warning: date() [function.date]: It is not safe to rely on the system's timezone settings. You are *required* to use the date.timezone setting or the date_default_timezone_set() function. In case you used any of those methods and you are still getting this warning, you most likely misspelled the timezone identifier. We selected 'Europe/Berlin' for 'CET/1.0/no DST' instead in /home/admin/domains/kontrowersje.net/public_html/archiwum/themes/kontrowersje/node.tpl.php on line 86.


Wzrost siły roboczej.

Namnożyło się nam ostatnio "specjalnych stref ekonomicznych", gdzie wielkie koncerny, zarówno z Polski jak i zza granicy mogą prowadzić działalność gospodarczą bez wielkich obciążeń podatkowych, dając pracę okolicznym mieszkańcom i przyczyniając się do przyspieszenia wzrostu gospodarczego. Istnienie takich stref jest oczywiście dla gospodarki korzystne, bo jak już wspomniałem niskie bezrobocie i wysoki wzrost, same plusy. Czy na pewno? Dotychczas myślałem, że tak. Zastanowiłem się jednak nad  sprawą i doszedłem do dziwnych wniosków.


Co przyciąga wielkie koncerny do Polski? Odpowiedź banalnie prosta i powszechnie znana: tania siła robocza. Niskie w porównaniu z bogatym zachodem koszty pracy przyciągają przedsiębiorców do Polski, gdzie rozkręcają oni produkcję i dają dobrze wykwalifikowanym, a przy tym nisko płatnym robotnikom, pracę. Zwolnienia podatkowe też oczywiście odgrywają dużą rolę, ale niewielki koszt produkcji jest najważniejszy. Co w związku z tym? Ano nic, interes się kręci, robotnicy pracują, wskaźniki wzrostu, nawet w czasie kryzysu dodatnie, w czasie prosperity szaleją, mówiąc krótko cud gospodarczy. Niestety cud kończy się właśnie wtedy, gdy dojdziemy do wskaźników wzrostu. Gdy robotnik widzi i słyszy w telewizji, że gospodarka się rozwija w zawrotnym tempie i że za kilka - kilkanaście lat dogonimy Francję i Niemcy, a potem w internecie czyta jak wygląda poziom życia w tych krajach, zaczyna domagać się, aby ten wielki wzrost przełożył się również na wzrost jego stopy życiowej. Kombinuje sobie tak: skoro gonimy bogaty zachód, to nasze płace również powinny gonić te zachodnie. Taki tok myślenia nie jest pozbawiony sensu, oznacza jednak, że jeśli robotnik zobaczy, że inni robotnicy myślą tak samo, to poczuje siłę. Siłę odczują również pracodawcy z wielkich koncernów i co zrobią? Niektórym pracownikom podniosą płace, ale dążąc do jak największego zysku przeniosą dużą część ( może nawet większość ) miejsc pracy na wschód: do Chin, Indii, Wietnamu, Bangladeszu, do krajów gdzie koszty pracy są niższe i gdzie z uwagi na poziom nędzy nie wzrosną znacząco jeszcze przez kilkadziesiąt lat. Polska zostanie ze swoimi pustymi strefami ekonomicznymi, gdzie resztki koncernów cieszą się zwolnieniami podatkowymi i z rosnącym bezrobociem.


Czas jasno powiedzieć, że dążenie do wzrostu gospodarczego za wszelką cenę jest dążeniem głupim. Zanim zostanę zlinczowany, jako "komuch", który wygłasza tu jakieś brednie, wyjaśnię co znaczy "wzrost gospodarczy". Wzrost gospodarczy oznacza wzrost PKB, czyli zwiększenie produkcji bez względu na to, czy produkcja jest potrzebna, czy nie. Do czego przeciętnemu Chińczykowi potrzebne jest tanie badziewie, zalewające zachodni rynek, które do tego Chińczyka nie dociera i na które i tak Chińczyka nie byłoby stać? Do niczego, bo wzrost gospodarczy nie oznacza zaspokajania potrzeb konsumentów, oznacza po prostu wzrost podaży. I teraz powiem, że to nie ja jestem "komuch" wygłaszając takie herezje, takie same herezje wygłasza na swoim blogu pan Sierpiński, libertarianin, czyli przeciwnik wszelkiego socjalizmu. "Komuch" bardziej pasuje do każdego, kto masową produkcję badziewia uznaje za miernik wolności gospodarczej. W Chinach nie ma żadnej wolności, zwłaszcza gospodarczej, kraj, w którym "władza ludowa" może cię wyrzucić z twojego własnego domu i dom zburzyć, nie jest krajem wolnym pod żadnym względem. Zresztą zostawmy Chiny, potężny wzrost gospodarczy miały III Rzesza za Hitlera i ZSRR za Stalina, w obu wypadkach wzrost wiązał się z produkcją zbrojeniową, z wytwarzaniem armat zamiast masła, choć na masło był większy popyt. Dlaczego więc podaż nie zaspokajała popytu? Bo podaż była centralnie sterowana, podobnie jak cały ten "wzrost PKB".


