warning: date() [function.date]: It is not safe to rely on the system's timezone settings. You are *required* to use the date.timezone setting or the date_default_timezone_set() function. In case you used any of those methods and you are still getting this warning, you most likely misspelled the timezone identifier. We selected 'Europe/Berlin' for 'CET/1.0/no DST' instead in /home/admin/domains/kontrowersje.net/public_html/archiwum/themes/kontrowersje/node.tpl.php on line 86.


Premier po drugiej stronie lustra

Tego dnia Premier obudził się jak zwykle o 6:30. Tym razem dłużej leżał w łóżku bezmyślnie wpatrując się w sufit. Dzień nie zapowiadał się interesująco. Czekała go batalia w sejmie – pierwsze czytanie pierwszego pakietu ustaw wspomagających cięcia budżetowe. Ustawy przykrojone zostały na miarę tej koalicji, która od poczęcia chwiała się w posadach i na miarę przewidywań sondażowych. Reformy miały wywołać nie większy niż 10% spadek poparcia dla rządu, premiera i rządzącej partii. Nie był to pakiet marzeń, ale co zrobić. Na tyle stać było obecną koalicję, a oddanie władzy oznaczałoby - w odczuciu premiera - oddanie kraju w ręce ludzi niespełna rozumu.


Takie samo zdanie o opozycji miały, póki co, w większości przychylne Premierowi media. Ale ich łaskawość mogła się lada chwila skończyć, bo nic tak nie napędza oglądalności i poczytności jak dokopywanie rządowi, który skazany jest na wprowadzanie bolesnych, acz koniecznych reform – myślał sobie Premier zerkając raz to na żyrandol, raz kinkiet wiszący nad łóżkiem. Zresztą szef opozycji sam się pogrążał z dnia na dzień. Ostatnim wyskokiem szefa opozycyjnej partii było zatrudnienie zespołu wróżbitów i jasnowidzów, którzy zajęli się wyjaśnianiem narodowej tragedii po myśli prezesa. Od tego czasu nikt już poważnie nie traktował najsilniejszej partii opozycyjnej, która stanęła na krawędzi politycznej katastrofy. Wierni pretorianie prezesa: wielki likwidator, pirat drogowy i tańczący z PZPN, już podjęli starania o dolepienie się do partii, które w sondażach przekraczały wymagany próg wyborczy.


Wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze do osiągnięcia głównego celu premiera jakim było utrzymanie władzy na kolejne 4 lata, ale coś - trudno powiedzieć co – niepokoiło szefa rządu.
- Dobra, pora na poranną ablucję - powiedział premier ni to do siebie, ni to do żony która właśnie wyszła pachnąca perfumami Diora z łazienki.
Szybki prysznic, ząbki, golenie.
- Kochanie nie wiedziałaś mojej maszynki do golenia? – zawołał szef rządu do małżonki.
- Nie wiem, mówiłam żebyś zrobił wreszcie porządek z tym burdelem w swoich rzeczach, wszystkie twoje rzeczy leżą porozwalane po całej łazience. Łazienka to nie Rada Ministrów. Poszukaj sobie – złośliwie odparowała najlepsza z żon.
- Jędza – mruknął premier - ale ma rację, och jak przydało by się coś zrobić wreszcie porządnie. Gdzie ta cholerna maszynka? A jest. A pianka? Uuuups – jest. Co ona robiła w szafce na ręczniki?
- Psiakrwia – rzucił premier do lustra. Pojemnik z pianką golenia nagrzał się od grzejnika i wystrzelił białą smugą na lustro. Premier wyciągnął palec żeby ściągnąć piankę z tafli olbrzymiego lustra łazienkowego i znieruchomiał. Palec zanurzony w piance nie natrafił na opór szkła tylko zanurzył się dalej.
- Co w mordę? Co za jaja? – rzucił Szef Rady Ministrów i jednocześnie mocniej nacisnął rękę, która nie natrafiła na żaden opór. Po chwili wyciągnął rękę uwalaną w piance do golenia i obejrzał ją dokładnie. Nie dostrzegł jednak niczego podejrzanego. Powtórzył manewr z takim samym skutkiem.
- O cholera, ktoś dosypał mi LSD. Przez chwilę premier wpatrywał się w swoje odbicie w lustrze i w rękę do połowy zanurzoną w lustrze.
- A co mi tam. Wszystko jest dla ludzi, skoro tak, zobaczymy co jest po drugiej stronie – uśmiechnął się szelmowsko do siebie. Znów przez chwilę premier poczuł się jak dawniej, gdy miał dwadzieścia parę lat i próbował to tego to owego. Ostrożnie wsunął w lustro drugą rękę i z trudem utrzymując równowagę, najpierw lewą nogę, później prawą i wreszcie głowę i tułów.


