warning: date() [function.date]: It is not safe to rely on the system's timezone settings. You are *required* to use the date.timezone setting or the date_default_timezone_set() function. In case you used any of those methods and you are still getting this warning, you most likely misspelled the timezone identifier. We selected 'Europe/Berlin' for 'CET/1.0/no DST' instead in /home/admin/domains/kontrowersje.net/public_html/archiwum/themes/kontrowersje/node.tpl.php on line 86.


Proszę państwa do gazu...

Państwo polskie ma to do siebie, że permanentnie ma w dupie swoich obywateli. Tę cechę urzędnicy i politycy oddziedziczyli po poprzednim ustroju, który zakładał, że obywatel, niczym poddany, jest na szarym końcu łańcucha interesów i korzyści.


Gaz łupkowy to korzyść. Jeżeli jest, to pozwoli na wzrost stopnia dywersyfikacji dostaw tego strategicznego surowca. Nie będę się pastwił nad formą i korzyściami jakie sobie rezerwuje państwo z tytułu koncesji na poszukiwania i dalej wydobycia gazu. Śpię spokojnie, bo przecież władza, która wysyła głowę swojego państwa w podróż w jedną stronę samolotem, a w drugą zapewnia mu powrót w trumnie (choć też samolotem), na pewno dołożyła wszelkich starań żeby utargować w firmami wydobywczymi ile się da, dla dobra obywateli, państwa i naszych potomnych. W negocjacjach nasza władza jest nie tylko efektywna ale i transparentna, czego dowodzi choćby ostatnia ustawa, która pozwala zasnuć warunki niektórych umów mgłą tajemnicy, równie tajemniczą jak opary helu znad Smoleńska.


Nie wiem czy wydobycie gazu łupkowego zanieczyszcza wodę, prowadzi do rozpieprzania budynków i samobójstw wśród dżdżownic. Wiem tylko tyle, że jeżeli firmom poszukiwawczym a następnie wydobywczym czegoś się wyraźnie nie zabroni i nie nakaże naprawić powstałych szkód, to tego nie zrobią. Państwo powinno więc jasno określić zakres kompetencji firm i konsekwencji jakie wynikają z zasad sprawiedliwości naprawczej. Tymczasem nasi spece od polityki i urzędnicy robią to czego nauczyli się przez 66 lat – nie robią nic. Cóż na ten temat można wyczytać w prasie? Mniej więcej tyle:


„Przed przystąpieniem do wykonywania prac sejsmicznych i wiertniczych koncesjonobiorcy mają obowiązek poinformować o zamiarze ich rozpoczęcia: organ koncesyjny, właściwy miejscowo organ nadzoru górniczego (okręgowe urzędy górnicze we Wrocławiu i Poznaniu) oraz wójtów, burmistrzów lub prezydentów miast właściwych ze względu na miejsce wykonywania robót.
Niestety, nie każdemu poczynania firm się podobają. W przeszłości zdarzało się, że pracownicy przedsiębiorstw poszukiwawczych wkraczali na prywatne tereny bez wiedzy właścicieli. Dlatego Hanna Dzikowska, dyrektor Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska - instytucji, która analizuje wnioski firm zainteresowanych rozpoczęciem poszukiwań, apeluje o poszanowanie nie tylko przyrody, ale też prawa posiadaczy i użytkowników nieruchomości.”


Ostatnie zdanie najlepiej przedstawia stan umysłowy przedstawicieli polskiego państwa. Władza liberałów nie widzi potrzeby poinformować w pierwszej kolejności właścicieli nieruchomości o wierceniach. Ważne, że wie wójt i stosowny urząd. Pies tańcował z właścicielem. Zamiast bezwzględnego nakazu poinformowania właścicieli w określonym terminie – apel. Pomódlmy się za polskie państwo, bo tyle nam zostało.


W rezultacie firmy poszukujące gazu wpierdalają się (to właściwe określenie) na prywatne nieruchomości; wiercą, rozjeżdżają teren, doprowadzając do białości okolicznych mieszkańców i dając im do zrozumienia, że mogą im naskoczyć. Jeżeli nic nie znajdą, to syf który po sobie zostawią będzie cieszył oko właściciela przez lata. Jeżeli znajdą, nastąpi druga odsłona zabawy „twoja ziemia tylko na papierze misiu”.


Jest prawdą, że część właścicieli nieruchomości przyjmuje wiercących z otwartymi ramionami. Oni mają nadzieję, że jak zacznie się gaz wydobywać, to im skapnie. Otóż nic im nie skapnie. Ani w postaci udziałów w zyskach, ani nikt ich nie zatrudni. Chyba, że  córka gospodarza będzie po godzinach umilać panom gazownikom wieczory i noce.


