warning: date() [function.date]: It is not safe to rely on the system's timezone settings. You are *required* to use the date.timezone setting or the date_default_timezone_set() function. In case you used any of those methods and you are still getting this warning, you most likely misspelled the timezone identifier. We selected 'Europe/Berlin' for 'CET/1.0/no DST' instead in /home/admin/domains/kontrowersje.net/public_html/archiwum/themes/kontrowersje/node.tpl.php on line 86.


Pokój - 2 rozdział zamiast recenzji i autorskiego wieczorku

2. Trzeba podjąć decyzję


– Boguta oderwij się już od tego, proszę cię – z kuchni dobiegał podniesiony głos Humanki. Tylko dlatego krzyczała, by pokonać przestrzeń i przebić się przez dźwięki Skyboxa. W domu Ollerów nie podnoszono głosu, zwracano się do siebie z niezwykłym spokojem, bez emocji, to był porządny dom Humanów.
– Już Luizo, zaraz – odpowiedział młody Human, mógł mieć mniej niż 10 lat i nie więcej niż 12, ponieważ dotąd nie upominał się o niego żaden z Kanonów podległych Oficynie Elementarii i Magisterii. Zlekceważył prośbę, jak każdy mały Human, pochłonięty cudami wyrzucanymi z magicznych pudełek Skypaxu.
– Nie czaruj, obiecałeś pomoc i teraz tobie powinno być przykro, nie mnie. Jest ci przykro? – nadawał głos z kuchni.
– Słucham? – Human miał prawo nie słyszeć, ale mógł też przyciszyć Skybox.
– Pytam czy jest ci przykro? – Luiza nabrała więcej powietrza w płuca, ale starczyło zaledwie na krótkie zdanie, nie zdołała na jednym wydechu podpowiedzieć, że Skybox nie musi tak warczeć.
– Już idę, już teraz – grzecznie odpowiedział Boguta, ale jeszcze kilka chwil stał w progu i śledził co się dzieje w salonie. W końcu wszedł do kuchni. Wszystko było tu zwyczajne, tylko plastikowe, sztuczne, ale wyglądało jak normalne meble i wyposażenie z początku wieku. Podobne wrażenie sprawiało jedzenie, niemal jak prawdziwe i nawet smakiem pomidor przypominał pomidora, chleb – pieczywo, masło – dawną postać śmietany. Na zwyczajnie sztucznym blacie kuchennego stołu czekał zwyczajny plastikowy talerzyk, z podobnym do jedzenia podwieczorkiem.
– Zanieś proszę do pokoju – Luiza przeciągnęła dłonią po czuprynie, a czupryna otrzepała się jakby wyszła z zimnej wody, mimo że lubiła te pieszczoty nie dawała po sobie poznać zadowolenia.
– Kiedy wróci Alex? – spytał mały, trzymając talerz w rękach, czemu z najwyższą troską przyglądała się Luiza.
– Poczekaj, weź jeszcze suplement.
– Nigdy tego nie je, od razu oddaje albo wyrzuca potem – fuknął Boguta, z przekonaniem, że wie lepiej kto co lubi i dlaczego.
– Tak czy inaczej weź. Alex już powinien być, zaraz się z nim połączę. Idź już, późno się zrobiło, nie powiem przez kogo.
Luiza nie wyglądała na przeciętną Humankę i starała się z tym nie narzucać, nazbyt wiele w niej było naturalnych kształtów i powabów, by zgubić się w tłumie sztucznej i powielanej urody. Zaokrąglone, ale nie nalane kształty, idealne proporcje według wzorów z początku wieku. Nigdy nie katowała się dietą, nie uprawiała gimnastyki, takie po prostu miała predyspozycje. Przyczesywała włosy z przedziałkiem na prawą stronę, krótka grzywka opadała na czoło, jak należało, bardzo uniwersalnie. Makijaż w ciepłych brązach, nie szkodził rysom twarzy, tonował wydatne usta i podkreślał przykuwające oczy. Luiza dbała o siebie nie konkurując z naturalnymi darami losu. Gdyby to nie było staroświecką impertynencją, twarz Luizy można by komplementować pięknem, figurę powabem, a całą Luizę niezwykłą urodą, ponieważ pozbawioną nachalnych ozdobników. Boguta był podobny do opiekunki, tylko nieco bardziej zadziorny na buzi, co w sporej części otrzymał od Alexa. Niestrudzony obserwator, nieustannie tańczył źrenicami po kolejnych obiektach i zjawiskach, szukał wyjaśnienia, dopatrywał się tajemnicy. Spokojnie przyjął krytykę, wiedział, że jest w bezpiecznym towarzystwie, a ledwie okazane emocje miały tylko przyśpieszyć wykonanie polecenia, którego w domu Ollerów nikt nie odważyłby się zlekceważyć. Boguta ruszył posłusznie doskonale znaną trasą. Zapukał do jasnych drzwi i poczekał na odzew. Po kilku sekundach drzwi otwarły się same.
