warning: date() [function.date]: It is not safe to rely on the system's timezone settings. You are *required* to use the date.timezone setting or the date_default_timezone_set() function. In case you used any of those methods and you are still getting this warning, you most likely misspelled the timezone identifier. We selected 'Europe/Berlin' for 'CET/1.0/no DST' instead in /home/admin/domains/kontrowersje.net/public_html/archiwum/themes/kontrowersje/node.tpl.php on line 86.


Po co nam ten koszyk?

 Nie dalej jak trzy dni temu, w warunkach natrętnie nagłaśnianej w mediach ciszy, uważając na każde słowo, napisałem tekst o inflacji. Dziś już uważać nie muszę, mogę głośno wykrzyczeć kogo popieram, mogę, ale tego nie zrobię, bo nie popieram nikogo. Albo inaczej - nie popieram żadnej partii, bo jeśli chodzi o konkretnych polityków, to jest wśród nich parę osób, na które mógłbym zagłosować. Niestety obecny system wyborczy jest systemem szyldów, list i innych kolektywów, a nie systemem ludzi z krwi i kości, więc odpuszczę sobie politykowanie i będę dalej pisał o inflacji, zwłaszcza, że mój poprzedni tekst wywołał parę komentarzy na temat koszyka. Jeden z tych komentarzy głosił, że nie da się obliczyć inflacji na podstawie starego sposobu, bo wszystkie algorytmy są ściśle tajne, a poza tym ceny domów w tym roku spadły, więc inflacja liczona starym sposobem też powinna pójść w dół. Drugi komentarz mówił, że jak ludzie kupują mało, na przykład, domów, to można domy wyjąć z "koszyka" i włożyć je tam z powrotem, gdy ludzie znów zaczną domy kupować. Owszem, można. Ale po co?


Nie znam się na szczegółach pracy urzędów statystycznych i nie mam pojęcia, czy "koszyk" produktów, na podstawie których oblicza się "inflację", jest ściśle tajny. Wiem natomiast, że jest ściśle niepotrzebny. Zanim zostanę zlinczowany, że jak to tak można inflacji w ogóle nie obliczać, zadam jedno proste pytanie: komu "koszyk" pomaga i w czym? Otóż nikomu, w niczym nie pomaga, jest niepotrzebny i można śmiało zrezygnować z obliczania wszelkich wskaźników CPI. Trzy dni temu pisałem jak się oblicza w takim koszyku inflację, dziś napiszę raz jeszcze: bierze się produkty, które statystycznie są najczęściej kupowane, sprawdza się wahania ich cen i nadaje się im odpowiednią wagę, po czym wylicza się średnią. Cały ten sposób wydaje się dziwny już na starcie, ale dopiero przy nadawaniu wagi konkretnym produktom, całkowicie się sypie. Załóżmy bowiem, że żywności nadano w koszyku wagę, powiedzmy, 30%, bo przeciętny Polak wydaje na żywność akurat 30% swoich dochodów. Na pozór jest to rozumowanie całkowicie poprawne, jeśli jednak zagłębimy się w nie bardziej, to zobaczymy czysty absurd, bo przeciętny Polak jest całkowicie nieprzeciętny. Polaków, którzy na zakup jedzenia wydają dokładnie 30% jest zapewne niewielu, większość zawsze wyda na nie parę procent mniej lub więcej, 30% to tylko średnia. Sporo jest osób bogatszych niż ta średnia przewiduje, osób, które na jedzenie wydadzą tylko 15% swoich dochodów, więc podwyżki cen żywności odczują dwa razy słabiej niż pokazują to oficjalne wskaźniki. I sporo jest osób biedniejszych, które na żywność wydadzą 60%. Dla nich inflacja będzie dwa razy boleśniejsza i dwa razy bardziej zauważalna, niż dla nielicznych ludzi idealnie wpisujących się w przeciętną. Czy oznacza to, że każdy ma swoją własną inflację i nie ma inflacji ogólnej? Nie, to oznacza tylko tyle, że nie rozumiemy pojęcia "inflacja".