- Hi nic ciekawego – mruknął po chwili – po drugiej stronie jest to samo. Rozejrzał się pobieżnie, sięgnął po ubranie, skropił się wodą kolońską, nałożył zegarek – niech to szlag jestem spóźniony - rzucił spojrzawszy na cyferblat Rolexa, który otrzymał od swojego ulubionego posła z lubelskiego, wykonującego dla niego czarną robotę. Premier w pośpiechu nie zwrócił uwagi na pewne szczegóły odróżniające rzeczywistość lustrzaną od oryginalnej. Otóż wszystkie jego rzeczy w łazience leżały w najlepszym porządku, logicznie poukładane po prawej lub lewej stronie lustra.


Premier przebiegł przez salę jadalną, rzuciwszy małżonce zdawkowe „pa kochanie muszę lecieć – już jestem spóźniony, zjem w przerwie posiedzenia sejmu”. Ta popatrzyła na niego jakby zobaczyła go pierwszy raz w życiu.
- Kochanie co się stało, nigdy się nie spóźniałeś – zapytała po dłuższej chwili żona, ale Prezes Rady Ministrów był już na dole przy rządowej limuzynie.


- Gazety dla Pana Premiera powiedział ochroniarz, gdy obaj usadowili się w limuzynie i podał świeże wydania najważniejszych dzienników.
Dziękuję – odparł Premier i pogrążył się lekturze. Przez chwilę w samochodzie słuchać było tylko miarowy cichy pomruk silnika, który nagle przerwał krzyk Premiera – Co jest kurwa!? Co to za żarty sobie robisz? Co to za gazety? – ryczał Szef Rządu. Co to jest? – machnął ochroniarzowi przed nosem. - Jaja sobie robisz ze mnie?
- O co chodzi Panie Premierze. To dzisiejsze wydania. Dostarczone jak zwykle przez rządowego kolportera – odparł przerażony ochroniarz.
- Taaaaak? - przeciągle zapytał Prezes Rady Ministrów - A to co? - pokazał palcem artykuł na pierwszej stronie. - Czytaj!
- Wielka ofensywa rządu w sejmie – czytał ochroniarz. – Rząd dokończy plan Hausnera: KRUS do odstrzału, 90% agencji rządowych do likwidacji, dopłaty do leków uzależnione od dochodów...
- Wystarczy – przerwał Premier - teraz tu – podał ochroniarzowi drugą gazetę.
- Największa deregulacja gospodarki w historii Europy – 80% nakazów, zarządzeń, licencji, pozwoleń do kosza...
- Dość. I co, to ma być program mojego rządu? Gdzie to wydrukowałeś? Kto ci do dostarczył? Oni? – wskazał palcem na gazetowe zdjęcie posłów największej partii opozycyjnej. Chcą mnie wyprowadzić z równowagi przed posiedzeniem sejmu, tak? Że niby obiecałem złote góry, a tymczasem stawiam pagórki z gówna! Za ile cię kupili Judaszu?
- Czy Pan Premier dobrze się czuje? – z niekłamaną troską zapytał się ochroniarz. Przecież to pański program, program Pana rządu. Proszę tu jest streszczenie wystąpień poszczególnych ministrów – ochroniarz podał gruby segregator.