Co rusz dochodzi więc do protestów mieszkańców, którzy każą gazownikom mało uprzejmie wypieprzać.


Winni tego burdelu są...ladies and gentelmeeeeeeen! ...nasi kochani politycy. Tak oczywiste, że aż nudne.


 Po pierwsze zdechła polityka informacyjna. Jak się złoża szacuje na miliardy zł, to wydać parę baniek na politykę informacyjną to chyba nie sztuka. Organizuje się pogadanki dla wieśniaków w szkołach, jak już właściwie jest po sprawie, bo imprezę zwołuje się wówczas, gdy ludzie jazgoczą. Można było przy pomocy niezależnych i opiniotwórczych instytucji przygotować piękne foldery i opisać uczciwie co dzisiaj wiemy o skutkach wydobycia gazu łupkowego. Tymczasem polityka informacyjna ogranicza się do kiełbaskowo-ochlajowej imprezy dla wójtów i burmistrzów, przygotowanej i opłacanej przez firmy poszukujące gazu. Jak twierdzą podejrzliwi tam zapadają decyzje kto przekona mieszkańców i czyja córka zostanie zatrudniona w księgowości. Ale to wyłącznie ploty.


Po drugie primo – jasne zasady odpowiedzialności. Przed jakimkolwiek wierceniem powinno zrobić się przegląd stanu nieruchomości (budynków). Wystarczy obfotografować, opisać i wspólnie z właścicielem sporządzić akt stanu nieruchomości. Dalej - pobrać próbki wody i ocenić jej stan. Pobrać próbki gleby i ocenić jej skład. Kosztuje? Potrzeba Czasu? To oczywiste.


Po trzecie przygotować plan działań, zasady (w tym zwłaszcza ubezpieczenia szkód) i zapewnić środki finansowe na wypadek gdyby wydobycie gazu łupkowego zrobiło kuku mieszkańcom i środowisku.


Zamiast tego mamy politykę strusia: Jakieś wstrząsy? Eeeee, to bujda - hel nad lotniskiem. Skażona woda? Naoglądaliście się głupich lewackich filmów w internecie. Polityka „jakoś to będzie” jest kontynuowana w najlepsze. Bo kto weźmie na siebie koszty przygotowania informacji i przedstawienia jej mieszkańcom? Kto weźmie odpowiedzialność za szkody? Jeszcze się inwestorzy wystraszą i TVN24 powie, że Polska traci swoją wielką szansę przez kilku oszołomów.


Władza pod tą szerokością geograficzną ma to do siebie, że jak sobie nie radzi z problemami zaczyna od apeli. Potem napuszcza się na siebie mieszkańców (wieśniaki, oszołomy vs uświadomieni europejczycy). Na koniec przyjedzie policja i wpierdoli komu trzeba a pan prokurator wyda parę stosownych nakazów. Skala potencjalnych korzyści dla przebierających w konfiturach jest na tyle oczywista, że przebieg tego procesu jest moim zdaniem przesądzony. Na razie mamy za sobą apele.



5.01
Twoja ocena: Brak Średnia ocena: 5 (4 głosy/głosów )
Zostaw link w miejscach, które odwiedzasz lub/i skorzystaj z gotowych odnośników!

Aż takie konsekwencje przewidujesz?

portret użytkownika cmss
6

Cały obóz chodził nago. Wprawdzie przeszliśmy już odwszenie i ubrania dostaliśmy z powrotem z basenów napełnionych rozpuszczonym w wodzie cyklonem, który znakomicie truł wszy w ubraniach i ludzi w komorze gazowej, a tylko bloki, odgrodzone od nas hiszpańskimi kozłami, nie „wyfasowały” jeszcze ubrań, to jednak i ci, i tamci chodzili nago: upał był okropny. Obóz ściśle zamknięto. Żaden więzień, żadna wesz nie śmie się przedostać przez jego bramę. Ustała praca komand. Cały dzień tysiące nagich ludzi przewalało się po drogach i placach apelowych, leżakowało pod ścianami i na dachach. Spano na deskach, gdyż sienniki i koce były w dezynfekcji. Z ostatnich bloków widać było FKL — tam też odwszawiali. Dwadzieścia osiem tysięcy kobiet rozebrano i wypędzono z bloków — właśnie kotłują się na „wizach”’, drogach i placach


Platonicznie...


Władza liberałów

portret użytkownika Lukrecja

Władza liberałów nie widzi potrzeby poinformować w pierwszej kolejności właścicieli nieruchomości o wierceniach


Błagam, nie pisz tak, to nie sa liberałaowie, chyba że przedefiniujemy to pojęcie. Jak suwerenność już przedefiniowaliśmy.


Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.