Inflacja wcale nie oznacza wzrostu cen, ten wzrost jest tylko skutkiem inflacji. Prawdziwa inflacja to po prostu spadek siły nabywczej pieniądza i tę inflację każdy z nas może sobie policzyć w domu bez zbierania danych statystycznych, bez koszyków CPI i bez tajnych algorytmów. Potrzebne nam będą tylko dwie liczby, kalkulator lub kartka papieru, a jak umiemy liczyć w pamięci, to same liczby wystarczą. Jakie liczby? Po pierwsze liczba opisująca wzrost podaży pieniądza M3, a po drugie liczba opisująca wzrost PKB. Od liczby pierwszej odejmujemy drugą i voila, wiemy już jaka jest prawdziwa inflacja. Wiemy to bez czarów marów, wykresów, tabel i statystyk, wiemy domowym sposobem i w błyskawicznym tempie. Oczywiście musimy pamiętać, by odpowiednio dobrać wskaźniki, do kwartalnego wzrostu podaży pieniądza musimy dobrać kwartalny wzrost PKB, do miesięcznego miesięczny, do rocznego roczny. Ktoś w tej chwili może powiedzieć, że to przecież bzdura, że nawet jeśli po tym wyliczeniu otrzymamaliśmy jakąś dużą liczbę, powiedzmy 15%, to nie zaskutkowało to wzrostem cen o 15%. Zgoda, ale jeśli wyspecjalizowany i opłacony z naszych pieniędzy urząd obliczy, że "inflacja" wynosi 4%, to czy skutkuje to wzrostem cen o 4%? Oczywiście, że nie, bo inflacja się w gospodarce "rozkłada". Jedne ceny rosną bardziej, inne mniej, jeszcze inne spadają. Poza tym, jak możemy zobaczyć na przykładzie nieprzeciętnych Polaków, różni ludzie różnie te wzrosty i spadki odczuwają. Najmocniej odczuwają je najbiedniejsi, to w nich inflacja bije zawsze najmocniej. To oni tracą najwięcej na słabym pieniądzu, to oni muszą kupować coraz mniej dóbr. Jednocześnie spadki cen są przez nich odczuwalne słabo, bo w jakiej branży produkty tanieją? Głównie w branży komputerowej i ogólnie rzecz biorąc w branży nowoczesnych technologii, na które biednych nie stać i tak. Mogliby zaoszczędzić, ale jak i co tu oszczędzać, skoro połowę dochodów zabiera państwo, a drugą połowę inflacja?


Tutaj właśnie zaczyna się paradoks. Państwo prowadzi bowiem inflacyjną politykę, by pomóc biednym: zaciąga dług publiczny i zwiększa deficyt, by starczyło pieniędzy na kosztowne programy socjalne, zachęca banki niskimi stopami procentowymi i zmusza je ustawami ( jak to miało miejsce w USA ), by udzielały jak największej ilości ryzykownych, również tworzących inflację, kredytów, by każdy "Murzyn z Alabamy" miał własny dom. I w rezultacie Murzyn traci i to traci dwa razy, bo po pierwsze okazuje się, że nie może spłacić zaciągniętego długu, a po drugie musi płacić więcej za żywność, za paliwo i za wszystko inne, co drożeje. Drożeje wskutek inflacji i wskutek podatków, bo z podatkami to nie jest tak, jak sobie myśli centralny planista. Planista zakłada, że jak opodatkujemy bogatych i rozdamy biednym, to biedni będą mieli więcej. A gucio prawda, bo bogatych jest garstka i wszyscy razem wzięci nie mają tyle pieniędzy, by dało się nimi obdzielić całą resztę. Zresztą bogaci mogą w każdej chwili przenieść się do Monako, czy na inne Kajmany, gdzie nikt im nie będzie głowy i kieszeni PITami zawracał. Trzeba więc będzie trochę poszerzyć definicję "bogactwa" i zrobić "bogacza" z każdego sklepikarza, mechanika, fryzjera, czy kogokolwiek innego mającego własny biznes. Tylko, że ci drobni "oligarchowie" też nie będą płacić Bóg wie jakich podatków, zresztą nie mogą, bo inaczej zbankrutują. Więc przerzucą koszty podwyżki podatków na ceny produktów, które wzrosną już po raz drugi - pierwszy raz wzrosły z powodu inflacji. Na szczęście obecnie podwyżki podatków bezpośrednich są rzadko praktykowane, bo takie podatki wywołują zawsze duży opór, więc rządzący ograniczają się do podnoszenia podatku inflacyjnego, np. poprzez zwiększanie deficytu. Zresztą od kiedy mamy VAT, to budżet może zarobić na inflacji raz jeszcze więcej, bo przecież im większe ceny, tym większe wpływy z VAT.