– Tak szybko? – pomyślał. Dalej nie było już niespodzianek, niewilkie pomieszczenie, w sam raz dla samotnego mieszkańca. Ciemne, ale nie mroczne, dla pesymisty przygnębiające dla obojętnego osobliwe miejsce, równie dobrze mógł tu mieszkać ktoś ze światłowstrętem i tajemnicza postać unikająca dziennego światła. W ciemnym widać ciemność, ściany się zlewały, nie dało się też wytłumaczyć w jaki sposób światło salonu przepadało na progu pokoju, dość powiedzieć, że otwarte drzwi przepuszczały tylko posiłki. W głębi jedyny i wcale nie jasny punkt, stary parawan, zdobiony w orientalne węże i smoki, za którym czasami coś ledwie się żarzyło i wtedy kremowe tło ożywiało smocze obrazki. Na plastikowym stoliku leżała porysowana taca, prawdziwy zabytek z ubiegłego stulecia, srebrna, grawerowana maestria. Boguta położył podwieczorek i odwrócił się w kierunku drzwi, które po jego wyjściu natychmiast się zamknęły. Odbębnił codzienny obowiązek i zasiadł do tych samych przyjemności. Gdy on pstrykał po kanałach Skyboxa, Luiza rozpaczliwie poszukiwała Skymobile. Złośliwy aparat zapodział się gdzieś, tak prawdę mówiąc był więcej niż złośliwy i leżał sobie niewinnie na dnie kieszeni spódnicy. Skymobile wydał charakterystyczny sygnał i tym zdradził swoją kryjówkę. Luiza sięgnęła do kieszeni, wyjęła miniaturowy sześcian, który rozwinął się gwałtownie, jak napompowany balon. Skymobile nabrał rozmiarów hologramu wypełniającego połowę kuchni. Luiza przycisnęła właściwe pole na laserowym menu i po chwili połączyła się z Alexem. Na tle zwyczajnej stacji metra, trójwymiarowy obraz partnera przemówił przepraszającym głosem:
– Spóźnię się, coś się dzieje z metrem, dokładnie nie wiem co, ale żaden alarm, jakaś błahostka, zwyczajny przestój – przeskalowany, mimo to precyzyjny wizerunek około trzydziestocentymetrowego Alexa, wyglądającego na Humana, na wyrost uspokajał i tak spokojną Luizę.
– Dobrze, czekamy na ciebie. Nie lubię kiedy wychodzisz.
– Będę za chwilę, chyba już po problemie. O! Bramki otwierają! Lecę, zaraz będę w domu.
Obraz Alexa rozmył się po ostatnim słowie, Skymobile wydał syk, kończący połączenie. Urządzenie, podobnie jak wszystkie produkty Skypaxu, na zewnątrz wyglądało niepozornie, po prostu brzydki, w dodatku czarny sześcian. Producent pozwalał ozdabiać pudełko, służyły do tego specjalne funkcje, niemniej Skypax nie zachęcał do podobnych zabiegów, tym samym sugerował, że prawdziwe atrakcje znajdują się w nieograniczonych możliwościach, co też nie było prawdą. Komunikatory Skypaxu łączyły w sobie właściwości historycznego: komputera, telewizora i telefonu. Zewnętrznie Skymobile i Skybox różnił się jedynie wielkością, ale każdy z tych cudów techniki był uzależniony i ograniczony tylko i wyłącznie MacCube. W dowolnej chwili Skymobile mógł przejąć funkcje Skyboxa, a podział Skyboxa na duży i mały format, nie miał najmniejszego uzasadnienia. Skypax mnożył byty, żeby zachować dawne wrażenie bogactwa dostępnych urządzeń. Human cieszył się, że posiadał nie jedno, ale dwa i więcej pudełek.
Zatem Alex syknął i znikł, Luiza mogła się podzielić swoją radością z Bogutą, oczywiście radość dotyczyła powrotu partnera, nie syknięcia Skymobile.
– Alex za chwilę będzie – krzyknęła w stronę salonu, nie otrzymując żadnej odpowiedzi, poza pogłośnionymi atrakcjami ze Skyboxa, uznała ten sygnał za wystarczający dowód, że w salonie nie dzieje się nic złego. Miała rację, Boguta oglądał jeden z największych interaktywnych przebojów Skypaxu: „Uczucie”. Salon zagracił się stylizowanymi na rzymskie rydwany lożami, w których pośpiesznie zasiadali Humani, wokół nich przechadzała się ermafrodyczna, pyszna postać. Ermafrodyta wnikliwie przyglądał się Humanom, podchodził do kolejnych lóż i skanował wybrane fragmenty usztywnionych ciał Humanów. W tym czasie Humani, za pośrednictwem przekaźnika przyklejonego za małżowiną ucha, otrzymywali krótkie komunikaty, proste zdania lub słowa. Ich zadaniem było powstrzymanie emocji, związanych z tym, co usłyszeli. Rola Ermafrodyty polegała na odgadywaniu przekazanej Humanom treści. Herman, jako ekscentryczny detektyw emocji i myśli, miał do dyspozycji zaledwie jedno, ale niezawodne narzędzie – bezceremonialne analizy zachowań Humana.
