacja następuje na granicach państwa.


Jest sobie miasteczko nad Bałtykiem, sezon w pełni - ale leje, gości nie ma. Za to wszyscy pozadłużani po uszy. Na szczęście do jednego hoteliku przyjeżdża bogaty Żyd i prosi o pokój. Płaci ?100. Hotelarz całuje go po rękach, łapie za banknot i pędem leci do rzeźnika zapłacić należność, którą zalega od miesięcy. Ten łapie aż podskakuje z radochy - i leci zapłacić pobliskiemu rolnikowi za świnie, bo mu od miesięcy zalega z zapłatą. Rolnik łapie te ?100 - wsiada na rower i jedzie zapłacić dostawcy nawozów. Ten, z nieukrywanym zadowoleniem, bierze kasiorkę i idzie do Jadwigi z Extazy, z której usług korzystał ale na kredyt, bo przecież kryzys. Ta uszczęśliwiona, że nareszcie nie darmocha - leci spłacić dług u hotelarza za pokój, z którego mogła korzystać na kredyt...
Niestety - Żyd ma pilny telefon z Nowego Yorku, schodzi na dół i mówi, że musi nagle wyjechać - więc niezbyt szczęśliwy hotelarz oddaje mu te ?100.


Niby zarobku nie ma. Całe miasteczko jest oddłużone i wszyscy się sobie życzliwie kłaniają.


Suwerenna polityka monetarna pozwala drukować pieniądz i go wprowadzać do gospodarki. Jest tylko jedno niebezpieczeństwo.
Powiedzmy, że drukujemy pieniądz - ale budujmy też koniecznie jego spalarnię.


Dajemy podwyżki - tam gdzie powinniśmy dać, by ludziom żyło się przynajmniej normalniej.
Taka pielęgniarka zamiast 900zł pensji nagle dostaje przykładowo 3000zł.
Z tego oddaje nam na dzień dobry 19% jako zaliczkę na podatek dochodowy. Leci ze swoimi 79% wydrukowanej pensji i kupuje wymarzony LCD, gdzie oddaje z tego 22% podatku VAT.
Daliśmy pielęgniarce zamiast 900zł pensji 3000zł - a w pierwszym miesiącu odzyskaliśmy 933zł. Problemem jest dla demagogów nadmiar 1167zł, jaki wprowadziliśmy "bez pokrycia" (w czym?) na rynek.


Taki sprzedawca telewizora, który był o krok od wyjazdu do Irlandii - zapłaci 900 zł ZUSu - bo ma już z czego dzięki naszej suwerennej polityce pieniężnej. On też płaci 19% swojej zaliczki na podatek dochodowy i płaci za towar - oddając nam-drukarni 22% VAT.


Drukarz pieniądza w pierwszych miesiącach odzyskuje większość wydrukowanego papieru - zamieniając go na efektywną pracę ludzi.


Ludzie, co produkowali telewizor, też szczęśliwi - bo coś się ruszyło - kupują komponenty od importera - a tam 22% z cła i 22% z VATu od razu wraca z tego do naszej drukarni pieniądza.


Niebezpieczeństwem jest to, że nagle zamiast spalić odzyskane banknoty - ponownie wprowadzamy je do obiegu - bo mamy lewicę która krzyknie, że państwo takie bogate to niech odda im, czyli biednym.


Jeżeli wszyscy wypracowali dochód - to on jest tu, w Polsce. Z wydrukowanego pieniądza za niego zapłaciliśmy tyle, że odzyskaliśmy z niego najpierw 19% dochodówki, potem 22% z VAT.
Za resztę ludzie dla nas tyrają jak niewolnicy. Kroimy ich VAtem, akcyzą itd...


