warning: date() [function.date]: It is not safe to rely on the system's timezone settings. You are *required* to use the date.timezone setting or the date_default_timezone_set() function. In case you used any of those methods and you are still getting this warning, you most likely misspelled the timezone identifier. We selected 'Europe/Berlin' for 'CET/1.0/no DST' instead in /home/admin/domains/kontrowersje.net/public_html/archiwum/themes/kontrowersje/node.tpl.php on line 86.


Owocowa histeria na targowisku.

Miałem już pisać kolejny tekst o zmianach w ministerstwie sprawiedliwości, o nowej komisji śledczej, w której będą promować się nowe gwiazdy polityki i o innych bzdurach tego typu. Dziś powstało już jednak parę tekstów na te tematy, więc zgodnie z zasadą, mówiącą, że bytów nie należy mnożyć ponad potrzebę, wziąłem ostrą brzytwę Ockhama i odciąłem od strumienia mojej świadomości newsy, jakimi karmią nas dzisiaj media. Będzie właśnie o karmieniu, a konkretnie o tym, gdzie można kupić pożywienie. Oczywiście wszędzie, ale historia, jaką opowiem, rozgrywa się na targowisku.


Wyobraźcie sobie targ. Taki małomiasteczkowy bazar, gdzie sympatyczne babcie i dzieciaki, dorabiające sobie podczas wakacji, handlują owocami, warzywami, grzybami, itd. Na jednym z takich targów, nieważne w jakiej mieścinie i w jakim kraju, to nieistotne, pewna pani handlowała jabłkami. Był akurat sezon na jabłka, więc klientów było całkiem sporo. Inni sprzedawcy zauważyli, że jabłka schodzą, jak świeże bułeczki i można na nich dobrze zarobić. Zaczęli więc przynosić na targ owoce z własnych sadów, ci którzy sadów nie mieli, kupowali jabłka od innych handlarzy. Popyt wciąż rósł i cena jabłek pięła się w górę. Teraz już wszyscy chcieli sprzedawać jabłka, na jabłka wydawano coraz więcej i więcej. W końcu niektórzy sprzedawcy zaczęli oddawać innym całe swoje zarobki za parę kilo świeżych, czerwonych owoców, wiedzieli, że i tak sprzedadzą je drożej, niż kupili. Szaleli sprzedawcy i szaleli klienci, którzy po tym, jak cena jabłek wielokrotnie przekroczyła ich wartość i osiagnęła punkt krytyczny, zaczęli kupować na kredyt, by sprzedać je potem rodzinie i znajomym za ogromną sumę. Mechanizm sprzedaży jabłek napędzał się sam, w końcu na targ przyszedł klient, taki, jakich mnóstwo. Przyszedł i poprosił o kilogram jabłek. Gdy usłyszał astronomiczną cenę, wyśmiał chciwego sprzedawcę i powiedział, że jabłka są warte znacznie mniej. Słyszeli to inni klienci, którzy zaczęli przyznawać temu jednemu rację. Jabłka były strasznie drogie, poza tym sezon się kończył i nie były już takie świeże i dobre, jak kiedyś. Nagle popyt na owoce się skończył i ceny spadły do normalnego, początkowego poziomu. Spadły tak nagle i gwałownie, że było to szokiem dla wszystkich, szczególnie dla sprzedawców, którzy zostali bez pieniędzy, za to z kilogramami bezwartościowych owoców.