W tym miejscu pojawia się poważna rysa na całym systemie: wpływy z VAT są dzięki inflacji większe, ale są to wpływy czysto papierowe i pozorne. Dlaczego? Dlatego, że do kasy państwa wpłynie więcej pieniędzy, ale jest to pieniądz słabszy. Ta słabość daje się jednak odczuć dopiero w późniejszym okresie, więc póki co mechanizm działa i pieniądze obywateli wędrują do rządu, co najmocniej odczuwają obywatele biedni, którym rząd oddaje później pieniądze w ramach "becikowego", czy innej zapomogi. Oczywiście nie oddaje w całości, bo po drodze przejada część tych pieniędzy biurokracja. W ten sposób pieniądze krążą sobie bez celu w bezsensownym i durnym obiegu, w którym najbiedniejsi tracą najwięcej i cieszą się z tego, bo myślą, że najwięcej dostaną. Zresztą, jak pisał kiedyś pan Fijor, mechanizm państwa opiekuńczego w stylu np. Szwecji polega na tym, że obywatel godzi się na wysokie podatki, bo myśli, że dzięki nim dostanie więcej, niż sam dał. Inflacja jest tylko jednym z elementów tego systemu i jest elementem najbardziej destrukcyjnym, który system zniszczy. Imperium Rzymskie skończyło się właśnie przez to, że psuto monetę, by móc zapewnić ludowi chleb i igrzyska. Dziś wiele państw ma kłopoty, bo chciano wszystkim zapewnić własne cztery kąty na "tani" kredyt, co doprowadziło do inflacji, która wykreowała bańkę spekulacyjną. Bańka pękła i zaczął się kryzys, a co w obliczu kryzysu robią rządy i banki centralne? Dalej pompują pusty pieniądz w gospodarkę, bo nie mają pomysłu na nic innego, poza tym mają nadzieję, że w ten sposób uda się odsunąć kłopoty w czasie o parę następnych lat ( pewnie tak będzie ) i "podrzucić" kryzys następcom, samemu wychodząc z opresji obronną ręką. Na dłuższą metę taka polityka musi jednak zbankrutować i wtedy politycy będą musieli wrócić do zasad rynkowych, będą musieli obniżyć podatki i zacząć realnie walczyć z inflacją. Mogą to zresztą zacząć robić już teraz i lepiej, by tak się stało, bo im dłużej będzie trwał radosny socjalizm, tym bardziej jego upadek będzie bolał.


4.02
Twoja ocena: Brak Średnia ocena: 4 (6 głosy/głosów)
Zostaw link w miejscach, które odwiedzasz lub/i skorzystaj z gotowych odnośników!

Muszę Ci Ja wytknąć manipulację

Równanie Fishera wygląda inaczej, a ten Twój wzór na inflację nikomu nie da poprawnego wyniku. Inna sprawa, że i wzór Fishera, jako mocno uproszczony, też jest krytykowany.
Co do reszty tym razem dam sobie spokój. Trochę już mi się nie chce.
edit
a tutaj znalazłem coś na ten temat na stronie Instytutu Misesa, który tak bardzo cenisz. Redaktor Zieliński chyba miał podobne zdanie do Twojego
http://www.mises.pl/wp-content/uploads/2...


Nie dziwię się, że coś mi

Nie dziwię się, że coś mi wytykasz, choć dziwię się, że tym razem tym czymś jest manipulacja. Nie opierałem się na równaniu Fischera, opierałem się tylko na żelaznej logice. A jeśli chodzi o inflację, to oznacza ona spadek siły nabywczej pieniądza, która spada wtedy, gdy ilość pieniądza rośnie w tempie "ponadnormatywnym", czyli szybciej niż ilość dostępnych na rynku dóbr. Wartość pieniądza obniża się wtedy w stosunku do wartości dóbr, bo staje się on towarem bardziej powszechnym i przez to tańszym. To akurat nie Fischer, to Rothbard. Oczywiście równanie jest nieco uproszczone, ale jest bardziej poprawne logicznie niż wyliczanie inflacji na podstawie "koszyka", bo koszyk po prostu myli inflację ze wzrostem cen, który jest skutkiem inflacji. Oczywiście możesz nie odpowiadać, jeśli cię to męczy.
Pozdrawiam.


nasunęło mi się pytanie - czy

nasunęło mi się pytanie - czy chodzi o ilość DOSTĘPNYCH dóbr - czy NIEZBĘDNYCH .
dla mnie to wielka różnica .
widzę że na rynku jest ogromna ilość towarów które trudno nazwać " dobrami " - raczej ( takie słowotwórstwo ) " złami " .
biorąc pod uwagę ilość energii i materiałów użytych do wytworzenia tej góry śmieci można powiedzieć że oprócz psucia pieniądza występuje psucie " dóbr " .
w ten sposób za zepsute pieniądze produkujemy zepsute towary .
tylko proszę nie tłumaczyć że " rynek tego chce " - popyt się tworzy .
czyste szaleństwo .


jedynie słuszna Droga - Moskwa - Pietuszki .