Dziś w Polsce mamy podobną sytuację, pod względem wolności gospodarczej jesteśmy na szarym końcu Europy, chociaż wzrost mamy, nawet w czasach kryzysu. Wzrost, który nie przekłada się ani na wzrost wolności, ani na wzrost poziomu życia, co tylko pokazuje realną wartość tego wzrostu. Co więc mamy zrobić? Wygnać wielkie koncerny i przestać pracować? Oczywiście, że nie, pracować trzeba, a koncerny jak pisałem odejdą same, chyba, że całkowicie zablokujemy wzrost płac. Po prostu uwolnijmy się od mitu wzrostu i zacznijmy myśleć o rozwoju. Rozwój gospodarczy jest wtedy, gdy kraj się rozwija, gdy bogaci się i gdy następuje to w sposób widoczny i odczuwalny. Obecnie istnieją dwie drogi do rozwoju. Droga pierwsza to zostawienie wszystkiego jak jest, co oznacza, że albo poziom życia zostanie sztucznie zamrożony i będziemy Murzynem Europy, produkującym tanie badziewie jak Bangladesz za miskę ryżu, albo za kilkanaście lat poziom życia spadnie, bo zostaniemy z masą bezrobotnych po koncernach uciekających do Indii i z większymi podatkami, z których ci, którym uda się utrzymać pracę będą finansować zasiłki tym, którym się nie udało. Mówiąc krótko zostawiając obecny model gospodarczy sami doprowadzimy się do ekonomicznej katastrofy, o politycznej nie wspominajac, bo bieda oznacza żer dla wszelkiego rodzaju populistów. Jest jednak druga ścieżka rozwoju, inna możliwość, dzięki której możemy uratować się przed utonięciem w bagnie.


Druga droga jest taka, że musimy dmuchać na zimne i już teraz zabezpieczać się na przyszłość. Przede wszystkim przestać wpatrywać się we wskaźniki wzrostu i przestać hołubić potężne korporacje, które po pierwszym lepszym wstrząsie uciekną jako pierwsze. Trzeba postawić ( wiem, że jestem nudny, ale w tym wypadku nudziarstwa nigdy za wiele ) na małą i średnią przedsiębiorczość. Powodów jest co najmniej kilka:


Po pierwsze: Wielkie firmy prędzej, czy później zaczynają tworzyć monopole, półmonopole i oligopole. Prowadzi to do centralnego sterowania całymi dziedzinami gospodarki przez ludzi, na których decyzje nie mamy żadnego wpływu. O tym, że zabija to konkurencję nie warto wspominać, bo to oczywiste. Mała, czy średnia firma, choćby z racji swej wielkości, nie jest w stanie stworzyć monopolu. Dogadanie się paru takich firm nie grozi też oligopolem, choćby dlatego, że takich firm jest zbyt wiele, są one zbyt różnorodne i mają zbyt małe wpływy, by móc opanować cały rynek.


Po drugie: Duża liczba niewielkich firm oznacza większą konkurencję, a co za tym idzie większą jakość produktów. Takie firmy są zmuszone walczyć o swój byt niemal każdego dnia, muszą ze sobą konkurować, by piąć się w górę i zdobywać nowych klientów. Wielkiej firmie wystarczą wielkość i marka i ma już wszystko podane na tacy, co prowadzi do zmniejszenia się motywacji w tej firmie i do mniejszej jakości jej produktów i usług ( po co mają się starać, skoro nikt im nie zagraża? ).


Po trzecie: Firma zatrudniająca kilkadziesiąt, czy kilkaset pracowników nie ucieknie z produkcją do Indii, czy Bangladeszu, bo zwyczajnie nie ma takiej możliwości. Firma będzie prowadziła swoją działalność na miejscu, co oznacza, że pracodawca będzie musiał szanować interesy pracowników, bo w przeciwnym razie opuszczą firmę i przejdą do konkurencji. Jednocześnie pracownicy będą zmuszeni do mniejszej roszczeniowości, bo o ile w wielkim zakładzie można zorganizować wielki związek zawodowy, potrafiący zrobić niezłą zadymę, to w małym przedsiębiorstwie, zatrudniającym kilka, czy kilkanaście osób możliwości działania takich związków są mocno ograniczone. W ten sposób i pracownik i pracodawca są zmuszeni dogadywać się w taki sposób, by ugrać jak najwięcej dla siebie bez jednoczesnego rujnowania drugiej strony.


Po czwarte: I to najważniejszy powód, który powinien być po pierwszy: upadek kilku małych, czy średnich firm oznacza po prostu upadek paru niepotrzebnych przedsiębiorstw. Upadek paru potężnych molochów oznacza załamanie się światowej gospodarki. Dlatego właśnie trzeba stawiać na małą przedsiębiorczość, ograniczać wpływy koroporacji, pieprzyć ( lub solić, jak kto lubi ) wzrost gospodarczy i skupiać się przede wszystkim na rozwoju, na realnym, wymiernym i zauważalnym rozwoju. W przeciwnym razie mamy niedorozwój i taką kupę, że strach w nią wejść.


5.01
Twoja ocena: Brak Średnia ocena: 5 (6 głosy/głosów)
Zostaw link w miejscach, które odwiedzasz lub/i skorzystaj z gotowych odnośników!

Zgoda, promujmy małe i średnie firmy :)

portret użytkownika czarodziejka

Mogę dodać moje argumenty za promowaniem "małych i średnich" :)
- własność tych "małych i średnich" nie jest tak rozproszona jak w przypadku wielkich koncernów ( liczni anonimowi akcjonariusze ) co przekłada się na racjonalne zarządzanie
- "małe i średnie" jeśli dotyczy to producji są bardziej elastyczni, dostosowują swoją produkcję
pod popyt, molochy tego nie uwzględniają, najpierw naprodukują a potem próbują wciskać klientom towar, który zalega im w magazynach, tu dobrym przykładem są firmy meblarskie, gdzie dyży Swarzędz upada, a małe zakłady sobie nieźle radzą
- "małe i średnie" z założenia mają chrakter lokalny , koncerny w większości mają chrakter ponadkrajowy to z kolei pozwala na lawirowania prawne czy finansowe


Zgadzam się.

Wszystkie argumenty trafne.
Pozdrawiam.