Sprzedawcy postanowili odbić się od dna, żądając pieniędzy od tych klientów, którzy kupili jabłka "na kredyt". Niestety, okazało się, że klientów nie stać na spłatę długu. Targ ogarnęła fala bankructw, handlarze zwijali stragany jeden po drugim, niektórzy, nie mając z czego żyć, popełnili samobójstwo. Bardziej przedsiębiorczy udali się do burmistrza i rzekli mu w te słowa: "panie burmistrzu, musi pan coś zrobić. Targ się wali, a połowa naszego miasteczka żyje z targu. Straciliśmy całe nasze pieniądze i z czego my biedni będziemy żyć?" Burmistrz słysząc te słowa przyznał płaczącym handlarzom rację. "Nie martwcie się" - powiedział - "jutro zbiera się rada miasta i coś wymyślimy". Jak powiedział tak zrobił, nazajutrz poprosił radę, by ta zezwoliła mu na udzielenie pomocy upadającemu targowi, a że wielu radnych było w różny sposób powiązanych z handlarzami, a poza tym nie mieli innego pomysłu, zgodzili się na przekazanie biedniejącym sprzedawcom dużej sumy. Suma pochodziła z budżetu miasteczka, a więc została pokryta przez wszystkich jego mieszkańców. Sprzedawcy jabłek zostali uratowani i zaczęli rozglądać się za innym towarem, ale spokój nie wrócił szybko na targ. Ceny raz spadały, raz rosły, ludzie przestali ufać targowym handlarzom, przez co pracę stracił kierowca autobusu, wożącego mieszkańców okolicznych wiosek na targowisko. W kłopoty wpadli też ci, którzy zadłużyli się u handlarzy, jeden z nich, właściciel małego warzywniaka, musiał zamknąć swój sklepik i zwolnić sprzedawczynię, którą zatrudniał. Spłacił dług, ale nie miał już pracy. Bezrobocie w tej zapomnianej mieścinie na końcu świata rosło i tylko sprzedawcy z targu mieli się świetnie. Ich zyski nie były wprawdzie tak wielkie jak kiedyś i musieli zacisnąć pasa, ale ci, którzy dostali od miasta najwięcej pieniędzy, radzili sobie całkiem nieźle.


To już koniec opowiastki o targu. Możecie wyłączyć już sobie wyobraźnię, którą musieliście nieźle wygimnastykować. W końcu trudno wyobrazić sobie sprzedawców z targu, którzy tracą głowę, gdy rośnie popyt na jabłka i którzy są gotowi zainwestować całe majątki w owoce. Trudno też wyobrazić sobie lokalnych samorządowców, którzy rujnują budżet miasteczka, by ratować nieodpowiedzialnych sprzedawców. Dlaczego trudno? Bo sympatyczna babcia z bazaru jest zwykle na tyle inteligentna, by w pogoni za zyskiem nie zapominać o tym, ile naprawdę warte jest to, czym handluje ona i pan z sąsiedniego straganu. Ludzie, którzy kupują owoce od babci wiedzą, że nie ma sensu za owoce przepłacać, bo babcia nie ma na nie monopolu i jeśli babcia żąda zbyt wiele można zawsze iść do dziadka, sprzedającego jabłka parę stoisk dalej. Z kolei burmistrz miasteczka ma świadomość tego, że jeśli będzie dotował z pieniędzy mieszkańców nieodpowiedzialnych handlarzy, to ci sami mieszkańcy wywiozą go z miasteczka na taczkach. Takie reguły obowiązują na targu, proste i logiczne, zgodne z zasadami uczciwej konkurencji. Są jednak miejsca, gdzie do opisywanych w historyjce cudów dochodzi. Miejsca, gdzie zamiast jabłek handluje się akcjami i gdzie nie handlują sympatyczne babcie po podstawówce, lecz cyniczni gracze po renomowanych uczelniach. Poza tym wszystko odbywa się tak, jak na opisanym przeze mnie, nieistniejącym targowisku. Jakie to miejsca? Bingo. Chodzi o giełdy papierów wartościowych, a często bezwartościowych, bo jaką wartość mogą mieć akcje banku, który traci forsę, sponsorując kredyty dla niewypłacalnej biedoty, dla bezrobotnych Murzynów z przedmieścia? Żadnej, na giełdach handluje się powietrzem, akcjami niewiele wartych przedsiębiorstw i bezwartościowymi hipotekami. Za to, co w normalnych warunkach powinno kosztować tysiąc, płaci się tam milion.