Jak będzie euro - te procenty z krojenia trafią już nie do polskiego banku - nasza polska wartość pracy zostanie przetransferowana w podatkach od razu do banku centralnego. Będziemy Murzynami Europy - za 200 euro pensji miesięcznej - bez szansy na to, że nasza praca będzie więcej warta.


tak sie nie da

Chciałeś dobrze, ale kompletnie namieszałeś.Sztuczka z tworzeniem pieniędzy z powietrza już od dawna jest ćwiczona z beznadziejnym skutkiem. Wartość dodatkowa powstaje niestety wyłącznie z pracy. To smutne, ale to prawda.


Chlor


Zależność inflacja-bezrobocie

opisje krzywa niejakiego Philipsa, którą bardzo lubi ekonomista Kołodko. W swojej uproszczonej wersji krzywa wydaje się być idealną receptą na czas kryzysu (wzrost inflacji powoduje spadek bezrobocia), ale niestety w czasie kryzysu chyba właśie nie działa, o czym przekonano się w latach 70 gdy poznano staglację.


 I właśnie stagflacja

 I właśnie stagflacja pogrzebała teorie pana Keynesa, co jednak nie do wszystkich dotarło. Niestety.


 Zgodnie z twoją teorią

 Zgodnie z twoją teorią najbardziej suwerenną politykę walutową państwo polskie prowadziło za PRL. Wtedy jak zabrakło pieniędzy w obiegu rząd dodrukował i byliśmy suwerenni jak cholera. Wprawdzie mieliśmy inflację 500% i pensja, za którą na początku miesiąca można było zrobić jakieś zakupy ( pod warunkiem, że coś rzucili ), po tygodniu, czy dwóch była warta tyle co papier, na którym wydrukowano banknoty, ale za to na wszelkie wydatki rządowe było. I "robotę" na państwowym każdy miał i bloki z wielkiej płyty się budowało... Wszyscy w UPR opowiadają się za taką suwerennością, czy tylko ty?


Bzdury wygadujesz

Problemem PRLu było to, że zapomniano o spalarni. Za to z otwartymi ramionami przywitano "ekonomicznych zabójców" i zaciągnięto pierwszy dług. Kolejne poszły już szybko - teraz mówi się o ponad 155 mld. To są pieniądze "walutowe", które ktoś będzie musiał odpracować - i to z ogromnymi odsetkami. Dlaczego uważasz, że ta metoda jest lepsza od dodrukowania pieniądza na pokrycie wartości pracy - czyli suwerennej polityki pieniężnej państwa - które jeszcze może określać samodzielnie, ile jest warta praca obywatela?


Powiedzmy, że zakładasz państwo od zera. Możesz suwerennie określić, jak mają wyglądać twoje pieniądze i jaką mają mieć reprezentację w wartości pracy. Czy też może od razu jedziesz do USA po worek zielonych, który będziesz w pocie czoła odpracowywał po kursie wymiany narzuconej po tamtej stronie oceanu, przez ekonomicznego zabójcę?


Czy może zapomniałeś już, że pewne strajki dokonujące "przemian" zaczęły się od tego, że podrożała kiełbasa. Jakoś dziwne jest to, że teraz jakoś drożeje wszystko - a ten rząd PO chwalony jest pod niebiosa. No, może nie przez wszystkich: http://tinyurl.com/dfpz7s


Przypuśćmy na moment że tak. Pytanie powstaje.

portret użytkownika cmss

Jak (i kto?) wyceniamy wartość pracy?
Jak (i kto?) wyceniamy wartość zycia?


Polityka jest jak gaz. Wypełnia całą wolną przestrzeń. I nie ma od niej ucieczki.
No, chyba że do buszu.


Platonicznie...


 Ja wygaduję bzdury? A co ty

 Ja wygaduję bzdury? A co ty pleciesz? Nie jestem zwolennikiem zwiększania zadłużenia, co zresztą jasno napisałem w moim tekście i co było jednym z głównych tematów tekstu. Jednak dodrukowywanie pieniędzy to żadna alternatywa, to jeszcze większe "g". Piszesz, że gdyby za PRL zbudowano spalarnię banknotów, to można byłoby drukować je do woli, wystarczyłoby spalać te, które nie miałyby pokrycia w wartości pracy. A kto by wyceniał tę wartość? Czy nie przypadkiem urzędnicy naszej socjalistycznej, suwerennej monetarnie ojczyzny? Coś mi się zdaje, że chyba tak i coś mi się zdaje, że nie byłoby to rozwiązanie najlepsze. Zastanawiam się jak w ogóle ktoś, kto pisze o sobie, że jest "libertarianinem" może coś takiego wypisywać.