A Jiima będzie komuchem

Małe i średnie firmy... zaczynają już Jiimie puchnąć uszy od tego zaklęcia.
Jiima pracowało w małych (10 osób) i średnich (około 150) firmach, pracowało też w złych, diabolicznych korporacjach, rozproszonych po całym świecie. Co Jiima zobaczyło?
Otóż to małe i średnie firmy na ogół traktują pracownika jak Murzyna, chyba że "prezes" jest twoim kumplem / krewniakiem. Małe i średnie firmy robią ci "łachę" że w ogóle pracujesz. Wymyślają pracę na kombinowane umowy (typu - umowa o pracę za minimum socjalne, reszta na dzieło, wszystko super do momentu gdy pójdziesz na zwolnienie chorobowe, np z powodu zapalenia płuc) - o pracy na czarno czy prawie na czarno (co innego na umowie, co innego do ręki) nie wspomnę. Ot, tekst z rozmowy kwalifikacyjnej w mało/średniej firmie - "my wiemy że niektórzy by jakieś prywatne ubezpieczenia medyczne chcieli albo inne takie", na zasadzie "co te durne Murzyny sobie nie wymyślą, może jeszcze to oni będą nam mówić co mamy robić".
Owszem, nie zawsze jest tak, ale niestety owe małe średnie firmy zakładają Polacy, a Polak na ogół Polakowi wilkiem. Rozumiem, że pewnie część z czytających ma własną działalność gospodarczą i dlatego jak każda pliszka, swój ogonek chwali, jednak Jiima jest od dłuższego czasu psem korporacji i jakoś nie narzeka. Żadna mało średnia firma nie zaoferowała mu takich warunków, zarówno płacowych jak i pozapłacowych, poza tym jakoś nikt w zespole d. nie trzęsie z powodu kryzysu. Może nie będzie jakiejś widowiskowej podwyżki w tym roku, ale to wszystko.
Owszem, monopole i oligopole są niekorzystne dla gospodarki i należy z nimi walczyć, jednak mali i średni niewiele tu zrobią, raczej wymagana jest interwencja państwa i... tych dużych, którzy jeszcze nie są gigantyczni, a więc jeszcze im zależy. Przykład - Opera, Google i Mozilla Foundation (z wsparciem Nokii / Trolltechu) zebrały się by wkopać nietykalnemu gigantowi Microsoft za wsadzanie Internet Eksplodera do windozy. Jak dotąd zabierali się za to mniejsi i odpadli, jednak teraz zabrali się za to ci którym zależy - jakby ktoś nie wiedział, wszyscy wymienieni produkują własne przeglądarki, przy czym Opera w zasadzie tylko z tego żyje. A co robią "mali"? Piszą oprogramowanie w "wisiual basiku" i żebrzą u Billa o status "partnera Microsoftu", tak jakby mrówka mogła być partnerem słonia. Później tacy partnerzy się przydają, na przykład by zrobić bydło podczas zebrań ISO - jak można było oglądać w Szwecji z okazji "standaryzacji" M$ OXML.
"Mali" też przydają się w innych sytuacjach - na przykład by przez nich wywierać naciski na rząd. Tutaj kłania się chociażby historia patentów software'owych i patentów biotechnicznych w UE.
Niestety bowiem spora część mało średnich to tak naprawdę takie same psy korporacji jak Jiima, tylko mają własny szyld nad biurkiem. Nie mówię tylko o branży Jiimy - w IT to normalne że na korytarzu spotykasz masę ludzi pracujących nie w twojej firmie tylko w 20 małych i większych firemkach "konsultingowych", tudzież w Accenture (które firemką trudno nazwać). Identyczna sytuacja jest np. w produkcji spożywczej - gdzie myślicie powstają soczki biedronki czy ciastka leader price? Branża tekstylna - połowa tych co nie robią na czarno, szyją we własnych, niezależnych, mało średnich warsztatach ubranka marki Reserved, czapki dla innego hexeline itp. Gdy taka biedronka czy inny reserved pójdzie się chrzanić z powodu kryzysu, co zrobią ci mało średni, motor naszej gospodarki? Jeśli nie przestaną szyć, to raczej nie będą tego robić legalnie, bo tylko kontrakt z "wielkim" trzymał ich jeszcze poza szarą strefą.


Jiima zaliczył dwie, czy trzy

Jiima zaliczył dwie, czy trzy firmy i wie już dokładnie wszystko o wszystkich pozostałych. Jaki ten Jiima mądry, klękajcie narody. Jiima niestety popełnia błędy w swojej argumentacji i to błędy karygodne.


Po pierwsze Jiima nie raczył zauważyć, że małe i średnie firmy, walczące co dzień z biurokracją, opłatami, podatkami i składkami nie zawsze są w stanie zapewnić pracownikowi dodatkowych ubezpieczeń i innych tego rodzaju "luksusów". Jeśli firma zatrudnia kilkanaście/dziesiąt osób i po wypłaceniu im wynagrodzeń i po oddaniu państwu, co cesarskie, osiąga czysty zysk w granicach 3 -4 tysiące złotych, to nie dziw się, że nie funduje swoim pracownikom dodatkowego socjalu. Gdyby obciążenia fiskalne dla drobnej przedsiębiorczości były mniejsze, a procedury przy rozpoczynaniu działalności tańsze i ograniczone do niezbędnego minimum ( co dodatkowo zwiększałoby konkurencję, w tym płacową ), to Jiima mógłby o lepszych warunkach poważnie porozmawiać. W obecnej sytuacji nie ma niestety o czym.