Herman Milton był niekwestionowaną gwiazdą tej popularnej Interakcji, wydawanej od blisko 20 lat, jedynie Judith Arnold, lider „Uczucia” sprzed 12 lat mógł się równać z jego sławą. Plotka niosła, że Herman w zemście za podobne porównania wykupił jeden z fragmentów własności biologicznej Judith Arnold, był to palec wskazujący, którego Herman używał do mało wzniosłych czynności, jakie wskazującym palcem wykonać można. Wprawdzie wieści te kolportował Bild, jeden z najbardziej skandalizujących Cubów, ale sam Herman pytany o fakty najchętniej korzystał z bezpiecznej formuły: „nie zaprzeczam i nie potwierdzam”, przy czym uśmiechał się tak, jak tylko on potrafi – nieodgadnionym grymasem.
Przyszła kolej na wychudłego Humana, Herman podszedł do niepozornego osobnika i z kamienną twarzą strzelił mu błękitnymi tęczówkami po zmarszczkach na czole, rozedrganych policzkach i przedzielonym podbródku. Chudzielec pękł, wymalował na swojej graniastej twarzy wszystko, co przed chwilą usłyszał, zanim mistrz Herman był łaskaw zajrzeć mu na samo dno źrenic, uruchamiając w ten sposób, swoją popisową diagnozę prawdomówności.
– Nie lubisz partnera swojego partnera? – bez najmniejszego wysiłku, płasko, obojętnie, wydał wyrok. Human potulnie zwiesił głowę, stracił właśnie impulsy na swoim Fajnym socpakiecie. Nim srebrzysta kula, umieszczona nad lożami, rozbłysnęła potwierdzeniem tego oczywistego faktu, Herman z gracją dzikiej kotki przeszedł do następnej ofiary, by po chwili płynnie odwrócić głowę i dodać:
– Wiesz, że to naturalne? Powinieneś o tym porozmawiać z Klaudyną – na chwilę zawiesił głos, spojrzał na zmarnowaną twarz chudzielca i pstryknął ostatnim ciosem. – Teraz już wiesz i porozmawiaj z nią, proszę. – Proszę zabrzmiało drwiną, protekcją, triumfem, lekceważeniem. Prosząc Herman kpił, a kpiąc czynił wszystko, by najgłupszy Human zrozumiał aluzję. Widząc co się stało z chudym, piegowaty i niechlujnie uczesany grubasek, przełykał ślinę, grdyka odbiła mu się od piersi i wróciła pod samo gardło, już był ugotowany, czekał na formalność, nie zamierzał walczyć. Herman bez trudu wyczuł jego mało ambitne intencje i tym chętniej, najprostszymi środkami, zaczął się nad nim pastwić. Po prostu czekał, milczał, obracał się na pięcie, zerkał w stronę chudego i znów czekał. Boguta zaczął się wiercić w fotelu, unosić i opadać, zaciskał palce, nie mógł się nacieszyć, grubasek od początku wydawał mu się mdły i nudny, słusznie miał dostać za swoje. Po co się pcha do „Uczucia” z tak marną kondycją i jeszcze marniejszą posturą.
– Nie boisz się pajączków… – zaczął Herman, odrzucił swoją ukośnie przyciętą grzywkę, przewrócił białkami oczu, czym wywołał popłoch na trybunach, w końcu dodał pełnym głosem i sadyzmem – jesteś przerażony widokiem tych paskud!
Grubasek oklapł znokautowany, skurczył się, oparł sflaczałe ręce na loży i prosił, aby stał się koniec, wyglądał jak przekłuty na wylot, nie potrafił się pozbierać, gdyby zdołał złamałby regulamin i zwyczajnie uciekł. Boguta zatańczył w fotelu, a rozlokowana w rogu salonu publiczność najpierw jęknęła zachwytem, potem ryknęła gromkim, acz nie złośliwym śmiechem, by wszystkie poprawne zachowania zwieńczyć lawiną oklasków. Herman triumfował, chudzielec dołączył do publiczności i z autentycznym, szczerym zaangażowaniem cieszył się z dobrej zabawy. Olbrzymim wysiłkiem, stymulowanym stanowczym głosem realizatora, podobnie zachował się grubasek, chociaż on stracił prawie wszystko, czyli skromny zasób impulsów Fajnego socpakietu i twarz Humana.
W salonie delikatnie błysnęło, syknęło i w krótkiej chwili Skybox radykalnie zmienił wystrój. Nad czymś podobnym do inkubatora pochylała się zatroskana postać. Z plastikowej kopuły wyjęła zasobnik, po brzegi wypełniła go krystalicznie pomarańczowym płynem i wsunęła z powrotem na swoje miejsce. Śpiące, laleczkowate dziecko, słodziutko uśmiechnęło się plakatowymi usteczkami, pochylona nad kapsułą postać zaczęła śpiewać kołysankę:


A teraz śpi w kolebusi, w kolebusi,
Na różowej swej podusi, swej podusi,
Chodzi senek koło płotka, koło płotka,
Cicho...bo tu śpi Karotka, śpi Karotka.


Ponowny błysk i już tylko wielkie, nie wiedzieć czemu, przypominające skórkę pomarańczy opakowanie, z brokatowym napisem „Karotka”, podjechało prawie pod nos Boguty. Przy pudełku nęcił rozpalony czerwony przycisk: „Weź”. Boguta odruchowo dotknął świecącą zachętę, a przecież doskonale wiedział co się stanie. Guzik zmienił się na szary z czarnym napisem: „Brak impulsów”, obok tej brutalnej informacji pojawiło się dodatkowe wyjaśnienie: „Błąd statusu”.
Do salonu wpadł jakiś hałas, młody Oller usłyszał co się dzieje, Skybox akurat zamilkł, łapiąc oddech między reklamą i drugą częścią „Uczucia”. Z hałasem wszedł Alex, zapewne upuścił coś albo zahaczył o klamkę, same drzwi nie wydawały żadnych odgłosów, otwierały się bezszelestnie, inaczej niż te w pokoju często skrzypiące i tak musiało zostać. Alex wyglądał jak dawny Human, taki sprzed wielu lat, zanim w ogóle narodzili się Humani. Miał zdecydowane rysy i trochę kłopotów z tym związanych, ze zdumieniem oglądali się za nim co ambitniejsi Humani i niemal wszyscy Ermafrodyci. Zaniechaniem makijażu pogarszał swój surowy, samczy wizerunek, ale wszystkie niefrasobliwości brały się z roztargnienia, nie buntu. Na początku wieku zasłużyłby zapewne na komplement i usłyszał, że jest twardzielem, teraz był po prostu niedbały i niepoprawny. Tak czy inaczej w surowej postaci podobał się tylko Luizie, ona wyglądała jak Humanka z dawnych lat, on jak Human z zamierzchły czasów. Niewątpliwie ta zbieżność miała znaczenie, gdy zapadała wspólna i od razu stanowcza decyzja – stałe partnerstwo. Wygląd Alexa nie przystawał do osobowości, był wyjątkowo poprawnym, spolegliwym Humanem, starał się nie doszukiwać niuansów, patrzył na rzeczywistość gotowymi recenzjami posyłanymi przez Skypax. Ufał temu, co się do niego mówi, wierzył, że mądrzejsi od niego poukładali zabawki jak trzeba i własnym zdaniem można jedynie popsuć, wcale niegłupi porządek.
– Cześć! – rzucił Alex na całe mieszkanie tak, by jednocześnie przywitać się z Bogutą, Luizą i jeszcze podrzucić powitanie do pokoju, gdzie na plastikowym stoliku nadal stała srebrna taca z odrzuconym suplementem i nadgryzionym pomidorem, czego Alex oczywiście widzieć nie mógł.
– Gdzie byłeś? – spytał Boguta, na tyle zaciekawiony powrotem opiekuna, że oderwał się od „Uczucia”.
– U Maksyma byłem.
– Może posiedzimy w kuchni? – zaproponowała Luiza, stała w drzwiach i zachęcała łagodnym uśmiechem.
– A „Uczucie”? – protestował mały.
– A ja? Zostaw „Uczcie”, chodź pogadamy sobie z Luizą, chyba jest o czym – powiedział Alex.
– Muszę? – powątpiewał Boguta, domyślał się czego może dotyczyć rozmowa i czekał na pewne rozstrzygnięcie z tym związane, jednak w tej chwili miał alternatywną atrakcję i w sumie pogubił się w priorytetach.
– Nie musisz, wiesz, że nic nie musisz, ale żebyś nie żałował – zachęcał Alex i łatwo odniósł sukces.
– Idę – powiedział Boguta, ale wbrew temu co mówił, pobiegł do kuchni. Tuż po tym, jak starszy Oller porozumiał się z młodszym, w kuchni zaczęły się przesuwać krzesła, wszyscy zajmowali swoje ulubione miejsca. Po wstępnej krzątaninie nastąpiła długa cisza. Alex nie wiedział jak zacząć rozmowę, a Boguta i Luiza nie mieli pojęcia o co najpierw spytać? Niezwykle rzadko w domu Ollerów zdarzały się tak nadprzyrodzone zjawiska, jak ciągnąca się długodystansowa cisza. Dystans skrócił najmłodszy, zadał proste pytanie na temat, który intrygował wszystkich:
– No i co? – spojrzał wyczekująco na Alexa, nie pozostawiając mu wyboru.
– Sam nie wiem, trudno powiedzieć.
– Jak wygląda? – spytała Luiza.
– Dziwnie, może nie tak źle, ale dziwnie, jak nie Maksym. Jak oni wszyscy wygląda.
– Dobrze się czuje? – Luiza kontynuowała serię podstawowych pytań, przede wszystkim chciała wiedzieć czy istnieją niebezpieczeństwa.
– Raczej tak, widać, że dla niego to nowa rzecz, ale trudno, żeby było inaczej.