Dziś na GPW nastąpiło tąpnięcie. Poszły w dół akcje KGHM, co pociągnęło za sobą spadek notowań innych wielkich spółek. Wszystko dlatego, że inwestorzy giełdowi przestraszyli się czegośtam czegoś i zareagowali wyprzedażą akcji. Ludzie na giełdach reagują na różne bodźce, reagują bez zastanowienia, w sposób, który babci z targowiska całkiem słusznie wydałby się głupi i absurdalny. GPW to zresztą małe piwo, tam nie dzieje się nic szczególnego, to za mały rynek. Prawdziwe cuda mają miejsce na Wall Street, tam to dopiero mamy pokaz zachowań stadnych, tam tworzą się prawdziwe bańki spekulacyjne, tam mamy emocje, targające rozpalonymi głowami inwestorów, tam też najczęściej dochodzi do samobójstw, przekrętów i do wielu innych ciekawych wydarzeń. Tam odbywa się hazard, napędzający kolejne bańki spekulacyjne, bańki pękają, popyt na jabłka się kończy, następuje krach i fala paniki. Rząd USA nie zachowuje się wtedy, jak burmistrz przeciętnego miasteczka, który puka się w głowę, gdy nieodpowiedzialni sprzedawcy chcą od niego pieniędzy podatników. Tu pieniądze, którymi się obraca są zbyt wielkie, bank X nie może paść, bo wtedy zawali się potężna firma Y i stracą pracę dziesiątki tysięcy ludzi pracujących dla korporacji Z. Trzeba przejąć bank i ratować to, co kierujący bankiem, grając na giełdzie spieprzyli, korzystając zresztą z tego, co mogli, dzięki idiotycznym bublom prawnym, uchwalanym przez rząd. Tak to się wszystko kręci, giełdowy Matrix pożera pieniądze podatników, które napędzają Matrix dalej. Matrix nie może upaść, a przecież sam co parę lat gna na skraj przepaści, wszystko dlatego, że "rynki finansowe" są oderwane od zasad, którymi kieruje się normalna gospodarka rynkowa, taka, jaką mamy nawet na targowisku. Na tym wszystkim bogacą się ci, którzy zgodnie z prawami logiki powinni stracić wszystko, zaś mali i średni przedsiębiorcy, którzy z Matrixem nie mają nic wspólnego, cierpią zwykle najbardziej.


PS. Dziękuję Rychowi za link do filmiku na You Tube, filmik ten był inspiracją dla tego tekstu.
PPS. Pytanie za Order Pieczonego Kartofla I Klasy: jaka jest rola giełdy ( w obecnym kształcie ) w gospodarce rynkowej, poza psuciem tej gospodarki oczywiście?


4.009092
Twoja ocena: Brak Średnia ocena: 4 (11 głosy/głosów)
Zostaw link w miejscach, które odwiedzasz lub/i skorzystaj z gotowych odnośników!

Giełda obecnie pełni rolę pompy ssąco-tłoczącej,

której zadaniem jest sprawne tłoczenie pieniędzy z kieszeni mniej rozgarniętych przedstawicieli gatunku homo sapiens do kieszeni bardziej rzutkich przedstawicieli homo sapiens sapiens.
Genialne i eleganckie rozwiązanie, obecnie często zastępuje działania zbrojne, szczególnie przydatne wobec jednostek i grup jednostek niezdolnych do wyciągania wniosków i nauki na błędach (swoich i cudzych).
Samo życie i nie ma co się obrażać na rzeczywistość.
Głupich nie sieją.


W końcu jakiś lewak napisał coś oczywistego,

W końcu jakiś lewak napisał coś oczywistego, choć podejrzewam, że skopiował to z jakichś mediów, bo trudno uwierzyć, że to wynik samodzielnych przemyślen.


Hmmm... Można się zgodzić.

Hmmm... Można się zgodzić. Choć ci "bardziej rzutcy" przedstawiciele rodzaju ludzkiego, zachowują się często w sposób stadny, podyktowany głupotą i chciwością. Potem najwięksi cwaniacy wychodzą z tego cało, ci "mniej rzutcy" bankrutują.


