warning: date() [function.date]: It is not safe to rely on the system's timezone settings. You are *required* to use the date.timezone setting or the date_default_timezone_set() function. In case you used any of those methods and you are still getting this warning, you most likely misspelled the timezone identifier. We selected 'Europe/Berlin' for 'CET/1.0/no DST' instead in /home/admin/domains/kontrowersje.net/public_html/archiwum/themes/kontrowersje/node.tpl.php on line 86.


Pokój - 5. Elementaria nr 2

5. Elementaria nr 2


Historia lubi się powtarzać, najwyżej zmienia wystrój; według tej reguły Boguta trafił do sali, która wyglądała jak dawna klasa. Samotnie rozstawione krzesełka przy pojedynczych stolikach, przypominających mini katedry. Każdy z elementarzystów miał przed sobą Skyboxa w zminiaturyzowanej wersji, na ścianie wisiał Skybox w najbogatszej opcji MacCube, tak na wszelki wypadek, gdyż naturalnym było, że w Elementarii pełna wersja MacCube jest dmuchaniem na zimne. Po katedrach rozsiedli się młodzi adepci, wyglądali przeróżnie, ale ich twarze wyrażały jedno: „chcę do domu”. Komunikat zastygł na zagubionych obliczach i trwał w niezmienionej postaci drugi miesiąc, drugiego semestru, czyli prawie cały rok Elementarii.
Ermafrodyta z podniszczoną dermą, zamiast naturalnej powierzchowności, krzątał się wokół rozłożystego plastikowego biurka i było mu wszystko jedno, co usłyszy po przeciwnej stronie. Przeciwność rozumiał dosłownie, w każdej katedrze widział przeciwnika, z którym musiał się obchodzić, jak z jajkiem, jak z oczkiem w głowie, jak ze skarbem największym. Od miłości do przeciwnika, od troski największej zależał byt Syriusza Magnata, który właśnie rozejrzał się bez nadziei po całej sali. Jednym spojrzeniem ogarnął wszystkie mało rozgarnięte, znudzone, złośliwe, w najlepszym razie, obojętne miny. Zbyt wiele czasu spędził na stanowisku, aby uwierzyć, że wydarzy się inaczej niż dzieje się zawsze. Pomimo zastygniętej rozpaczy i wołania o powrót do domu, adepci nie byli sparaliżowani, twarze krzyczały swoje lęki, ciała i umysły naśladowały wszystko, z wyjątkiem poleceń jakie wydawał instruktor Syriusz Magnat.
– Proszę wcisnąć literę „p” – Syriusz darł się i jednocześnie posyłał niezwykle miły, spokojny, przyjazny ciąg słów. Krzyczał uprzejmością, wyrozumiałością i chyba z lekką obawą czy mimo wszystko nie krzyczy nazbyt agresywnie – słowem kochał przeciwnika. Sala odpowiedziała serią nieadekwatnych gestów i słów, powstał harmider, adepci wychylali się przez katedry, zaglądali do Skyboxów z sąsiednich stanowisk. Inni beztrosko rozłożeni w krzesełkach nie robili nic. Następni odwróceni do siebie rozmawiali na ulubione tematy, kolejni mlaszcząc przeżuwali otrzymywane na przerwach posiłki. Tylko na kilku katedrach wyskakiwały, jak bąbelki na wodzie, wielkie litery „P” i wtedy nie-twarzowa derma Syriusza grymasiła jako takim zadowoleniem.
– Na „p” jest partner – z ostatnich rzędów katedr, z całej siły krzyknęła mała adeptka. Ledwie było ją widać, dlatego starała się zaznaczyć swoją obecność donośną pochwałą własnej wiedzy. Wzbudzała tym jakiś rodzaj szacunku, może zazdrości, przynajmniej u części adeptów. Jej głos w żaden sposób nie przystawał do jej wyglądu, od małej Karli tylko Skybox czynił większe cuda z dźwiękiem.
– I co jeszcze? – podchwycił Syriusz, przebijając się przez wszystkie głosy i odgłosy.
– Prezent, prezent, prezent – wydzierał się niewiele większy od Karli adept, ale poza Syriuszem nikt go nie słyszał, nie miał tej pary, ani charyzmy, którą tak wdzięcznie dzieliła się Karla.
– Carletta – palnął grubasek z pierwszej katedry i sala pierwszy raz wykonała polecenie, jakiego nikt nie wydał. Śmiali się wszyscy i bez litości. Powagę zachował tylko Magnat, nigdy nie śmiał się z adeptów, doskonale wiedział czym się kończą podobne wybryki. Wziął się za porządki, z przesadnym zaangażowaniem; sam fakt, że na jego wykładzie dochodzi do gorszących scen uznał za wystarczające zagrożenie.
– Bardzo proszę, bardzo proszę. Przypominam, że Buonarotti ma Metrykę Niemożności Szyku. Bardzo dobrze Buonarotti, bardzo dobrze – Magnat ratował sytuację skupiając się na obronie adepta, kompletnie nie zajmował się prostowaniem absurdalnej odpowiedzi. Instruktor Syriusz Magnat wypracował własny model postępowania, który dawał mu prawie pełną gwarancję zachowania pozycji. Nie przejmował się poprawnym przekazywaniem elementarnej wiedzy, z tego nikt go nie rozliczał, cały proces był formalnością. Jedyne zagrożenie stanowili sami adepci i opiekunowie. Urażeni, dotknięci, czujący dyskomfort i brak akceptacji dla swoich niedoskonałości, z którymi nie zamierzali się zmagać, byli zdolni doprowadzić do rozpaczy i usunięcia za stanowiska każdego, choćby najbardziej ostrożnego instruktora. Syriusz był niezwykle zapobiegliwy, a tam gdzie obawiał się większych niż codzienne zagrożenia, odsyłał adeptów i opiekunów do nieśmiertelnego alibi instruktorów – Kanonu Niemożności.