Gdybyś tą myśl rozwinął własnym wpisem -

pewnie Cię wesprę. Mnie też coś takiego chodzi po łepetynie od dawna. Pewnie nie tylko nam.


Edit
Reklama i pokrewne tematy: rzeka


Pozdrawiam


odnoszę niemiłe wrażenie że

odnoszę niemiłe wrażenie że wiele złego w gospodarce bierze się z szaleńczej idei " wzrostu gospodarczego "
wszystko się sprowadza do " wzrostu gospodarczego " - tylko gdzie ( i czy ) jest granica ?
z tego bierze się produkcja śmieci .
przy dostępnej technologii można by wyprodukować ( np ) samochód praktycznie " wieczny " - tylko po co ?
po kilku latach fabryki można by pozamykać - i co z " konsumentami " ?
za co kupiliby więcej samochodów , pralek , mikserów , itp ?
była by krytyka - a nam chodzi o to żeby tej krytyki nie było - więc - aplauz i budować ! organizować !


jedynie słuszna Droga - Moskwa - Pietuszki .


No właśnie, Ja

portret użytkownika panmodry
5.04

kamienia filozoficznego jeszcze nikt nie wynalazł, choć niektórym się zdaje, że go wymyślili :)


Stajesz się jakgdyby coraz mniej dydaktyczny. Nudzi ciemnemu ludowi tłumaczenie padrobno o co chodzi?


Koszyk się oczywiście przydaje. Jest to jakiś miernik do porównań. Manipulowany? Być może. Dyskusja jak mierzyć i badać skomplikowane procesy aby było to (mierzenie) obiektywnie jest dyskusją nieskończenie akademicką. Można się zadyskutować na śmierć.


Sypali królowie monetę złotą aby zyskać przychylność, dawali władcy chleb i igrzyska ludowi aby rozkosz władzy kontynuować jak najdłużej. A mądra matka po prostu wyrabia w dziecku nawyk do nauki i ciężkiej pracy. ;)


Nie twierdzę, że koszyk jest

Nie twierdzę, że koszyk jest u nas manipulowany, po prostu uważam, że koszyk jest mylący. Miernik do porównań? Może, ale równie dobrze można wybrać każdy inny. Nie ma idealnej metody liczenia inflacji, ta o której pisałem też idealna nie jest, ale od koszyka różni się tym, że zwraca uwagę na to czym jest inflacja. A inflacja jest spadkiem wartości pieniądza, nie wzrostem cen, jak sugeruje CPI. A co do władców dających chleb i igrzyska i co do mądrej matki, to masz oczywiście rację, choć mam wątpliwości, czy wśród dzisiejszych "władców" uchowała się jeszcze jakaś "matka".


Podaż pieniądza niewiele obchodzi

portret użytkownika panmodry

biedaka czy średniozamożnego. Interesuje ich koszyk dóbr i tyle. Po to jest koszyk. Aby władza mogłą ściemnić obywatelowi o ile jego wiklinowy koszyk zdrożał :)
Ekonomia bliska ludowi a odległa od prawdy :)


drogi co to jest to M3????

portret użytkownika jancio6
6

wyczytalem dzis ze podaz pieniadza wzrosla o 14.4%. Co to oznacza???Dziekuje za wyjasnienia i pozdrawiam;-))


jancio6


Pieniądz M1 to cała gotówka w

Pieniądz M1 to cała gotówka w obiegu i depozyty na żądanie. Pieniądz M2 to M1 plus wszystkie środki zgromadzone na rachunkach oszczędnościowych, natomiast M3 to M2 oraz papiery dłużne ( np. obligacje ), których termin wykupu jest nie dłuższy niż 2 lata. Tak to się w skrócie przedstawia. Wzrost podaży pieniądza M3 o 14,4% oznacza, że tego wszystkiego ( papiery wartościowe o krótkim terminie wykupu, pieniądze na rachunkach w banku i gotówka w obiegu ) jest więcej o 14,4% niż było wcześniej.
Pozdrawiam.


rozumiem ze im wiecej w obiegu tym lepiej dla gospodarki..

portret użytkownika jancio6

dziekuje acz mam pewne niejasnosci...nie mam teraz czasu,kiedys przy okazjii zapytam o to i owo;-))


jancio6


Nie lepiej. Im więcej

Nie lepiej. Im więcej pieniędzy trafi do obiegu, tym droższe będą towary i usługi. Chyba, że jakiegoś towaru, czy jakiejś usługi będzie przybywało bardziej niż pieniądza, wtedy ceny spadną.


Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.