PS. Nie żebym się czepiał, ale mój tekst oceniał chyba jakiś makler, albo właściciel upadającego banku inwestycyjno - kredytowo - depozytowego.


Można się rozpisywać, ale...

...cały ten tajemniczy mechanizm można zaobserwować tu:
http://www.e-gierki.com/gra-fish-tales-2...


Wciągające. Zagrałem i

Wciągające. Zagrałem i doszedłem do dziewiątego poziomu, wtedy mnie definitywnie zjedli.
Pozdrawiam.


:) Bajka o targu ładna, nie wiem, jak, ale może GPW mozna

podciągnąć pod model ekonomiczny konfliktów międzynarodowych?


Metody pokojowej walki: przykręcenie kurka zamiast bombardowania, zaspokajanie instynktu najezdżcy dla łupu wirtualnym rozbojem, wykańczanie wrogiego kraju embargami, cłami.


Skoro bić się muszą, wolę bijatyki na nieistniejące papiery, dodrukowane "z powietrza" pieniądze. Świat zdaje się (zdawał) na tyle stabilny, ze straty generowane tymi sposobami jest wydolny rekompensować. jednak ostatnie niepokojące przypadki, których kresu nie znamy, nikt nie próbuje dokładnie ich prognozować, potencjalnie mogą doprowadzić choćby do niepokojów spolecznych. A jesli, to dla graczy z GPW litości nie będzie:)  


Od giełdy trzymam się z daleka...

więc dla równowagi daję maxa. Poza tym i tak zasłużyłeś za tekst.
Jednego mi tylko w nim zabrakło (a może nieuważnie przeczytałem -sry) - zakładów, po ile będzie "indeks" jabłek np, za 3 miesiące.
To druga, poza "Matrixem" czyli  oderwania się od jakiejkolwiek rzetelnej wyceny papierów, cecha giełdy - totolotek.
Trzecią cecha jest charakterystyczna dla wszelkich piramid i sytemów argentyńskich - ci co wchodzą ostatni, finansują wszystko (albo większość).


I wszystko byłoby fajnie, gdyby w tej "grze blefów" nie pojawił się ktoś, kto powie "sprawdzam".
Na szczęście się pojawił.
Wolę kryzys niż Matrix.


Pozdrawiam


 


Masz rację, nie wspomniałem o

Masz rację, nie wspomniałem o tym, a powinienem. Mea culpa. Oczywiście, hazard na giełdach, obstawianie przyszłej wartości indeksów jest tym, co w bardzo dużej mierze przyczynia się do powstawania baniek spekulacyjnych.
Pozdrawiam.


Moje trzy grosze.

2.04

Dobry wieczór.


Bardzo nie lubisz Ty giełdy. Musi wtopiłeś znaczną kwotę.


Pytasz o rolę giełdy w gospodarce rynkowej. Otóż firmy pchają się na parkiet w celu pozyskania najtańszego kapitału jaki jest na rynku dostępny, aby zapewnić sobie tanie środki na rozwój, lub konieczną modernizację produkcji. W tym celu emitują akcje, których nabywcy zostają współwłaścicielami emitenta. Tu rola firmy jakby się kończy. Akcje są w rękach akcjonariuszy, przedsiębiorstwo ma pieniądze na rozwój, jedyny mankament dla firmy, to jawność działania i konieczność publikowania wyników. Przedsiębiorstwo musi działać przejrzyście. Jak dobrze działa, to przynosi zysk, w postaci dywidendy, swoim akcjonariuszom i za jakiś czas może próbować sprzedać kolejną emisję akcji.


Akcje w giełdowym obrocie podlegają prawom rynku. Nikt nikogo do handlu nie zmusza, można akcje trzymać i zadowolić się tylko zyskiem, zwykle niewielkim, z dywidendy, lub szukać większego zarobku i rzucić się w wir handlowania nimi. Czasem, tak jak się działo z Twoimi owocami, chęć zysku przytłumia inwestorom zdrowy rozsadek i następuje spekulacyjna gra na akcjach. Raptem wszyscy chcą koniecznie kupić, nie oglądając się na ceny, licząc, całkowicie mylnie, że cena walorów będzie rosła w nieskończoność.