– I od razu coś dają? – wypytywał Boguta, o to czym interesował się najbardziej. Właściwie najbardziej interesował się pełną opcją interaktywnego Skyboxa, ale był już na tyle duży, że potrafił posługiwać się dziecięcą dyplomacją. Wydobywał z Alexa ogólną wiedzę, szczegóły zamierzał dopasować według swojego uznania i zainteresowań.
– Nie pytałem, pewnie tak, rozmawialiśmy na zupełnie inny temat.
– No i co? – drążył Boguta.
– Dowiedziałem się, że trwa jeszcze ten skrócony nabór, rekrutacja, czy jak jej tam, że jeszcze można się zgłaszać. Tak mówiła Kinga.
Alex kończył najdłuższą i jednocześnie co nieco wyjaśniającą kwestię, teraz czekał na pierwsze reakcje partnerstwa. Luizę pochłonęły sprzeczne myśli, odpłynęła tuż po „naborze”, „czy jak jej tam” rekrutacji. Spuściła powieki, zaczęła dłubać palcem przy plastikowym blacie, zachowywała się nieporadnie, niekoniecznie wiedziała co ma ze sobą począć, ale przede wszystkim co ma sobie pomyśleć. Zrobiło się sztywno, klimat zaczął doskwierać Bogucie, stracił zainteresowanie rwaną, nudną rozmową nie na temat, wstał od stołu i oświadczył bez zbędnych wstępów:
– Idę na „Uczucie”.
Opiekunowie nie zaprotestowali, oboje mieli ochotę pozbyć się młodego, który ze swoimi małymi interesami przeszkadzałby tylko, a sprawy przedstawiały się ostatecznie. Jeszcze nikt głośno nie miał odwagi poruszyć ostateczności, jednak było jasne, że wszystko poszło za daleko, aby nieporadnie i w nieskończoność milczeć. Kilka wzajemnych chrząknięć, parę westchnień, proszących spojrzeń, tylko na tyle dało odwlec się rozmowę o przyszłości.
– Dlaczego Kinga? – spytała Luiza, zapominając, że nie pyta czym konkretnie jest zainteresowana.
– Maksym nic nie mówił, tak rzekomo ma być po przeszczepie – Alex wiedział czym zainteresowana jest partnerka, znał ją i czytał w pół gestu, w ćwierć słowa.
– Myślisz, że to nie ma znaczenia? – znów ogólnie spytała Luiza.
– Dla kogo? – ponownie trafił Alex
– Dla nas, myślę o nas.
– Ty też byś chciała? – ogólnie zapytał Alex.
– Ja? Nie, nie o tym mówię, skoro ty… chyba chcesz, to co będzie z nami? Znaczy jak będzie? Gdybyś oczywiście chciał… – trafiła Luiza, ale zaraz się pogubiła w pragnieniach, odczuciach i najprawdopodobniej obawach.
– Nie chcesz nazwać rzeczy i nawet mnie po imieniu? Nie powiedziałem, że chcę, po prostu odwiedziłem Maksyma, nie wypadało inaczej. – Alex nie zwykł się denerwować, czasami pokazywał, że też ma swoją wrażliwość.
– Potrafię nazwać po imieniu, masz rację, Maksyma musiałeś odwiedzić, on pewnie zachowałby się tak samo, gdybyś ty…
– Jednak nie potrafisz. Rozumiem cię, nie jest łatwo. Nikomu. Maksym nie wygląda dobrze, nie wiem czy jeszcze jest Maksymem. – Zabrzmiało groźnie, tak miało w zamiarze brzmieć, ale gdy partner spojrzał na smutne, do połowy opuszczone powieki partnerki, zrobiło mu się żal Luizy, a do siebie miał pretensję o działanie z premedytacją.
– Kinga jak to odbiera?
– Jest zadowolona, twierdzi że nic się nie stało, funkcjonują normalnie, jak dawniej. – Poprawił się, uczciwie wziął się do rzeczy, partnerka Dietel faktycznie chodziła w skowronkach.
– I tak faktycznie wyglądało?
– Raczej tak, ale generalnie nic u nich nie wyglądało jak dawniej, twarz Maksyma przede wszystkim. Gdy patrzysz na taką zmianę z bliska, nie widzisz kolejnej Interakcji Skyboxa, tylko jakby folię. On jest taki zastygnięty, odlew taki, może się potem ta derma jakoś ponaciąga, nie wiem, źle wygląda i tyle.
– Rozumiem.