– Carletta Perkins nie jest na „p”, Syriusz się pomylił, Syriusz się pomylił, głupi Syriusz, głupek – rechotał i bezceremonialnie deptał priorytety instruktora największy, najgrubszy i najbardziej pewny siebie Natan Mikosz.
– Uraziłeś, uraziłeś – zaniepokojona i ta sama Karla, która pierwsza wykrzyczała co jest na „p”, znów zwracała na siebie uwagę.
– Przypominam, że Natan ma Metrykę Niemożności. Karla pamiętasz jaką? – Syriusz w miłosnym pojedynku z przeciwnikiem dokonywał cudów. Atak na siebie przyjął bez słowa, skupił się na jednoczesnej obronie agresywnego Natana i prosił, by nadgorliwa Humanka nie sprawiała kłopotów. Poruszał się w tych zawiłościach niezwykle sprawnie, wiedział jaki ruch ma wykonać i znał kolejne posunięcia, w kilku wariantach.
– Nie pamiętam – odpowiedziała, już pokorna adeptka.
– I bardzo dobrze, bardzo dobrze, to normalne przy Niemożności Koordynacyjnej. Przeproś Natana, na pewno jest mu przykro, nie jego wina, takie są objawy Niemożności Szyku i Niemożności Zrównoważenia Asertywności.
– Gówno! Nie przeproszę grubasa – prawie płacząc, protestowała Karla.
– Bardzo dobrze, bardzo dobrze, przypominam, że nie wolno, nawet za zgodą Karli, mówić o jej osobistej Metryce, będziemy się tym zajmować dlaczego nie wolno, teraz proszę zapamiętać, że nie wolno i już. Wciskamy literkę „p”. Wciskamy, wciskamy.
Ermafrodyta miotał się między Metrykami, przykładał do tego zajęcia olbrzymią wagę, litera „p” była zaledwie dodatkiem do wykładu i bardzo ewentualnych ćwiczeń. Na sali nadal wrzało, nawet bardziej niż wcześniej, do zwyczajowych szmerów i wygłupów, doszły świeże konflikty. Trzeszczały katedry, drżała podłoga, adepci tłukli w blaty, tupali nogami, mlaskali posiłki, wydzierali się na siebie, drwili z Syriusza. Karla odgrażała się Natanowi, Natan poniewierał instruktora, reszta zmęczona waleniem w katedry i podłogę, z zazdrością przyglądała się tej nowej zabawie, a z czasem więcej niż połowa sali zaczęła naśladować lub wymyślać własne spory. W sam środek wrzącej gromady wszedł wysoki, szczupły i wymuskany Ermafrodyta, był dobrze ubrany i od razu dało się wyczuć, że musi być kimś ważnym w Elementarii, może najważniejszym. Syriusz zauważył gościa, ale nadal obojętnie wisiał na swoim biurku, kliku adeptów w całym zamieszaniu dostrzegło, że dzieje się coś nowego, jednak w żaden sposób nie zareagowali.
– Cześć, powiedz mi mój drogi, jak będzie z tym piątkiem? – spytał wymuskany Ermafrodyta, nie przejęty zastaną scenerią i akustyką.
– No nie wiem, Lama, nie mam pojęcia, jak trzeba będzie to przyjdę – Syriusz przebijał się przez harmider, z ostrożną odpowiedzią. Nie narażał się adeptom, unikał spięć z opiekunami, nie chciał też żadnych problemów w relacjach z przełożonymi, chociaż tę ostatnią zapobiegliwość traktował najmniej rygorystycznie.
– Trzeba, nie trzeba, gdyby jednak, można na ciebie liczyć, Syriuszu? – Lama Strop nijaki z wyglądu, rozejrzał się po sali i lekko zmarszczył dermę na nosie, po czym szybko odwrócił głowę i skupił się na rozmowie z instruktorem Magnatem.
– Jasne, Lama, przyjdę, rektorowi Elementarii się nie odmawia.
– Dobre. A powiedz mi… a nie, coś mi się pomieszało. Dziękuję ci bardzo Syriuszu – Lama zawinął się na pięcie i zmierzał do drzwi, gdy nagle zrozumiał, że powinien okazać więcej wdzięczności. – Wiesz, mam fajny adres kosmetyka, gdybyś potrzebował czy coś, daj proszę sygnał – szybko prześwietlił sfatygowaną dermę Syriusza i wyszedł z sali.
– Karla ma Integrację – wrzasnął upokorzony grubasek Natan, który tracił argumenty w kłótni z małą adeptką z ostatnich rzędów katedr.
– Natanie wykorzystujesz swoją Metrykę w niewłaściwy sposób, tak nie wolno nawet tobie. Przeproś Karlę – napominał Syriusz. – Skoro już mowa o Integracji, przypomnijmy sobie, że każdy z nas jest dla nas najważniejszy. Jesteśmy równi, jednakowo wysocy, tak samo niscy, nie ma grubych i chudych. Jesteśmy zintegrowani – Instruktor w ostatnim słowie oddzielił każdą literę.
– Gówno, głupek, gówno – wściekał się grubasek, policzki mu falowały nienaturalnie, potrząsał cała twarzą, walił piąstkami w sam kant plastikowej katedry. Był przy tym tak zapiekły, że zupełnie nie czuł bólu, wrzeszczał i czerwieniał na twarzy.