Raptem przychodzi otrzeźwienie, nikt już nie chce kupować po astronomicznych cenach. Akcje w portfelach przeważnie mają tylko ci, którzy drogo je kupili, ale sprzedać akcji już nie mogą. To sprzedają w pospiechu, aby straty minimalizować. Bo oto inna spółka rokuje duże szanse na wzrost, to odrobimy straty. Spora część obrotów giełdy, to próby odrobienia poniesionych uprzednio strat.


I tak to się kręci. Każdy inwestor, czy też gracz giełdowy, powinien wiedzieć, czym jest giełda, jakie jest ryzyko i jak we właściwym czasie nie przyswoi sobie tych prawideł, to popłynie na całej kasie. I nikt jemu pieniędzy nie odda. Żadne państwo nie pomaga giełdom finansowo. Może pomóc giełdowym spółkom, jeśli uzna taki krok za słuszny. Gracz giełdowy, nie ważne, duży czy mały, jest zdany na rozsądek własnych decyzji i podstawą jego działania powinny być zasady, podstawowe: Nie wolno tracić kasy, nie inwestować środków, które za dwa miesiące koniecznie musi mieć w gotówce, jak najmniej kredytu i jak najmniej emocji.


Gdy uda się inwestorowi tych zasad dochować to nigdy nie będzie uważał się za okradzionego, czy oszukanego. Giełda uczy pokory, a obecny kryzys, nie ona wywołała.


Pozdrawiam.


Gryzona już nie ma na Kontrowersje.net


Gryzoń, nie tylko giełda nauczy tych leni umysłowych pokory.

Gryzoń, nie tylko giełda nauczy tych leni umysłowych pokory.


:)))Dobry wieczór. Gielda moze stać się czymś w rodzaju ruletki

choć z założenia jak piszesz pomaga danemu przedsiębiorstwu w jakimś stopniu. Jesli przewazy ruletkowość, a tak dzieje się ostatnio, gielda moze zle wplywać na kondycję danego przedsiębiorstwa?  


PS. Gry hazardowe bywały zle traktowane w przeszłości, teraz też nie wszystkie kasyna mają uprawnienia do przyjmowania wysokich zakładów, niektóre gra hazardowe, jak np. ruletka tzw. rosyjska są, zdaje się, zakazane. Moze dalsze ograniczenia powprowadzają w obrocie papierami wartościowymi?


Dobry wieczór, fM

W zasadzie na cenę akcji danego przedsiębiorstwa, powinna wpływać, decydująco, jego kondycja. Im większa firma, czytaj dużo akcji w obrocie, tym trudniej manipulować kursami. Na giełdach czasem, no często, zdarza się tak, że ogon usiłuje machać psem. Nie ma to większego wpływu na kondycję danej firmy. Postępowanie firm, gdy akcje wykazują dużą zmienność cen, ogranicza się zwykle do skupowania własnych akcji, gdy ceny akcji spadają po działaniach inwestorów, którzy przesadzą z cenami windując kurs do nieba. Jeśli firma ma solidne podstawy, to na każdym poziomie, "po
bańkowego" spadku, ktoś akcje kupi, do ostatniej sztuki.


Pozdrawiam.


Gryzona już nie ma na Kontrowersje.net


Witaj fM.

Najgorsze jest to, że w tym kasynie tracą ci, którzy nawet do niego nie wchodzili.
Pozdrawiam.


Hmmm...