Rozmowa się rozkleiła, partnerzy unikali odpowiedzi, która pozwala podjąć ostateczną decyzję. Jednocześnie wymiana zdań przebiegała zupełnie spokojnie, pozbawiona emocji, pomimo sformułowań, które mogły zdradzać nie byle jakie dylematy. Alex i Luiza rozmawiali analizując cudze rozterki, posługiwali się odpowiednimi zwrotami, dokonywali adekwatnych porównań i nie towarzyszyły temu dramatyczne gesty, grymasy, wzburzone reakcje. Jeśli się wymknęło wymowne spojrzenie, zawieszenie głosu, uciekanie oczu, były to tylko stonowane sygnały, że sprawa nie jest łatwa, żadnego ognia, przyspieszonego rytmu serca, uciskania w dołku, mokrych rąk. Dialog o emocjach pozbawiony emocji i tak najczęściej rozmawiano zewsząd, tak lub jeszcze bardziej jałowo i zarazem naturalnie. Z boku i obok tematu padały słowa, gesty nie pasowały do zdań, zdania do grymasów twarzy, wyuczona sztuczność przechodząca w naturalność. Wysoki standard dialogu z pełnym poszanowaniem partnera. Skypax od początku swego istnienia wdrażał ten jasno zdefiniowany wzorzec, „obojętność emocjonalną”, stoicyzm, poprawny język oddający szacunek rozmówcy, każdemu i w rozmaitych okolicznościach. Uzewnętrznianie toksycznych i niekontrolowanych uczuć, sukcesywnie zamierało zabierając po drodze pomniejsze ekstazy.
Znikało podnoszenie głosu, okazywanie nienawiści, braku akceptacji, złości, zawiści, zazdrości, rozpływały się radykalne oceny zachowań, z kolei karcenie i wytykanie błędów nie było mile widziane. W kolejnych Interpretacjach nie pomieściły się gorzkie łzy, spontaniczne satysfakcje, nadmiernie triumfujące gesty zwycięstwa i okazywanie rezygnacji. Z czasem niedopuszczalną emocjonalność rozszerzono na krytykę wszelkich zachowań, mogących urazić kogokolwiek. Wymiana opinii w dowolnych układach towarzyskich i stopniach zażyłości, w sytuacjach publicznych i w partnerskiej intymności, przypominała wymianę towarów, komunikaty z portów lotniczych albo polemikę między instrukcjami. Wyuczone, poprawne sformułowania, drukowane na zewnątrz. Żonglerka suchych informacji, poparta rozbieżną, machinalną mimiką i gestykulacją, która i w takiej formie trącała atawizmem.
Beznamiętna całość miała się złożyć na werbalny i pozawerbalny szacunek, okazywany grupom i jednostkom. Patrząc na współczesną rzeczywistość z perspektywy przeszłości obraz wydawał się sielankowy, ale drgał, coś się czaiło w środku, z boku i z tyłu, coś co trudno uchwycić i z braku odpowiednich słów można nazwać jednym wielkim pozorem. Partnerstwo Ollerów wyróżniało się niewielkimi odstępstwami od wyznaczonego standardu, powszechnie uznawanego za konwenans, a przez najbardziej ortodoksyjnych wyznawców unifikacji, za prawo naturalne, które zostało przywrócone po wielu latach pierwotnych zaniedbań. O ile brać pod uwagę początki Aliansu wszystko przychodziło samo, odruchowo i nie było żadnych ortodoksyjnych wyznawców, same naturalne zachowania. Jak dawniej nieszczęśnicy milkli na widok dygnitarza, jak biedni wytrzeszczali oczy na widok złota, tak teraz Humani i Ermafrodyci instynktownie zachowywali się jak należy. Luiza i Alex też nie kontestowali, dało się tylko zauważyć w ich zachowaniu, że coś im przeszkadza, coś ich powstrzymuje, że są skrępowani cudzymi manierami. Inaczej rzeczy się miały w przeciwstawnym nurcie reakcji, gdzie nie brakowało agresji i obrażania, krzyku i pełnej swobody wypowiedzi. Podobne ekscesy mogły mieć miejsce w określonych realiach oraz miejscach. Elementaria była najbardziej odpowiednim otoczeniem, w którym można się wyszaleć i dać upust wszelkim pierwotnym instynktom. Część programów Skypaxu dopuszczała również kontrowersyjne Interakcje i pojedyncze zachowania. Turnieje i bloki informacyjne czerpały z tych źródeł najczęściej, z tym, że zawsze umieszczano stosowne komunikaty, pouczenia i apele o codzienny szacunek i przyjazne nastawienie do siebie i innych. Sprzeczności w obu skrajnych systemach zachowań nie eksponowano, pomijano zupełnie. Interpretacje Skypaxu zastępowały wszelkie analizy, dlatego agresja raz była normalną postawą, oczyszczającą umysł i stymulującą rozwój, innym razem śmiertelnym zagrożeniem dla wszystkich. Skypaxowi udawało się łączyć wykluczające się systemy w tak cudowny sposób, że wszystkie ankiety pokazywały zdecydowaną większość zadowolonych z obowiązujących i perforowanych norm. Ponad trzy czwarte badanych tolerowało agresję w Elementarii, jako jeden z elementów edukacji i jednocześnie wykluczało agresję w partnerstwie i ocenach Interpretacji Skypaxu.