– Głupek, gówno, głupek, gówno – zaczęła wtórować sala.
– Dobrze, proszę nacisnąć literkę „r” – Syriusz odwracał uwagę, niewybredne występy adeptów potraktował zawodowym spokojem, stare żarty nie robiły na nim większego wrażenia. Dbał o własny interes, byle się nie narazić i nie przeoczyć Niemożności, na resztę machał ręką. Wyglądał jak ktoś, kto muchy nie skrzywdzi, nawet jak mu usiądzie na nosie i będzie spacerować od czubka po skronie, tam i z powrotem. Zachowywał pozory, w istocie bardziej bał się o własny nos niż przejmował losem muchy. Najpierw go przeszkolono, potem sam się nauczył, że inaczej się nie da i nie wolno.
– Małą czy dużą? – spytał Boguta.
– Nie komplikuj Boguta, po prostu wciśnij – pouczył Syriusz i zaraz się zastanowił czy nie posunął się za daleko, zabrzmiał jakoś szorstko. – Wszyscy wciskamy!
Wyskoczyło kilka bąbelków, małe i duże litery, żadna z nich nie przypominała „r”, nie licząc starych „p”, które świeciły po ostatnim poleceniu. Boguta obejrzał żałosny wynik i wcisnął właściwą literę, zmieniając jej wielkość z małej na dużą, w jednakowych odstępach czasu. „R” pulsowało po całej sali i przed oczami Syriusza, okazując pełną wiedzę i satysfakcję. Instruktor wyprężył grzbiet, odepchnął się od biurka, wstał na równe nogi, wyrównał oddech i zrewanżował się złośliwie:
– Boguta otrzymujesz instrukcję. Zgłosisz się po diagnozę do Kanonu Niemożności, opiekunowie otrzymają stosowne informacje. Wygląda na to, że cierpisz na Niemożność Skali Graficznej – powstrzymywał złośliwy ton, ale przed złośliwym uśmieszkiem nie potrafił się powstrzymać, drobne odreagowanie, od czasu do czasu, musiał sobie zafundować w przeciwnym razie, nawet on, nie wytrzymałby w Elementarii. Syriusz był obojętnym zawodowcem, rutyniarz pełną dermą, beznamiętnie podchodził do klęsk i upokorzeń, nie godził się tylko na jedno, aby bezsensownie komplikować mu wykłady, ponadprogramowymi spostrzeżeniami, uwagami i co najbardziej niezrozumiałe, nieuzasadnioną dociekliwością. Szczególnie zwalczał pytania na temat, wiedział, że to się nie może skończyć inaczej niż wielkim zamieszaniem. Przez ambicje jednego nieodpowiedzialnego adepta cierpiała cała sala i cierpiał Syriusz. Boguta nie pierwszy raz dostarczał argumentów, aby się uciążliwemu adeptowi poważnie przyjrzeć, wreszcie niesforny indywidualista doczekał się instrukcji, dając Magnatowi odpowiedni pretekst. Pulsująca litera „R” była klasycznym objawem Niemożności Skali Graficznej, wystarczyło z archiwum Skyboxa wydobyć ten fragment wykładu, w którym adept zdradza objawy, dołączyć odpowiedni formularz i problem przestawał istnieć.
W sali zagrzmiała „Oda do radości”, adepci poderwali się machinalnie i z pełnym piskiem wybiegli na wolność. Przechodząc przez drzwi zaliczali szybkie zabiegi plastyczne, z twarzy znikała skorupa komunikatu: „chcę do domu” i pojawiały się promienne miny, większość w kształcie ulubionych Interakcji Skyboxa. Z tłumu wyróżniał się Boguta, wstał wolno, leniwie i mało szczęśliwy powłóczył nogami do samych drzwi. Nie chciał patrzeć na Syriusza, szedł z odwróconą do ściany głową, minął instruktora bokiem pokazując plecy swojemu wrogowi; od dziś wrogowi, wcześniej zwyczajnie za Syriuszem nie przepadał.
Boguta wbił się w fotel elementarnego autobusu, przyłożył głowę do szyby i w ten sposób protestował, nie godził się na takie traktowanie. Nie potrafił nazwać tego, co mu uczyniono w Elementarii nr 2, wiedział tylko tyle, że spotkała go straszna krzywda ze strony Syriusza. Chociaż to niemożliwe, widział jak spocona derma Syriusza przybiera wredne kształty, okropne miny i fałszywe pozy. Twarze Ermafrodytów nie mogły wyrażać, democorium ograniczało mimikę do oszczędnych uśmiechów, bardziej przypominających koślawe rysunki adeptów Elementarii niż uwolnioną emocję. Unifikacja twarzy nie była warunkiem zmiany biostatusu, jednak na całym Kontynencie, jednym i drugim, próżno szukać Ermafrodyty, który miałby naturalną twarz, właśnie po democorium rozpoznawano Ermafrodytów. Każdy Human, który zmienił biostatus chciał być rozpoznawalny w nowej uprzywilejowanej postaci, w ten sposób Interpretacje Skypaxu zbiegały się z ambicjami pozyskanych Ermafrodytów. Boguta wiedział, że widzi rzeczy niemożliwe, jednak widział je wyraźne, może działo się tak dlatego, że derma Syriusza była wyjątkowo niechlujna, starej daty i długo nie regenerowana. Może mięśnie wygrywały ze zmęczonym materiałem, może wyobraźnia młodego Ollera wywołała niewykonalne odruchy Magnata. W każdym wypadku i we wszystkich łącznie, nie ulegało wątpliwości, że Syriusz miał wredną dermę i był wrogiem.


