warning: date() [function.date]: It is not safe to rely on the system's timezone settings. You are *required* to use the date.timezone setting or the date_default_timezone_set() function. In case you used any of those methods and you are still getting this warning, you most likely misspelled the timezone identifier. We selected 'Europe/Berlin' for 'CET/1.0/no DST' instead in /home/admin/domains/kontrowersje.net/public_html/archiwum/themes/kontrowersje/node.tpl.php on line 86.


Pokój - 13. W poszukiwaniu natchnienia

13. W poszukiwaniu natchnienia


Boguta uprosił Luizę, by odebrała go z Elementarii i nie był to koniec kaprysów, zabiegał o więcej. Chciał, żeby przeszła razem z nim chociaż dwa przystanki na trasie metra, naturalnie nie po szynach miała się odbyć wycieczka, ale pomiędzy zejściami do podziemnej kolejki. Początkowo opiekunka próbowała uwolnić się od przyjemności, w którą powątpiewała, ale w końcu sama poczuła pierwotny zew i pomyślała, że pojawił się całkiem niezły pomysł. Ostatni spacer kojarzyła z czasów pierwszych randek z Alexem. Powodem kapryszenia Boguty był rozdział książki, gdzie znalazł opis doznań pewnego Humana, przechadzającego się po mieście i obserwującego zwykłe oraz nadzwyczajne zjawiska. Było tam niebo i słońce, chodniki i drzewa, cienie i samochody. Początkujący rysownik słów nie chciał kopiować gotowych szkiców, podpatrywał mistrzów, ale w pocie czoła zamierzał tworzyć własne obrazy. W twórczym znoju poszukiwał świeżych motywacji i wymyślił, że najlepszym natchnieniem będzie spacer. Rzadko spotykane słowa odnalazł w książce, natchnienie rozumiał jako pomysł, spacer był mu znany, tylko nigdy specjalnie się do pieszych wysiłków nie palił.
Do końca zajęć brakowało jeszcze kwadransa, ale Luiza stała przed Elementarią od pół godziny, chciała mieć pewność, że się nie spóźni. Nie co dzień opiekunowie odbierali adeptów z Elementarii, musiała uprzedzić Syriusza i nawet rektora, że odpowiedzialność za szczęśliwy powrót adepta do domu bierze na siebie. Niby nie działo się nic nadzwyczajnego, jednak pojawiło się odstępstwo od normy i za nim dreszczyk emocji wywołany ekscentryczną zachcianką Boguty. Czekając przypominała sobie, jak bywało dawniej, gdy sama cieszyła się na przerwy między zajęciami i gonitwy po korytarzach Elementarii. Przez głowę przeleciał tabun przyjemnych i zabawnych zdarzeń, które zabawnymi wydają się dopiero po latach, w chwili, gdy się działy, śmiertelnie przerażały. Kwadrans to za mało, by poukładać wszystkie młodzieńcze przygody, dodatkowo czas wspomnień skrócił Boguta, który przybiegł jeszcze w trakcie ostatnich taktów „Ody do radości”. Zaskoczył opiekunkę, a kto wie czy nie przyłapał na małym romansie. Właśnie usiłowała sobie przypomnieć jak miał na imię grubasek, ten co się do niej zalecał, we właściwy dla elementarnych zalotów sposób.
– Cześć! – z daleka krzyknął uradowany adept.
– Cześć! Dwa przystanki? – upewniła się Luiza. Po adeptach można się spodziewać innowacji w każdej sekundzie, przy tym zmiana planów potrafiła przybrać taką formę, że w najmniejszym szczególe nie przypominała początkowego zamiaru.
– No.
– Powiesz mi, skąd ten pomysł?
– Z głowy.
– Z głowy? Niech będzie, ale właśnie głowę bym dała, że z palca – Luiza roześmiała się, złapała Bogutę za rękę i rozpoczął się obiecany spacer. Szli po szerokim chodniku, nabitym różnobarwnym brukiem, wzdłuż witryn Oferii wypełnionych aukcjami w promocyjnych pakietach impulsów. Po ulicach co jakiś czas przejeżdżały samochody i autobusy, wyprzedzając tramwaje przesuwające się niemal bezgłośnie po jednej szerokiej i kolorowej od reklam szynie. Nad głowami śmigały hologramy Kombinatów i Interpretacji Skypaxu. Byli prawie sami, z rzadka przechodził jakiś Human, jedynie za witrynami uśmiechali się Ermafrodyci wskazując na swoje najbardziej atrakcyjne oferty.