W jednym się nie zgodzę

3

"Tymczasem Balcerowicz, na 100% przebrzydły liberał, schładzał gospodarkę, nie pozwalając bankom na wpompowanie do niej taniego, kredytowego pieniądza. Takiego pieniądza, jaki pompował w nią np. Greenspan."


Generalnie z dużą częścią tekstu się zgadzam ale z powyższym fragmentem nie bardzo.


Balcerowicz mówi że źródłem kryzysu były niskie stopy procentowe w USA i że trzeba było chłodzić...
Uważam że to szkodliwe uproszczenie.
Nawet jak dostajesz tani kredyt - to nie oznacza to że pieniądze z tego kredytu mozesz marnować.
A wiec banki nawet dysponując tanim pieniądzem gdyby właściwie szacowały ryzyko (np. kredytów hipotecznych) to nie dawałyby kredytów ludziom których na to nie stać.


Moim zdaniem przyczyną brzpośrednią przyczyną kryzysu nie był tani pieniądz ale złe szacowanie ryzyka przez banki.
A złe szacowanie ryzyka wzięł się z:
- braku kontroli właścicieli firm nad pracowikami maksymalizującymi krótkookresowy zysk (premie) bez patrzenia na ryzyko (tak kryzys w USA jak i opcje w Polsce - to efekt takiego podejścia)
- spekulacyjne, krótkookresowe podejście właścicieli do zysków z inwestycji - zamiast prawdziwych długookresowych właścicieli na rynku zaczęli dominowac spekulanci
- Zarzady firm pod presją krótkookresowych zysków, bez patrznia na długi okres i na ryzyko.


A więc moim zdaniem praprzyczyną kryzysu jest to że nie ma już prawdziwych właścicieli, są spekulanci patrzacy króktookresowo na swoją własność i pracownicy których właściwie nikt nie kontroluje i też patrzą krótkookresowo na swoją działalnosć.
To krótkookresowe (zamiast długookresowego) patrzenie na przychody i zyski spowodowało złe szacowanie ryzyka...


Bardzo trafna diagnoza, co do zachowań ludzkich,

ale te cechy nasilają się chyba w czasach ponadprzeciętnych wzrostów. Wzrostów stymulowanych np. łatwym pieniądzem.


nie ma już prawdziwych właścicieli, są spekulanci

portret użytkownika cmss

Upierałbym się, że są już tylko urzędnicy mniej lub bardziej aktywni. Statystycznie rzecz biorąc, oczywiście.


Platonicznie...


 Masz oczywiście rację, ale

 Masz oczywiście rację, ale zapominasz o tym, że ludzie są chciwi. Kredyt subprime to było narzędzie, które chciwość tylko rozbudzało i zachęcało: kredytobiorcom dawało nadzieję na łatwy pieniądz, a bankierom ( którzy zajmowali się jednocześnie inwestowaniem na rynku nieruchomości ) na podwójny zysk: z boomu budowlanego, który nakręcali kredytami i z odsetek. Boom jednak się skończył, odsetek się ściągnąć nie dało i skończyło się jak się skończyło. O właściwym szacowaniu ryzyka i tym podobnych "drobiazgach" nie było mowy. Liczył się krótkoterminowy zysk i nadzieja, że rynek nieruchomości będzie się rozwijał wiecznie. Bush, Clinton i Greenspan powinni przewidzieć skutki ludzkiej chciwości zanim zaczęli rozkręcać gospodarkę tanim pieniądzem. Balcerowicz przewidzieć potrafił.


Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.