Ładnie to wszystko wytłumaczyłeś, ale jest jednak jakieś ale. Po pierwsze gra spekulacyjna nie następuje czasem. Gra spekulacyjna na największych giełdach świata toczyła się ciągle przez ostatnie kilkanaście lat, co doprowadziło do powstania dwóch baniek spekulacyjnych w krótkim czasie, jednej po drugiej. Po drugie nie wszyscy, którzy popełniają na giełdzie błędy, a czasem wręcz zwykłe głupoty, płyną na całej kasie. W USA mieliśmy niedawno do czynienia z ładowaniem pieniędzy w banki, którym spekulacja wyszła bokiem i powinna powalić je na łopatki. Nie powaliła, bo państwo zainwestowało w przegrane spółki sporą sumę pieniędzy, pieniędzy podatników. I o to właśnie mi chodzi. Nigdy na giełdzie nie grałem i wtopiłem żadnej kwoty, ale boję się, że nadejdzie kiedyś taki dzień, gdy państwo wtopi moje podatki, bez mojej zgody, w jakiegoś bankruta. I po trzecie, piszesz, że grając na giełdzie trzeba używać jak najmniej emocji. Zgadza się, problem w tym, że giełda to same emocje. Wystarczy byle podmuch wiatru i stan emocjonalny graczy sypie się jak domek z kart, zaczyna się kupowanie na gwałt i bez zastanowienia, bo coś tam wzrosło, albo pozbywanie się na siłę, bo w południowej Zambii wybuchła wojna. Giełda być może uczy więc pokory, ale w chwilach kryzysu ( jak choćby teraz ) najwięcej z lekcji wynoszą płotki, albo ci, którzy do tej szkoły w ogóle nie uczęszczali.


PS. Po czwarte to chyba właśnie giełda jest głównym winnym tego kryzysu, a konkretnie nie sama giełda, a banki na niej inwestujące.


Pozdrawiam.


Cieszę się, że nie straciłeś.

Choć z Twojego tekstu, nie pierwszego przecież, o spekulacji giełdowej, wyciągnąłem wniosek przeciwny.


Dokładam pozdrowień.


Gryzona już nie ma na Kontrowersje.net


Mam nadzieję, że nie robię

Mam nadzieję, że nie robię się monotematyczny. Na wszelki wypadek następnym razem napiszę tekst o czymś innym.


Przebijam ilością pozdrowień.


Bezrobotny Murzyn z przedmieścia...

"bo jaką wartość mogą mieć akcje banku, który traci forsę, sponsorując kredyty dla niewypłacalnej biedoty, dla bezrobotnych Murzynów z przedmieścia?"


Być może takie akcje są niewiele warte, ale ich znaczenie duże. Najpierw robi się wojnę z "terrorem", by w ramach toczonej wojny przemysł wojenny uruchomić do pracy. Potem pozwala się na wspaniałe zakupy dla każdego, nawet bezrobotnego Murzyna - bowiem jeśli Murzyn kupi auto z systemem audio HI FI, to ktoś dostaje wypłatę za produkcję tego auta, i za produkcję sprzętu audio HI FI- o tysiącu innych drobnych producentów-kooperantów że nie wspomnę. A więc w gospodarce się kręci - wszyscy mają pracę, bo biedny bezrobotny Murzyn kupił sobie auto.


I nagle, zabrakło bezrobotnych Murzynów? Nie. Murzyn nie spłacał? Jak nie spłacał - to przychodził komornik i auto zabierał i wystawiał na licytację w obniżonej cenie, ubezpieczyciel pokrywał stratę i biznes dalej się kręcił. Natomiast gdy finansuje się wojnę, gdy finansuje się produkcję broni - to opłacalne jest to tylko wtedy, gdy przy pomocy tej broni można by było coś na świecie ukraść. I to dużo.


Bo jeśli się nie ukradnie komuś - to koszty produkcji broni są bez sensu - i taki bezrobotny Murzyn dla gospodarki jest bardziej cenny niż taki wojskowy. Może jest tak, że zawinił wojskowy - bo za mało ukradł (a jak się sponsoruje non stop produkcję wojenną dla kraju i dla Izraela - to się to kiedyś musi urwać, bo z kosztownej wojny na razie słaby zysk mają, a ze sponsorowania Izraela tym bardziej).
A tu biednego Murzyna znowu powiesili... i nie powiem przez kogo ;-)


jaka jest rola giełdy?

portret użytkownika cmss

Niejaki Rockefeller stwierdził podobno, że przedmiot jest wart tyle i tylko tyle ile ktoś jest gotów zań zapłacić. Czy jakoś tak.