– Nie masz wrażenia, że słońce przebija się przez ciężkie, skłębione chmury? – Boguta spytał o coś, co w połyskującym krajobrazie witryn i hologramów brzmiało zabawnie, nawet gdyby nie zostało wypowiedziane tak niecodziennym językiem.
– Mam wrażenie, że mnie kompletnie zaskakujesz – Luiza uśmiechnęła się i popatrzyła najpierw zdziwiona, potem pełna podziwu dla elokwencji tak młodego Humana.
– Ale masz wrażenie?
– Mam. O ile niebieskie hologramy można uznać za chmury, a ten największy żółty Skypax za słońce. Gdy tak na to popatrzeć, mam wrażenie, że przebija się słońce przez skłębione Kombinaty.
– Masz rację, nie ma tu żadnego słońca i chmur, nic nie widać – smutno zauważył Boguta i zaczynał żałować, że wpadł na tak niemądry projekt, jak spacer wśród hologramów. Miał zamiar spytać dlaczego Skypax jest żółty, skoro zwyczajnie powinien być pomarańczowy, ale słusznie się spostrzegł, że ta uwaga nie ma najmniejszego sensu.
– Nie jest tak źle, spójrz tam – Luiza uniosła palec, wskazując fragment nieba schowany między hasłami Kombinatów. – Widzisz ten szaro-grantowy kawałek? To jest chmura, nie hologram. Ta złocista poświata wokół niej świadczy, że za chmurą schowało się słońce.
– Gdzie? – podniecony Boguta i już w lepszym nastroju zadzierał głowę, usiłując odszukać całkiem nieźle opisany fragment nieba.
– No tam! Między nowym Skymobile i Kombinatem Mercedesa. Widzisz?
– O! Wyszło! Widać kawałek słońca! – Boguta krzyknął z całych płuc, zwracając na siebie uwagę przechodzącego Humana, popatrzył na niego więcej niż zdziwiony, ale bez słowa komentarza poszedł w swoją stronę.
– Nie krzycz tak i opuść głowę, nie wolno długo patrzeć na słońce.
– Dlaczego?
– Szkodzi na oczy.
– A hologramy? Nie szkodzą?
– Dobre pytanie. Szczerze mówiąc nie wiem, chyba nie, gdyby szkodziły byłby zakazane przez Oficynę Higieny. Słońce szkodzi na pewno.
– Przebije się całkiem przez tę chmurę?
– Za chwilę powinno wyjść.
– I będę mógł popatrzyć? Chwilkę.
– Chwilkę tak.
Ermafrodyta z Oferii Chanel pucował plastikową szybę, miał znudzony wyraz dermy i nawet nie machał w kierunku flakonika z perfumami, co należało do obowiązków wszystkich prezenterów Oferii. Po chodniku przeszedł patrol Hufca Akceptacji w kolorowych uniformach przypominających kostiumy karnawałowe. Wielkie rogatywki, złote epolety, białe buty do połowy łydki, zapinane na czerwone guziki. Tramwaj świsnął po reklamie Coca Coli, wyprzedził samochód leniwie przesuwający się po ulicy, szczęśliwy kierowca opierał łokieć na opuszczonej szybie, najpewniej niedawno odebrał samochód. Obserwacje Boguty nie przystawały do niczego, co wcześniej widział w książkach, poszukiwanie natchnienia w czasie spaceru nie przynosiło jednego ciekawego słowa, które nadawałoby się do zeszytu.
– Wyszło – po dłuższej chwili milczenia powiedziała Luiza.
– Gdzie? – Boguta w myślach użalał się nad marnymi wrażeniami ze spaceru i nie zorientował się w czym rzecz.
– Tam, słońce wyszło.
– Ale razi, oczy pieką! – spojrzał w górę i zaraz odwrócił głowę.
– Mówiłam ci. Właśnie dlatego nie wolno patrzeć na słońce.
– Hologramy tak nie rażą.
– No, nie wszystkie, ten z Karotką strasznie razi zmysły.
– Razi zmysły? – Boguta zainteresował się ładną konstrukcją słów. Sformułowanie Luizy spodobało mu się bardziej niż jej ciepły uśmiech, uwielbiał kiedy się do niego uśmiechała, jednak teraz ważniejsze były słowa. Brzmiały ciekawie, a to oznaczało, że nadają się do zeszytu.
– Tak się mówi, jak coś jest brzydkie albo kiczowate.
– Co znaczy kiczowate?
– O, to stare słowo, tyle znaczy, że coś jest ładnie brzydkie. Nie, źle powiedziałam, nie tak. Kiczowate, to takie co udaje, że jest ładne, a tak naprawdę jest cukierkowe.
– Cukierkowe?