Uruchamiam sprzedaż powieści "Pokój", dwa rozdziały, które wkleiłem i mam nadzieję, że na zachętę, oddają niewielką część tego co w formie i treści starałem się poukładać. Nie jest to powieść fantastyczno-naukowa, ta forma jest jedynie bladym tłem, które w książce praktycznie znika, ponieważ treścią jest traktat socjologiczny. Najkrócej rzecz ujmując usiłowałem przestrzec, tak jak potrafię, przed lekceważeniem nadchodzących zmian, na nowo definiujących to, co od wieków było nienaruszalne.


Książkę można nabyć anegdotyczną drogą kupna. Na przelewie proszę dopisać "Pokój" i KONIECZNIE PODAĆ ADRES MAILOWY. Cena sugerowana 50PLN, ale wiem jakie są parszywe czasy, dlatego wszyscy, którzy chcieliby przeczytać, jednak cena nieco odstrasza, mogą cenę uregulować do swoich możliwości, nie będę z tego tytułu czynił żadnych problemów, bez względu na kwotę. Zapraszam i dziękuję za wsparcie!


Konto Mbank:


PL65114020040000310233128362


lub konto PalPay






4.38
Twoja ocena: Brak Średnia ocena: 4.4 (8 głosy/głosów)
Zostaw link w miejscach, które odwiedzasz lub/i skorzystaj z gotowych odnośników!

„Najkrócej rzecz ujmując

„Najkrócej rzecz ujmując usiłowałem przestrzec, tak jak potrafię, przed lekceważeniem nadchodzących zmian, na nowo definiujących to, co od wieków było nienaruszalne.”