Po drugie interwencja państwa, które też jest swego rodzaju monopolem oznacza, że jakaś dziedzina gospodarki przestała być regulowana przez konsorcjum prywatne, a stała się działką kartelu państwowego. Podobnie "dogadanie się" paru wielkich firm oznacza, że nawet jeśli uda się złamać monopol, to w jego miejsce przyjdzie oligopol i praktycznie nic się nie zmieni. Jak więc walczyć z monopolami? Interwencja państwa tak, ale w rozsądnym zakresie: wysokie grzywny za dumping, fałszywą reklamę, podkradanie pomysłów mniejszej konkurencji; wyższe podatki za przenoszenie miejsc pracy do Trzeciego Świata, itp. Poza tym zmniejszenie obciążeń dla małej i średniej przedsiębiorczości, bo właśnie ta przedsiębiorczość zapewnia konkurencję na rynku. Konsumenci mają dzięki niej wyższą jakość, a wielcy przedsiębiorcy, przynajmniej w niektórych branżach, wiedzą, że mogą stracić jakąś część swoich klientów na rzecz tych małych.


Po trzecie Jiima dobrze się czuje w roli "psa korporacji", ale jeśli Jiimie przewróci się w głowie i wspólnie z kolegami zarząda, by zyski korporacji zostawały w kraju, zamiast być wypompowywane za granicę, by korporacja mogła prowadzić dalsze inwestycje na miejscu, albo by płace i przywileje socjalne rosły proporcjonalnie do tempa wzrostu gospodarczego, to coś mi się zdaje, że Jiima szybko zostanie bezpańskim psem, chyba, że jest wyjątkowo dobrym pracownikiem, któremu takie fanaberie się wybacza.


I po czwarte, jeśli Jiima mówi o szarej strefie, to niech jeszcze raz spojrzy na "po pierwsze". Wtedy zrozumie dlaczego mali w naszym kraju są często zależni od wielkich ( których wcale nie zamierzam tępić, chcę jedynie, by mali mieli co najmniej takie same przywileje jak oni ) i dlaczego nie chcieli dać Jiimie Bóg wie czego.


Nie dwie, uwierz.

Jiima widziało ich aż nadto. Pracowało w czterech, szukało pracy w kilku kolejnych, samo nie pamięta ilu. Nie twierdzi, że zjadło wszystkie rozumy, twierdzi jedynie że...
1. Nie tak prosto z tymi małymi firmami gniecionymi podatkami. Owszem, podatki w Polsze są poj*, nie ma co kryć. PIPa czepia się tych małych, to fakt, w żadnej korporacji (4 zaliczone) jeszcze ich nie widziało, zaś Jiimy koleżanka, "prywatny przedsiębiorca" / rolnik miała ich od razu na karku i dowalili jej oczywiście karę za zbyt małe pomieszczenie socjalne w kurniku. Jednak co innego firma która ma "mały zysk" a co innego firma której szef co rok ma na nowe Audi, a w zasadzie siedzi w szarej strefie, bo inaczej jego kreatywnej księgowości nie da się nazwać. I wiesz, Jiima nie wierzy że jak CIT i PIT spadnie do 5%, to szef nie będzie dalej kombinował, taka mentalność sporej części polskich "byznesmanów".
Powalone zasady uderzają za to w najmniejsze firmy, tu się zgodzę. Firma na dorobku składająca się z jednego web designera i dochodzącej kumpeli pomagającej z księgowością, zakład elektryczny składający się z majstra i pomagiera (jak pomagier się nie urżnie, wtedy majster zasuwa sam), czy zakład krawiecki składający się z niedosłyszącego krawca i niesłyszącej szwaczki - owszem, oni mają niefajnie. Wszyscy to przypadki autentyczne, krewni-i-znajomi Jiimy.
Tyle że oni nas nie uratują przed kryzysem, nawet w specjalnej strefie ekonomicznej, tak samo jak sąsiadka, właścicielka sklepiku spożywczego konkurującego z wybudowanym niedawno na wsi "polomarketem", nawet jeśli Jiima woli iść do sąsiadki, bo mięso od niej nie śmierdzi i nie jest gożkie po ugotowaniu.
2. W specjalnej strefie ekonomicznej w Łodzi jest kilka "mało średnich firm", więc nie tylko wielcy z USowa się tam załapują, choć nie da się ukryć, że to dla nich się strefy buduje, reszta conajwyżej się załapie, zwłaszcza jak ma znajomości w urzędzie miasta...
3. Opera to nie jest taka znowu "wielka" firma, ale spora. Na tyle by podskoczyć M$, czego o żadnej z firm dla których Jiima pracowało nie da się powiedzieć.
4. Właśnie taką walkę miało Jiima na myśli. Typu komisje antymonopolowe, czy UKIE.
5. Jiima jest cyniczne i ma gdzieś, gdzie idą zyski, póki na koncie wypłata pojawia się o czasie. A jak się nie pojawi, to uwierz, nie trzeba będzie Jiimy znikąd wyrzucać, bo już go tam dawno nie będzie. A z wypłaty Jiimy i jego kumpli państwo dostaje swoją sporą działkę.
6. Równe zasady dla wszystkich - to mi się podoba bardziej niż faworyzowanie kogokolwiek.
7. Specjalne strefy ekonomiczne wbrew pozorom mają sens. O ile nie są tworzone pod supermarkety (które ostatnio dają swoim pracownikom prywatną opiekę medyczną, przynajmniej niektóre).


1. Kilka firm, w jakich był

1. Kilka firm, w jakich był Jiima, z czego w połowie kręcił jedynie nosem na warunki, to nadal nie podstawa, by hurtowo oceniać całą drobną i średnią przedsiębiorczość. Dlaczego Jiima w swoich ocenach opiera się na paru szemranych pseudobiznesmenach, a nie na przykładzie choćby swojej koleżanki? Ten przykład jest przecież równie dobry. Poza tym zapewniam cię, że obniżenie podatków i opłat i uracjonalnienie składek na ZUS ( procent od dochodu, nie stała kwota ) dla małych firm sprawiłoby, że znaczna część z nich wyszłaby z szarej strefy. Szara strefa bierze się właśnie stąd, że wielu ludzi mając do wyboru płacenie zbyt wiele, albo niepłacenie w ogóle, wybiera to drugie. Pewnego dnia może się okazać, że również twoja koleżanka ze znajomym mechanikiem i krawcem uciekną przed biurokracją i zdzierstwem w nieuczciwą działalność. Nadal będziesz wtedy przeciwny ułatwianiu życia drobnym biznesmenom?