Stąd pytanie, czy stwierdzenie powyższe jest aktualne dalej?


Jeżeli tak, to wartość przedmiotu zmienna jest, zależnie od sytuacji, wzrasta lub spada.
W orzeciwieństwie do głupoty polityków, ta wzrasta.
I naszego rozsądku, ten maleje.


Platonicznie...


cmss

Rolą giełdy jest wydoić z kasy dyplomatołków głosujacych na Cudotwórcę.


Ja - Wszystko to prawda, ale tylko półprawda.

To co opisałeś to normalny rynek, a pierwsza bańka nie powstała w latach osiemdzieciątych ubiegłego stulecia i nawet nie w latach dwudziestych. Pierwsza znana historycznie i opisana bańka spekulacyjna miała miejsce już w XVII wieku i pękając wpędziła w tarapaty żądnych zysku na cebulkach tulipanów. Od tamtej pory takich baniek, w większej lub mniejszej skali, były pewnie setki, jeżeli nie tysiące.


Czy bańki spekulacyjne mają w bilansie tylko pasywa? Wróćmy do Twojego przykładu z jabłkami, chociaż nie jest on zbyt szczęśliwy, ale spróbujmy. Na początku na rynku jabłka sprzedawało 3 babcie, a sadów w pięciotysięcznym królestwie było dwa. Tak było od stu lat i wszyscy byli zadowoleni. Jednak pewnego razu, po rzuconej mimochodem przez królewskiego lekarza uwadze, że jabłka są zdrowe, tłuszcza rzuciła się kupować ten rewelacyjny towar. Babcie na prawie podaży i popytu się nie znały, ale mądrość życiowa podpowiedziała im żeby podnieść ceny. Tym bardziej, że sadownicy również podnieśli ceny, gdyż zaczynało im brakować jabłek na składach. Oczywiście i babcie i sadownicy ceny podnieśli dosyć wysoko, gdyż popyt znacznie przewyższał podaż. Pierwsi zaczęli inwestować sadownicy. Posadzili nowe sady, zatrudniając nowych pracowników, jednak drzewa rosną długo, więc zamówili u alchemika cudowny proszek, który zaczęła produkować miejscowa smolarnia. Kupili również u kowala zmyślne maszyny do jego produkcji. Drugi kowal, zmyślna głowa, zrobił wóz bez koni, którego nikt nie chciał do tej pory kupić. Sadownicy potrzebowali takich wozów, gdyż konie były zbyt wolne, aby dostarczyć większe ilości jabłek na rynek. Wszyscy pracownicy sadowników zarabiali godnie, wydając swoje dodatkowe talary na nowe cudeńka, które można było kupić na rynku obok straganu z jabłkami. Pracownicy kowala, smolarza i alchemika też, ale jabłkami się wprost zajadali.


Zarobki babć na rynku oraz sadowników zaczęły nęcić innych. Obok babć stanęli z jabłkami młodzieńcy stawiając fikuśne, kolorowe obwieszczenia zachęcające do kupna ich rewelacyjnych jabłek, a obok starych sadów pojawiły się nowe, które zamówiły całkiem nowy proszek u alchemika, żeby ich sady wyrosły szybko. Musieli też zamówić u kowala szybsze wozy bez koni, aby wyprzedzić dotychczasowych sadowników. Musieli oczywiście zatrudnić też nowych pracowników, ale kupili też u kowala całkowitą nowość ? pługi oraz inne urządzenia do uprawy ziemi. Ponieważ nowinki kosztowały, musieli zaciągnąć u miejscowego bankiera kredyt. Bankier oczywiście kredytu udzielił, bo przecież jabłka to był złoty interes, w który wchodziło coraz więcej ludzi ....