Premier w milczeniu przerzucił parę stron. Robiło mu się na przemian zimno i gorąco, pocił się i dostawał dreszczy. To co przeczytał nie mieściło mu się w głowie. Oto miał przed sobą pakiet reform, które zapowiadały kolejne rządy, łącznie z rządem obecnej koalicji, a które dotychczas nie zostały wprowadzone. I oto teraz ma przed oczami wystąpienia własnych ministrów, którzy w pakiecie wszystkie te reformy firmują jako reformy rządowe. Przerzucił szybko kartki i dotarwszy do przemówienia minister zdrowia zatrzymał się z ciekawością. W mgnieniu oka lektura pochłonęła go całkowicie. – Jasna cholera – pomyślał. Tak! Tak to należy zrobić. Jezu ozłocę ją. To fantastyczny pomysł, ale nie, to nie przejdzie – zreflektował się. Opozycja nie zostawi na tym suchej nitki, przecież...urwał myśl czytając przemówienie wprowadzające minister zdrowia: „Chciałabym podziękować szczególnie posłom opozycji za twórczy wkład w rządowy program reform. Pomysł ze wspólnym przygotowaniem trzech najważniejszych ustaw: zdrowotnej, emerytalnej i budżetowej przez zespoły międzypartyjne okazał się strzałem w dziesiątkę”. – Zespoły międzyparlamentarne? Co to za idiotyzm? Opozycja razem z moim rządem? W jaki sposób z tym psycho...
- Podaj mi gazety – rzucił Premier do ochroniarza. Co my tu mamy – mruczał do siebie przerzucając strony gazet. Jest! Duży tytuł na drugiej stronie: „Prezes największej partii opozycyjnej wycofuje się z czynnego życia politycznego.” Następna gazeta: „ Prezes wycofuje się na wieś.” I następny: „Czy tak jak Marszałek z Sulejówka Prezes będzie sterował poczynaniami swojej partii w przyszłości z wiejskiej posiadłości?”.
- Fiu fiu - zagwizdał Szef Rządu. Zrymowało im się. Po chwili czytał dalej tytuły artykułów: „Rządowy pakiet ustaw osłonowych”. „Oszczędności budżetu zadaniowego idą w miliardy”. „Koniec budżetowego niechlujstwa – od dzisiaj liczą się efekty a nie stopień wykonania planu”. „Polskie mierniki efektywności budżetów zadaniowych zachwycają Unię Europejską”. „Hazardziści finansują osłonę najuboższych”. „Coraz więcej funduszy celowych w budżecie”.


Premier odłożył gazety i patrzył milcząco w okno. Nagle doznał olśnienia. – Zawracaj! Natychmiast zawracaj! Jeszcze wszystko da się uratować – dodał po cichu.
- Ale Panie Premierze, obrady Sejmu – zaprotestował kierowca, zaczynają się...
- Powiedziałem zawracaj, bez dyskusji.


Rządowa limuzyna na sygnale zatrzymała się, dając czas eskortującym motocyklistom na zajęcie właściwej pozycji i zawróciła w stronę rezydencji Szefa Rady Ministrów. Premier wbiegł po schodach wprost do łazienki. Żeby tylko się nie zamknęło pomyślał. Dotknął ręką lustra – jest przejście. Teraz będzie wszytko w porządku, teraz będzie wszystko w najlepszym porządku - pomyślał premier przechodząc przez lustro do rzeczywistości, którą współtworzył.


Pakiet reform kurwa ich mać – pomyślał premier. - Wszystko za jednym posunięciem. I co dalej? Ja przeprowadzę reformy, a opozycja przyjdzie na gotowe i przejmie władzę. O! Takiego wała. Teraz jak już wiem jak to zrobić podzielę to na 4 kadencje i będę narodowi dozował dobrobyt, żeby się ludziom we łbach nie przewróciło. A 16 lat jak z bata strzeli, do emerytury jak znalazł.
Premier wyszedł z budynku i podszedł do czekającej limuzyny.
- Jesteśmy spóźnieni Panie Premierze – poinformował go kierowca.
- I co z tego. – odburknął Szef Rządu – Kto tu jest premierem? Gdzie gazety? – zapytał ochroniarza.
- Nie dowieźli Panie Premierze – odparł znudzony ochroniarz.
- Teraz wszystko jest w porządku, w najlepszym porządku – mruknął Premier.