2. No właśnie, masz znajomości, to załapiesz się do strefy, nie masz, to won, bo strefa jest dla wielkich, nie dla maluczkich. Piszesz, że jesteś zwolennikiem "równych zasad dla wszystkich" i przeciwnikiem "faworyzowania kogokolwiek". Powiedz mi w takim razie, gdzie widzisz równość w obecnym układzie, gdzie wielcy mogą liczyć na specjalne strefy i inne przywileje, a mali cieszą się, gdy kupią nowy wóz ( oczywiście gdy prowadzą "kreatywną księgowość", w innym wypadku cieszą się, gdy państwo zostawi im tyle kasy, że starczy na sprowadzany złom i na waciki ).


3. Jiima ma gdzieś, gdzie idą zyski, ale jeśli Jiima straci robotę i nie daj Bóg nie znajdzie drugiej ( kryzys w końcu ), to czy będzie miał gdzieś nadal? Zyski nie zostaną w kraju, więc krajowa "filia" korporacji nie będzie miała na nowe miejsce pracy dla Jiimy, podatków nie zapłaci, bo jest w strefie, więc Jiima nie dostanie zasiłku. Nie dostanie też z pieniędzy tych małych, bo pieniądze małych pójdą na ratowanie wielkich, o ile oczywiście mali też nie popadają, ani nie uciekną w szarą strefę. Tymczasem zyski trafią do "centrali" w Waszyngtonie, czy innym Detroit, część zostanie przeznaczona na premie dla zarządu, a reszta na nową fabrykę w Bombaju.


4. Mali mogą konkurować z wielkimi. Oczywiście nie we wszystkich branżach, niewielka firma informatyczna, ani nawet sto takich firm nie rzuci wyzwania Microsoftowi, ale np. restauracja, bar, czy też niewielka sieć barów i restauracji stanowi na poziomie lokalnym poważną konkurencję dla takiego McDonalda, choćby z powodu lepszego i zdrowszego jedzenia. Mała sieć sklepów osiedlowych też może rzucić w lokalnym terenie wyzwanie miejscowemu marketowi. Oczywiście będzie się tak dziać pod warunkiem, że sklepy i restauracja nie padną pod ciężarem fiskusa.


koncerny są super!

Urok pracy w wielkiej firmie prywatnej polega na jej podobieństwie do posady "na państwowym". Takie same stężenie kretynów na metr kwadratowy, podobne paczki na święta, wycieczki zakładowe, nie ma jednak wycieczek na grzyby, bo to zbyt proletariackie i wręcz obciachowo słowiańskie wręcz. Zamiast pana Mietka jest "managing director". Do tego podobnie koszmarne marnotrawstwo, plus gadki - " niema problemu, to pójdzie w koszty". Fajnie się tam pracuje, trzeba tylko wyrobić sobie spokojną niszę ekologiczną.


Chlor


A wiesz, że ty masz rację.

portret użytkownika czarodziejka

Nie ma to jak spokojna nisza ekologiczna, z niej cichutko można czasem popatrzeć na to bizancjum, którym otaczają się prezesi na kontraktach, a które murzynowi nie jest nawet dane powąchać. ;)


Gdy przeczytałem twój

Gdy przeczytałem twój komentarz i skojarzyłem go z postem Jiimy, to odniosłem wrażenie ( być może błędne ), że Jiima rozumuje tak:


Jeśli Jiima w małej firmie dostawał 1500 na twarz, bez prywatnego ubezpieczenia, a szef kupił sobie nowe auto, oznacza to, że mali przedsiębiorcy są kapitalistycznymi krwiopijcami, którzy gówno powinni dostać, a nie niższe podatki i mniejszą biurokrację. Jeśli Jiima w wielkiej korporacji dostaje 2500 na twarz plus prywatne ubezpieczenie, a firma zakupiła nowy helikopter dla zarządu plus służbowe auto dla każdego dyrektora i "executive managera", oznacza to, że korporacje są super i zasługują na zwolnienia podatkowe i specjalne strefy. Biurokracja może zostać ta sama, jest zresztą niewiele większa od biurokracji wewnątrz firmy.


są małe, wielkie firmy

Koncerny, czy Mietek ze szwagrem? Jest też inny wariant, znany mi osobiście. Malutka firemka o ogromnych obrotach i takich też zyskach. Paru ludzi kupiło z demobilu nowoczesną maszynę i robią prototypy urządzeń. Prototyp wysyłają do Chin i proszą o powielenie w ilości rzędu miliona sztuk. Cała myśl techniczna jest ich, i zostaje na miejscu. Chińczycy robią za tanią silę roboczą a firma niema żadnej "siły roboczej" tylko grupkę super uzdolnionych inżynierów. Niestety to jest firma amerykańska, model z wielu względów (podatkowych, myślowych, przepisowych itp) praktycznie nie do powielenia w Polsce, kraju gdzie siła robocza ma być tania, a technologia ma pochodzić od chętnych biznesmenów zza Odry. Dalej też jest fajnie. Otóż chińczycy po wysłaniu zamówionej produkcji do USA "potaniają" technologię używając gorszych materiałów i pchają ten sam towar do Niemiec. Gdy zachodni rynek już się zatka, dalej obniżają cenę, wywalają "niepotrzebne" i zbyt drogie elementy i kolejna seria trafia np do Polski. Widziałem to coś na polskiej półce sklepowej. I tak to się kręci. W sumie amerykanie zgarniają prawie cały szmal a chińczycy pewnie powinni się cieszyć bo "mają tanią siłę roboczą". Kitajscy inżynierowie mogą się wykazać w tej sytuacji tylko jako kopiści cudzych rozwiązań.