O, konkurencja dla Dukaja nam rośnie? ;) Wspomniany trend (człowiek przełamuje opory materii, czemu służy mu całe jego oprogramowanie cywilizacyjne, kulturowe) faktycznie jest już od dawna obecny w literaturze SF, u nas najwybitniejszym pisarzem biorącym na bary ten problem jest bezwątpienia Jacek Dukaj. Nie mogę się oprzeć żeby nie przepisać kilku fragmentów.


„Raz. Wszyscy żyjemy w cieniu potwora. W cieniu potwora, który jeszcze się do końca nie wykluł, ale już ugina żywoty wokół.
Widać jego wielki jak Jowisz łeb ponad horyzontem: inteligencja poosobliwościowa, AI po Technological Singularity.
Nie ma znaczenia, czy faktycznie nadejdzie. Nie ma znaczenia, czy prawda, czy fałsz.
Żyjemy w cieniu potencjalności, w dolinie fantomowej masy.
I każdy już ma zdanie, każdy się gdzieś odnalazł w tak odkształconej przestrzeni.
Ci, co zaprzeczają i zasłaniają oczy
Ci, co pogodzili się fatalistycznie
Ci, co uciekają i budują bunkry, w duchu i w gnoju
Ci, co wierzą w dobroć nowonarodzonych bóstw
Ci, co widzą w nich zagładę człowieka i walczą przeciw


(…)


Postnihilizm (I)


1.Człowiek jest tworem kulturowym.
Komentarz: Należy rozumieć to dosłownie. Człowiek BYŁ tworem biologii (przyrody), lecz od chwili zdobycia narzędzi technologicznych, pozwalających na przebudowę człowieka, jego kształt – w tym podstawa materialna – zależy wyłącznie od kultury.


2. Stare systemy ewaluacji człowieczeństwa – oparte na racjach natury, tradycji, Objawienia – utraciły funkcjonalność i użyteczność.
Rozważ: Parlament, sędzia lub gremium naukowców ma określić dopuszczalność określonych procedur inżynierii genetycznej. Zadaje sobie pytanie: czy procedura będzie dla człowieka dobra czy zła?
Ale dla JAKIEGO człowieka? Jej wprowadzenie siłą rzeczy spowoduje zastąpienie Człowieka+1 przez Człowieka+2. Zatem według której miary człowieczeństwa oceniać działania redefiniujące człowieczeństwo?
Jedyną logiczną i konsekwentną postawą byłoby uznawanie a priori wyższości każdego Człowieka +1 nad każdym możliwym Człowiekiem+2 – w praktyce nie do przeprowadzenia.
Nadto rodziłaby ona pytanie o konkurencyjność strategii utrwalania akurat tej formy Homo sapiens, w której wypluła nas ewolucja.
(….)


Postnihilizm (II)


4.Człowiek definiuje się przez swoje granice. Człowiek opisuje się na liniach oporu: to jeszcze jest człowiek, a to już nie; to jeszcze człowiek może, a tego już nie; to jeszcze jest ludzkie, a to już nie; to człowieka ogranicza – więc z tym walczy, naciska, wytęża myśl i wolę.
Owe linie oporu stanowią fundamenty kultury, religii, filozofii, sztuki, języka, moralności, życia społecznego i politycznego.
Wyznaczają także wektory szczęścia i nieszczęścia – ambicji, nadziei, lęków, ideałów – w życiu jednostkowym.


5. Następujące linie oporu zostaną w sposób nieunikniony zlikwidowane w rezultacie postępu technologicznego:
A. Śmiertelność.
B. Cielesność.
C. Jednostkowość. (Tożsamość niepodzielna i niewymienna).
D. Płeć.
E. Genetyczna dziedziczność.
F. Nędza. (Niedostatek dóbr koniecznych do przetrwania).


6. Następujące linie oporu utrzymają się niezależnie od postępu technologicznego:
A. Postęp technologiczny.
B. Ekonomia. (Nierówność dystrybucji dóbr skończonych).
C. Skończoność umysłu. (Ograniczenie zasobu wiedzy oraz szybkości przetwarzania informacji).
D. Pamięć przeszłości.


7. Komentarz do 5A:
Czym innym jest nieśmiertelność jako gwarancja życia bez końca, a czym innym – nieśmiertelność jako niekonieczność śmierci. Zlikwidowanie linii oporu śmiertelności oznacza tę druga sytuację.
Wyjąwszy ekstremalne wypadki losowe (katastrofy naturalne itp.), każda śmierć będzie rezultatem świadomego wyboru. (Woli śmierci). Toteż koniecznym warunkiem człowieczeństwa w starym sensie jest eutanazja.