No dobrze, przyznam Ci rację, w tym królestwie też się rypło i na bruk, w pięciotysięcznym królestwie, poszło pięćset osób. Dwaj zazdrośni sadownicy z sąsiedniego królestwa, którzy nie zarabiali kroci, zauważyli i policzyli bezrobotnych od razu i zaczęli udowadniać swojemu królowi jacy to oni byli mądrzy. Król się ucieszył, gdyż ich rynek był stabilny od lat, a te wszystkie nowinki w postaci proszków do upraw, wozów bez koni oraz pługów i kultywatorów zawsze uważał za głupie nowinkarstwo.


W królestwie zapanowała panika. Sadownicy musieli sprzedać za grosze swoje maszyny uprawiającym zboże, a proszki alchemika do winnic, które stanowiły główne uprawy w królestwie. Pomimo tego bankructwo dopadło 20 osób.


Rok później, na rynku pojawiły się tanie wina, a tanie zboże zaczęto, w olbrzymich ilościach, wysyłać do sąsiedniego królestwa, gdzie z tego powodu na rynku pojawił się kryzys.


Po trzech latach królestwo zasypało sąsiada pięknym, tanimi jabłkami.
PS
Może nie o jabłkach, ale też o owocu ... bańki - za Wikipedia:
Google Inc.? amerykańska firma z branży internetowej. Jej flagowym produktem jest wyszukiwarka Google, a deklarowaną misją - skatalogowanie światowych zasobów informacji i uczynienie ich powszechnie dostępnymi i użytecznymi[2].
Google Inc. została założona w 1998 roku przez dwóch doktorantów Uniwersytetu Stanforda, Larry'ego Page'a i Sergeya Brina. Opracowali oni nowatorską metodę analizy powiązań hipertekstowych - algorytm BackRub, potem przemianowany na PageRank - którą wykorzystali w swoim prototypie wyszukiwarki internetowej. Firma przetrwała załamanie rynku dot-comów i rozwijała się od tego czasu dzięki wsparciu prywatnych inwestorów; w roku 2004 spółka weszła na amerykańską giełdę, i od tej chwili doszło do znacznego przyspieszenia jej ekspansji, zakupu serwisów YouTube, Writely i przejęcia kilku innych mniejszych firm.
Obecnie Google zatrudnia ponad 15 000 pracowników w kilkunastu krajach, wykazuje przychody na poziomie 10 miliardów i zyski rzędu 3 miliardów dolarów rocznie.


Wiem, że bańki spekulacyjne

Wiem, że bańki spekulacyjne są stare, jak sama giełda. Wiem też, że są one często ubocznym skutkiem rozwoju gospodarczego. Problem w tym, że w ostatnich latach mieliśmy do czynienia z dwiema bańkami, jedną po drugiej i ta druga miała być w założeniu lekarstwem na tę pierwszą. I o ile pierwsza bańka przyniosła jakieś pozytywne owoce ( choćby Google ), to druga była zwyczajnym przekrętem. Handlowano powietrzem, banki traciły pieniądze, udzielając kredytów osobom z żadną zdolnością kredytową. Te same banki inwestowały w rynek budowlany i w końcu go przeinwestowały, popyt na nieruchomości się skończył, nastąpił krach, a banki zostały bez pieniędzy, za to z bezwartościowymi akcjami i hipotekami. Nie mogły uratować się odsetkami z kredytów, bo odsetek nie było, kto miał spłacać kredyty subprime, bezrobotni, którym takich kredytów udzielano? Co w tej sytuacji powinno się stać? W tej sytuacji banki powinny zbankrutować, nie stało się tak jednak, bo zostały przejęte przez państwo, gdyby tak się nie stało, światowy system finansowy by się załamał. Szefowie banków dostali gigantyczne odprawy z pieniędzy podatników i to trudno usprawiedliwić, bo z jakiego powodu ktoś ma dostawać nagrodę za doprowadzenie firmy do upadku?


Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.