Chlor


No i problemem są ci Chińczycy

Bo ja widzę inny scenariusz - Chińczycy wypinają się na Wujów Samów i robią coś w podobie, ale nie to samo. Pierwsze serie mogą być nawet lepsze od tych "amerykańskich" - to bzdura że kitajec nie potrafi zrobić solidnego produktu, potrafi, tylko wielcy biali ludzie im g... za g.. płacą, to g.. dostają. Chińczyk zgarnia całą kasę, praw patentowych nie przestrzega, bo u niego patent nie jest ważny i wielki biały człowiek zostaje z ręką w nocniku.
To że tym razem tak nie było, to szczęście dla zainteresowanych.


A Polak też może zrobić "biznes" z Chińczykiem, nawet ma większe szanse bo jest w stanie zrozumieć powalone zasady działające w Chinach.


Mówimy o różnych rzeczach

Zaczęliśmy od firm które mają nam napędzać rozwój. Nie chcę być złośliwe, ale moja koleżanka, szwagier i kumpel rozwoju nie napędzą, tak jak mówiłem, choćby i podatki były równe 0% jak "raty" w supermarkecie. Niestety, w tym świecie grają wielcy i tak już będzie. Tu właśnie objawia się mój cynizm - kryzys raczej wykosi średnie przedsiębiorstwa "z ambicjami" (na nowe Audi dla prezesa) niż megakorporacje. Czy to dobrze, czy źle, sprawa dyskusyjna. Dla tych co zawierzyli "rodzimemu biznesowi" na pewno źle.
Nie mówię że korporacje są "cacy", a "prywaciarz" wrogiem narodu. Mówię jedynie że zdanie przeciwne również jest bzdurą. Nie da się wzrostu gospodarczego oprzeć na manufakturalnym prostowaniu bananów, a pokaż mi małą firmę która wejdzie w high-tech, biotechnologię, czy inne tego typu niepotrzebne bajery - o domowym składaniu laptopów z części Asusa nie wspominam, bo nie o to chodzi.


Czemu nie mówię o koleżance, szwagrze i innych "maluczkich"? Proste - oni na ten przykład nie dają zatrudnienia. Oni sami są zatrudnieni, choć pod inną nazwą. Koleżanka z kurnikiem ma 3 pracowników i tyle wystarcza, a bez odbiorcy brojlerów w zasadzie nie istnieje. Głuchoniemi z warsztatem zatrudniają siebie nawzajem i nie zatrudnią nikogo innego nawet jeśli im za to się zapłaci, bo raz - boją się obcych, dwa - nie mają maszyn, ani nie mają gdzie ich postawić, mają po 60 lat i pojęcie "biznesplanu" jest im obce.
Co do wielkich firm, w nich też jest różnie, kwadratowo i podłużnie. Zależy jaka firma i w jakim stopniu "spolonizowana". Ktoś niedawno pisał o kulturze pracy, z naciskiem że w Polsze ona nie istnieje. Coś w tym jest, lata PRL robią swoje. "Prezes" 100 - osobowej firmy informatycznej też kiedyś robił "czy się stoi czy się leży" (facet ma 50 lat, więc na kawałek PRL jeszcze się załapał), więc z założenia widzi pozostałych tak jak widział siebie (a że ma 0 pojęcia o programowaniu, nie do końca łapie co właściwie robią jego pracownicy). Z tym, że to nie PRL pracownicy w jego mniemaniu okradają, tylko jego. Ciąg dalszy - niskie pensje, znoszenie much w nosie prezesa itp są tylko logiczną konsekwencją takiego wypaczonego światopoglądu. Podobnie będzie w dużej firmie, jeśli trafi się podobny "manager" z PRL-owego odzysku.


Co do znajomości i równych szans - Jiima chciałoby by ten kraj działał na mniej patologicznych zasadach. To jak jest, każdy widzi. Jak podatki będą niższe, ZUS pójdzie w p.du, to nie tylko szwagier i prezes szemranej firmy będą mieli lepiej, ale i montownia Della w Łodzi przestanie myśleć o wyprowadzeniu się do Rumunii. Jak będziemy "wspierać drobną przedsiębiorczość" efekt będzie cokolwiek dziwny, paru cwaniaków znów się obłowi i naprawdę Jiimie to rybka czy będzie to cwaniak z polskim czy amerykańskim paszportem. A co zrobi diaboliczna, zła korporacja zatrudniająca samych debili i nierobów, bo każdy nie-debil i rób założył własne przedsiębiorstwo (mała złośliwość do innego postu)? Wykopie swoich debili i nierobów na samozatrudnienie, na zasadzie "albo jesteś niezależnym konsultantem od spraw stemplowania kopert z własną firmą, albo nie masz tu czego szukać". I będziemy mieli polską wspieraną drobną przedsiębiorczość pod dachem montowni Della, lub na open space w Deloitte. Każdy z własnym szyldem nad stanowiskiem, a co, stać nas. A potem Dell przeniesie się do Bułgarii z powodu buntu księgowych którzy cholery będą dostawać na miesięcznym sprawozdaniu finansowym.
W skrócie, nie ma co fetyszyzować drobnych przedsiębiorców, bo jest z nimi tak samo jak z wielkimi. I co zrobi dobrze wielkim, zrobi też dobrze tym małym, o ile będzie to "Przyjazne państwo" a nie specustawy pod montownię Della w Łodzi. Generalnie Jiima jest przeciwnikiem wszelkich specustaw, gdyż są niedemokratyczne. Skoro fabryka Della w Łodzi ma specjalne przywileje, to czemu nie fabryka Pol-Laptop w Pcimiu Dolnym? I czemu nie fabryka na przykład Asusa pod Warszawą (bo mamy specjalne strefy ekonomiczne i fabryka pod Warszawą nie dostanie przywilejów, nie ważne czy będzie Della, Folksvagena czy polskiego średniego przedsiębiorcy).