– Ojej! Jakby ci tu powiedzieć, no, jak ta reklama Karotki. Podoba ci się? – Luiza ledwie sobie radziła z trudnymi, bo najprostszymi pytaniami.
– Nie bardzo – skromnie odpowiedział Boguta, chociaż miał ochotę na mocniejsze słowo.
– A dlaczego ci się nie podoba?
– Bo taka jest błyszcząca, za bardzo świeci po oczach.
– Zgadza się, błyszczy brzydotą, czyli kiczowata i tyle.
Boguta znów pozazdrościł książkowych słów. Najfajniejsze były te, które łączyły się ze sobą w dziwny sposób. Błyszczenie brzydotą połączyło się przedziwnie i przepięknie. Oddzielone od siebie słowa znaczyły coś zupełnie innego, przeciwnego, razem tworzyły jakby nowe słowo, doskonale opisujące hologram Karotki. Takich połączeń trzeba szukać, żeby wypełnić zeszyt ciekawymi rysunkami, pomyślał w duchu i ucieszył się, że jednak trochę natchnienia udało mu się na spacerze upolować.
– Idziemy do metra? – spytał z intencją, nagle zapragnął szybkiego powrotu do domu.
– Już? Tak szybko? Nie ma chyba jeszcze jednego przystanku, mnie się nawet spodobało spacerowanie.
– Jak chcesz, możemy iść dalej.
– Jak ty chcesz, w końcu ty mnie wyciągnąłeś z domu.
– Możemy już iść – Boguta śpieszył się do zeszytu.
– Do metra?
– Chyba tak.
– Dobrze, chodźmy – Luiza wyczuła problem, spacer przestał się Bogucie podobać. Przy takim obrocie nastrojów nie chciała podtrzymywać atrakcji na siłę.
Złożyło się odpowiednio, kilkadziesiąt metrów od miejsca, gdzie zapadła decyzja o powrocie do domu, natrafili na zejście do metra, widoczne z daleka, dzięki kiczowatej reklamie suplementu. Kiczowatą nazwał ją Boguta, odkąd dowiedział się czym jest kicz, większość hologramów postrzegał świeżo poznanym słowem. W wagonikach metra siedziało zaledwie dwóch Humanów, milczących i wgapionych w okna, za którymi niewiele było widać, prócz odrapanych murów wydrążonego tunelu. Ani okoliczności, ani miejsce nie wydawały się właściwe, aby rozpocząć pierwszą rozmowę na temat nigdy dotąd nie poruszany. Ośmielony wcześniejszą wymianą zdań, Boguta zapytał o rzecz, która od kilku dni nie dawała mu spokoju.
– Czy z pokojem zawsze tak było?
– Z jakim pokojem? – Luiza nie zorientowała się o co chodzi.
– Z pokojem, gdzie się nosi posiłki.
– Co masz na myśli? – poruszyła się niespokojnie i poprawiła grzywkę.
– Pokoje przecież nie jedzą – zauważył Boguta. Luiza milczała, liczyła, że na tym jednym spostrzeżeniu skończy się niepotrzebna rozmowa. – I nie obrażają się – dodał.
– Tak musi zostać, nie może być inaczej – odpowiedziała, odwracając głowę do okna.
– Czy tam ktoś mieszka?
Boguta nie doczekał się odpowiedzi, Luiza zamilkła na dobre, z dłonią opartą o brodę, śledziła zniszczony mur tunelu i udawała, że nic nie słyszy, że nie ma żadnej rozmowy. Odgrywała zagubioną w pytaniach o rzeczy, które jej nie dotyczyły, ale nie do końca tak było. Chowała się przed rozmową, nie umiała rozmawiać o pokoju, dokładnie z tego powodu, że taka rozmowa dotyczyła jej bezpośrednio. Pytania zasmuciły, brak pomysłu na odpowiedź pogarszał samopoczucie. Luiza patrzyła w okno i milczała. Boguta zorientował się, że nic dobrego z tego nie wyjdzie i odpuścił. Zmienił temat na zupełnie bezpieczny i rozmowa znów się zaczęła kleić.
– Lubisz jeździć metrem? – spytał młody Oller, jak większość adeptów dopytuje swoich opiekunów o rozmaite, błahe rzeczy i przyzwyczajenia.
– Tak sobie, nic specjalnego – odpowiedziała ciągle niepewnym głosem, ale odwróciła głowę, zadowolona z nowego wątku rozmowy.
– Nie widać słońca?
– Ale kiczem trochę razi? Co? – Luizie wracał humor, uspokoiła się, gdy nabrała pewności, że pytania o pokój już nie wrócą.
– Trochę tak. Głodny jestem jak wilk?
– Jak wilk?
– Tak się mówi, taki kicz, w książce widziałem.
– Oglądasz ksiązki?
– Czasami, fajne słowa tam są i tak poukładane, że pasują do siebie.