8. Komentarz do 6B:
Pewne dobra zawsze pozostaną skończone: przestrzeń, materia i energia zamknięte w horyzoncie zdarzeń podmiotu. Z nich wynika ograniczenie dóbr pochodnych, jak moce obliczeniowe czy przepustowość pasm komunikacyjnych.
(Przy założeniu niezmienności praw fizyki).


9. Komentarz do 6D:
W fizyce odróżniamy procesy, w których przejście do stanu n+1 jest całkowicie opisywalne na podstawie znajomości stanu n, od procesów, w których pełny opis takiego przejścia nie jest możliwy bez znajomości „historii procesu” (n-1, n-2…). W układach stochastycznych (np. dla ruchów Browna) procesy pierwszego rodzaju opisuje tzw. własność Markowa.
Pomimo użyteczności matematyk łańcuchów Markowa w socjologii, szeroko rozumiana kultura nie daje się do nich sprowadzić i stanowi odpowiednik procesów drugiego rodzaju.”


dożyjemy tylko wstępnego etapu

Sądzę, że opisana faza rozwoju cywilizacji nigdy nie nastąpi.
Nie dlatego, że jest mało prawdopodobna. Wprost przeciwnie, jest logiczną ekstrapolacją dzisiejszych tendencji.
Tyle, że po prostu nie zdąży nadejść przed zagładą. Wcześniej będziemy mieli wszystko na raz: nieuleczalne epidemie, ludożerstwo, wojny, itp nieprzyjemności.
Przepowiednie Orwella spełniły się niemal w 100%, bo był na to czas (prawie 65 lat). Teraz już go nie ma.
To nie znaczy, że nie warto sobie poczytać.


Chlor


Może wkurzać „dyskusja”

Może wkurzać „dyskusja” „cycatami”, jeszcze ten raz.


To już z późniejszej powieści, też J.D.


„Teza: science fiction nie ma przyszłości, znajdujemy się w epoce pomiędzy przyszłościami.
- Z wielu powodów, ale między innymi z powodu Technologicznej Osobliwości – mówi Caldwell. – Postawiliśmy przed sobą nieprzenikalną barierę, równie dobrze moglibyśmy próbować zajrzeć do wnętrza czarnej dziury. Wszystko, co poza Osobliwością, z definicji jest nie do opowiedzenia z naszej żabiej perspektywy, to znaczy sprzed Osobliwości. Zarazem wydaje się niemożliwym racjonalnie projektować postęp niepolegający na ciągłym wzroście mocy obliczeniowych i inteligencji; toż to sama esencja postępu. Co zatem pozostaje? – I Caldwell zagina po kolei palce, odliczając. – Katastrofy kasujące postęp: coś z zewnątrz, najazd Obcych, gigantyczny meteor, plamy na Słońcu, albo coś z wewnątrz, pandemia zabójczego wirusa, wojna atomowa, chociaż ona akurat jest mocno passe, więc raczej zapaść ekologiczna, globalne bijatyki o zasoby. Wtedy da się pisać z sensem o przyszłości zastopowanej przed Osobliwością. Druga możliwość: science fiction retro – nauka, ale nauka w przeszłości, czyli nasz uroczy steampunk i podobne wariacje. Trzecia możliwość: nadal naukowo, lecz w bok, nie w przyszłość. Osadzamy świat na innej fizyce albo innej epistemologii, albo po prostu w innym nurcie historii. No i możliwość czwarta: nadal piszemy o galaktycznych imperiach, Gibsonowskich hakerach, mangowych cyborgach – nie dlatego, że ma to cokolwiek wspólnego z możliwymi przyszłościami, ale ponieważ na takich wizjach się wychowaliśmy, do nich wracamy w eskapistycznych snach. (….)”


Pod listkiem figowym nie ma figi

portret użytkownika solano

W tym przypadku... Tez myslalam, ze to SF jest. Pierwszy rozdzial - ktorego na portalu nie bylo - wyraznie taki jest, to znaczy, tak sie wyraznie wydaje, i to wrazenie trwa przez jakis czas. To tylko wrazenie, z napakowania alegoriami.


"Pokoj" ma w sobie to samo cos, co "Berek". Co? Nie bede podpowiadac.


To po ile dziś powietrze?