Jeszcze w tematach pozostałych. Po pierwsze, duże firmy nie są złe same w sobie. Każda firma dąży do wzrostu i w końcu ma szansę stać się duża, lub zostać wchłonięta przez większą. Łączenie się nie jest niczym złym. Problemy pojawiają się, gdy:
1. Firma uzurpuje sobie prawo do jakiegoś fragmentu rynku i poprzez nieuczciwą konkurencję eliminuje innych. Lub zmawia się z paroma innymi graczami by wygryźć resztę. Tego typu działania są domeną również rodzimych firm, wystarczy popatrzeć na działanie operatorów kablowych w niektórych miastach (np. w Łodzi). Tutaj jest pole do popisu dla różnych organizacji antymonopolowych, z natury rządowych bo kto inny niż rząd może zakazać takich praktyk?
2. Firma przestaje należeć do ludzi. To jest ból wielu przedsiębiorstw. W Polsce mamy firmy państwowe, z których kilka działa dobrze pomimo tego co robią z nimi politycy, reszta działa bo musi i ma zapewnione to na papierku (Poczta Polska). W skali globalnej mamy firmy należące do funduszy inwestycyjnych, banków i innych podejrzanych podmiotów, które traktują firmę jak chwilową inwestycję, z której trzeba wydoić kasę po czym porzucić zanim wartość spadnie. Może z tym należałoby coś robić? Z resztą, los ten czeka też małe i średnie firmy, jeśli zaczną cokolwiek znaczyć, firma odzieżowa zarabiająca ciężką kasę jest łakomym kąskiem dla spekulantów, zwłaszcza jak wejdzie na giełdę celem podreperowania finansów lub ego prezesa.


Chyba już Jiima wytłumaczyło, o co mu chodziło?


1. Jiima nie zrozumiał słowa

1. Jiima nie zrozumiał słowa z tego co "Ja" napisał i pieprzy trzy po trzy. Pisałem o uwolnieniu się od mitu wzrostu, o tym, by olać te wskaźniki, które nie mają żadnego przełożenia na realny rozwój i na realną gospodarkę, a ty mi piszesz "Nie da się wzrostu gospodarczego oprzeć na ". No i dobrze, że się nie da, mnie nie obchodzi, czy będzie wzrost, czy spadek, te cyferki to tylko statystyka. ZSRR w latach 1933 - 1953 miał większy wzrost, niż prawie cała Europa Zachodnia, a chwilami większy nawet niż Ameryka, a mimo to nic się tam nie zminiło na lepsze: ludzie byli wciąż tak samo ubodzy, bałagan biurokratyczny był ciągle taki sam, półki w sklepach były wciąż tak samo puste, a jakość nielicznych dostępnych towarów tak samo marna. Jedyne co się rozwijało to przemysł zbrojeniowy i niektóre gałęzie przemysłu ciężkiego, które gówno dawały społeczeństwu, nie rozwój i pokazywały przy okazji ile tak naprawdę jest wart "wzrost PKB".


Gospodarka zdrowa to gospodarka, w której producenci i usługodawcy skupiają się na potrzebach swoich klientów, dostosowują podaż do popytu i wciąż ulepszają swoja ofertę z myślą o klientach. Czy firma, która ma zapewniony monopol w jakiejś dziedzinie, bądź kilka firm tworzących oligopol i wspólnie dogadujących się w sprawie cen, usług, itp. walczą o klienta, starają się o jego względy? Nie, bo po co się starać, skoro klient jest podany na tacy.


2. Piszesz o tym, że problemy pojawiają się wtedy, gdy firma przestaje należeć do ludzi, albo gdy stosuje praktyki monopolistyczne, a o czym ja pisałem? Czy pisałem, że trzeba pozamykać wielkie koncerny? Nie, ja pisałem, że trzeba pilnować, by nie próbowały stworzyć monopolu, półmonopolu, czy oligopolu. Pilnować zabraniając dumpingu, fałszywej reklamy i innych rodzajów nieuczciwej konkurencji, a przede wszystkim ostro za nieuczciwą konkurencję karząc. Poza tym nakładać na firmę wyższe podatki za przenoszenie miejsc pracy do krajów trzeciego świata, by nie okazało się, że korporacja przez parę lat korzystała ze wszelkich możliwych przywilejów, a potem czmychnęła, zostawiając za sobą bezrobocie i syf. Poza tym powinna zostać wprowadzona zasada, że jeśli koncern gra nie fair, to oprócz płacenia kary wynosi się ze specjalnej strefy i traci wszelkie dodatkowe przywileje. Są to kroki konieczne, by zapobiegać praktykom monopolistycznym i tworzeniu prywatnego centralnego sterowania rynkiem. Jeśli natomiast potępiasz fakt, że jakaś firma nie należy "do ludzi", to powinieneś założyć jakąś ligę antykorporacyjną, bo wiele dużych firm jest we władaniu anonimowych akcjonariuszy, którzy kupują akcje głównie w celu spekulacji.