Książkę (ebook) można nabyć anegdotyczną drogą kupna. Na przelewie proszę dopisać "Pokój" i KONIECZNIE PODAĆ ADRES MAILOWY. Cena sugerowana 50PLN, ale wiem jakie są parszywe czasy, dlatego wszyscy, którzy chcieliby przeczytać, jednak cena nieco odstrasza, mogą cenę uregulować do swoich możliwości, nie będę z tego tytułu czynił żadnych problemów, bez względu na kwotę. Zapraszam i dziękuję za wsparcie!


Konto Mbank:


PL65114020040000310233128362


lub konto PalPay






6
Twoja ocena: Brak Średnia ocena: 6 (2 głosy/głosów )
Zostaw link w miejscach, które odwiedzasz lub/i skorzystaj z gotowych odnośników!

z pamiętnika czytelnika..

No kurde.
Pierwsze 30 stron przemęczyłem z bólem dupy i zgrzytaniem zębów. Wiadrami czytam fantastykę, a tekst mi wyglądał na tzw "social fantasy" czy jak to tam jest nazywane, tyle że nudne strasznie.
Jednak gdzieś od 50 strony wyczułem świeży powiew.
Czytam dalej.


Chlor


Z pamiętnika autora wygląda

Z pamiętnika autora wygląda to tak, że wszystko ma swoje uzasadnienie, ten początek również. Niech mi jaja wyschną jeśli to jest powieść "fantazysocjalcośtam". To jest naturalizm i realizm, romantyzm i pozytywizm, to jest tragedia i komedia, satyra i traktat, czyli same poważne gatunki. Po przeczytaniu 100 stron alegoria wszystkich "fantastycznych" zjawisk i gadżetów stanie się jasna. Te nazwy, te instrumenty, ten język, ta sztuczność zostanie złamana we właściwy sposób, ale żeby złamać, trzeba najpierw zmęczyć. Dokładnie tak ma być, pierwsze 70 storn ma męczyć sztucznością i nudą, ma pokazać w co się można nieopatrznie wpakować i jak prosta do tego droga.


Chwała sponsorom: opony i felgi


Świeży powiew

portret użytkownika quackie

O to, to. Im dalej w las, tym mocniej wciąga. Coraz więcej pytań; na niektóre nawet pada odpowiedź ;)


_________
Zarzucił staruszek sieć w morze. Odczekał, próbuje wyciągnąć.
Ciągnie ją i ciągnie i wyciągnąć nie może.
Aż w końcu odezwał się głos z nieba.
Powiedział "SIEĆ JEST OBECNIE NIEDOSTĘPNA".


Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.