Mnie jest trudno przekonywać,

Mnie jest trudno przekonywać, że to zupełnie błędny kierunek, musiałbym wkleić jeszcze ze cztery rozdziały. Ta książka naprawdę nie ma nic wspólnego z futurologią, fantastyką, z Orwellem też nie wiele. Nie będzie tu żadnych teleportacji, wycieczek na Marsa, postępu w medycynie, samochodów poduszkowców. Wręcz przeciwnie, postęp nastąpi tylko w jednym kierunku, nazwijmy to inżynieria społeczna, tyle mogę zdradzić. Tak naprawdę, jest to obraz WSPÓŁCZESNOŚCI z groteskowymi dodatkami symbolizującymi dzisiejsze "trendy". Daję głowę i jaja, że NIKT tej książki nie nazwie fantastyką, futurologią, czy inną wirtualną baśnią, o ile przeczyta książkę w całości. Bardzo mi zależy, żeby nie "palić" Pokoju fantastyką, tym bardziej, że.... no "przysięgam", że to absolutnie fałszywy kierunek.


PS Quackie i Solano odezwijcie się.


Chwała sponsorom: opony i felgi


OK. przepraszam. To moja

OK. przepraszam. To moja wina, że to „podłączyłem” do tematu, po prostu to siedzi mi w głowie. Martwi mnie jednak ten stygmat fantastyki, którą błędnie utożsamia się tylko z gumowymi mackami i star trekiem. To nie Dukaj, ale jeszcze Lem w roku 1970 pisał, że literatura wyzbyta aspektu technologicznego i urabiania przez niego ludzkiej świadomości , postrzegania świata, redefiniowania człowieczeństwa, będzie po prostu anachronizmem niewybaczalnym (w sensie, te wszystkie opowieści wszechwiedzących narratorów, klasyki realizmu, Dickens, Balzak, Proust, nie stają się „złe”, ale opisują już inny świat, oderwany od naszych doświadczeń i problemów).
NIE, nie piję do Twojej powieści, tylko biorę w obronę fantastykę. A każdy niech pisze o tym co mu w „duchu” siedzi inaczej to śmierć literatury, nie?
Już spadam. Bez obrazy. Możesz pokasować, jeśli faktycznie źle zinterpretowałem i domyśliłem sobie sensy.


Tutaj to się tylko banałem

Tutaj to się tylko banałem mogę podeprzeć, każdy lubi, co mu smakuje. Mnie fantastyka nigdy nie smakowała, nawet przez Lema nie byłem w stanie przejść, dlatego tak się rozpaczliwie przed tą metką bronię. Nawet gdybym chciał udawać "fantastyka" to nie bardzo wiem jak. Z tych fragmentów, które wkleiłem rzeczywiście można mieć jakieś skojarzenia, ale mam jeszcze jeden argument. Pierwsza powieść "Berek" w zasadzie ma podobną konstrukcję, po I części wielu mówiło, że to coś na wzór "Konopielki" albo innego "Janka Muzykanta", dalej wrażenie prysło i to brutalnie. Nie unikam krytyki, nie widzę nic zdrożnego w powyższych komentarzach, po prostu bronię się przed metką, która absolutnie do tej książki nie pasuje. Mam tę przewagę, że nie tylko znam całość, ale znam swoje intencje. Przede mną fantastyki bronić nie trzeba, ja fantastyki nie atakuję, doceniam klasę Lema tyle, że to kompletnie nie moja wrażliwość.


Chwała sponsorom: opony i felgi


Dziękuję za pierwsze

Dziękuję za pierwsze zamówienie i proszę na przelewie dopisywać adres e-mail. Jeszcze dziś prześlę ebook, jak tylko uporam się ze sterownikiem pdf.


Chwała sponsorom: opony i felgi


Odezwałem się

portret użytkownika quackie

mailem, to teraz jeszcze tutaj. W czym rzecz?


_________
Zarzucił staruszek sieć w morze. Odczekał, próbuje wyciągnąć.
Ciągnie ją i ciągnie i wyciągnąć nie może.
Aż w końcu odezwał się głos z nieba.
Powiedział "SIEĆ JEST OBECNIE NIEDOSTĘPNA".


Wywołany-m do tablicy

portret użytkownika quackie

więc: słyszę i słucham.


Postarałem się z "recenzji wewnętrznej" wykroić tyle, ile się dało, bez spoilerów (no nie wiem, czy się udało):


"Pierwsze wrażenie było [podobnie jak wielu Czytelników Portalu] takie: "O Jezu, (...) to SF!" Potem przyszedł namysł i pierwsza diagnoza, lekka gatunkowa szufladka: "Hmm. Socjofantastyczna dystopia, ale zarazem powieść z kluczem, który zresztą Autor wręcza czytelnikowi już na wstępie (motto na stronie tytułowej), czyli szukamy tropów zamaskowanej współczesności.