6
Twoja ocena: Brak Średnia ocena: 6 (11 głosy/głosów)
Zostaw link w miejscach, które odwiedzasz lub/i skorzystaj z gotowych odnośników!

wspaniale

portret użytkownika sese

chapeau bas


Taki dialog

portret użytkownika Lukrecja
6

Z Jeremiego Przybory,
może kto pamięta
z jakiego kabaretu
albo divertimenta:


- Ciężka kadencja. Panie premierze?
- Oj, nie lekka, nie lekka.


Coś mi się wydaje

portret użytkownika quackie

choć wspomnienia już nieco zatarte
że to cytat z filmu "Upał"
rok sześćdziesiąty czwarty.


Premiera (głos tylko?) grał śp. Władysław Hańcza.


Odcinek 1 z 9 - tutaj http://www.youtube.com/watch?v=EKQ2HU2iA8M


A autorowi wpisu za połączenie realności i nie - gratulacje.


_________
Zarzucił staruszek sieć w morze. Odczekał, próbuje wyciągnąć.
Ciągnie ją i ciągnie i wyciągnąć nie może.
Aż w końcu odezwał się głos z nieba.
Powiedział "SIEĆ JEST OBECNIE NIEDOSTĘPNA".


Nie z Upału

portret użytkownika Lukrecja

W Upał premier przyszedł do nich i poprosił ich aby rzucili okiem
Ten dialog jest w takich okolicznościach:
wieczorem szli ulicą, zobaczyli światło w konie, więc wpadli, żeby poroznawiać. I zagaili tak jak napisałam.


z tego wszystkiego nie pokłoniłam się autorowi. To teraz się kłaniam.
Gwiazdki osobno.


A może to było

portret użytkownika quackie

w "Listach" albo w tomiku "Miłość do magister Biodrowicz"?


_________
Zarzucił staruszek sieć w morze. Odczekał, próbuje wyciągnąć.
Ciągnie ją i ciągnie i wyciągnąć nie może.
Aż w końcu odezwał się głos z nieba.
Powiedział "SIEĆ JEST OBECNIE NIEDOSTĘPNA".


Aż się zalogowałem...

6

Błyskotliwe, z humorem i ...prawdziwe. Duuuże brawa !!!


Jeżeli przyjąć, że golą się tylko mężczyżni

to ta powiastka nie może być o naszym Premierze.


A dziękuję uprzejmie za komentarze i ciepłe słowa

Kurakowi życzę szybkiego powrotu.
Dobranoc tymczasem


Jeszcze nigdy tak niewielu nie zrobiło wała z tak wielu


Przywołany był tu dziś

portret użytkownika Jasmine
6

Przywołany był tu dziś imiennie Jeremi Przybora. To ja apropos bez s Twojego tekstu ośmielę się parazfrazować noblistkę, która to mistrzem zachwycona była.


Mistrzowskie połączenie powagi z żartem. Mistrzostwo polega na tym, że szwów nie widać.


Wszyscy jesteśmy Aniołami z jednym skrzydłem. Musimy się mocno objąć żeby polecieć.


Lubimy ludzi, którzy bez wahania mówią to, co myślą, pod warunkiem, że myślą to samo co my.
Mark Twain


Czasoprzestrzeń

portret użytkownika solano
6

Bardzo ciekawa lektura, i nie tylko o relatywności przestrzeni. W pierwszych dwóch zdaniach jest też relatywność czasu (to dla tych, którzy tego nie zauważyli).


Dzięki za już i prośba o jeszcze.
Najlepszego!


To po ile dziś powietrze?


Ech co znaczy wprawne oko

Faktycznie relatywizm czasu wyszedł. Już zamieniam wstał na obudził się. Dzięki.


Jeszcze nigdy tak niewielu nie zrobiło wała z tak wielu


To nie oko

portret użytkownika solano

To okulary :)


To po ile dziś powietrze?


!!

6

Bardzo dobre.


kometaxr53


Swietne

aż sie prosi o oprawę muzyczną
Pozdrawiam


Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.