Z nijakich powodów, w nijakim momencie, rozmowa w kuchni została zawieszona i w tym stanie przeniosła się do sypialni. Luiza nie miała śmiałości pytać o więcej, Alex bał się myśleć o konsekwencjach dowolnej decyzji czy nawet wstępnego postanowienia. W sypialni pachnącej niczym, a nic rzecz jasna pachnie jak plastik, w nastrojowej ciemności, po wielu niespokojnych obrotach z boków na plecy i potem na brzuch, Luiza postanowiła ukołysać niepokoje, pierwszą jednoznaczną uwagą.
– Jest mi obojętne co zdecydujesz, każda twoja decyzja będzie dla mnie ważna – powiedziała z przekonaniem.
– Zrobisz jak chcesz? – spytał Alex.
– Nie rozumiem.
– Mówisz mi, że zrobię jak będę chciał, tyle chcesz mi powiedzieć. Sam mam podjąć decyzję? – partner nie ucieszył się z wolności wyboru, chętnie podzieliłby się tym bogactwem.
– Masz rację, to niewiele. A ty coś postanowiłeś?
– Nie.
– Nie dziwię się, nie wiem co mam ci powiedzieć. Chciałabym, żeby było jak jest, to znaczy z tobą, żeby tak było, reszta może i nie musi się zmieniać, nie takim kosztem.
– Kosztem? – Alex uniósł się na łokciach i przechylił bokiem w stronę partnerki.
– Chyba tak, tak sądzę, taka zmiana byłaby dla ciebie trudna, dla mnie raczej też. Czy to nie dziwne, że zmienia się twój najbliższy partner, nie poznajesz go, dotykasz jakby kogoś innego. No tak czy nie? Czy przesadzam? – Luiza poprawiła sobie poduszkę, podniosła ciało wyżej, by dokładnie przyjrzeć się Alexowi. Zadała mu sporo ważnych pytań. Chciała nie tylko słyszeć, ale też widzieć odpowiedzi.
– On wyglądał strasznie, naprawdę beznadziejnie, mówię ci, nie poznałbyś go. Maksym już nie jest taki… jest Ermafrodytą – Alex opadł na plecy, rozłożył bezładnie ręce, czekał na pocieszenie, na więcej stanowczości i jasną odpowiedź, czego się od niego oczekuje.
– I to jest właśnie koszt, nie wiem czy tak można, chyba nie chcę - Luiza pocałowała Alexa w policzek, żeby już się tak nie martwił.
– Co można?
– Zmienić skórę.
– To nie jest skóra, to jest… opakowanie. On jest opakowany, brakuje tylko wstążeczki, ale i tak wygląda naiwnie. Ma dziecinną twarz, cały się zrobił dziecinny – Alex podkręcał łóżkową atmosferę, prosił o zwolnienie z decyzji, którą od początku uznawał za szaleństwo ponad jego siły.
– Niech zostanie jak jest. Po tym co powiedziałeś nie możemy sobie zrobić takich rzeczy. Jest dobrze i nie chcę inaczej.
Luiza jednym ruchem ułożyła się na Alexie, drugim zrzuciła koszulkę i jeszcze szybciej z ocalałego Humana zdjęła spodenki. Zaczęła powoli kołysać się na jego brzuchu, wiedziała co lubi najbardziej, bez pośpiechu, równe, delikatne ruchy, w tym samym rytmie rozkołysane piersi, które proszą się o podtrzymanie i prośby zawsze są spełniane.
– Alex, czy ty będziesz Ermafrodytą? – w sypialni zjawił się przytomny Boguta, nie przejął się późną porą i tym co zobaczył, niecierpliwie oczekiwał odpowiedzi. Luiza nadal siedziała na brzuchu partnera, ale przestraszona przerwała kołysanie. Oboje otrząsnęli się po niespodziewanej wizycie i nieskrępowani, jednocześnie popatrzyli na wyczekujące oczy Boguty.
– Jak widzisz, teraz o tym nie pogadamy? – Alex potrząsając piersiami Luizy odpędzał nudne pytania.
– Dlaczego, powiedz mu – powiedziała Luiza.
– Na razie zostanie jak jest – odpowiedział Alex.
– Rozumiem, idę spać – burknął najmłodszy Oller, nie czuł się winny wtargnięcia, czuł się sponiewierany odpowiedzią opiekunów.
Dyplomacja Boguty poniosła klęskę, poza protokołem pytał o socpakiet Extra, nie interesował się biostatusem Alexa, gdy usłyszał, że płonne, póki co, żywił nadzieje, zrezygnowany, udał się na spoczynek, by jutro w pełni sił zasiąść przed ukochanym, chociaż nadal ubogim Skyboxem. Niespodziewana wizyta przyspieszyła ruchy Luizy i skróciła cierpliwość Alexa. Tuż po tym, jak zamknęły się drzwi, rozkołysali się szaleńczo i dopięli, każdy swego. Uszczęśliwieni wcześniejszą decyzją i obecnym przypieczętowaniem, zasnęli wcześnie, jak nigdy.