Jest to i powieść o znaczeniu słów. Stara prawda, że otaczająca rzeczywistość zależy od tego, jak ją nazwiemy, zyskała tu nowy wymiar; język jest siłą sprawczą, za pomocą "starych słów" można przywrócić tradycyjne wartości - doskonała sprawa, opisana z głową.


Poza tym ze zgrozą doczytałem się krwawej satyry na współczesną szkołę, z jej różnymi "dys-" metrykami i nóż mi się w kieszeni zaczął otwierać, bo to jest kierunek, o którym słyszę niemal codziennie od małżonki nauczycielki.


Jest tu też "szlachetny nonkonformizm", pójście pod prąd trendów, co z tego, że w stronę ginącej tradycji? A że książka o władzy, o mechanizmach władzy, czy też przeciw władzy - to wcale nie jest złe; na szczęście system nie jest (jeszcze?) tak szczelny, jak w świecie "Pokoju" i różne rzeczy mogą się prześlizgnąć."


Jak więc widać, pierwsze, fantastycznonaukowe wrażenie jest nie tyle mylące, co ograniczające Czytelnikowi perspektywę. Pamiętacie przypowieść o słoniu i czterech ślepcach? Każdy z nich dotknął innej części słonia i każdy wyniósł inne wrażenie - słoń jest wężem (trąba), drzewem (noga), kością (kieł) i płachtą płótna (ucho). Brakowało im natomiast obrazu całości.


Dlatego, szanowni Czytelnicy, nie bądźcie ślepcami - doczytajcie do końca, jako i ja uczyniłem ;) Warto.


_________
Zarzucił staruszek sieć w morze. Odczekał, próbuje wyciągnąć.
Ciągnie ją i ciągnie i wyciągnąć nie może.
Aż w końcu odezwał się głos z nieba.
Powiedział "SIEĆ JEST OBECNIE NIEDOSTĘPNA".


szybko i dobrze

Tak szybko Ci poszło czytanie?
Chyba że to tak jak we wpisie do "ksiażki zażaleń" - "sklepowa daje znajomym towar od tyłu".
No, zacznę czytać gdy dojdzie, i jak pożyczę jakiś czytnik.


Chlor


Akurat Quackie i Solano

Akurat Quackie i Solano czytali bardzo wolno. Tradycyjnie już pomagali przy korekcie, redakcji i recenzji. Dziękuję raz jeszcze za pomoc i tym razem publicznie dziękuję.


Chwała sponsorom: opony i felgi


???

portret użytkownika quackie

Skąd wynika, że szybko?


_________
Zarzucił staruszek sieć w morze. Odczekał, próbuje wyciągnąć.
Ciągnie ją i ciągnie i wyciągnąć nie może.
Aż w końcu odezwał się głos z nieba.
Powiedział "SIEĆ JEST OBECNIE NIEDOSTĘPNA".


Dla porządku

portret użytkownika quackie

aż się cofnąłem w skrzynce do czasu, kiedy czytałem i recenzowałem "Pokój" (Autor - jeżeli zechce - będzie uprzejmy sprecyzować miesiąc). Czytanie plus notatki plus napisanie szkicu recenzji (którego część, zubożoną o szczegóły zdradzające część fabuły, zamieściłem wyżej) zajęło mi około pięciu dni. Jak na niecałe 200 stron i moje szybkie czytanie - rzekłbym, że bardzo powoli i metodycznie.


_________
Zarzucił staruszek sieć w morze. Odczekał, próbuje wyciągnąć.
Ciągnie ją i ciągnie i wyciągnąć nie może.
Aż w końcu odezwał się głos z nieba.
Powiedział "SIEĆ JEST OBECNIE NIEDOSTĘPNA".


sztuka szybkiego czytania

Aha, nie znałem całej kuchni. Zwykle książkę czytam jakieś 2 - 3 dni. No ale biernie, bez myślenia i bez notatek.


Chlor


Trochę off topic

portret użytkownika Lukrecja

 W sali zagrzmiała „Oda do radości”


W zasadzie „Oda do radości” nigdy na mnie nie robiła większego wrażenia, zbyt pompatyczną mi się zawsze wydawała (to już wolałam „Rękawiczkę”), ale IX Beethovena słuchałam z zachwytem zawsze.   Teraz z obu dzieł zostały paździerze. Panowie twórcy się w grobach przewracają, żeby nie powiedzieć – wirują.


Żeby aż tak obrzydzić! "Times New Roman","serif"">


Bodajże zaczęło się od Karajana

potem poszło z górki. Niedługo ktoś zamykając klapę od klozetu, usłyszy: da, da, da, dam.
Osobiście wolę "pastoralną", szczególnie fragment "burzy"


nieważne


Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.