3. Ciesz się, że nie znajdujesz się w zasięgu mojej ręki, bo zdanie "nie ma co fetyszyzować drobnych przedsiębiorców, bo jest z nimi tak samo jak z wielkimi" wzbudziło we mnie duże pokłady agresji. Czy mniejsze podatki i mniejsza biurokracja dla małych firm to jakieś fanaberie, "fetyszyzowanie"? Oczywiście, że nie, to po prostu normalność, a sytuacja, w której drobnica dostaje od państwa po łbie, podczas gdy korporacje mogą liczyć na każdy możliwy przywilej, normalna z pewnością nie jest. Bez ułatwień ( nie pomocy państwowej, po prostu usuwania przeszkód ) w zakładaniu i prowadzeniu przedsiębiorstwa prawie żadna mała firma nie rozwinie skrzydeł, nawet na rynku lokalnym. Tak trudno ci zrozumieć, że restauracja, która w normalnych warunkach mogłaby śmiało konkurować na lokalnym rynku z np. McDonaldem, czy innym molochem, w obecnych warunkach jest skazana na klapę, bo po przejściu procedur założycielskich i zapłaceniu za milion koncesji jest atakowana przez PIPy, Sanepidy, skarbówki i parę innych instytucji, które wielkich z natury się nie czepiają? To zrozum to wreszcie i nie opowiadaj bzdur, że tworzenie warunków sprzyjających konkurencji, które to warunki obecnie praktycznie nie istnieją, to "fetyszyzowanie" i nadawanie komukolwiek jakichś nieuzasadnionych przywilejów.


Mam nadzieję, że teraz Jiima rozumie o co mi chodzi, bo jak dotychczas Jiima nie rozumiało.


Jiima zrozumiało więcej niżli trzeba

Po prostu z niektórymi tezami "JA" się zgadza. To takie dziwne, mówić że ktoś ma rację ale nie do końca? Musi chwalić i mówić "jesteś genialny, +7 za tekst" albo kliknąć na X i nazwać debilem, upośledzonym, zwolennikiem PiS czy czymkolwiek innym?


Jiima jest za prostymi i jasnymi zasadami dla WSZYSTKICH. Nie ważne czy to będzie Dell, czy Keczup Od Janka Sp. z. o. o. Specjalne strefy ekonomiczne są OK, ale na takich samych zasadach dla każdego. Tzn. firma otwiera fabrykę w SSE, oświadcza że utworzy tyle a tyle miejsc pracy, dostaje zwolnienie podatkowe na tyle i tyle lat. Za to zobowiązana jest utrzymać tę fabrykę przez lat conajmniej drugie tyle po wygaśnięciu przywilejów, albo oddaje wszystko co mu darowano co do złotówki, no chyba że zbankrutuje, co też każdemu może się trafić. Jak przeniesie fabrykę do Chin, buli, nie ważne czy jest to pan Jones czy pan Kowalski.


Tak samo monopole i oligopole, z resztą z tym walczy się od dawna.


Co do wzrostu gospodarczego, źle się Jiima wyraziło - Jiimę też nie obchodzą wskaźniki, jako matematyk ma problemy z liczbami. Chodzi o to, co napędza świat - nowoczesne technologie, wydajne rozwiązania itp.


"mniejsze podatki i mniejsza biurokracja DLA MAŁYCH FIRM"? Cool zdanie, czterema rękami i nogami Jiima się podpisuje, jak wywalisz część wielkimi literami. Należy ogólnie uprościć zasady ZATRUDNIANIA ludzi - CIT już jest dość niski i liniowy, to PIT, a przede wszystkim inne obciążenia (ZUS na pierwszym miejscu) są problemem. Nie powinno się tworzyć grup uprzywilejowanych, bez względu na to, czy będą to korporacje czy drobni dłubacze. Jasne zasady prowadzenia działalności, prawo pracy jasne i zrozumiałe, "jedno okienko", mniej pozwoleń i innych bzdur. Na tym skorzysta każdy, samozatrudniony składacz długopisów i prezes Della. Ten pierwszy więcej niż ten drugi, ale może dzięki temu ten drugi nie wyniesie produkcji do Chin.


Co do fetyszyzowania średnich przedsiębiorstw, to była uwaga do ogólnej tendencji w ostatnich wypowiedziach na tym portalu - rzemieślnicy i manufakturalne prostowanie bananów jest cacy, wielkie firmy są be i traktują nas jak tanich Murzynów. Jak Dell daje 2600 to wykorzystuje tanią siłę, jak polski składacz laptopów z koreańskich podzespołów płaci 1600 to jest biedny bo państwo mu w d.. daje. (Pomijam fakt że ta duma narodu będzie conajwyżej długopisy składać a nie laptopy jeśli koreański koncern się na nią wypnie).


A to, że PIP i sanepid wpadną do małej restauracji... nic na to nie poradzę, że żyjemy w kraju Trzeciego Świata, gdzie policja i urzędy istnieją tylko celem dokonywania wymuszeń rozbójniczych. Wiadomo po co wpadają i na ogół z czym wypadają, zarówno z restauracji jak i z McDonalda. Tyle że w McDonaldzie idą od razu do kierownika (nie wiem czy w McDonaldzie, za to autentyczna historia z osiedlowego supermarketu). Poza tym nie chcę być złośliwe, ale urzędy te nie są od "atakowania" i "nękania" tylko egzekwowania przepisów. A że przepisy mamy jakie mamy to zupełnie inna sprawa i o tym mówię od początku.


Co do znajdowania się w pobliżu, Jiima nie dyskutuje z takimi argumentami (pomijając efekt wspomnianego starcia z którym mogłoby być różnie), podobnie jak z awansami do czyjegoś IQ i pieprzenia. Na tym Jiima kończy tę dyskusję, bo kopanie się ze świnią w błocie Jiimy nie rajcuje. Tym razem Jiima zrozumiało wszystko łącznie z groźbami naruszenia nietykalności cielesnej i ma nadzieje że zostało zrozumiane. Nie ma zamiaru niczym grozić by wyjść na równie poważną osobę. Howg.


uwolnijmy się od mitu wzrostu i zacznijmy myśleć o rozwoju

portret użytkownika cmss

Jestem za.
PS podoba mi się http://kontrowersje.net/node/2042#commen...


Platonicznie...


Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.