6
Twoja ocena: Brak Średnia ocena: 6 (5 głosy/głosów)
Zostaw link w miejscach, które odwiedzasz lub/i skorzystaj z gotowych odnośników!

taka drobna wprawka?

Początek wyglądał mi na złośliwą parodię opowiadań science-fiction, ale pod koniec już rozpisałeś się po swojemu.
Nie wiem czy warto iść w ten format, poza krótkimi powiastkami. Nadprodukcja jest widoczna na rynku gołym okiem, bo pisanie fikcji uchodzi za wyjątkowo łatwe.


Chlor


To rozdział ukończonej już

To rozdział ukończonej już powieści, na science-fiction wszyscy się nabierają, ale to jest tylko zabieg, który znika wraz z przechodzeniem do rzeczy.


Chwała sponsorom: opony i felgi


Nie iwem coś uplanował Panie Piotrze ale Wielki Szacunek przez S

Z początkunie zwróciłem uwagi na autorstwo,i czytając byłem skłony posądzić o popełnienie onego Iona Tichego.Przez całą lekturę ciekła mi ślinka jako że tekst doprawdy świetny.Podpis Matka Kurka sprawił że opadła mi szczęka.Mówisz że "wszyscy się nabierają"tymczasem to co napisałeś to naprawdę solidny kawał wspaniałej jeśli nie Sci to z pewnością Fantastyki,tym bardziej że doprawdy mistrzowsko dopracowanej,bez potknięć ioderwanych wątków.GRATULACJE!
Piszesz że jest to jedynie rozdział innej całości..hmmm,jeśli cała powieść będzie w podobnej tonacji to z niecierpliwością jej oczekuję..Zwłaszcza że co do poprzedniej której fragmenty tu zamieszczałeś(Berek)czułem pewien niedosyt;"złamanie"wątków i chyba coś w rodzaju "zmęczenia autora".Tymczasem tu widać lekkość niejako samoopowiadającej się historii.Jeszcze raz gratuleję świetnego pióra.


facet z facetką

Nie wiem czy o tym wiesz, ale przepięknie piszesz o miłości damsko-męskiej.


Chlor


Ho ho

portret użytkownika Lukrecja

Nie jest źle.


Interesuje mnie

portret użytkownika Lukrecja
6

Skąd się biorą takie dzieci. Wnuczka jest już nastolatką, ale zajmowali się tamci dziadkowie, bo mieszkali bliżej. Wnuczek ma 4 lata i to ja mieszkam bliżej. Ogólnie to dziećmi się trzeba zajmować. Wnuczek Janek, jeśli czegoś chce, to nie wymusza wrzaskiem ( zasługa rodziców), tylko argumentacją. Jest skuteczne, bo jego logika powala. Jak się zaśmiejesz, to padłeś.
Iloma dziećmi można się tak zajmować. W pojedynkę, bo tata jest zajęty karierą, to dwoma. Jak tata się włącza to trzema czy czterema. Jak się odpuści, to przejmą władzę inni. I mamy odbiorcę audycji ”Uczucia”.
Czekam na całość.


Real zgrzyta, imo.

portret użytkownika cmss

twarz Maksyma przede wszystkim. Gdy patrzysz na taką zmianę z bliska, nie widzisz kolejnej Interakcji Skyboxa, tylko jakby folię. On jest taki zastygnięty, odlew taki, może się potem ta derma jakoś ponaciąga, nie wiem, źle wygląda i tyle.


Platonicznie...


Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.